Caio Giulio Cesare Mussolini

Mussolini dla Sputnika: Facebook nie pozwala mi stworzyć profilu pod własnym nazwiskiem

© Zdjęcie: Pagina Facebook di Caio Giulio Cesare Mussolini
Opinie
Krótki link
1204

Caio Giulio Cesare Mussolini, 51-letni prawnuk duce, będzie kandydował w południowym okręgu wyborczym z partii Fratelli d’Italia w wyborach 26 maja. Syn Giudo i bratanek Vittorio, prawnuk Benito Mussoliniego, urodził się w Argentynie w 1968 roku.

Dzieciństwo i młodość spędził między Włochami a Wenezuelą. Następnie, po ukończeniu Akademii Marynarki Wojennej w Livorno, dosłużył się stopnia kapitana i dowodził okrętem Nave Gorgona w 1998 roku. W trakcie służby uczestniczył w różnych misjach we Włoszech i za granicą. Po odejściu ze stanowiska w 2002 roku pracował w Oto Melara (firma Finmeccanica) na stanowisku menadżera ds. marketingu, sprzedając systemy morskie dla marynarek wojennych w Ameryce Łacińskiej i na Bliskim Wschodzie. Koordynował kontakty handlowe, marketingowe, instytucjonalne i medialne grupy Finmeccanica w sferze obronności, elektroniki i lotniczo-kosmicznego w krajach Zatoki Perskiej. Aktualnie jest dyrektorem generalnym Drass Middle East w Dubaju.

Jego kandydatura i kampania wyborcza wywołały polemikę w mediach we Włoszech i na świecie, a także na portalach społecznościowych. Z powodu nazwiska? Co skłoniło Caio Mussoliniego do kandydowania do Parlamentu Europejskiego? Jak chce zmienić Europę? Na te i inne pytania Mussolini odpowiedział w wywiadzie na wyłączność dla Sputnika Italia.

—Dlaczego zrezygnował Pan z prestiżowego stanowiska top menadżera i zajął się polityką?

— Nie zrezygnowałem ze stanowiska menadżera i nadal pracuję, ale teraz znacznie mniej. Zdecydowałem się zająć polityką, bo chcę wnieść swój wkład w rozwój Włoch, które kocham. Chcę wiele udoskonalić i zmienić.

— Jest Pan trzecim Mussolinim w polityce w historii Włoch (Benito Mussolini był premierem za panowania Wiktora Emanuela – przyp. red.), po Alessandrze (europosłanka, niedawno odeszła z partii Forza Italia i niedługo opuści Parlament Europejski – przyp. red.) i Rachele (pracownica w magistracie Rzymu – przyp. red.). Jak na Pana decyzję zareagowali bliscy?

— Powiedziałem im wszystko. Nasza rodzina jest dość duża, informujemy się o wszystkim. Alessandra jest bardziej kompetentna politycznie niż ja. Kiedy dowiedziała się, że wysunąłem swoją kandydaturę, życzyła mi powodzenia. Jesteśmy również w kontakcie z Rachele, która mieszka w Rzymie, więc często się spotykamy. Cieszą się wraz ze mną i wierzę, że będę bronić interesów Włoch w Parlamencie Europejskim.

— Pana kandydatura, kampania wyborcza wywołały polemikę we włoskich i międzynarodowych mediach oraz na portalach społecznościowych. Czy to z powodu nazwiska?

— Oczywiście skupiłem na sobie wiele uwagi. Wysunąłem swoją kandydaturę na podstawie mojego doświadczenia życiowego i zawodowego. Oczywiste jest, że moje nazwisko odegrało ważną rolę w historii Włoch, jednak, jak już wielokrotnie wyjaśniałem, musimy pozostawić ten okres historyczny za sobą, niech historycy go studiują. Musimy patrzeć w przyszłość i nie zagłębiać się w przeszłości. Będę kandydatem z południa Włoch, a interesy tego regionu będą moim priorytetem.

—Jednak kandydatura Mussoliniego obecnie, gdy wiele mówi się o powrocie faszyzmu, może być postrzegana dwojako. Co by Pan powiedział osobom, które boją się powrotu faszyzmu?

— Wielu historyków i ekspertów opisało to bardzo dokładnie: faszyzm narodził się w określonym okresie historycznym jako konsekwencja I wojny światowej i zniknął po II wojnie światowej, wraz ze śmiercią duce. Co więcej, znany historyk De Felice uważał, że należy mówić nie o faszyzmie, a o „mussolinizmie”. Minęło już niemal 80 lat od zakończenia II wojny światowej, teraz musimy skoncentrować się na licznych problemach współczesnych Włoch i myśleć o przyszłości.

Dziwi mnie to, że taka polemika ma miejsce, zwłaszcza wobec mojej osoby. Najwyraźniej lewica nie ma już argumentów. Być może stracili kontakt z rzeczywistością, z narodem. I jedyną bronią, która im pozostała i którą wykorzystują przed każdymi wyborami, sprowadza się do walki z faszyzmem. Dlatego widzą faszyzm wszędzie. Oszaleli na jego punkcie. A powinni rozwiązywać problemy Włoch, zajmować się bezrobociem, brakiem infrastruktury na południu, odpływem młodych ludzi, którzy po wielu latach nauki wyjeżdżają z południa na północ Włoch lub za granicę.

— Co się stało z Pana profilem w Facebooku? Dlaczego został zablokowany? Rozwiązał Pan ten problem?

— Problem został rozwiązany następnego dnia, gdy nawet media zareagowały na tę cenzurę. Cenzurę, której sam Facebook nie mógł wyjaśnić. Przeprosili i poinformowali, że to był błąd techniczny. Jednak, niestety, na tym nie koniec cenzury. Sytuacja pogarsza się, zwłaszcza wobec mojej osoby, co nie pozwala mi być na równi z innymi kandydatami. Czyli inni kandydaci mogą spokojnie wypowiadać swoje zdanie, a ja zostałem ograniczony. Na przykład nie mogę korzystać z nicku na Facebooku ze swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Facebook nie pozwala mi stworzyć profilu @caiomussolini. To głupota! Próbowałem stworzyć profile @caiolenin, @caiostalin. Co ciekawe, mogą powstać. To śmieszne. Facebook staje się „policją myśli” XXI wieku. To nieuczciwe, konsultujemy się z prawnikami i przygotowujemy pozew.

—Hasło Fratelli d’Italia, w wyborach do Parlamentu Europejskiego brzmi „Do Europy, aby #zmienić wszystko” (In Europa per #Cambiare tutto). Jeśli zostanie Pan wybrany do Parlamentu Europejskiego, czym się Pan zajmie w pierwszej kolejności i co w zasadzie zostanie zmienione?

— Wszystkie ważne punkty dotyczące zmian w Europie, zaproponowane przez partię Fratelli d’Italia, zostały wyłuskane w jej programie. Dla mnie priorytetem jest zatrudnienie (trzeba stworzyć warunki dla młodych ludzi z południa, aby mogli pracować tam i nie byli zmuszeni do wyjazdu), należy przywrócić inwestycje w przemysł. W wielu innych gałęziach też są potrzebne zmiany. Oczywiście Europa nie jest winna wszystkich problemów, bardzo wyraźnie o tym mówiliśmy. Musimy jednak mieć wpływ w Europie, aby realizować nasze projekty i bronić interesów Włoch. Oznacza to, że chcemy dostać się do Parlamentu Europejskiego w celu zwiększenia reprezentacji Włoch w Europie.

 Urodził się Pan w Argentynie i długo mieszkał w Wenezueli. Jak Pan ocenia niedawne wydarzenia w tym kraju? Jakich rozwiązań potrzebują Wenezuelczycy?

Wenezuela będzie zawsze obecna w moim sercu. To kraj, w którym wychowałem się, uczyłem, pracowałem, gdzie mam wielu przyjaciół. Był to jeden z najbogatszych i najpiękniejszych krajów na świecie, który zniszczyła polityka początkowo Chaveza, a obecnie Maduro. Bardzo mnie to zasmuca. Niestety, politycznie Włochy mogą mało co zrobić, bo aktualny rząd nie ma jednej linii politycznej w przypadku Wenezueli. Z jednej strony, wiceminister spraw zagranicznych Manlio Di Stefano popiera Maduro, a z drugiej – kolejny wicepremier spraw Guglielmo Picchi popiera samozwańczego tymczasowego prezydenta Guaido.

—Do głosowania pozostał miesiąc. Jakie ma Pan oczekiwania?

— Oczywiście moje nazwisko jest częścią historii Włoch. Jeśli chodzi o mnie, chciałbym prosić wyborców, aby ocenili, co zrobiłem w swoim życiu: służyłem 15 lat we flocie wojennej dla dobra naszego kraju, potem pracowałem we włoskich firmach i promowałem włoskie interesy zagranicą. Dlatego sądzę, że mam szanse pomóc swojemu krajowi w Parlamencie Europejskim. I oczywiście mam nadzieję, że zdołają zobaczyć w partii Fratelli d’Italia prawdziwą partię prawicową, która broni interesów Włochów nie tylko słownie, ale też czynami. Wystarczy przypomnieć, że Włochy nie przyłączyły się do Światowego Paktu w sprawie migracji właśnie dzięki Fratelli d’Italia.

Zobacz również:

Kaczyński może stracić władzę? PiS może przegrać wybory
Tagi:
Benito Mussolini, wybory, Parlament Europejski, Włochy
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz