05:29 15 Listopad 2019
Taxi Uber

Uberkombinacja

© Sputnik . Natalia Seliverstova
Opinie
Krótki link
Autor
2527
Subskrybuj nas na

Ile razy zdarzało Wam się zamówić Ubera i podjechała po Was skoda Fabia, a w niej Wołodymir, Siergiej albo Wasyl? Od teraz wiecie: to zwykle nie są kierowcy. To wolontariusze, edukatorzy. Serio, serio.

Myśleliście, że zamówiliście przewóz osób? Nic bardziej mylnego. Siedzący za wschodnią granicą obywatel ze wschodu, najczęściej z Ukrainy jest wolontariuszem fundacji zajmującej się edukowaniem na temat bezpieczeństwa na drodze. Nie wiedzieliście? Spokojnie, oni też rzadko wiedzą, co podpisali.

Skandal odkryła „Gazeta Wyborcza". Okazuje się, że jednym z partnerów flotowych Ubera jest tajemnicza fundacja Incolumis Civis im. Wilhelma von Strossenrhauera (ktoś taki nie istnieje). Okazuje się, że rekrutuje ona kierowców i  jeśli nie dysponują własnym autem  daje im w użytkowanie Škody Fabie (najczęściej spotykane na uberowym rynku). Najczęściej zatrudniani są imigranci, oni nie wiedzą do końca, co podpisują. Myślą, że zostali kierowcami, a są wolontariuszami  i nie dostają wynagrodzenia, a kieszonkowe.

Jak sugeruje „GW" w ten sposób gigant przewoźniczy omija płacenie podatków. Dziennikarze twierdzą, że to po prostu jeden wielki uberprzekręt.

 Po pierwsze, imigranci zarobkowi, żeby zostać wolontariuszami, nie potrzebują zezwolenia na pracę. W ten sposób pośrednik  fundacja, może ich legalnie wykorzystywać. W sytuacji zatrzymania przez policję imigranci, nawet na wizach turystycznych, mogą udowodnić, że prowadzą tylko akcję edukacyjną. Po drugie, fundacja jest tu wehikułem gospodarczym, w którym nikt nie ponosi odpowiedzialności  skomentował sprawę dr Liwiusz Laska z kancelarii LLMS Adwokaci, który jest też członkiem komisji kodyfikacyjnej prawa pracy.

A co najlepsze  fundacja znajduje się pod bezpośrednim nadzorem Ministerstw Infrastruktury. A Uber prawdopodobnie wykorzystuje lukę w polskim prawie podatkowym, bo „wolontariusze" wypracowują mu dochód. W ich umowach widnieje, że powinni przeprowadzać z pasażerami rozmowy edukacyjne i dawać im do wypełnienia ankiety. Nietrudno się domyślić, że Bogu ducha winni Ukraińcy w większości nie mają o tym pojęcia.

Dokumenty, które podpisują (osobna umowa na przejazdy  tzn, na akcję edukacyjną, osobna na użytkowanie auta) najeżone są pułapkami: kary finansowe za najmniejsze rysy, za brak raportu, za przestoje, 150 zł kiedy złamią jakieś przepisy i zostaną na tym przłapani przez policję albo straż miejską.

Redakcja wyborczej.tech odkryła, że donatorem fundacji jest Artur Jarzyński, twórca pamiętnej korporacji Eco Car, który musiał zwracać unijną dotację w związku z nieprawidłowościami. Według gazety machina Ubera, podłączonych spółek Jarzyńskiego i fundacji napędza się. Uber Polska nie zaprzecza, że fundacja jest jej partnerem flotowym  ale przedstawiciele korporacji twierdzą, że nic nie wiedzą o żadnej rekrutacji wolontariuszy, którzy mieliby unikać podatku. Sam Jarzyński również śmieje się dziennikarzom w twarz. Nie potrafi odpowiedzieć, kto jest patronem powołanej przez niego fundacji, zgrywa się. „Jego zapytajcie!"  odpowiada ze śmiechem.

Freddie Mercury
© AFP 2019 / Jean-Claude Coutausse
– Najczęściej fundację zasila się w Polsce przez podmiot trzeci, który wpłaca darowizny na cele statutowe. Jeśli mamy do czynienia z taką sytuacją, powinien się nią zająć urząd skarbowy  mówi ekspert „Wyborczej".  Jeśli organy państwa dalej będą ślepe na tę sytuację, z budżetu będą uciekać miliony.

Jak widać, uszczelnienie systemu VAT to nadal za mało.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Samochody z maszyn do szycia
Samochodowe monstra z Syberii
Samochody z „konwoju” Putina trafiły do sprzedaży
Tagi:
wolontariusz, Uber, kierowca, policja, Gazeta Wyborcza, Ukraina, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz