Widgets Magazine
01:26 19 Lipiec 2019
KotPremier Wielkiej Brytanii Theresa May i przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker

„Brytyjski kot cały czas stoi w drzwiach”

© Fotolia / Dejangasparin © REUTERS / Vincent Kessler
1 / 2
Opinie
Krótki link
Leonid Swiridow
2200

Zjednoczone Królestwo zachowuje się obecnie jak typowy kot, który najpierw długo miauczy pod drzwiami, że chce wyjść, a po otwarciu drzwi stoi i udaje, że nie o to chodziło. Taka polityka rządu Theresy May nie jest bynajmniej przypadkowa. Oficjalny Londyn cały czas próbuje rozmyć Brexit, albo zrobić, żeby go nie było.

Znany polski analityk polityczny i dziennikarz Konrad Rękas odpowiada na pytania komentatora agencji Sputnik Leonida Swiridowa.

—  Ostatnie parę tygodni w Warszawie i w ogóle w Polsce bardzo mocne było świętowanie przystąpienia Polski do NATO — 20 lat, rocznica. Ja wyczytałem w jednej gazecie komentarz, że ewentualne wyprowadzenie Polski z NATO jest tym samym co wyprowadzenie Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, czyli działaniem na granicy niemożliwości.

Jak Pan uważa, Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej czy nie?

— Nie sądzę, że są szanse i nadzieje na wyjście Polski spod okupacji NATO-wskiej, ale skupmy się na sytuacji Wielkiej Brytanii.

To prawda, że Zjednoczone Królestwo zachowuje się obecnie jak typowy kot, który najpierw długo miauczy pod drzwiami, że chce wyjść, a po otwarciu drzwi stoi i udaje, że nie o to chodziło. Taka polityka rządu Theresy May nie jest bynajmniej przypadkowa.

Jest to na pewno jeden z elementów nie tylko wewnętrznej polityki brytyjskiej, ale w ogóle sytuacji politycznej Zachodu.

Po pierwsze, na przykładzie Brexitu wyraźnie widzimy, jak bardzo rozbieżne są poglądy, interesy i oczekiwania społeczeństw w dawno ugruntowanych demokracjach (takich jak Zjednoczone Królestwo), a interesy, oczekiwania, potrzeby i cele elit tych państw.

Społeczeństwo brytyjskie opowiedziało się jednoznacznie za Brexitem, przynajmniej w części angielskiej Zjednoczonego Królestwa. Natomiast elity brytyjskie, włącznie z Theresą May, do ostatniej chwili sądziły, że referendum zostanie wygrane przez zwolenników pozostania w Unii. I ta rozbieżność, to rozjeżdżanie się między elitami a społeczeństwem brytyjskim jest bardzo widoczne.

Brexit. Brytyjski kot cały czas stoi w drzwiach
© Sputnik . Witalij Podwickij
Brexit. Brytyjski kot cały czas stoi w drzwiach
Elity brytyjskie, posłowie, rząd brytyjski starają się tak prowadzić całą procedurę Brexitu, by albo to był Brexit bez brexitowych konsekwencji, czy aby Wielka Brytania pozostała z większością obowiązków, które miała jako członek, z udostępnianiem swego rynku do bezcłowej wymiany handlowej, udostępniania swych terenów rybołówstwa.

Westminster, oficjalny Londyn cały czas próbuje rozmyć Brexit, albo zrobić, żeby go nie było. A więc, mamy do czynienia z praktyczną alienacją elit, które mówią Brytyjczykom: no, dobrze, głosowaliście za Brexitem, ale wy chyba nie chcecie tak naprawdę Brexitu, no, to my wam to załatwimy.

I to jest cały problem, że mamy kolejne spektakle po głosowaniu kolejnego kompromisu, natomiast coraz więcej ma się cyrk dla wyborców. Twardzi zwolennicy Brexitu mają tego coraz wyraźniej dość i wzywają do ponownych wyborów.

Z kolei przeciwnicy Brexitu chcieliby powtórzenia referendum.

Zostaje pytanie: nad czym Brytyjczycy głosowali, po co wyrazili wolę w referendum, skoro okazuje się, że wszyscy mówią: nie, nie, w sumie źle wyście wybrali, to, może, jeszcze raz?

Na pewno trzeba uznać, że w jedną stronę idziemy, tylko, że brytyjski kot cały czas stoi w drzwiach.

—  Jednak wydaje się, że Brexit będzie i raczej będzie twardy. Czy nie?

— Sporo na to wskazuje. W takiej sytuacji elity brytyjskie i europejskie mają jeszcze kilka bocznych wyjść, kilka niespodzianek dla brytyjskiego społeczeństwa. Rozmawiamy o kolejnym ciągu głosowań. Wiemy, że przeciwnicy Brexitu, przeciwnicy billu nadal uważają, że jest to rozwiązanie niewystarczające. Twardzi brexiterzy nie popierają takiego rozwiązania. Następnie mamy mieć głosowanie nad No-deal Brexitem, następnie zaś nad przeciągnięciem, kolejne miesiące rozmów z Unią.

Wszyscy mówią, że żadnych nowych rozmów i nowych ustaleń między Londynem a Brukselą być nie może. Jest to gra na zmęczenie społeczeństwa brytyjskiego, które w końcu może powiedzieć: dobrze, zróbcie cokolwiek, tylko przestańmy dreptać w miejscu.

Zwrócimy uwagę, funt się umacnia. Po każdym głosowaniu przegranym przez Theresę May formalnie funt jest coraz silniejszy. Przynajmniej w stosunku do złotego i do dolara. Innym ważnym elementem gry o Brexit jest kwestia przyszłości całego Zjednoczonego Królestwa, kwestia wewnętrznych tożsamości tego państwa, przyszłości Szkocji, Irlandii Północnej.

Brexit umacnia angielską — nie brytyjską, ale angielską tożsamość. To Anglicy zaczynają mówić, że w takim razie, skoro już nie będziemy częścią Unii i skoro Szkoci i Irlandczycy nie chcą być z nami w jednym państwie, to, może, czas na niepodległość Anglii? I to jest ciekawy paradoks tego bałaganu brexitowego, że budzi się, odbudowuje się po kilku stuleciach świadomość narodowa angielska, a nie brytyjska.

Tu nakłada się wiele czynników wewnętrznych, społecznych, gospodarczych i etnicznych, bo przecież Wielka Brytania nie jest krajem etnicznie jednorodnym, i stąd też ta niejasna gra prowadzona przez brytyjskich negocjatorów, brytyjski rząd, to może spowodować bardzo wiele niespodzianek, nie tylko w związku z trybem wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, ale z tym, czy Wielka Brytania w ogóle przetrwa.

—  Pan w tej chwili fizycznie mieszka w Szkocji. Jestem ciekaw, jak będą reagować Polacy w przypadku, jak Brexit jednak dojdzie do skutku? Czy Polacy będą wyjeżdżać do ojczyzny, czy pozostają w Szkocji czy w innej części Wielkiej Brytanii?

Jakie w ogóle są nastroje społeczne?  Mówię, że społeczne dlatego, że bardzo dużo Polaków mieszka w Szkocji.

— Tak, w tej chwili Zjednoczone Królestwo jest największym skupiskiem Polaków na Zachodzie Europy, większym nawet w tej chwili, niż Niemcy.

Ciekawe jest różnicowanie postaw Polaków: jedni, rzeczywiście, rozważają powrót, i wpływać na to ma szereg czynników. To pewne pogarszające się samopoczucie Polaków, zwłaszcza mieszkających na południu w Anglii, gdzie stykają się z migrantami z Bliskiego Wschodu, i gdzie spotykają się niekiedy z negatywnym nastawieniem miejscowych mieszkańców, Anglików, wobec migrantów w ogóle.

Polacy po dziesięciu czy kilkunastu latach przebywania na Wyspach Brytyjskich mają wyższe ambicje, często ci, którzy mają wyższe wykształcenie, ci, którzy uzyskali lepsze etaty. W związku z tym zaczynają reagować w sposób typowy dla klasy niższej czy średniej, oczekując większego szacunku, lepszej samorealizacji, co nie zawsze (w Anglii zwłaszcza) jest możliwe.

Drugi jednak aspekt nastawienia polskiego wobec Brexitu jest zupełnie odmienny: Polacy zastanawiają się, czy nie można pozostając na Wyspach Brytyjskich zrobić na nich interesów? Na przykład, jak będą kształtować się ceny nieruchomości po Brexicie, jak będzie wyglądał kurs funta?

Umocnienie funta bardzo cieszy Polaków, mieszkających na Wyspach: ich pieniądze wysyłane do Polski mają większą wartość. Wielu Polaków kupuje nieruchomości, inwestuje w nowe domy, inwestuje w pozostanie na Wyspach Brytyjskich, zwłaszcza w Szkocji czy Irlandii Północnej, gdzie warunki dla Polaków są zdecydowanie lepsze, niż w Anglii. Lepsze jest nastawienie społeczeństwa.

Wielu ludzi chce przenieść się z południa do Szkocji czy do Irlandii Północnej, gdzie w zasadzie nie ma migrantów z trzeciego świata i gdzie z kolei warunki zdecydowanie przyjaźniejsze dla Polaków.

A więc mamy ciekawą dychotomię: jedni wracają, także wierząc zresztą w propagandę Warszawy, przecież skoro w Polsce tak się poprawiło, że aż utrzymujemy 1,5 miliona Ukraińców, no to może utrzymamy powracających z Zachodu? Ale boję się, że tych wracających czeka bolesne rozczarowanie: znany jest proces powrotów z powrotów.

Polacy, którzy wyjechali po dziesięciu latach na Wyspach do Polski, opuszczają nos na kwintę i po 3-4-5 miesiącach zetknięcia się z polską rzeczywistością wracają z powrotem na Wyspy Brytyjskie.

Reszta zaś czeka na to, co będzie, i czeka z budzącym, budującym polskim sprytem: a może, na Brexicie Polacy coś zarobią? I to jest częste nastawienie naszych rodaków, gdyż pokazuje, że nie tylko narzekać potrafimy, ale też i sprytnie dostosowywać się i może, nawet wyciągać korzyści.

—  Wiadomo, że Polak zawsze potrafi. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Zobacz również:

„Twardy” Brexit a ryzyko braku papieru toaletowego
Korwin-Mikke: Koalicja Europejska - to sprzedawczyki, gorzej jest z PiS-em - to są zdrajcy
Juncker nazwał Brexit tragicznym błędem
Fort Trump: Polski film będzie się bardzo różnił od zwiastuna
Wstyd w Imieniu Rzeczypospolitej Polskiej
Brexit bez porozumienia: Unia Europejska nie może już nic zrobić
Kanał Wisły to najkrótsza droga do Rosji. Dla USA
„Na mojej mapie firmowej Krym jest rosyjski. To nie zostało mi wybaczone”
Twardy Brexit a polskie kurczaki
Tagi:
elity, polityka, Brexit, funt, kot, referendum, gospodarka, parlament, NATO, Theresa May, Konrad Rękas, Irlandia Północna, Unia Europejska, Szkocja, Bruksela, Londyn, Wielka Brytania, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz