22:05 19 Marzec 2019
Miasto Nowy Sad w czasie bombardowań lotnictwa NATO

Operacja lądowa NATO w Jugosławii. Dezinformacja czy realne plany?

© Zdjęcie: Darko Dozet
Opinie
Krótki link
Miroslav Lazanski
0 512

Po 20 latach od agresji NATO przeciwko Federacyjnej Republice Jugosławii trwają spory wokół tego, czy rzeczywiście NATO z inicjatywy Wielkiej Brytanii planowało operację lądową w Serbii i czy Sojusz miał dostatecznie dużo środków na jej przeprowadzenie.

Eksperci do tej pory zastanawiają się, jak rozwinęłyby się wydarzenia, jeśli 9 czerwca 1999 roku Belgrad nie podpisałby w Kumanowie porozumienia wojskowo-technicznego.

Trzecia fala nalotów NATO obejmowała zarówno cele wojskowe, jak i cywilne, co było obliczone na złamanie ducha bojowego ludności i zmuszenie do kapitulacji kierownictwa Federalnej Republiki Jugosławii. Jednocześnie w zachodnich źródłach zaczęła pojawiać się informacja o tym, że prace nad planem operacji lądowej NATO w Jugosławii dobiegają końca. (patrz na przykład TUTAJ lub TUTAJ). Niestety niektórzy z ówczesnych jugosłowiańskich generałów także odegrali rolę w przekonaniu Slobodana Milosevica co do prawdziwości tych doniesień.

W rzeczywistości wszystko przedstawiało się inaczej. Głównym problemem NATO w realizacji tej czy innej wersji planu wprowadzenia wojsk lądowych do Jugosławii była logistyka i geografia. Z Albanii do Kosowa w 1999 roku prowadziły tylko dwie drogi, obie w fatalnym stanie. Macedonia natomiast, rozerwana między pragnieniem dołączenia do NATO i zrozumieniem, że atak na Jugosławię z jej terytorium wywoła chaos w samej Macedonii, otwarcie oświadczyła, że nie dopuści do przerzucenia wojsk do FRJ przez swoje terytorium.

Z Chorwacji, a także Bośni i Hercegowiny trudniej było dostać się do Kosowa, dlatego że terytorium na tych kierunkach broniły siły Drugiej armii FRJ.

Wtedy Brytyjczycy zaproponowali plan jednoczesnego ataku na wszystkich możliwych kierunkach: z Węgier wzdłuż Dunaju na Wojwodinę, z Chorwacji i Bośni wzdłuż Dunaju i Sawy na Belgrad, z Albanii i Macedonii na Kosowo i Metochię, z Bułgarii – na Nisz i Bor. Właśnie z powodu możliwej ofensywy NATO „na wszystkich frontach”, armia jugosłowiańska, zgodnie z zasadą „obrony okrężnej”, skupiała główną część swoich sił i strategiczną rezerwę na południe od Belgradu, na zachód od rzeki Morawy, na północ od Kosowa, na wschód od Czarnogóry, w pobliżu miast Kragujevac i Kraljevo.

Najbardziej radykalny plan interwencji lądowej NATO przewidywał koncentrację wojsk na Węgrzech, ale problem stanowił przerzut wojsk przez terytorium neutralnych Austrii i Słowacji, która wówczas nie była jeszcze członkiem Sojuszu (Słowacja wstąpiła do NATO dopiero w 2004 roku – red.). Dowództwo w Waszyngtonie i Londynie wiedziało, że armia FRJ zaminowała obszar między Dunajem i Cisą, że na obszarze tym skupiły się znaczne siły wojsk pancernych, że Nowy Sad i Zrenjanin, leżące na drodze do Belgradu, mogą dać poważny odpór.

Jednym z kierunków, na którym NATO planowało atak, wsparty uderzeniem ze strony chorwackiego Vukovaru, miał zostać Sombor. Ale tutaj poważną przeszkodą mogłyby być urwiste, zwłaszcza od strony południowej, brzegi Dunaju. Wojwodina ponadto była zryta korytami rzecznymi i kanałami, a udany schemat obrony na tym obszarze w razie ataku ze strony przeważających i wyposażonych w lepszy sprzęt sił przeciwnika powtarzany był przez wiele lat przez byłą Jugosłowiańską Armię Ludową w toku rozmaitych ćwiczeń.

I w końcu o planach zajęcia Belgradu: NATO rozważało dwa modele opanowania miasta – berliński i budapesztański. Oba modele przewidują długotrwałe oblężenie i wyrządzenie miastu poważnych szkód. Mało prawdopodobne, być coś podobnego mogło zostać zaakceptowane w Europie pod koniec XX wieku.

Generałowie NATO przewidywali, że na terytorium Wojwodiny FRJ mogłaby postawić w charakterze obrony pięć dywizji, nie licząc drobniejszych formacji, przy czym w decydującym momencie jugosłowiańskie dowództwo mogłoby przerzucić tu kolejne dwie dodatkowe dywizje i zmobilizować jeszcze jedną z rezerwy.

Mieszkańcy Warszawy na ulicach zniszczonego miasta po wyzwoleniu spod niemieckiej okupacji
© Sputnik . Sergey Loskutov
Do ataku na tym odcinku NATO mogło postawić na czołowych pozycjach cztery dywizje, przy czym dwie z nich trzeba by było pozostawić w razie konieczności obrony Macedonii i Albanii, gdyby Siły Zbrojne FRJ przystąpiły do kontrataku. Czyli w czerwcu 1999 roku NATO miało nie dość środków, żeby zrealizować operację lądową, bowiem, aby taką operację poprowadzić, potrzebowaliby co najmniej 12 dywizji z pełnym logistycznym wsparciem. Przygotowanie niemieckich jednostek do ataku na Jugosławię zajęłoby 4 miesiące, Amerykanie i Brytyjczycy potrzebowaliby co najmniej sześć.

Po 4-6 miesiącach, które upłynęłyby na przygotowaniach, zapanowałaby by jesień, a potem zima, a zima na takim terenie znacznie obniża skuteczność wykorzystania sprzętu pancernego. W związku z czym spekulacje wokół planowania operacji lądowej w FRS były dezinformacją i nie więcej niż instrumentem prowadzenia wojny psychologicznej i dodatkowego nacisku na Belgrad.

Zobacz również:

Rosyjscy senatorowie: W stosunkach międzynarodowych NATO stawia na siłę wojskową
Czy zapadnie decyzja o ponownym podziale Serbii
NATO: Europa Wschodnia „została zmuszona” do podpisania Układu Warszawskiego
Tagi:
Slobodan Milosevic, operacja lądowa, NATO, Jugosławia