03:52 26 Kwiecień 2019
Plakat wyborczy kandydata na prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego na ulicy w Kijowie

„Sługa narodu” to bryk z historii Ukrainy ostatnich lat

© Sputnik . Stringer
Opinie
Krótki link
Aleksander Kwaśniewski
6300

Gdzie w tym wszystkim jest ukraiński naród? Tak postawione pytanie jest z gruntu banalne, naiwne i bezsensowne. Interesu narodu, w sensie definicyjnym, nie reprezentuje nikt spośród tych, którzy mają teraz wpływ na władzę. Naród otrzymał tzw. „bezwiz” do Unii Europejskiej i sam ma się zatroszczyć o swoją przyszłość.

Jest coś uwłaczającego godności ludzkiej w tym, co dzieje się na Ukrainie. Słucham ukraińskich politologów, ekspertów i z każdej ze stron politycznego sporu wypływa przerażająca myśl, że wszyscy oni traktują istniejący stan rzeczy jako normę. Więcej, oni uważają, że ta norma jest godna naśladowania i co gorsza są przeświadczeni, że można się w niej urządzić.

Polski prozaik i publicysta Stefan Kisielewski podobny poziom intelektualnej degrengolady opisał tak:

To, że jesteśmy w d****, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać.

System oligarchiczny, który ogarnął całą Ukrainę niczym hydra, został zaakceptowany przez społeczeństwo i jest traktowany jako standard.

Kandydat na prezydenta Ukrainy, aktor Wołodymyr Zełenski
© AFP 2019 / Genya Savilov
Kandydat na prezydenta Ukrainy, aktor Wołodymyr Zełenski

Równie wielkim nieszczęściem dla tego kraju - oprócz oligarchów - jest to, że utrzymanie tego stanu rzeczy nie przeszkadza nawet tak oświeconym demokracjom jak amerykańska, francuska czy niemiecka.

Głoszą hasła o wolności, o demokracji, o prawach człowieka i swobodach obywatelskich, tworzą miraże przyszłości w zjednoczonej Europie, okraszonej bezpieczeństwem pod parasolem NATO, a w warstwie podskórnej Stany Zjednoczone i Europa wspierają oligarchów, wspierają grabież ukraińskiego majątku, dodatkowo sami uczestniczą w tym procederze na równych prawach z oligarchami.

Z dużą dozą pewności można skonstatować, że grabież dokonywana przez oligarchów dzieje się pod osłoną wartości europejskich, a oligarchowie kształtując politykę wewnętrzną Ukrainy, stwarzają prawne alibi dla siebie i dla zachodnich korporacji we wspólnym dziele łupienia.

Dla europejskich demokracji wydaje się nie mieć znaczenia, czego chcą Ukraińcy, priorytetem jest pozostawienie oligarchii w wersji, którą Arystoteles w swojej „Polityce” opisał tak:

„Czwarty, najbardziej zdegenerowany rodzaj oligarchii, występuje wtedy, gdy majątki ich i liczba zwolenników wzrosną nadmiernie, to będzie to panowanie wielmożów, które bliskie jest monarchii, i nie prawa wówczas, lecz ludzie są wszechwładnymi panami”.

Gdzie w tym wszystkim jest ukraiński naród? 

Tak postawione pytanie jest z gruntu banalne, naiwne i bezsensowne. Interesu narodu, w sensie definicyjnym, nie reprezentuje nikt spośród tych, którzy mają teraz wpływ na władzę. Naród otrzymał tzw. „bezwiz” do Unii Europejskiej  i sam ma się zatroszczyć o swoją przyszłość.

Otworzyliśmy wam drzwi i adijo – to wszystko co mogliśmy dla zrobić i wszystko na co zasługujecie – tak mogłaby brzmieć odpowiedź na powyższe pytanie.

Ukraińcy okazali się być domyślnym narodem i to co nie zostało wypowiedziane, zostało usłyszane. W krótkim czasie „wyeksportowało się” kilka milionów  Ukraińców, którzy nawet nie mogą narzekać na swój los za granicą, ponieważ z „wolności” skorzystali na zasadach dobrowolności.

Prawdziwe oblicze europejskich demokracji wyszło na jaw przed pierwszą turą wyborów, kiedy Donald Tusk w imieniu Unii Europejskiej przyjechał do Kijowa wspierać urzędującego prezydenta Poroszenko oraz tuż po wyborach, kiedy Poroszenko otrzymał gratulacje i wyrazy wsparcia – od Merkel, Macrona - z okazji awansu do drugiej tury wyborów z mizernym – jak na prezydenta - wynikiem 15,95%.

Zdecydowany zwycięzca I tury Wołodymyr Zełenski wydawał się być „przeźroczysty” dla zachodnich polityków, ponieważ „stawkę postawili” na Poroszenkę i dopiero po 10 dniach od pierwszej tury  Zełenski, w oczach zachodnich polityków, zaczął przybierać  realne kształty.

Jego poparcie wyborcze, 30,24% z pierwszej tury, czyni go zdecydowanym faworytem II tury, o ile Poroszenko nie otrzyma carte blanche ze strony Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, a wtedy zacznie być głośno o ruskich hakerach, rosyjskim mieszaniu w wyborach, uaktywnianiu się tzw. separatystów z Doniecka i Ługańska, co w efekcie doprowadzi do tego, że Poroszenko do wygranej nie będzie potrzebował nawet Ukraińców przy urnach wyborczych. Sponsorzy „Majdanów”: USA i UE uznają wybory, więc nie ma komu finansować „trzeciego Majdanu” i problem prezydencki na najbliższe 5 lat zostanie rozstrzygnięty.

Niezatapialna Julia Tymoszenko musi powstrzymać swoje emocje polityczne do jesiennych wyborów.

Nasz - polski - eurodeputowany i obserwator z ramienia Parlamentu Europejskiego podczas wyborów na Ukrainie Dariusz Rosati prewencyjnie zakomunikował na konferencji prasowej w Kijowie po pierwszej turze:

Chciałbym również podkreślić, że dezinformacja odegrała ważną rolę w tej kampanii, chociaż trudno jest jednoznacznie określić wpływ dezinformacji na wyborców. Wiemy, że wewnętrzna i zewnętrzna ingerencja odegrały rolę w sposobie przedstawiania kandydatów oraz w sposobie przedstawiania ich planów i programów. Te kampanie informacyjne w połączeniu z ukierunkowanymi atakami hakerów służyły temu samemu celowi - delegitymizacji wyborów, a tym samym podważeniu legitymizacji zwycięzcy i przyszłego prezydenta oraz jego decyzji.

W czasie innej konferencji prasowej ten sam Dariusz Rosati poza oceną prawidłowości przeprowadzonych wyborów, jako „niezależny obserwator” postanowił dokonać „niezależnej” oceny zwycięzcy I tury Wołodymyra Zełenskiego :

„…pierwszą rundę wygrał kandydat bez doświadczenia w polityce, jest aktorem serialowym..”  

Wyborcy ukraińscy i ludzie znający współczesne realia polityczne znają tę prawdę, a opinia deputowanego Rosatiego jest skierowana do widza europejskiego, którego także prewencyjnie trzeba uprzedzić, że Zełenski to kandydat niepoważny, bo przecież status quo w tych okolicznościach może zapewnić tylko Poroszenko.

Polska klasa rządząca, która od dawna predestynuje do rola adwokata Ukrainy, choć w rzeczywistości jest tylko pożyteczna lub użyteczna, jak kto woli, raz dla jednych, raz dla drugich, nie potrafi, nie może, a tak naprawdę nie otrzymawszy zezwolenia na ingerencję w sprawy ukraińskie, miota się między Rzezią Wołyńską, Banderą, cmentarzem Orląt Lwowskich, a rolą chłopca na posyłki w amerykańskim interesie.

Społeczeństwo polskie, także to z dyplomami wyższych uczelni, niewiele wie o Ukrainie, a to czym się posługuje - to hasła, podrzucane przez różnej maści funkcjonariuszy partyjnych.

Praktycznie w przestrzeni partyjno - politycznej, która posiada jakieś wpływy na to, co dzieje się i może się dziać na Ukrainie, nie ma sił, które objaśniałyby w racjonalny sposób to, co dzieje się w kraju ze stolicą nad Dnieprem.

Brak realnej oceny i jakiejkolwiek wariantowości sprawia, że nie tylko społeczeństwo, ale i elity polityczne nie zakładają, że poza Proszenko, który ledwie, ledwie załapał się do drugiej tury i Tymoszenko, która przegrała wybory prezydencie z kretesem jest ktoś taki jak Zełenski, którego nazwisko nawet nie wiedzą jak dokładnie zapisać. Nie mówiąc już o tym, że cokolwiek wiedzą o jego planach w przypadku wygranej, bo nie mąci ich myśli nawet to, że kandydat Zełenski , który w pierwszej turze uzyskał 30,24% głosów za kilkanaście dni może być prezydentem.

Oczywiście są, pojedyncze osoby, w sferze publicznej, choćby Ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski, który z uwagą śledzi zmiany na Ukrainie, ale jego odbiór społeczny jest niewielki i w żadnym stopniu nie wpływa na opinię społeczną. Ks.Isakowicz-Zalewski w telewizji internetowej wPolsce.pl , w kilka dni po I turze wyborów zwycięstwo Zełenskiego skomentował tak:

Jest jedna rzecz, które ośrodki państwowe polskie nie powiedzą, bo ich obowiązuje poprawność polityczna, że to są przedstawiciele wspólnoty żydowskiej. Ihor Kołomyjski, który jest obywatelem Izraela i także Ukrainy, i Cypru, w ogóle rezyduje w Szwajcarii… który znalazł nową twarz, Zełenskiego, który pochodzi z rodziny żydowskiej i co więcej mówiącej po rosyjsku…

W 2015 roku, na Ukrainie pojawia film „Sługa narodu” bez jakichkolwiek politycznych (no może kabaretu politycznego) przesłanek, a jedyną rolą scenarzystów było opisywanie politycznej rzeczywistości. To coś w rodzaju dziennika osoby, która opisuje to, co widzi i nawet nie wysila się na interpretacje. Bo to, co widać i słychać jest tak straszne, że wszelka ingerencja w temat mogłaby tylko zepsuć obraz.

Obserwacja też nie wymaga żadnych specjalnych zabiegów, nie trzeba podsłuchów, tajnych operacji, tajnych informatorów i potajemnych spotkań, słowem ukraińska polityka nie potrzebuje Boba Woodwarda i Carla Bernsteina.

Tu wszystko jest transparentne, przejrzyste i jasne.

Petro Poroszenko - „króluje w słodyczach” i hobbystycznie zajmuje się polityką, którą gdyby traktował jako misję i miejsce pracy byłaby mu „kulą u nogi”, Rinat Achmetow, Dmytro Firtasz, Ihor Kołomyjski, Hiennadij Bogolubow , Wiktor Pinczuk i Wadim Nowinski i inni - to współcześni właściciele Ukrainy i zarządzający duszami. Wcale nie martwymi jak u Gogola, które opuszczają ten padół rozpaczy szukając schronienia i „lepszego jutra” w Rosji, Polsce i tam, gdzie istnieje możliwość zaczynania życia od nowa.

Film „Sługa narodu” o tym wszystkim opowiada, a jego główny bohater jest lekarstwem na bolączki, które dręczą innych bohaterów filmowej opowieści.

W jednej ze scen filmowy Prezydent Wasyl Gołoborotko, nie chce podpisać porozumienia z MFW, ponieważ jednym z warunków jest zgoda na nieograniczony wyrąb i eksport nieprzetworzonego drewna na Zachód.

Obcisły kostium Aleksandry Stepanowej na Mistrzostwach Europy w Łyżwiarstwie Figurowym
© Sputnik . Владимир Песня
Wszyscy na Ukrainie wiedzą, że był to jeden z podstawowych warunków na jaki musiał zgodzić się Poroszenko, aby została podpisana umowa stowarzyszeniowa z Unią Europejską.

Film „Sługa narodu” tylko przypomniał Ukraińcom o tym warunku, a na co dzień kwestie te poruszają ekolodzy, którzy widzą w jak zastraszającym tempie „łysieją” Karpaty, Bukowina i Wołyń oraz obwody tarnopolski, żytomierski i kijowski. 

Według danych Państwowej Służby Statystyki Ukrainy znad Dniepru rocznie eksportuje się drewno o wartości 1,1 mld dolarów.

Na eksport w formie nieprzetworzonego surowca trafia 70 proc. wycinanych drzew.

Serial „Sługa narodu” jest swego rodzaju brykiem z historii Ukrainy ostatnich lat.

O tym, że Ukraińcy zapoznali się z jego treścią świadczy wynik wyborczy Zełenskiego.

Natomiast to czy Zełenski stanie przed problemami filmowego Gołoborotko rozstrzygnie się 21 kwietnia.

Jeśli scenariusz filmu zamieni się w rzeczywistość dla Zełenskiego, to jego sytuacja jest nie do pozazdroszczenia.

Aleksander Kwaśniewski, polski publicysta, Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Niezależna z Niepodległą na amerykańskiej służbie
Jak car Aleksander II wyzwolił chłopów w Królestwie Polskim
Korwin-Mikke: Koalicja Europejska - to sprzedawczyki, gorzej jest z PiS-em - to są zdrajcy
„Kandyduję do eurokołchozu”
Areszt Assange’a jest prawdziwą „skripalszczyzną”
Zwolennicy Zełenskiego „będą smażyć się w piekle”
Matka Boska Poroszenkowska...
Poroszenko przyznał, kiedy był pijany ostatni raz
Tagi:
Emmanuel Macron, Angela Merkel, Bruksela, ABW, Majdan, Euromajdan, Donald Tusk, USA, Unia Europejska, Moskwa, Kijów, Warszawa, Polska, polityka, Wołodymyr Zełenski, Petro Poroszenko, wybory, Ukraina, Aleksandr Kwaśniewski
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz