20:49 21 Kwiecień 2019
Kreml, Moskwa

Litania znanych od lat pretensji

© Sputnik . Maksim Blinov
Opinie
Krótki link
Zofia Bąbczyńska-Jelonek
8415

Rosyjska opozycyjna i niskonakładowa „Nowaja Gazieta” (3 kwietnia br.) opublikowała wywiad zastępcy redaktora naczelnego Andrieja Lipskija z ambasadorem Polski w Moskwie Włodzimierzem Marciniakiem, pt.: „Trajektorie naszego rozwoju rozchodzą się”.

Wywiad miałki, sztampowy i nic nie wnosi. W zamyśle miał pokazać trudności w polsko-rosyjskich relacjach, a okazał się litanią znanych od lat pretensji.

„Nowaja Gazieta”, to niezależny periodyk społeczno-polityczny, zajmujący się głównie dziennikarstwem śledczym. Na kontakt z rosyjskimi wysokonakładowymi państwowymi dziennikami czy innymi mediami, polskim dyplomatom brakuje odwagi.

KONTEKST

Czytając wywiad trzeba mieć na uwadze pewne realia:

Po pierwsze, ukazuje się on kilka dni po podaniu, z półrocznym wyprzedzeniem, do publicznej wiadomości przez kancelarię prezydenta Dudy - informacji o celowym braku zaproszenia rosyjskiego prezydenta na uroczystości 80. rocznicy napadu hitlerowców na Polskę i rozpoczęcia II wojny światowej.

Po drugie, tłumaczenie ostracyzmu polskich władz wobec Władimira Putina w tym przypadku, jest kuriozalne, niewytrzymujące krytyki racjonalnie myślących.

Po trzecie, oświadczenie polskich władz odebrano w Rosji nie tyle, jako deprecjonowanie prezydenta Putina, ile obrażenie narodu rosyjskiego. A takiej zniewagi Rosjanie nie wybaczają.

W moim przekonaniu, MSZ, który nb. rekomendował w lutym tego roku prezydentowi Dudzie zaproszenie Władimira Putina do Polski, zdaje sobie sprawę, że tym oświadczeniem, polskie władze zagalopowały się, co zostało negatywnie odebrane nie tylko w Rosji, ale i w Europie.

Przy czytaniu wywiadu z amb. Marciniakiem, odniosłam wrażenie, że jest to „ustawka”, chociaż jej cel nie do końca wydaje się być jasny. Nie padały ze strony rosyjskiego dziennikarza żadne pytania, dot. prezydenta Putina, traktowanego w Polsce, jako persona non grata, tak jakby dla Rosjanina nie był to żaden dyshonor. Nie było pytań o dewastowane groby i pomniki żołnierzy radzieckich, co mocno oburza Rosjan. Sprawy Krymu i wschodniej Ukrainy potraktowane są „po łebkach”. Redaktor Lipskij pozwolił za to ambasadorowi na demonstrację warunków, na jakich Polska może z Rosją oficjalnie rozmawiać, zatykając przy tym uszy na jego impertynencje. Tematyka wywiadu do znudzenia ta sama: Smoleńsk, Nord Stream2, Rosja nam zagraża, NATO, bazy USA w Polsce, relacje z Obwodem Kaliningradzkim. A odpowiedzi powszechnie znane. I do znudzenia: Rosja musi, Rosja powinna, Rosja winna, Rosja zagraża.

Ale zdarzyły się istne perełki.

CYMELIA SMOLEŃSKIE

W Rosji nie docenia się wartości psychicznego złamania w polskim społeczeństwie, związanego z zachowaniem władz Federacji Rosyjskiej po katastrofie smoleńskiej z 2010 r. Może się wydawać, że to tylko tło naszych relacji, że to nie jest głównym tematem, ale dla nas ma kluczowe znaczenie - wyjaśnia ambasador Marciniak.

Nikt w Polsce, poza Jarosławem Kaczyńskim nie cierpi na psychiczne załamanie z powodu reakcji Rosji na katastrofę! Cierpienia psychiczne prezesa PiS nie są wartością dla Polaków! Nie mają one po 9 latach od katastrofy żadnego znaczenia, poza rozbawieniem z poczynań komisji śledczej Antoniego Macierewicza.

W sprawie katastrofy wciąż pracują polskie i rosyjskie organa śledcze. Uniemożliwia to Rosjanom oddanie wraku samolotu, ale o tym już ambasador milczy. Za to impertynencko dowodzi, że Rosja powinna „przestrzegać prawo międzynarodowe i oddać naszą własność”. Wcale nie musi. Wrak jest dowodem rzeczowym w gestii rosyjskiego sądu, a śledztwo nieskończone. Ambasador brnie jednak dalej arogancko: „Z wielkim zainteresowaniem oczekuję, co rosyjskie władze powiedzą na ten temat, powiedzmy za 20 lat. Też będą powtarzać, że śledztwo trwa? Brak rozwiązania tej kwestii mocno odbija się na reputacji waszego kraju”.

Dla reputacji w polskich oczach, Rosja powinna łamać prawo we własnym kraju? I to publicznie mówi dyplomata? Zadziwiające.

A potem się dziwi, że Rosjanie nie chcą się kontaktować z polskimi władzami. „Rozmawiamy tylko w tych obszarach, które są absolutnie potrzebne stronie rosyjskiej — kwestie celne, tranzyt drogowy, wydawanie zezwoleń”, przyznaje ambasador Marciniak”.

CYMELIA GOSPODARCZE

Rosjanie nie chcą też pozytywnie reagować na polskie pomysły. Ambasador skarży się, że na ostatnim forum ekonomicznym w Petersburgu były wiceminister infrastruktury bajał o kolejach w kontekście chińskiego projektu dot. Jedwabnego Szlaku.

Wydawało nam się, że te projekty powinny być interesujące dla strony rosyjskiej, dlatego zaskoczył nas fakt, że wystąpienie naszego wiceministra spotkało się z głębokim milczeniem - biadolił ambasador. 

A co mieli robić Rosjanie, skoro istnieją już połączenia kolejowe w relacji równoleżnikowej i są rozwijane, m.in. z Chin  do Obwodu Kaliningradzkiego. W Rosji nie rozmawia się już o projektach, ale o poziomie ich realizacji.

Definicja gazociągu Nord Stream2, jaką zaprezentował ambasador, może zwalić z nóg. Według niego, „jeśli Niemcy przeobrażą się w głównego maklera rosyjskiego gazu w Europie, to jest to, oczywiście, projekt polityczny. Z naszego doświadczenia historycznego, wynika, że taki sojusz nie zawsze dobrze się dla nas kończy”. Oczywiście chodzi o sojusz Rosji z Niemcami. Ręce opadają!

CYMELIA POLITYCZNE I MILITARNE

Z polityką zagraniczną Rosji ambasador też ma problemy, bo to kwestia zaufania i przewidywalności. A tej wg niego - nie ma. Nie słucha ze zrozumieniem, co jawnie i publicznie mówi prezydent Putin lub minister Ławrow. Gdyby słuchał, polityka Rosji byłaby bardziej dla niego zrozumiała. Ambasador jest przekonany, co wynika z wywiadu, że Polsce grozi agresja ze strony Rosji, stąd konszachty z USA, NATO i wyciąganie z rękawa, co chwila Art. V Traktatu NATO.

Są też z problemy z rozmowami na tematy „trudne”. „Mamy wspólną grupę dla tzw. "spraw trudnych", ale, niestety, ze strony rosyjskiej brak zainteresowania dyskusją na temat trudnych pytań”. Rosji się nie dziwię, bo te tematy to „Sowiety”, stalinizm z wywracaniem historii do góry nogami. I nic więcej.

Rosyjskie wojsko, to kolejna bolączka ambasadora. Za dużo samolotów nad Bałtykiem, pilnujących rosyjskich granic, co grozi polskim pilotom w służbie NATO niebezpiecznymi incydentami. Z manewrami też kłopot, bo nie wiadomo ilu naprawdę rosyjskich żołnierzy jest na ćwiczeniach i dlaczego ćwiczą obronę przed atakami z Zachodu. O tym, że jest to reakcja na zachowanie się NATO u granic Rosji, czy wielkich polsko-amerykańskich manewrów przy rosyjskiej granicy - nie wspomina. Ale przyznaje, że „wszystko to wynika z wzrostu wzajemnej nieufności między blokiem NATO i Federacją Rosyjską, a Polska, jak wiadomo, jest członkiem NATO”.

CYMESY Z WZAJEMNYCH RELACJI

Kontakty polsko-rosyjskie, są w opisie ambasadora, jak kłębek wełny, którym bawiły się koty, wysoce poplątane. W jednym zdaniu dobre, w kolejnym fatalnym.  Ale „obraz nie jest tak smutny, jak to często jest rysowany w rosyjskich mediach”, choć „naprawdę dzisiaj kontakty znajdują się na niższym poziomie”, „istnieją wyraźne oznaki, że nie są one tak intensywne, jak to było kiedyś”.

Likwidacja małego ruchu granicznego z Obwodem Kaliningradzkim, wg amb. Marciniaka, to zwyczajnie powrót do reżimu wizowego. Nic się nie stało. „Według naszych i rosyjskich danych, teraz z wizami z Obwodu Kaliningradzkiego do Polski przyjeżdża więcej obywateli rosyjskich, niż wcześniej”, zapewnia ambasador, tylko nie wiadomo, dlaczego samorządowcy z polskich gmin i powiatów nadgranicznych są wściekli i narzekają na ograniczenie kontaktów polsko-rosyjskich.

* * * * * * *

Po przeczytaniu wywiadu mam wrażenie, że ambasador RP w Moskwie i cały MSZ, zupełnie nie rozumieją Rosji i Rosjan i nie uczą się na własnych błędach. Nasza dyplomacja nie dostrzega, że uznając Putina za persona non grata na uroczystościach 1 września na Westerplatte, obrażone zostały narody d. ZSRR, a tym samym obecny naród rosyjski, bo tak to zostało odebrane w Rosji. Nie rozumie, że jest to zniewaga, której Rosjanie Polakom nie wybaczą.

Rosjanie mogli oczekiwać od polskiego ambasadora w wywiadzie dla rosyjskiego medium chociażby próby złagodzenia ostrego już konfliktu. Dostali połajanki, impertynencje i stek bzdur, jak stwierdzenie, że Rosja „najwyraźniej nie ma ochoty, by coś zmienić, przynajmniej na razie. Możliwe, że na coś czekają, że zaraz coś się stanie”.

Ambasador chyba nie wie, że obudzenie się z ręką w nocniku nie należy do przyjemności.

Zofią Bąbczyńska-Jelonek, publicystka polska

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

„Nie chcę ale muszę” - Trzaskowski zajmie się pomnikami smoleńskimi
Polski ambasador wezwany do MSZ Białorusi: chodzi o „Burego"
Rosyjskie MSZ: Władze Polski systematycznie fałszują latopis II wojny światowej
MSZ Polski o wpisaniu Katza na „czarną listę”: Niepotrzebna eskalacja
Tagi:
MSZ Polski, stosunki polsko-rosyjskie, Włodzimierz Marciniak, ambasador, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz