23:06 18 Kwiecień 2019
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej

„Jesteśmy niewidziani”. Rząd nie ma na podwyżki dla nauczycieli

© Zdjęcie: Kpalion
Opinie
Krótki link
Antonina Świst
6183

Strajk w oświacie jest już bardziej niż pewny. To już nie „groźba” ani nie „widmo”. Ale minister Michał Dworczyk bezradnie rozkłada ręce: „w tej chwili w budżecie na taką podwyżkę pieniędzy nie ma”. Ale na „piątkę Kaczyńskiego” będzie? - odpowiada ironicznie suweren.

Nie jesteśmy w stanie zrealizować wszystkich oczekiwań nauczycieli. Nauczyciele to nie jest jedyna grupa zawodowa, która oczekuje wzrostu wynagrodzeń. W moim przekonaniu w tej chwili w budżecie na taką podwyżkę pieniędzy nie ma – powiedział w poniedziałek rano szef KPRM.

Tego samego dnia w Warszawie zakończyło się nadzwyczajne posiedzenie Prezydium Rady Dialogu Społecznego dotyczące sytuacji w oświacie. Rolę mediatora, który chciałby pogodzić wszystkie strony sporu wzięła na siebie Beata Szydło. Ale tak, jak i Salomon nie naleje z pustego, tak i ona niewiele mogła nauczycielom poradzić, tym bardziej, że ci, którzy usiedli w poniedziałek do stołu pod skrzydłami byłej premier, również są skonfliktowani.

Szef oświatowej „Solidarności” Ryszard Proksa domaga się autonomicznych rozmów tylko w imieniu swojego związku, odcinając się od kolegów ze Związku Nauczycielstwa Polskiego. Ale wszystkich związkowców łączy jedno: znajdują się w sporze zbiorowym i oczekują o wiele atrakcyjniejszej propozycji niż te, które do tej pory składała im Anna Zalewska.

A takiej dalej nie dostali. Jedyne, co mogła pedagogom zaoferować wicepremier Szydło to przyspieszenie planowanych na styczeń przyszłego roku kilkuprocentowych podwyżek. Nauczyciele mieliby dostać je we wrześniu. Według Szydło po tych podwyżkach nauczyciel dyplomowany zarabiałby około 6 tys. zł brutto. To kwota przeszacowana mniej więcej o połowę. Dziś pedagog z wieloletnim stażem w wojewódzkim mieście może liczyć co najwyżej na około 3 tys. brutto.

Nie zbliżyliśmy się do kompromisu nawet o złotówkę. Nie było żadnych propozycji, które by nas zaskakiwały. To nic nowego. Jesteśmy daleko od tego, aby to w ogóle trąciło porozumieniem – stwierdzili zgodnie wszyscy związkowcy.

ZNP grozi strajkiem w gorącym okresie egzaminacyjnym od 8 kwietnia, zaś przedstawiciele „S” już od południa rozpoczęli strajk głodowy w budynku małopolskiego Kuratorium Oświaty. Od zeszłego tygodnia okupuje go 20 osób. Minister edukacji nie miała dla nich żadnych konkretów. Głodujący chcą podwyżek takich samych jak w służbach mundurowych – czyli nie mniej niż 650 zł od stycznia tego roku i kolejnych 15 proc. od stycznia 2020 r. do wynagrodzenia zasadniczego bez względu na stopień awansu zawodowego nauczyciela.

Natomiast ZNP i Wolny Związek Zawodowy „Solidarność - Oświata” należący do Forum Związków Zawodowych domaga się 1000 zł podwyżek.

I jedni i drudzy stawiają, zdaniem rządu, zaporowe warunki. W tej chwili w sporze zbiorowym znajduje się około 85 procent polskich szkół. Organizacja „NIE dla chaosu w szkole” zbiera od nauczycieli informacje o wynikach referendów strajkowych. Czeka nas całkowity paraliż oświaty, jeśli premier Morawiecki nie zastanowi się nad tym, skąd wziąć pieniądze na podwyżki dla zdeterminowanych pedagogów. Sam przecież mówił, że deficyt budżetowy można zwiększyć do trzech procent. Koszty rozszerzenia programu 500+ na pierwsze dziecko, wypłata 13. emerytur w kwocie 1100 zł brutto, likwidacja PIT dla osób do 26. roku życia, zwiększenie kwoty i przywrócenie lokalnych połączeń autobusowych rząd oszacował na około 42 mld zł. Nauczyciele aż tak dużo dla siebie nie potrzebują.

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Europa szykuje się do strajków na niemieckich lotniskach
1000 złotych i szacunek: w Polsce nabiera rozpędu strajk listonoszy
Strajk rolników w Warszawie
Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Polscy uczniowie idą w ślady Grety Thunberg
Tagi:
oświata, ZNP, Michał Dworczyk, Beata Szydło, strajk, nauczyciel, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz