04:19 26 Kwiecień 2019
Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, prezydent Ukrainy Petro Poroszenko i szef Rady Europejskiej Donald Tusk na konferencji prasowej podczas szczytu „Ukraina - UE” w Kijowie

Na emigracji czuje się obco i niemiło

© AP Photo / Efrem Lukatsky
Opinie
Krótki link
Konrad Rękas
5555

Namawianie Polaków by uczyli się ukraińskiego, zamiast Ukraińcy polskiego – to jest po prostu drażnienie najbardziej podstawowych polskich instynktów. Wypadałoby westchnąć: a nie mówiliśmy? Niesamowite, no to kto by mógł to przewidzieć!? Hej, ale zaraz… No właśnie.

Media głównonurtowe z wyraźnym upodobaniem uwypuklają przypadki zdarzeń z udziałem ukraińskich gastarbajterów w Polsce, a to komuś nawymyślano, a to w bójce padły sugestie, żeby wracał do siebie, a to po prostu kogoś oświeciło, że jest na emigracji i czuje się obco i niemiło.

Środowiska niezależne od establishmentu wyraźnie ostrzegały przed oczywistymi następstwami przybycia do Polski na stałe blisko 1,5 miliona ukraińskich pracowników. To się po prostu nie mogło skończyć dobrze – w zderzeniu z Polakami, którzy przez 70 lat żyli w środowisku monoetnicznym, niemal bez żadnych mniejszości – narodowych, językowych czy religijnych.

Uprzedzaliśmy, że jeśli chcemy uniknąć konfliktów – należy Polaków przygotować, a Ukraińców wychować do życia razem. Tego wymagał czysty pragmatyzm!

POGODYNKA ZAPOWIADA BURZĘ

Niestety, ostrzeżenia z premedytacją przedstawiano jako groźby, a prognozy niekorzystnego rozwoju sytuacji pomijano lub zakrzykiwano jako „czarnowidztwo” i prowokowanie problemów. Cóż, to trochę tak, jakby pogodynka odpowiadała za burzę, którą zapowiada…

Marsz z okazji rocznicy utworzenia dywizji SS Galicja, Lwów
© Sputnik . Стрингер
A przecież wystarczy przyjąć do wiadomości, że oba narody – polski i ukraiński są ogromnie sfrustrowane, funkcjonują pod stałą presją, przede wszystkim socjal-ekonomiczną, ale w głębi uderzającą w samą istotę narodowej tożsamości.

Nikt nam nie powiedział co to właściwie znaczy być Polakami i Ukraińcami w XXI wieku, w żaden sposób nie możemy być pewni naszej przyszłości, nic więc dziwnego, że w połączeniu z nieprzepracowanymi wciąż zaszłościami historycznymi – tworzy to mieszankę wybuchową.

1,5 miliona Ukraińców w Polsce to po prostu strzelba, która musi wystrzelić.

Tym bardziej, że coraz trudniej uwierzyć, że mamy tylko do czynienia z głupotą i ślepotą rządzących Polską.

Przeciwnie, coraz bardziej polityka wobec Ukraińców wydaje się mieć znamiona prowokacji.

Andrzej Duda i Piotr Poroszenko
© AFP 2019 / Janek Skarzynski
Polacy są ogromnie przeczuleni na wszelkie objawy tego, co mogłoby zostać za uprzywilejowanie – bo sami nie mogli nigdy liczyć na żadne życzliwe gesty czy to ze strony własnych (?) władz, czy samemu występując w roli imigrantów zarobkowych na Zachodzie.

Dość powiedzieć, że tam nikt się nie rozczula nad polskim gastarbajterem nie rozumiejącym po holendersku czy farersku.

Namawianie Polaków by uczyli się ukraińskiego, zamiast Ukraińcy polskiego – to jest po prostu drażnienie najbardziej podstawowych polskich instynktów.

Nasi rodacy nie czują więzi z miejscową władzą, to zawsze byli i są „Oni”, szerokie kręgi społeczne czują się wyalienowane w stosunku do aparatu państwa – a teraz jeszcze dowiadują się, że już zupełnie nic im nie zostaje, bo i praca, i sąsiedztwo zajęte są przez „Obcego” – Ukraińca. A to już prosta droga do agresji i konfrontacji.

KOMU SŁUŻY KONFLIKT POLSKO-UKRAIŃSKI

I być może właśnie o to chodzi.

Obecność ukraińskich pracowników w Polsce ma bezpośrednie, negatywne skutki dla polskiej gospodarki, utrzymując nas w pułapce niskich zarobków i rynku z przewagą pracodawców, co trzyma naszą ekonomię w pułapce średniego wzrostu.

Prowokowany konflikt, którego pierwsze gwałtowne przejawy są tak eksponowane w mediach – wydaje się też tworzyć alibi dla stale Polakom narzucanej psychologii winy, ahistoryczne przedstawiania nas jako agresorów, zaś Ukraińców jako wyłącznie niewinnych ofiar.

Współgra to z propagandą Kijowa, który właśnie na taki fałszywy wizerunek biednych pokrzywdzonych łapie międzynarodowe poparcie i widzi szansę swojego przetrwania.

Konflikt z Polakami jest na rękę kijowskiemu reżimowi, który trzyma go w rękawie do ewentualnego podkręcenia nacjonalistycznych emocji na Ukrainie. W dodatku zaś straszenie Ukraińców nieprzyjazną Polską dziwnie współgra za zmianami na europejskim rynku pracy.

Pociąg Kijów-Warszawa
© Sputnik . Alexey Vitvitsky
Czy już wkrótce nie dowiemy się więc, że skoro Ukraińcom tak źle w Polsce – to niemiecka gospodarka przyjmie ich bezpośrednio? I choć Polacy raczej nie będą w takiej sytuacji za nieproszonymi gośćmi płakać – sytuacji Ukrainy bynajmniej to nie poprawi.

Nie chodzi bowiem o to, by Ukraińców z Polski wyrzucić – ale by nauczyć ich współistnienia tak, by chcieli i umieli zrobić porządek we własnym domu.

W dobrze pojmowanym interesie obu naszych, bratnich (niegdyś…) narodów.

Konrad Rękas, polski publicysta

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Były premier Ukrainy o Radosławie Sikorskim: „Wydawał mi się uczciwym człowiekiem"
Kloss i Stirlitz
Co myśmy właściwie takiego zrobili pani Applebaum?
O nowe Beresteczko, czyli Musi o nas być głośno na Ukrainie
„Platforma nie proponuje nic oprócz odsunięcia PiS-u i straszenia Rosją”
Cienki śpiew Ukrainy
Szlakiem Minina i Pożarskiego: Z zewnątrz lepiej widać?
Cena wolności
Wstyd dla Polski. Rosjanie, wybaczcie...
Tagi:
Zachód, język polski, cudzoziemcy, Urząd ds. Cudzoziemców, Majdan, konflikt, polityka, praca, Warszawa, Kijów, Bruksela, Unia Europejska, Rosja, Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz