09:46 20 Listopad 2019

Wobec Putina jak mały Kazio

© REUTERS / Kacper Pempel
Opinie
Krótki link
Autor
4519910
Subskrybuj nas na

Polskie władze, jak mały Kazio, gdzie tylko mogą i przy każdej okazji publicznie manifestują swoją niechęć do Rosji, a do Władimira Putina szczególnie. Nie jest to żaden przypadek, ale działanie celowe i długofalowe. Mały Kazio uznał, że nie będzie obchodów w tym stylu - na złość Donkowi i Wowie.

Plącze mi się przed oczami obrazek, pasujący jak ulał do polskiej sceny politycznej.

Kazio, rozwydrzony dzieciak, chce rządzić w piaskownicy i za namową kolegi z innej dzielnicy zachowuje się arogancko. Bije się z dziećmi sąsiadów, wali łopatką po głowie, wyzywa, kopie, pluje, sypie piaskiem po oczach, sika do piaskownicy i nic sobie nie robi z uwag dorosłych. W końcu zrobiła się pustka dookoła, nikt z Kaziem nie chce się bawić...

 „Panowie z PiS, wybijcie sobie z głowy, tu jest Polska a nie Rosja”, - grzmiał niedawno podczas konferencji Koalicji Europejskiej Grzegorz Schetyna. „Tu nie ma miejsca na kasty czy cara, do którego przychodzi się z pieniędzmi w kopercie”, - dowodził szef Platformy Obywatelskiej, czyniąc niewybredne aluzje pod adresem prezydenta Rosji.

Przemówienie Władimira Putina do Zgromadzenia Federalnego FR. 20 lutego 2019 r.
© Sputnik . Aleksey Nikolskyi
Polska. Warszawa. Kancelaria Premiera RP w barwach narodowych
© Zdjęcie : Kancelaria Premiera RP
Jarosław Kaczyński
© AFP 2019 / WOJTEK RADWANSKI
Grzegorz Schetyna nigdy w Rosji nie był, zupełnie jej nie zna, a Władimira Putina widział, co najwyżej z daleka na Westerplatte w 2009 r. podczas obchodów 70-lecia wybuchu II wojny światowej. Ale nie przeszkadza mu to w szkalowaniu Rosji i jej prezydenta, opowiadania o nich piramidalnych bzdur.

Największe kontrowersje wzbudza ostatnio decyzja PiS-owskich władz Polski.

To, co się teraz dzieje, pół roku przed obchodami 80-tej rocznicy agresji wojsk hitlerowskich na Polskę, może wywołać osłupienie.

Władze w Warszawie oficjalnie oświadczyły, bowiem, że nie zaprosiły rosyjskiego prezydenta na uroczystości na Westerplatte i zrobiły to celowo, przekładając polskie potrzeby militarno-polityczne nad prawdę historyczną. Zaprosiły wyłącznie liderów państw UE, NATO i tzw. Partnerstwa Wschodniego.

Będą, zatem, przedstawiciele dawnej Pribałtiki, Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji czy Ukrainy, tj. państw, które w czasie wojny wchodziły w skład ZSRR i zasilały szeregi Armii Czerwonej, walczącej z faszystami.

Nie będzie natomiast przedstawicieli Rosji, chociaż to żołnierze radzieccy zdobyli Berlin i byli główną, i największą siłą koalicji antyhitlerowskiej.

„Kraje, które nie są członkami tych trzech organizacji, nie zostaną zaproszone”, - wyjaśniła służba prasowa prezydenta RP.

Rzecznik prezydenta RP Błażej Spychalski podkreślił, że decyzja o tym, kogo zaprosić na uroczystość, „została podjęta na podstawie współczesnych, a nie historycznych realiów”.

Ten sam rzecznik, senatorowi Maciejowi Grubskim, który zdziwił się, że Polska nie zaprosiła prezydenta Rosji, odpowiada jednak w duchu historycznym: „czy pan senator nie pamięta, jaką rolę odegrała Rosja w 1939 roku?"

Leszek Miller
© Sputnik . Leonid Sviridov
Z logicznym myśleniem u prezydenckiego rzecznika jest tragicznie.

A realia są takie, że 1 września na Westerplatte - honory będą dla Niemiec, spadkobierców III Rzeszy, która napadła siłami hitlerowskich wojsk na Polskę i lekceważenie Rosji, spadkobierczyni ZSRR i Armii Czerwonej, która Polskę wyzwalała od hitlerowskiej zarazy z III Rzeszy.

Będą też honory dla państw-koalicjantów III Rzeszy, które wspólnie napadły na Polskę, bo są teraz razem z nami w UE. Niemcy razem z Polską są w NATO, a Rosja jest obecnie wrogiem nr 1 dla NATO vel USA.

To, co udało się zorganizować 10 lat temu na Westerplatte, już się nie powtórzy.

Dla władz nad Wisłą nie ma w polskiej historii miejsca dla żołnierzy radzieckich, których ponad milion (poległych w bojach i zmarłych jeńców), spoczywa na polskiej ziemi.

Ich pomniki się burzy, eliminuje z przestrzeni publicznej. Wyrazy wdzięczności za ich bojowy trud w czasie wojny są wymazywane z pamięci polskiego społeczeństwa.

Polityczny establishment, mający korzenie w opozycyjnej „Solidarności” końca XX w., przemiennie z SLD rządzący Polską od trzydziestu lat, traktuje historię nader wybiórczo, jak mu wygodnie.

Od dłuższego czasu stara się, w ramach tzw. polityki historycznej i idiotycznie pojętej „dekomunizacji” - deprecjonować rolę Związku Radzieckiego i Armii Czerwonej w czasie wojny, podobnie jak udział w niej polskich żołnierzy walczących u boku wojsk radzieckich.  

Grzegorz Schetyna
© AFP 2019 / Michal Cizek
Dlatego też, wg Grzegorza Schetyny, nb. historyka z wykształcenia, to nie Armia Czerwona wyzwalała obóz koncentracyjny w Oświęcimiu, ale żołnierze...ukraińscy.

Obecnie rządzący licytują się między sobą, kto dosadniej wytłumaczy opinii publicznej, dlaczego Putin jest persona non grata w Polsce i nie będzie go na Westerplatte 1 września.

Niedwuznacznie daje się do zrozumienia, że to kara za Krym, który na własne życzenie stał się rosyjski.

Tłumaczy się też, że Rosja nie skorzystała z zaproszenia do Partnerstwa Wschodniego, a przecież mogła. Chociaż, to raczej Rosja może ewentualnie zapraszać do takiego partnerstwa kraje unijne. Uczyć się „demokracji” od UE nie zamierza.

Są też odnośniki historyczne do 17 września 1939 r., ale bez przypominania, że tego samego dnia, przed wejściem wojsk radzieckich na wschodnie rubieże Polski – polskie władze i naczelne dowództwo wojsk uciekło z Polski, pozostawiając ją na pastwę losu.  

Cokolwiek mówią polscy politycy o ostracyzmie wobec prezydenta Rosji, brzmi śmiesznie, by nie rzec – głupio.

Polska zachowuje się wobec niego, nie od dzisiaj zresztą, skandalicznie, naruszając przy tym polskie prawo, nakazujące okazywanie szacunku głowie państwa. Niestety, w Polsce traktuje się prawo z wielką nonszalancją.

Władimir Putin jest publicznie i oficjalnie przez polskich polityków i media notorycznie opluwany, szykanowany, posądzany o Bóg wie co, bez jakichkolwiek dowodów winy, traktowany z jawną pogardą. Jego godność ludzka jest nieustannie naruszana i plugawiona, tak samo jak godność prezydenta Rosji. 

Z jednej strony, przyzwoitość, szacunek do prawdy historii i setek tysięcy radzieckich mogił na naszej ziemi nakazują - prezydenta Rosji zaprosić 1 września na Westerplatte.

Z drugiej strony, rodzi się pytanie, w jaki sposób tak paskudnie traktowanego człowieka zaprosić do Polski, uhonorować, złożyć na jego ręce podziękowanie Rosjanom za pokonanie faszystów przez ich rodziców i dziadów i wyzwolenie Europy.

Jak to zrobić, skoro sami historię wywracamy do góry nogami? Jak teraz z Władimirem Putinem rozmawiać i o czym? Przeprosić go za nasze zachowanie? Kto to miałby zrobić: prezydent Duda, premier Morawiecki, czy może prezes PiS Jarosław Kaczyński? Mali Kaziowie z piaskownicy...  Maniery rozwydrzonych dzieciaków, których rodzice nie nauczyli elementarnej kultury zachowania, na niewiele się w polityce przydają. Polskie władze wpadły we własne sidła.

Jest też inny problem, również rodem z piaskownicy małego Kazia.

PiS nie znosi Donalda Tuska, ogólnie mówiąc za „Smoleńsk”, a premier Tusk dziesięć lat temu zaprosił Władimira Putina na Westerplatte, a nawet odbył z nim przyjacielską pogawędkę na molo w Sopocie. To nic, że Donald Tusk ma obecnie podobny stosunek do Rosji i Putina, jak władze z PiS. Mały Kazio uznał, że nie będzie obchodów w tym stylu - na złość Donkowi i Wowie.

Mały Kazio, który nikogo mądrego nie słucha, dopóki nie wsadzi palców w kontakt, nie wie, że prąd może „kopnąć” i to zdrowo.

Na razie mały Kazio ze zdziwieniem w mediach zauważył, że rusofobia jest szkodliwa.

„Czkawką odbija się nam redukcja importu ropy z Rosji. W przypadku gazu zresztą też widać podobne zjawisko”, a „Gaz ze Świnoujścia dużo droższy niż z rurociągu jamalskiego”- donoszą media, po kolejnej kwartalnej analizie efektów pracy spółek giełdowych Skarbu Państwa. „Ze względu na zwierzchnictwo premiera nazywamy je z przymrużeniem oka Holdingiem PiS", podaje portal money.pl .

* * * * * * *

Prezydent Putin do Polski nie przyjedzie. To nie mały Wowa, lecz duży Władimir i nawalanki w piaskownicy z małym Kaziem nie będzie.

Dla niego rocznica wybuchu II wojny światowej to wielkie mementi mori - milionów rodaków, którzy zginęli wyzwalając Polskę i Europę od faszystów, a nie specyficzna okazja do prowadzenia doraźnych rozgrywek politycznych. Zwłaszcza w polskiej piaskownicy.

Zofia Bąbczyńska-Jelonek, publicystka polska

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Senator Grubski: „Prezydent Putin powinien być honorowym gościem na Westerplatte”
Warszawa w odwrocie: „Ile razy można wyciągać w czyjąś stronę rękę i mieć ją oplutą?"
Rozmowa kontrolowana: „Szpieg" rozmawia z senatorem
„Pożyteczna idiotka Putina" też ma swoje zdanie
Oleg Bondarenko: „Będę sądzić się z rządem RP"
Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
Leszek Miller: Rusofobia w Polsce stała się doktryną państwową
Sławomir Dębski w Moskwie: „Śnieg pada"
Leszek Miller: Na Kremlu słychać korki od szampana?
„Warszawy nie widać z kremlowskiego gabinetu Putina"
Tagi:
Smoleńsk, Europa, SLD, żołnierz, "Solidarność", Błażej Spychalski, Armia Czerwona, ZSRR, Niemcy, Maciej Grubski, Władimir Putin, Berlin, II Wojna Światowa, Ukraina, Białoruś, Koalicja Europejska, USA, rusofobia, polityka, Platforma Obywatelska, Grzegorz Schetyna, Donald Tusk, Prawo i Sprawiedliwość, Andrzej Duda, Westerplatte, Gdańsk, Kreml, Warszawa, Moskwa, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz