08:56 23 Kwiecień 2019
Ukraińscy żołnierze

Gdzie jest zaangażowany żołnierz, tam broń sprzedaje się świetnie

© REUTERS / Stanislav Belousov
Opinie
Krótki link
Leonid Sigan
1212

Projekt budżetu Departamentu Obrony USA na rok 2020 zakłada przeznaczenie 250 milionów dolarów na wsparcie Ukrainy. Wsparcie to przeznaczone jest zarówno dla regularnej armii, jak i dla oddziałów podlegających ukraińskiemu Ministerstwu Spraw Wewnętrznych.

Tymczasem w najbliższych dniach na Ukrainie mają pojawić się żołnierze amerykańskiej 101 dywizji powietrzno-desantowej, zwani „Krzyczącymi orłami”. Właśnie te „orły” z elitarnej amerykańskiej jednostki szkolić będą ukraińskich desantowców w Jaworowie przy polskiej granicy. Nawiasem mówiąc, wiemy, że i polscy instruktorzy też szkolili ukraińskich żołnierzy, nawet tych z batalionu „Azow”.

Co ta militarna współpraca rokuje w tak zapalnym miejscu, jakim jest Ukraina? Na to pytanie Sputnika odpowiedział politolog, doktor Cezary Kalita.

„Przede wszystkim jest to kwestia handlu bronią. Zawsze chodzi o pieniądze, zawsze chodzi o kontrakty. Stany Zjednoczone są największym producentem broni na świecie. Budżet amerykański, w zależności od tego, jak liczyć, jeżeli chodzi o zbrojenia, zajmuje od 40 do 41 procent światowych wydatków na zbrojenia. Jest to tak olbrzymi przemysł, silnie powiązany z gospodarką amerykańską, że po prostu trzeba o niego dbać. To, może, dziwnie brzmi, gdyż przemysł ten, przede wszystkim, dotyczy przecież konfliktów zbrojnych, ale wiemy, że broń najlepiej się sprzedaje tam, gdzie jest niepokój, gdzie nie ma stabilności” – wyjaśnia Cezary Kalita.

Jest zdania, że wysłanie „Krzyczących orłów” jest klasyczną zagrywką propagandową, pokazującą, że USA niby troszczą się o Polskę.

Ale z punktu widzenia militarnego wysłanie jakiegoś oddziału czy oficerów szkoleniowych nie ma właściwie nie ma żadnego znaczenia, ale figuruje w obudowaniu takiej otoczki współpracy, troski. Zaś de facto chodzi przede wszystkim o handel bronią. Prezydent Trump jest biznesmenem, i to w takich kategoriach trzeba rozpatrywać. Nie odbierałbym tego w takim sensie, że jest to eskalowanie konfliktu, na przykład, z Rosją i pewną demonstracją siły, raczej dzieje się na zasadzie pewnego układu towarzysko-biznesowego, z naciskiem na słowo „biznesowy”.

Na pytanie, czy ewentualna zmiana na stanowisku prezydenta Ukrainy może wnieść pewne korekty w amerykańsko-ukraińskie relacje, doktor Cezary Kalita powiedział:

„W niewielkim stopniu, ze względu na to, że tak naprawdę są to stosunki na poziomie raczej symbolicznym, nie mają one charakteru realnej współpracy. Jest to miną, którą robią Amerykanie, żeby być zauważonymi i żeby można to było dobrze wykorzystać. Mówmy sobie szczerze: gdzie Ameryka a gdzie Europa? My jesteśmy tutaj, mamy swoje relacje, Amerykanie też zajmują się bardziej sobą, ale potrzebują tego, ponieważ mówią, że są mocarstwem, które działa na światowym rynku zbrojeniowym. Muszą mieć swoje przedstawicielstwa handlowe, chociaż w tym przypadku, są to, niestety, żołnierze. Prawda jest taka, że gdzie jest zaangażowany żołnierz, broń w tym kraju sprzedaje się świetnie”, - uważa doktor Cezary Kalita.

Zobacz również:

Ukraina będzie produkować samoloty z USA i Czechami
Ukraina rozgniewała USA
USA: Ukraina zmierza we właściwym kierunku
Tagi:
komentarz, Cezary Kalita, armia, wsparcie, finansowanie, Ukraina, USA, Departament Obrony USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz