01:12 20 Listopad 2019
Koordynator stowarzyszenia KURSK w Rosji Anna Zacharian

„Agentka Anka” w Redakcji Sputnika

© Sputnik . Nina Zotina
Opinie
Krótki link
Autor
13704
Subskrybuj nas na

Polskie Stowarzyszenie „Kursk”, kierowane przez Jerzego Tyca, właśnie wydało książkę na temat swojej działalności – restauracji pomników Armii Czerwonej i cmentarzy żołnierzy radzieckich na terytorium Polski, dzięki którym polski naród istnieje dziś na politycznej mapie świata. W ciągu sześciu lat wolontariusze „Kurska” uporządkowali i wyremontowali ponad 40 miejsc pamięci. W ubiegłym roku aktywiści stowarzyszenia zostali poddani agresywnej presji ze strony polskich służb specjalnych.

Współautorką książki jest obywatelka Rosji Anna Zacharian, którą w 2018 roku polskie służby deportowały z kraju za bezinteresowną pomoc „Kurskowi". Przeciętna Rosjanka, kura domowa, nieoczekiwanie dla siebie stała się „zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego” państwa polskiego (według wersji ABW). Takie właśnie wyjaśnienie można przeczytać we wszystkich oficjalnych dokumentach, naprędce sfabrykowanych przez władze Polski dla usprawiedliwienia deportacji Anny Zacharian.

Gospodynię domową, która ku swemu zaskoczeniu zyskała oblicze szpiega i agenta, przez kilka dni przetrzymywano w areszcie, gdzie otrzymała zakaz kontaktowania się z bliskimi (w Moskwie Anna zostawiła dwójkę niepełnoletnich dzieci). Anna nie mogła też korzystać ze swoich lekarstw i ostatecznie w czasie deportacji została najzwyczajniej w świecie okradziona.

Koordynatorka Stowarzyszenia „Kursk” w Rosji Anna Zacharian przyszła do Redakcji ze swoją książką i odpowiedziała na pytania komentatora Agencji Sputnik Leonida Swiridowa.

 Anno, trzymam w rękach książkę, która taki też nosi tytuł „Stowarzyszenie „KURSK”, jest Pani jej współautorką. Choć wygląda niepozornie, jak broszurka, po jej przeczytaniu zrozumiałem, że w rzeczywistości to książka, przy czym książka napisana bardzo ładnym językiem literackim. Jak pojawił się pomysł napisania tego rodzaju książki?

Stowarzyszenie KURSK. Działalność szpiegowska?!...
© Sputnik . Nina Zotina
Stowarzyszenie KURSK. "Działalność szpiegowska?!..."

— Były pytania od przyjaciół, od ludzi, którzy o nas słyszeli: co się właściwie stało w maju 2018 roku z polskim Stowarzyszeniem „KURSK”, z jego wolontariuszami, ze mną w szczególności? I stwierdziliśmy, że zamiast opowiadać o wszystkim w sieciach społecznościowych, lepiej napisać książkę. Może „książka” to za dużo powiedziane, to taki zbiór historii.

A dokładniej mówiąc, to „Nierealne realia współczesnej Polski”. Bardzo krótko opowiadamy o tym, czym jest Stowarzyszenie „KURSK”, gdyż bardzo wielu nie wie zwyczajnie o jego istnieniu. A działa ono od 2008 roku.

Piszemy krótko, jak na razie bez żadnych szczegółów o tym, co stało się w kwietniu i maju ubiegłego roku w Polsce, kiedy na podstawie donosu, kłamliwych oskarżeń, sfabrykowanej, absolutnie oszczerczej historii zostałam z Polski deportowana ja i Katarzyna Cywilska. Ona jest obywatelką Rosji, mieszkała w Krakowie z mężem, Polakiem; tam też mieszkała jej córka z pierwszego małżeństwa. I zostałyśmy deportowane, ona i ja, jako „zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Polski”.

Nasza książka to zbiór krótkich opowiadań do poduszki. Rzeczywiście tę książkę można „połknąć” w mgnienie oka. Ci, którzy ją czytali, mówili, że przeczytali ją dosłownie w kilka godzin.

 A proszę powiedzieć, jak napisała Pani tę książkę? Jerzy Tyc w Moskwie pisał ją razem z Panią?

— Zasadniczo tak, kiedy on był w Moskwie. On teraz rozrywa się pomiędzy dwa państwa – Polskę i Rosję. Właściwie oboje byliśmy rozerwani pomiędzy dwa kraje, ale teraz to on mieszka w dwóch krajach przez fakt, że ja nie mam prawa wjazdu do Polski.

 Myślę, że powinniśmy powiedzieć czytelnikom, że jesteście teraz oficjalnie mężem i żoną.

— Tak, pod koniec ubiegłego roku zawarliśmy związek małżeński. Kiedy mnie deportowali, byłam jeszcze narzeczoną. Byliśmy zaręczeni.

„Siły zła”, nazwijmy je tak, o tym wiedziały i to też wykorzystały, bo potrzebna im była, jak nam się wydaje, kampania oczerniająca Stowarzyszenie „KURSK”.

Poszli absolutnie ohydną, podłą drogą, kiedy nie można wywrzeć na człowieka presji inaczej, niż wywierając presję na krewnych, bliskich. Doskonale wiedzieli, że to zaboli. Wówczas ta historia mocno, boleśnie uderzyła w Jerzego.

A książkę pisaliśmy głównie w Moskwie.

Jerzy opowiadał mi o okresie, zanim się poznaliśmy. O wszystkich innych rzeczach ja już pisałam z pamięci, dlatego że od stycznia-lutego 2017 roku już wiedziałam, co się działo, już się znaliśmy.

Nie od razu staliśmy się parą, ale Stowarzyszeniu „KURSK” zaczęłam pomagać od razu po nawiązaniu znajomości z Tycem, dlatego że bardzo mi się to wszystko spodobało, i ten temat był mi bliski, o czym w książce także piszę. Mam na myśli działalność Stowarzyszenia „KURSK”. Bardzo mi się spodobało, że Polacy w tak trudnym czasie opiekują się bezbronnymi pomnikami, cmentarzami, miejscami pochówku tych ludzi, którzy swoje życie oddali za to, żeby teraz Polacy mogli żyć w swoim kraju, mówić w swoim języku i żeby było im dobrze.

Mój dziadek walczył. Wojnę zakończył w Kaliningradzie. Przeżył, sława Bogu. Ale pradziadek – on właśnie zginął, ślad po nim przepadł. Dlatego wszystko jest mi bardzo bliskie. To także historia mojej rodziny.

 W książce jest oddzielny rozdział zatytułowany „Agentka Anka”. I od razu zrozumiałem, że to musi być wywiad z „Agentką Anką”. Czy może mi Pani pokrótce opowiedzieć, jak zwykła rosyjska kobieta stała się „Anką-Agentką”?

— Jeśli mówić pokrótce, to była to zaplanowana oszczercza kampania w momencie, gdy trzeba było oczernić „KURSK”. Przed „siłami zła” pojawiło się zadanie uczynić kogoś związanego z „KURSKIEM” szpiegiem, oczernić. I nazwali zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego od razu dwie osoby, które pomagały stowarzyszeniu. Z pomocą „dobrych” ludzi oczywiście. Wiemy o oszczerczych donosach. I wiemy, kto je pisał…

Nigdy nie mieszkałam w Polsce. Byłam tam kilka razy, pięć czy sześć. Po raz pierwszy przyjechałam właśnie z powodu Jerzego, wcześniej nigdy w tym kraju nie byłam.

Koordynator stowarzyszenia KURSK w Rosji Anna Zacharian i komentator Agencji Sputnik Leonid Swiridow
© Sputnik . Nina Zotina
Koordynator stowarzyszenia KURSK w Rosji Anna Zacharian i komentator Agencji Sputnik Leonid Swiridow

Jest takie zdanie w ksiażce, że Polska nie jest „kierunkiem moich marzeń”…

— Tak, zaczęłam jeździć do Polski ze względu na Jerzego, nie tylko po to, żeby pomagać Stowarzyszeniu „KURSK”, a dlatego, że to bliska mi osoba. Planowaliśmy być razem i jesteśmy razem. Wiadomo, że on jeździł do Moskwy, a ja do Polski. Przecież nie w Mozambiku mieliśmy się spotykać, nieprawdaż?

Druga osoba, która została wydalona to Katia Cywilska, która pomagała stowarzyszeniu. Jest profesjonalnym tłumaczem, ma stopień doktora nauk filologicznych. Cywilska tłumaczyła dla Stowarzyszenia „KURSK” artykuły z rosyjskiego na polski i z polskiego na rosyjski.

W rezultacie ja i ona zostałyśmy „agentkami”. Zrobiono z nas zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, nasz pobyt w Polsce nie był dłużej możliwy, dlatego że stwarzamy dla kraju zagrożenie! Ona z niepełnoletnim dzieckiem i ja z dwójką niepełnoletnich dzieci w Moskwie.

Przez siedem dni trzymali mnie pod kluczem, usiłując sfabrykować sprawę, nie pozwalając nawet na wykonanie telefonu do matki i do ambasady. Nie dając mi moich lekarstw.

Potem okazało się, że na dodatek mnie jeszcze okradli. Ukradli drogie sandały, nowy francuski puder, około 100 euro w gotówce.

Polska straż graniczna
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Historia z Katią jest w ogóle oburzająca – została deportowana w ciągu 12 godzin. Ale zostawili w Polsce jej niepełnoletnią córkę, obywatelkę Rosji. Nie dali im się nawet pożegnać. Nie pozwolili dziecku powrócić z matką.

Przy czym jedynym oficjalnym opiekunem dziewczynki jest jej matka. Zmusili Katię do napisania „zezwolenia” na pozostawienie dziecka z ojczymem. Zagrozili, że w ogóle oddadzą dziecko do obcej rodziny.

To była sytuacja bez wyjścia.

Nie dali jej wyboru i musiała napisać.

Wszystko to działo się w przeciągu kilku godzin. To prawdziwy faszyzm. Po czymś takim słuchać z ust polskich władz na przykład o „krwawym stalinowskim reżymie” to doprawdy bardzo dziwne… A jak nazwać wszystko to, co robią Polacy?

Ci ludzie z niby „jasnymi twarzami”?

Nawet nie wiem, jak ich nazwać – to „ludzie”?… którzy takich rzeczy się dopuszczają?

Zmieniasz życie człowieka bez przyczyny i doskonale wiesz, że to wszystko nieprawda, że tylko wykonujesz polecenie.

Ci, którzy nam to w Polsce zrobili, począwszy od wierchuszki, a kończąc na najniższych funkcjonariuszach, ja nie wiem, jak oni do domu przychodzą, dzieci całują, kładą się spać?

Jak coś takiego jest w ogóle możliwe?

To znaczy, że jeśli ludzie mają własne zdanie, to ich można potrzymać w polskim więzieniu? Teraz w Polsce mamy taki przykład, kiedy człowiek siedzi już trzeci rok…

 Tak, to Mateusz Piskorski.

— O Mateuszu Piskorskim dowiedziałam się rok temu, w lutym-marcu ubiegłego roku. Do tego czasu po prostu nic o nim nie wiedziałam.

 Teraz to po prostu realia obecnej Polski.

— Tak, to także nierealne realia, jak w naszej książce.

Ale ja wierzę w prawo bumerangu. Cała ohyda wraca do każdego.

 Anno, wróćmy do książki. Jaki był jej nakład?

— Trzyma Pan w ręku pierwszy egzemplarz, startowy, próbny, całkiem niewielki, prezentacyjny. Teraz ukaże się już normalny nakład, wydanie będzie dokładnie takie samo, być może wprowadzimy kilka poprawek.

 Książka pojawi się w rosyjskich sklepach?

— Tak. Tak mi powiedział dystrybutor, ja się tym nie zajmuję.

Jest już lista księgarń, w których będzie można ją kupić.

Walonki z symbolami Rosji
© Sputnik . Aleksej Daniczew
 Tylko w Moskwie, czy także poza Moskwą?

— Nie mam pewności, jeśli chodzi o regiony. Głównie będą to Moskwa i Petersburg. I jeszcze sklepy internetowe.

 Czy macie plany wydania kolejnej wersji, a może przetłumaczenia na polski?

— Drugie wydanie oczywiście będzie, kiedy będzie więcej aktualnej informacji.

Jest ogromna chęć przetłumaczenia książki na język polski, dwie osoby oferowały nam już pomoc.

Mam nadzieję, że zostanie dobrze przetłumaczona. To się tyczy bezpośrednio Polski i pewna część Polaków z ciekawością przeczyta taką pozycję.

  Bardzo dziękuję za rozmowę.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Warszawa: Klincz rusofobii
Tyc: Czekamy na ekspertyzę ws. decyzji o znoszeniu pomników
Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
Jerzy Tyc: Odrestaurujemy pomnik w Świnoujściu
I... kamieni kupa
Putin: Rusofobia wylewa się uszami
Stowarzyszenie „Kursk" podnosi poprzeczkę
Jerzy Tyc: „Ambasador Polski w Moskwie na spotkanie nie przybędzie. Bez uzasadnienia”
Leszek Miller: Rusofobia w Polsce stała się doktryną państwową
Tagi:
Sputnik Polska, książka, dzieci, faszyzm, barbarzyństwo, Kaliningrad, Kraków, Katarzyna Cywilska, Anna Zacharian, Leonid Swiridow, Jerzy Tyc, II wojna światowa, cmentarz, pomnik, wyzwolenie, Armia Czerwona, żołnierz, wolontariusz, Stowarzyszenie KURSK, skandal szpiegowski, szpieg, MSZ RP, Rząd RP, ABW, Kreml, Warszawa, Moskwa, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz