Widgets Magazine
04:03 19 Wrzesień 2019
Taxi Uber

Uberkombinacja

© Sputnik . Natalia Seliverstova
Opinie
Krótki link
Autor
2427
Subskrybuj nas na

Ile razy zdarzało Wam się zamówić Ubera i podjechała po Was skoda Fabia, a w niej Wołodymir, Siergiej albo Wasyl? Od teraz wiecie: to zwykle nie są kierowcy. To wolontariusze, edukatorzy. Serio, serio.

Myśleliście, że zamówiliście przewóz osób? Nic bardziej mylnego. Siedzący za wschodnią granicą obywatel ze wschodu, najczęściej z Ukrainy jest wolontariuszem fundacji zajmującej się edukowaniem na temat bezpieczeństwa na drodze. Nie wiedzieliście? Spokojnie, oni też rzadko wiedzą, co podpisali.

Skandal odkryła „Gazeta Wyborcza". Okazuje się, że jednym z partnerów flotowych Ubera jest tajemnicza fundacja Incolumis Civis im. Wilhelma von Strossenrhauera (ktoś taki nie istnieje). Okazuje się, że rekrutuje ona kierowców i  jeśli nie dysponują własnym autem  daje im w użytkowanie Škody Fabie (najczęściej spotykane na uberowym rynku). Najczęściej zatrudniani są imigranci, oni nie wiedzą do końca, co podpisują. Myślą, że zostali kierowcami, a są wolontariuszami  i nie dostają wynagrodzenia, a kieszonkowe.

Jak sugeruje „GW" w ten sposób gigant przewoźniczy omija płacenie podatków. Dziennikarze twierdzą, że to po prostu jeden wielki uberprzekręt.

 Po pierwsze, imigranci zarobkowi, żeby zostać wolontariuszami, nie potrzebują zezwolenia na pracę. W ten sposób pośrednik  fundacja, może ich legalnie wykorzystywać. W sytuacji zatrzymania przez policję imigranci, nawet na wizach turystycznych, mogą udowodnić, że prowadzą tylko akcję edukacyjną. Po drugie, fundacja jest tu wehikułem gospodarczym, w którym nikt nie ponosi odpowiedzialności  skomentował sprawę dr Liwiusz Laska z kancelarii LLMS Adwokaci, który jest też członkiem komisji kodyfikacyjnej prawa pracy.

A co najlepsze  fundacja znajduje się pod bezpośrednim nadzorem Ministerstw Infrastruktury. A Uber prawdopodobnie wykorzystuje lukę w polskim prawie podatkowym, bo „wolontariusze" wypracowują mu dochód. W ich umowach widnieje, że powinni przeprowadzać z pasażerami rozmowy edukacyjne i dawać im do wypełnienia ankiety. Nietrudno się domyślić, że Bogu ducha winni Ukraińcy w większości nie mają o tym pojęcia.

Dokumenty, które podpisują (osobna umowa na przejazdy  tzn, na akcję edukacyjną, osobna na użytkowanie auta) najeżone są pułapkami: kary finansowe za najmniejsze rysy, za brak raportu, za przestoje, 150 zł kiedy złamią jakieś przepisy i zostaną na tym przłapani przez policję albo straż miejską.

Redakcja wyborczej.tech odkryła, że donatorem fundacji jest Artur Jarzyński, twórca pamiętnej korporacji Eco Car, który musiał zwracać unijną dotację w związku z nieprawidłowościami. Według gazety machina Ubera, podłączonych spółek Jarzyńskiego i fundacji napędza się. Uber Polska nie zaprzecza, że fundacja jest jej partnerem flotowym  ale przedstawiciele korporacji twierdzą, że nic nie wiedzą o żadnej rekrutacji wolontariuszy, którzy mieliby unikać podatku. Sam Jarzyński również śmieje się dziennikarzom w twarz. Nie potrafi odpowiedzieć, kto jest patronem powołanej przez niego fundacji, zgrywa się. „Jego zapytajcie!"  odpowiada ze śmiechem.

Freddie Mercury
© AFP 2019 / Jean-Claude Coutausse
– Najczęściej fundację zasila się w Polsce przez podmiot trzeci, który wpłaca darowizny na cele statutowe. Jeśli mamy do czynienia z taką sytuacją, powinien się nią zająć urząd skarbowy  mówi ekspert „Wyborczej".  Jeśli organy państwa dalej będą ślepe na tę sytuację, z budżetu będą uciekać miliony.

Jak widać, uszczelnienie systemu VAT to nadal za mało.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Samochody z maszyn do szycia
Samochodowe monstra z Syberii
Samochody z „konwoju” Putina trafiły do sprzedaży
Tagi:
wolontariusz, Uber, kierowca, policja, Gazeta Wyborcza, Ukraina, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz