Widgets Magazine
07:02 18 Wrzesień 2019
Reżyser i publicysta Grzegorz Braun

„Kandyduję do eurokołchozu”

© Zdjęcie : Grzegorz Braun
Opinie
Krótki link
Autor
8444
Subskrybuj nas na

Znany polski reżyser i publicysta Grzegorz Braun kandyduje do Parlamentu Europejskiego. „Kiedy zapraszano nas do „Eurokołchozu”, mowa była o samych przyjemnych rzeczach, o otwartych granicach, swobodzie podróżowania i wolnym handlu. Dziś natomiast punkt ciężkości przesunął się zasadniczo. Mowa o europejskiej armii, o europejskich dyrektywach, które narzucać mają wszystkim postępackie narracje propagandowe, np. w duchu „tęczowej rewolucji”- uważa polski polityk.

24 stycznia 2015 ogłosił decyzję o kandydowaniu na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. W przeprowadzonych 10 maja 2015  wyborach zajął 8. miejsce spośród 11 kandydatów.

25 stycznia 2019 ogłosił swój start w przedterminowych wyborach na urząd prezydenta Gdańska. W głosowaniu 3 marca 2019 uzyskał 11,86% głosów, zajmując 2. miejsce spośród 3 kandydatów.

Reżyser i publicysta Grzegorz Braun odpowiada na pytania komentatora Agencji Sputnik Leonida Swiridowa.

Jarosław Kaczyński
© AFP 2019 / WOJTEK RADWANSKI
Polska. Warszawa. Kancelaria Premiera RP w barwach narodowych
© Zdjęcie : Kancelaria Premiera RP
— Dzień dobry, pytanie przedwyborcze związane z tym, że Pan kandyduje do Parlamentu Europejskiego...

— Tak, potwierdzam. Ja mówię: do parlamentu „eurokołchozowego”.

— A co to oznacza? W skojarzeniu rosyjskim, nawet, powiem, radzieckim, „kołchoz” - to ze Związku Radzieckiego, a w Pana skojarzeniu? 

— Dokładnie takie są moje skojarzenia. Jestem przedstawicielem ostatnich, chwała Bogu, pokoleń, które pamiętają jeszcze władzę sowiecką, polskojęzyczną.

I projekt polityczny, nazywany „Unia Europejska” w moich oczach coraz bardziej przypomina tamte realia ustrojowe.

Niech nas nie zmyli zewnętrzna ogłada, bo istota systemowa jest bardzo zbliżona: centralne zarządzanie, centralne planowanie, coraz głębsza ingerencja w sprawy wewnętrzne państw członkowskich i w sprawy tradycyjnej rodziny, rosnące tendencje totalniackie.

Kiedy zapraszano nas do „Eurokołchozu”, mowa była o samych przyjemnych rzeczach, o otwartych granicach, swobodzie podróżowania i wolnym handlu. Dziś natomiast punkt ciężkości przesunął się zasadniczo.

Mowa o europejskiej armii, o europejskich dyrektywach, które narzucać mają wszystkim postępackie narracje propagandowe, np. w duchu „tęczowej rewolucji”.

— Pan jest jedynką na liście wyborczej KONFEDERACJI - KORWIN BRAUN LIROY NARODOWCY na Podkarpaciu. To była Pana decyzja?

— Nie robię rzeczy sprzecznych z moją wolą. A staram się być jednocześnie dobrym, lojalnym uczestnikiem naszej Konfederacji.

I myślę, że Podkarpacie to idealny okręg dla tego programu i światopoglądu, który staram się reprezentować.

Podkarpacie na mapie Polski „postpeerelowskiej” – na tej mapie, której kontur wyznaczyli nam zbrodniarze wojenni Stalin i Roosevelt – ten południowo-wschodni narożnik ciągle jest takim Hobbitonem, jeśli oglądał Pan „Władcę Pierścieni”.

Warszawa to Mordor, a ja kandyduję z Hobbitonu podkarpackiego. Tam ciągle jeszcze wiara, rodzina i własność pojmowane są i praktykowane zgodnie z tradycją.

Reżyser i publicysta Grzegorz Braun
© Zdjęcie : Grzegorz Braun
Reżyser i publicysta Grzegorz Braun

— Kandydowanie do Parlamentu Europejskiego oznacza, że, jeżeli Pan zdobędzie mandat i będzie europosłem, to wiadomo, że Parlament Europejski też zajmuje się polityką zagraniczną i w tym - polityką wschodnią.

Jaki Pana program jest zagraniczno-wschodni, taki niby rosyjsko-wschodni? Co by Pan powiedział, jakie informacje chciałby Pan przekazać swoim wyborcom - informację związaną z Rosją?

— Kilka kwestii w jednym pytaniu.

Pierwsza kwestia taka: oczywiście mam nadzieję, że Pan nie przecenia znaczenia parlamentu brukselskiego, bo to jest instytucja w znacznej mierze fasadowa. To jest po prostu kilkaset wygodnych foteli i emerytur dla polityków – to jest narzędzie korumpowania elit narodowych.

Oczywiście, wybieramy się my, KONFEDERACJA – KORWIN BRAUN LIROY NARODOWCY, do tego parlamentu, ponieważ w tym sezonie politycznym mamy przed sobą w Polsce wielobój wyborczy.

Po wiosennych wyborach do Brukseli - jesienne wybory do polskiego parlamentu. Droga do Warszawy wiedzie w tym roku przez Brukselę, i nasz, daj Boże, najlepszy wynik w tym pierwszym rozdaniu będzie kapitałem zakładowym do akcji jesiennej.

A teraz kwestia polityki wschodniej.

W tej sprawie nie mam dla Państwa żadnych niespodzianek, ponieważ w ostatnich latach na moją skromną skalę nie zaniedbywałem okazji, żeby bardzo jednoznacznie prezentować moje stanowisko: jestem mianowicie zdecydowanym krytykiem polityki bezalternatywnej.

Jestem krytykiem polityki sojuszy rzekomo bezalternatywnych.

I tak samo, jak za władzy sowieckiej, wówczas, oczywiście, jako młodociany, a potem młody człowiek, byłem poglądów antysowieckich i zdecydowanie negatywnie odnosiłem się do wpisanego do konstytucji PRL wiecznego sojuszu ze Związkiem Sowieckim i przewodniej roli Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, czyli partii komunistycznej, która tak się u nas nazywała – tak samo i dziś jestem przeciwnikiem sojuszy bezalternatywnych.

To jest wprowadzanie Polski w ślepą uliczkę, w której stajemy się zakładnikami cudzych dyrektyw, dawniej Moskwy, a dziś Waszyngtonu, Londynu, Tel Awiwu. Berlin, to osobna historia, nadal zachowuje swój pakiet kontrolny – choć „partia pruska” u nas nadal ma się dobrze.

Ja nie życzę swoim bliskim i wszystkim rodakom, żeby odgrywali rolę zderzaka w strefie zgniotu płyt tektonicznych, geopolitycznych, imperialnych. I nie chcę, żeby Polska odgrywała rolę pionka, lokaja cudzej polityki.

A dzisiejsza Warszawa w kontaktach z USA i Izraelem sprowadziła naszą politykę zagraniczną już nie do poziomu lokaja, ale do poziomu froterki podłogowej.

I temu właśnie przeciwstawiam się wyraźnie.

I tym właśnie w ostatnich latach zarabiam sobie na etykietę ruskiego agenta, oczywiście, antysemity, oczywiście, faszysty, reakcjonisty.

Ciąg dalszy nastąpi…

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Sławomir Dębski w Moskwie: „Śnieg pada"
Profesor Karnauchow: „Po raz pierwszy w życiu musiałem przymierzyć kajdanki"
Grzegorz Braun: Program dla Gdańska albo Jak zostać „ruskim agentem"
Były premier Ukrainy o Radosławie Sikorskim: „Wydawał mi się uczciwym człowiekiem"
Janusz Korwin-Mikke dla Sputnika: KORWiN nie istnieje, ale żyje
„Na mojej mapie firmowej Krym jest rosyjski. To nie zostało mi wybaczone”
Bartosz Bekier w Moskwie: Xportal.pl to nie jest strona erotyczna
Ekspert o TVP Wilno: Miał litewski Polak pałkę. Teraz otrzyma stalowy miecz
Tagi:
strefa Schengen, konstytucja, Izrael, USA, Piotr Liroy-Marzec, polityka, kołchoz, PRL, ZSRR, Janusz Korwin-Mikke, Leonid Swiridow, Grzegorz Braun, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, Parlament Europejski, wybory, Unia Europejska, Bruksela, Warszawa, moskwa, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz