Nikolina Šmukler-Matasov - nauczyciel i tłumacz przysięgły języka rosyjskiego, właścicielka firmy Rosyjski w Krakowie

Pani Nikolina na „czarnej” liście ukraińskiej

© Zdjęcie : Aleksander Matasov
Opinie
Krótki link
Leonid Swiridow
6530

Wojna informacyjna trwa. Ukraińsko-polska-rosyjska... „Jak się okazało, ja jestem w Krakowie wrogiem Ukrainy numer jeden. Może, nie jeden, ale wrogiem Ukrainy na pewno. Stanowię – jak tutaj jest zapisane – „pokuszenie na suwernitet i terrotorialnuju cełostność Ukrainy” – mówi Nikolina Šmukler-Matasov, która została wpisana na „czarną” listę ukraińskiego portalu „Mirotworec”. Portal „Mirotworec” jest znany ze skandalicznych publikacji, w których ujawnia dane dziennikarzy, powstańców z proklamowanych w trybie jednostronnym DRL i ŁRL i innych obywateli, których nazywa „zdrajcami ojczyzny”.

Dunja Mijatović, która wówczas była przedstawicielem OBWE ds. wolności mediów, nazwała publikację „alarmującym krokiem, który może jeszcze bardziej zagrozić bezpieczeństwu dziennikarzy”.

Działania właścicieli portalu „Mirotworec” zostały również skrytykowane przez rzeczniczkę MSZ Rosji Marię Zacharową. Nazwała publikację „bezpośrednim wezwaniem do rozprawienia się z dziennikarzami”.

Do bazy danych trafili również rosyjscy działacze kultury.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Niemiec potępiło też wpisanie byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera do bazy ukraińskiego portalu „Mirotworec” „za zamach na suwerenność Ukrainy” i „antyukraińską propagandę”. „W przeszłości jasno zademonstrowaliśmy naszą pozycję ukraińskiej stronie i nalegaliśmy, aby ich rząd podjął kroki zmierzające do zamknięcia tej strony. Robimy to także teraz” — cytuje Die Zeit rzecznika prasowego niemieckiego resortu spraw zagranicznych.

Nauczycielka i tłumaczka przysięgła języka rosyjskiego, jedyna polska laureatka XVII Międzynarodowego Konkursu Puszkinowskiego dla nauczycieli języka rosyjskiego jako obcego, właścicielka firmy „Rosyjski w Krakowie" Nikolina Šmukler-Matasov odpowiada na pytania komentatora Agencji Sputnik Polska Leonida Swiridowa.

Pani Nikolino, jednak trwa jakaś mocna nagonka na Panią i nawet zobaczyłem ostatnio, że Pani nazwisko już jest wpisane na ukraińskim portalu Mirotworiec. Skąd Pani dowiedziała się o tym, że nazwisko Pani jest na tej liście  – na tej „czarnej” liście ukraińskiej?

— Czarnej liście – to tak, to jest czarna lista ukraińska.

Pamiętam, kiedy zaczęła się histeria po zamieszczeniu informacji na Facebooku o mojej firmie w 5. rocznicę powrotu Krymu do Rosji. Pamiętam, że wśród tej fali hejtów pojawiały się histeryczne głosy, że trzeba „zgłosić ją do Mirotworca”. Ja tego nie komentowałam, ponieważ nie dyskutowałam z tymi osobami – to nie jest mój poziom.

Ja to pamiętam, z ciekawości weszłam na stronę Mirotworca. Ponieważ tam, w tym wykazie jest również mój teść, tata mojego męża, stwierdziłam sobie pewnego dnia – tak, sprawdzę sobie, popatrzę – kto tam jest.

Sprawdziłam, wpisałam swoje nazwisko, mam dwa nazwiska – drugie po mężu – i wyskoczyło mi moje nazwisko, moja osoba.

Jak się okazało, jestem tutaj wrogiem Ukrainy numer jeden. Może, nie jeden, ale wrogiem Ukrainy na pewno. Stanowię – jak tutaj jest zapisane – „pokuszenie na suwernitet i terrotorialnuju cełostność Ukrainy”, te wszystkie linki odnoszą się do artykułów, do wywiadów, których udzielałam prasie rosyjskiej, również tej mojej strony Facebookowej, mojej strony WKONTAKTE, i prywatnej strony na Facebooku. I do… dotyczących przyłączenia Krymu do Rosji.

Co to dla mnie znaczy? Konsultowałam się z moją koleżanką ze studiów, z którą byłyśmy na Ukrainie - ostatni raz ja byłam w 2002. Nigdy nie był to kierunek moich podróży i wojaży. Ani zawodowych, ani prywatnych.

Dla mnie to znaczy, jak rozumiem, że nie mam prawa wjazdu na Ukrainę.

Nie ukrywam, że dla mnie znalezienie się wśród tych osób, które są na Mirotworcu, to jest honorowe zasilenie tego grona, które tam jest. Dla mnie jest to zaszczyt, absolutnie.

Ta nagonka trwa tylko w Internecie? Czy ktoś do Pani przychodzi, ktoś dzwoni, czy czuje się Pani zagrożona w Krakowie?

— Na stronie Mirotworca zostały ujawnione wszystkie moje dane osobowe.

Oczywiście, moja storna internetowa, moje numery telefonów.

Nikt nie dzwonił i do tej pory nie przyszedł.

Natomiast, parę dni temu, konkretnie w poniedziałek – nie wierzę, że był to przypadek – jeden z tłumaczy ukraińskich, mieszkających od dawna w Krakowie (który jest znany z wystosowywanych apeli do tłumaczy języka rosyjskiego o rzekomej agresji Rosji na Ukrainę), napisał do innej pani tłumaczki z Poznania - wysłał też tego mejla do mnie, na mój adres firmowy, że jestem już na tej liście Mirotworca.

Oczywiście, zarzuca mi, że propaguję, uprawiam propagandę dotyczącą Krymu, że przeciwdziałam polskiej racji stanu. I, oczywiście, bardzo brzydkie drastyczne słowa pod moim adresem.

Donald Tusk
© AP Photo / Alik Keplicz
Nawet przeczytałem w Internecie takie zdanie, że Pani zajmuje się „nachalną putinowską propagandą o Ukrainie”. Byłem trochę zdziwiony, skąd Pani ma taką wiedzę o Ukrainie i dlaczego to jest „nachalna putinowska propaganda” i do tego — w Krakowie? To dla mnie dziwne, może dla togo, że mieszkam w Moskwie?

— Wszystkie informację, które stanowią wizytówkę mojej firmy, umieszczam na swojej stronie. Był rok kultury rosyjskiej w Krakowie, który zorganizowałam jakby w formie protestu odwołania ówczesnego roku kultury przez polski rząd.

Oczywiście, reklamowałam, naturalnie, to wydarzenie w Internecie. Może być, ta wypowiedź jest i z tym związana.

A może jest to po prostu swego rodzaju konkurencja, że u Pani wielu klientów, i wszyscy do Pani przychodzą, proszą o pomoc i chcieliby współpracować. Może, to po prostu zazdrość?

— Oczywiście, tak może być. Tym bardziej, że czternasty rok uprawiam tę działalność i zawsze tych klientów miałam, mam i nic się nie zapowiada, bym nie miała dalej. Oczywiście, że tak.

Natomiast wygrywam tu swoimi atrybutami, jeżeli chodzi o kwestie biznesowe. Być może, bo to są również inne tłumacze języka rosyjskiego. To też jest zastanawiające.

Czy Pani będzie bronić się w jakiś sposób oficjalny? Może, wniosek do prokuratury, do sądu?

— Nie, w tym momencie nie myślę o tym. Teraz mam inne plany na najbliższy czas, zawodowe i prywatne.

Oczywiście, będę reagować, jeżeli będą jakieś ataki.

Obszar Ukrainy, jak powiedziałam wcześniej, nie jest dla mnie obszarem zainteresowania ani zawodowego, ani prywatnego. Ja tam nie jeżdżę. Jak tam nikogo nie mam. Więc tutaj to dla mnie też nie jest jakiś problem.

  Bardzo dziękuję za rozmowę.

Zobacz również:

Warszawa w odwrocie: „Ile razy można wyciągać w czyjąś stronę rękę i mieć ją oplutą?"
Były premier Ukrainy o Radosławie Sikorskim: „Wydawał mi się uczciwym człowiekiem"
Jerzy Tyc: „Ambasador Polski w Moskwie na spotkanie nie przybędzie. Bez uzasadnienia”
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Fort Trump: Polski film będzie się bardzo różnił od zwiastuna
„Na mojej mapie firmowej Krym jest rosyjski. To nie zostało mi wybaczone”
ABW: "Był" sobie cudzoziemiec
O nowe Beresteczko, czyli Musi o nas być głośno na Ukrainie
Tagi:
OBWE, Dunja Mijatović, SBU, ABW, kultura, internet, Mirotworiec, Facebook, język, Gerhard Schröder, Niemcy, Donbas, Maria Zacharowa, MSZ Rosji, wojna informacyjna, polityka, propaganda, Leonid Swiridow, Nikolina Šmukler-Matasov, Kraków, Warszawa, Ukraina, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz