06:51 25 Kwiecień 2019
Andrzej Duda i Piotr Poroszenko

Niezależna z Niepodległą na amerykańskiej służbie

© AFP 2019 / Janek Skarzynski
Opinie
Krótki link
Aleksander Kwaśniewski
0 758

W tym roku mija 10 lat od wydania książki George Friedmana „Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek”. W Polsce jak wiadomo nie robi się takich prognoz, a tym bardziej w takim wymiarze. Wynika to z braku odwagi do perspektywicznego myślenia oraz z przyczyn bardziej prozaicznych tzn. lęku, że można się pomylić i stać się obiektem drwin kolegów, którzy nie prognozują, a tym samym się nie mylą.

Inną rzeczą jest kiedy takie prognozy formułuje ktoś, kto wydaje się do tego predestynowany choćby z racji posiadanego obywatelstwa (najlepiej Amerykanin) lub z racji pochodzenia (najlepiej Żyd).

Te dwie nacje cieszą się w Polsce największa estymą i prawdy, bądź nieprawdy, wypowiadane przez osoby charakteryzujące się tym przymiotami zasługują na szczególną uwagę.

George Friedman ciszy się jednym i drugim.

POLSKA W XXI WIEKU WRÓCI DO ROLI MOCARSTWA

Choć on swoje dzieło traktuje, jako prognozę i jak sam się przyznaje, że bardziej mu zależy na „uchwyceniu głównych tendencji – geopolitycznych, technologicznych, demograficznych, kulturowych, militarnych”, to polski wydawca i czytelnicy – w szczególności politycy – potraktowali książkę jako wskazówki do działań, które mają doprowadzić, że Polska w XXI wieku wróci do roli mocarstwa.

Na okładce umieszczono nawet podtytuł „Mocarstwo nad Wisłą?”, a na globusie polską flagę przewyższającą swoją wielkością trzy pozostałe: amerykańską, turecką i japońską.

Polski apetyt – jak widać – jest przysłowiowy także i w tym zakresie.

Myślę, że dzięki i tej książce, którą wielu polityków czyta w sensie dosłownym, odrodziły się pomysły przedwojennego „Międzymorza”, które ukształtowało się jako idea federacji narodów Europy Środkowej pod przewodem Polski. Zwolennikiem tej idei był Józef Piłsudski. Jak wiadomo legenda Piłsudskiego jest w Polsce żywa i wielu polityków chciałoby wpisać się na karty historii z podobnymi pomysłami.

Samozwańczy spadkobiercy Piłsudskiego: Jarosław Kaczyński i jego Prezydent Andrzej Duda postanowili wskrzesić ideę Międzymorza, a ochrzcić ją tym razem imieniem „Trójmorza”, sedno sprawy pozostało bez zmian, tj. Polska w roli głównej a pozostali w swojej masie mieliby zaświadczać o jej mocarstwowości.

Rachuby na taki obrót sprawy, jak można było się spodziewać, okazały się nietrafione i cały plan upadł z impetem większym niż entuzjazm polskich polityków, którzy próbowali go kreować.

6-7 lipca 2017 roku na Zamku Królewskim w Warszawie odbyło się spotkanie, gdzie poza amerykańskim prezydentem Donaldem Trumpem było jedenastu przedstawicieli państw europejskich – dla których większym magnesem do przyjazdu była wspólna fotka z Trumpem niż odgrzewane kotlety międzywojennej Polski.

Idea Trójmorza umarła raczej bezpowrotnie, bo i Amerykanie nie widzą w tym większego sensu, bowiem tylko ich protekcja mogłaby nadać tempa takiemu projektowi.

Nie mogło tak się stać, ponieważ Amerykanie przewidzieli dla Polski inną rolę i troszeczkę w innym składzie. W zestawie – według amerykańskiego projektu – jest miejsce dla Litwy, Łotwy i Estonii nie ze względu na ich wielki potencjał w czymkolwiek, ale ze względu na to, że ich atutem jest słabość polityczna, ekonomiczna i militarna co stanowi, że wszystkie trzy państwa są podatne na wszelkie amerykańskie sugestie.

RYWALIZACJA POLSKO-UKRAIŃSKA

Polsce została przypisana rola przywódcza grupy pod warunkiem, że wywalczy ją sobie w rywalizacji z Ukrainą.

Rywalizacja polsko-ukraińska nabiera dodatkowego smaczku politycznego, ponieważ konkurowanie odbywa się na dwóch płaszczyznach. Jedną z nich stanowi walka o względy zamorskiego mocarstwa, a drugą własne porachunki miedzy obu krajami dotyczące historii, wzajemnych pretensji i urazów nie wyłączając kwestii granicznych oraz teraźniejszości politycznej.

Amerykanie stojący w roli arbitrów stworzyli dwa organizmy państwowe, których zasady działania i organizacji są bliźniaczo podobne, a energia wykreowanych bliźniaków ukierunkowana jest przeciwko ich największemu sąsiadowi. Działania polityczne Stanów Zjednoczonych w tej części Europy zostały zaplanowane i są realizowane jako samonapędzający się mechanizm. Dla wielu politologów graniczną datą wyznaczającą początek „operacji amerykańskiej” było wystąpienie Putina na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium w 2007 roku.

Przemawiając Putin, zarzucił Stanom Zjednoczonym dążenie do hegemonii, do stworzenia „jednobiegunowego świata", z „jednym panującym". Podkreślił, że skutkiem tej polityki są „obserwowane coraz częściej przypadki lekceważenia podstawowych zasad prawa międzynarodowego".

Według Putina, amerykańska polityka nie tylko nie ograniczyła liczby konfliktów, lecz doprowadziła do tego, że liczba ofiar jest o wiele większa i nikt nie czuje się bezpiecznie.

Nowe zasady demokracji w postaci „trzech tur głosowania” w wyborach prezydenckich na Ukrainie w 2004 roku i tzw. pomarańczowa rewolucja oraz wygrana Juszczenki nie pozostawiały wątpliwości, że Stany Zjednoczone postanowiły uczynić kolejny krok w kierunku marginalizowania Rosji w sferze międzynarodowej i wiązaniu konfliktami u jej granic.

Nikt inny nie nadawał się do tej roli lepiej niż Polska ze swoimi historycznymi pretensjami i Ukraina, której nowe polityczne elity zaczęły szukać oparcia za oceanem.

Amerykański projekt dotyczący obu krajów, mógłby zostać nazwany dowolnie, bo u jego podstaw był jeden schemat, który z biegiem lat krystalizuje się coraz bardziej tak w sferze celów jak i założeń oraz w sposobie realizacji. Można byłoby dokonać porównań w sferze formułowania pewnych pojęć, schematów działań i dojść do wniosku, że są one dziełem tej samej agencji PR.

Mimo, że pomniki poświęcone radzieckim żołnierzom wyzwalającym Europę spod niemieckiej okupacji są rozsiane po całej środkowo-wschodniej Europie to tylko w Polsce i Ukrainie niszczy się je masowo, aby zaostrzać relacje polityczne z Rosją, a także skłócać narody, bowiem 600 000 poległych żołnierzy radzieckich na ziemiach polskich to wielokrotnie więcej członków ich rodzin w Rosyjskiej Federacji, których bulwersują takie działania.

W obu krajach powołano instytucje do zakłamywania historii: Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej i Instytut Pamięci Narodowej w Polsce. Celem obu instytucji jest powołanie i utrwalenie w świadomości społecznej nowego mitu założycielskiego dla każdego z państw.

Dla Polski są to „żołnierze wyklęci” z kolektywnym przywództwem, a dla Ukrainy – OUN-UPA ze Stepanem Banderą w roli głównej.

Bardzo znamienne w mojej ocenie jest także podobieństwo co do określania nazwy samego państwa, które przejawia się w pomijaniu nazwy właściwej i zastępowaniu jej przymiotnikiem w przypadku Polski  jest to przymiotnik „Niepodległa”, a w przypadki Ukrainy „Niezależna” („Незалежна”).

Widać to jest także w sferze haseł, które są propagowane w przestrzeni publicznej – „Służymy Niepodległej” mogliśmy zauważyć na budynkach publicznych, na różnego rodzaju plakatach wydrukowanych z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości.

Ten sam mechanizm funkcjonuje także na Ukrainie, gdzie „Незалежна” funkcjonuje jako równoważnik nazwy państwa. W przestrzeni haseł/zawołań nie widać już żadnej różnicy bo: „Sława Ukrajini! Herojam sława!”, niczym nie różni się z treścią baneru wiszącego na budynku MON w Warszawie: „Chwała bohaterom”.

Rugowanie z przestrzeni szkolnej języka rosyjskiego w obu krajach przybiera formy systemowe, choć palmę pierwszeństwa w tej dziedzinie dzierży „Незалежна”.

„Незалежна” i „Niepodległa” w równym stopniu ograniczyły swoja suwerenność do patronatu Stanów Zjednoczonych  i faktycznego zerwania stosunków z Rosyjska Federacją.

W Polsce forsuje się bramy Ambasady Rosyjskiej i pali budkę strażnika znajdująca się przy ambasadzie.

W Ukrainie niszczy się własność dyplomatyczną Rosji w postaci samochodów, budynków a czasami dochodzi do aktów fizycznej przemocy wobec dyplomatów.

GAZ: ZADANIA ZZA OCEANU

Walka z Nord Stream 2 przejdzie do historii jako klasyczny przykład łamania zasad konkurencji w okolicznościach kiedy kraje zainteresowane zakupem gazu, a tym samym beneficjenci inwestycji, zmuszani są do odstąpienia od niej. Wszystko to dzieje się pod hasłami unikania uzależnienia od jednego dostawcy. Przy czym konkurencyjny dostawca – Stany Zjednoczone – oferują swój gaz w cenach o wiele wyższych i tym samym zmuszają do budowania infrastruktury do jego odbioru, która jest równie kosztowna, a jedynym argumentem przekonującym do zakupu gazu pozostaje największa armia świata.

Truizmem jest mówienie, że przeczy to zasadom konkurencji, jak i to, że właśnie Stany Zjednoczone konkurencyjność i liberalizm gospodarczy wyniosły na piedestał jako przeciwwagę interwencjonizmu państwowego.

Także i w tej sprawie dwa polityczne bliźniaki „Незалежна” i „Niepodległa” ochoczo wypełniają zadania pryncypała zza oceanu. Z tą różnicą, że „Незалежна” (Ukraina) walcząc z Nord Steam 2 walczy – dla siebie – o 3 mld dolarów za tranzyt gazu przez własne systemy, a „Niepodległa” (Polska) walczy o to, aby jej obywatele płacili za gaz o ok. 30% więcej.

Wielu polskich polityków już uwierzyło, że jesteśmy mocarstwem bo z nami są Stany Zjednoczone, wielu nie chce wierzyć w to, że nasze bogactwo jest iluzoryczne, a wszystko to dotrze do Polaków obywateli i przedsiębiorców – kiedy zaczną ograniczać korzystanie z gazu, idąc w ślady Ukraińców.

Wtedy okaże się, że prawdziwym beneficjentem „ustawki” na linii Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Ukraina będą Stany Zjednoczone – zresztą nie pierwszy raz.

Wszystko to dzieje się, choć Polacy chętnie posługują się przysłowiem: „Cygan przechodzi przez wieś tylko raz”. Amerykanie przechodzą już trzeci raz, a Polacy nie zauważają tego, nie mówiąc o wyciąganiu wniosków.

Aleksander Kwaśniewski, polski publicysta, Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Aleksander Kwaśniewski: 20 lat w NATO - nie jesteśmy po dobrej stronie mocy
Kanał Wisły to najkrótsza droga do Rosji. Dla USA
Korwin-Mikke: Koalicja Europejska - to sprzedawczyki, gorzej jest z PiS-em - to są zdrajcy
Fort Trump: Polski film będzie się bardzo różnił od zwiastuna
„Na mojej mapie firmowej Krym jest rosyjski. To nie zostało mi wybaczone”
„Brytyjski kot cały czas stoi w drzwiach”
Tagi:
Nord Stream 2, gaz, Polska, Władimir Putin, USA, mocarstwo, Warszawa, moskwa, Wisła, Ukraina, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz