03:47 26 Kwiecień 2019
Iwan Filippenko z synem Romanem w sadzie jabłoniowym

Polskie jabłka w Rosji. „Nie ma w tym żadnej polityki”

© Sputnik . Andriej Wypołzow
Opinie
Krótki link
Andriej Wypołzow
8701

Gdy jedni rolnicy palą opony i rozrzucają po ulicy jabłka, protestując przeciwko „antynarodowej polityce rolnej Warszawy”, inni spokojnie współpracują z Rosją, zakładając wspólne przedsiębiorstwa. Sputnik Polska zapoznał się z jednym z takich projektów w obwodzie kaliningradzkim.

Polskie sady
© Fotografie od blogera Aleksander Kwaśniewski
Sad jabłoniowy powstał w odległości 30 km od polskiej granicy, obok wsi Zarecznoje, w rejonie bagratinowskim. Ten widok robi wrażenie – ponad 350 tysięcy drzewek ustawionych rzędami na bezbrzeżnym polu. Zatrzymując się w dowolnym miejscu wzdłuż drogi i wychodząc z samochodu, można się poczuć jak na koncercie organowym. Zewsząd rozlega się świst o różnych tonach.

— To wszystko przez tyczki bambusowe, do których mocujemy jabłonie, żeby nie kołysały się na wietrze – mówi dyrektor polsko-rosyjskiego gospodarstwa „BioTor” Iwan Filippenko. — Tyczki są puste w środku, dlatego hula w nich wiatr. A kiedy przez sad przetacza się huragan, to tak jakby grały organy w Soborze Katedralnym.

Filippenko nie zawsze zajmował się sadownictwem. Wcześniej importował z Norwegii kamienie budowlane. Do kardynalnej zmiany biznesu – z tłucznia na jabłka! – doszło w 2014 roku, kiedy relacje między Rosją i Unią Europejską popsuły się z powodu „kwestii krymskiej”.

Polski rolnik
© Sputnik . Filip Klimaszewski
— Kiedy Rosja wprowadziła sankcje odwetowe, ogłaszając politykę zastępowania importu, uważnie prześledziłem sytuację z biznesem sadowniczym – ciągnie przedsiębiorca.

— Mam w nadgranicznym Braniewie partnera, który też daleki był od sadów jabłoniowych, on zajmuje się produkcją brykietów do kominka. Odwiedziliśmy w Polsce najlepsze sady, przeszedłem szkolenie, przy czym nie tylko u specjalistów w Polsce, ale też w Niemczech i Holandii. W 2015 roku kupiłem porzuconą ziemię, w której po upływie 70 lat od wojny wyzierały jeszcze głębokie jamy po kulach lotniczych. Teren został rozminowany, przeprowadziliśmy drenaż i zagospodarowaliśmy pierwsze 50 ha superintensywnego sadu.

Wszystkie inwestycje w projekt są polskie. Pieniądze zainwestował ten sam biznesmen z Braniewa Zygmunt Wajdlejt. Rzecz w tym, tłumaczy Filippenko, że rosyjskie banki nie wydają kredytów pod zastaw posadzonego sadu. Tego się u nas nie praktykuje. A w Polsce taki kredyt, do tego jeszcze nisko oprocentowany, można otrzymać, co też uczynił Wajdlejt. Z drugiej strony państwo rosyjskie w ramach programu zastępowania importu przyznaje na takie projekty subsydia w wysokości 500 tys. rubli (30 tys. złotych) w przeliczeniu na jeden hektar.

— Subsydia pokrywają jedną trzecią poniesionych kosztów – precyzuje rosyjski przedsiębiorca.

— Pan Zygmunt jest doświadczonym biznesmenem, z Rosjanami współpracuje już od 1993 roku. Do Kaliningradu stara się przyjeżdżać regularnie. Doskonale uchwycił moment sprzyjający biznesowi – jeśli polskie jabłka nie mają wstępu do Rosji, to Rosja sama musi wyhodować polskie jabłko! I on poczynił ten śmiały krok – komentuje Iwan Filippenko.

Teraz przecież trzeba być ślepym, żeby nie widzieć, jaka nisza powstała w obwodzie kaliningradzkim. Według danych służby celnej nasz kraj corocznie zużywa nawet 48 tysięcy ton jabłek. A żeby osiągnąć taki wynik, musimy założyć ponad tysiąc hektarów superintensywnych sadów. Region ma ich dziś 500 ha. Miejsca więc nie brakuje.

Protest rolników w Warszawie
© Sputnik . Jarosław Augustyniak
Towarzysze zwrócili się nawet do polskich rolników, żeby przeanalizować, jakie odmiany jabłek dostarczane były z PRL-u do ZSRR. Okazało się, że Rosjanie najbardziej lubią słodkie czerwone jabłka (w odróżnieniu od, powiedzmy, jabłek z kwaśną nutą dla europejskiego odbiorcy) i z grubą skórą. Polscy sadownicy z firmy Arna Grupp wyszli naprzeciw nowemu wspólnemu przedsięwzięciu: razem z sadzonkami udostępnili rosyjskojęzycznego agronoma Krzysztofa Kockiego, który przez prawie rok mieszkał w Rosji, ucząc rzemiosła pracowników gospodarstwa.

— Zebraliśmy już dwa razy plon, sprzedajemy go w sieciach handlowych w obwodzie kaliningradzkim. W Unii Europejskiej wielu już wie o tym, że istnieje taki wspólny rosyjsko-polski biznes. Miałem nawet gości z Niemiec. Na przykład przyjeżdżał do mnie były niemiecki minister rolnictwa na ziemiach północnych, który chce zainwestować w rosyjskie sadownictwo – mówi Filippenko.

Rolnicy w Warszawie
© Sputnik . Filip Klimaszewski
Nie brakuje jednak oczywiście problemów produkcyjnych. Na przykład ze sprzętem. Rzecz w tym, że rosyjski rząd udziela ulg na zakup traktorów wyprodukowanych na Białorusi (w ramach Państwa Związkowego). Jednak jakość tych maszyn nie powala.

Osoba, która pracuje na białoruskich traktorach, więcej czasu spędza na jego naprawie – stwierdza Filippenko. Przedsiębiorstwo musiało przejść na sprzęt japoński, a jeśli kupuje się zagraniczny sprzęt, to subsydia już nie przysługują.

Jest jeszcze jedno nieszczęście, którego nikt się nie spodziewał. To zastępy zająców. – To prawdziwa napaść – opowiada rolnik. – Jabłka to dla nich doskonała baza pokarmowa. Kora to delikates. W ciągu jednej nocy zająć może objeść nawet czterdzieści jabłoni! Przeciągnęliśmy siatkę przeciw zającom, zwierząt to jednak nie zatrzymuje. Ryją podkopy, czasem patrzysz, człowiek mógłby przeleźć. Jesteśmy zmuszeni je odstrzeliwać. Zapraszamy myśliwych i zabijamy po kilkadziesiąt zwierząt.

Kończąc wycieczkę po sadu, Iwan Filippenko zwrócił się do polskich kolegów ze słowami, by nie bali się „iść do Rosji”.

— Od kilku lat odwiedzam duże polskie fora sadownicze, i kiedy ludzie się dowiadują, że w Rosji działa wspólne przedsiębiorstwo, to okrąża mnie od razu duża ilość rolników. Interesują ich nie tylko sady. Na łamanym rosyjskim pytają, a ja im odpowiadam na łamanym polskim: „Czego wy się boicie iść do Rosji. Widzicie, że my już działamy. Jabłka są składnikiem odżywiania dzieci, w gruncie rzeczy to strategiczny produkt. W tym nie ma żadnej polityki”.

Gubernator obwodu kaliningradzkiego Anton Alichanow i polski ogrodnik Zygmunt Wajdlejt (po prawej)
© Sputnik . instagram.com/aaalikhanov
Gubernator obwodu kaliningradzkiego Anton Alichanow i polski ogrodnik Zygmunt Wajdlejt (po prawej)

Zobacz również:

Kto sika do polskiego mleka?
Minister rolnictwa o rozmowach z protestującymi rolnikami: Pustka intelektualna
Kanał Wisły to najkrótsza droga do Rosji. Dla USA
Panie Swiridow, czas do Bundestagu
Po co ten wywiad?
Do Czech trafiło 500 kg polskich kotletów drobiowych z salmonellą
Czy Rosji uda się zablokować sztandarowy projekt polskiego rządu?
Tagi:
Białoruś, Braniewo, jabłka, Kaliningrad, Warszawa, jabłka, obwód kaliningradzki, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz