23:29 17 Listopad 2019
Flagi USA i Kuby

Rewolucja nie przeprasza

© AP Photo / Ramon Espinosa
Opinie
Krótki link
Autor
6524
Subskrybuj nas na

Jak wielbicielka Kuby i wróg Ameryki wprost nie potrafię wyrazić zachwytu z powodu faktu, iż właśnie Kuba staje się kością niezgody między Europą i USA. Viva la revolución! „Oczekuje się od nas, żebyśmy wyparli się swojej solidarności z ludami walczącymi o wyzwolenie,  w zamian za obietnice przebaczenia – tak jakby rewolucja potrzebowała przebaczenia imperialistów” – ogłosił rząd kubański w odpowiedzi na kolejne amerykańskie sankcje.

Przed smutnym 1 majem w ojczyźnie kapitalistycznej i uległej wobec imperializmu, pocieszenia szukam w wieściach płynących z kraju żywej rewolucji.

Administracja Trumpa w typowym dla niego finezyjnym stylu przystąpiła do nowej wojny z  Kubą. Zdaje się być przekonana, że nowe, w sumie marginalne sankcje osiągną to, czego nie załatwiło 60 lat totalnej blokady – złamią upartych komuchów i nauczą ich moresu wobec „kraju wolnych i domu dzielnych”. W tym konkretnym przypadku  – przekonają Kubę do zerwania sojuszu z chavistami  i poparcia Juan Guaidó namaszczonego na prezydenta Wenezueli przez Donalda Trumpa.

Akurat w rocznicę nieszczególnie udanego desantu na Playa Girón (wydarzenia szerzej znanego jako inwazja w Zatoce Świń), na spotkaniu z weteranami tej spieprzonej operacji doradca ds. bezpieczeństwa narodowego John R. Bolton ogłosił, że obecna administracja wreszcie zrobi z komuchami porządek.

Środkiem do tego ma być ograniczenie kwoty, którą Kubańczycy z USA mogą wysyłać rodzinom w kraju – do 1000 dolków kwartalnie. Co nie zrobiło na Kubie specjalnego wrażenia, zważywszy, że dominująca wysokość takich transferów to 200-220 dolarów miesięcznie.

Bolton zapowiedział też surowsze kryteria określające, co jest „wyjazdem do rodziny”, żeby, jak to ujął, ukrócić „zawoalowaną turystykę” – co jest uroczym określeniem: moralne zło wakacji na Kubie, które rząd Trumpa zdemaskuje i zlikwiduje, przemawia do wyobraźni. Z tym, że sankcja wydaje się średnio dotkliwa, zważywszy, że z 5 milionów podróżnych odwiedzających Kubę co roku, obywatele USA stanowią jakieś 5 procent – dominują Kanadyjczycy i Europejczycy, którzy administracji Trumpa jakoś się nie słuchają.

A nawet wręcz przeciwnie: jej nowe pomysły wywołały zarówno w Kanadzie jak i w Unii reakcję zgoła pozbawioną szacunku.

Najważniejszą z pakietu nowych sankcji, zapowiedzianych przez Boltona, jest bowiem odmrożenie zapisów rozdziału III ustawy Helmsa-Burtona z 1996 roku, pozwalającego kubańskim obszarnikom wydziedziczonym przez rewolucję pozywać Kubę przed amerykańskimi sądami.

Z punktu widzenia Kuby przepis jest humorystyczny, biorąc pod uwagę, ze nie uznaje ona jurysdykcji amerykańskich sądów, ani nawet nie zawraca sobie głowy wysyłaniem pełnomocników – ale Unia Europejska i Kanada były mniej ubawione. Ustawa traktuje bowiem wszystkich, którzy robią interesy z Kubą, jak paserów, którzy także mogą być pozwani przed amerykańskie sądy przez byłych kubańskich posiadaczy.

W odpowiedzi na uchwalenie tej ustawy – w 1996 roku – powstało rozporządzenie Rady Unii Europejskiej nr 2271/96, które stanowi jednoznacznie, iż „żadne orzeczenie sądu ani trybunału, ani też żadna decyzja władz administracyjnych spoza Wspólnoty” płynąca z ustawy Helmsa-Burtona „nie zostanie w żaden sposób uznana ani nie będzie podlegać wykonaniu”.

Mało tego – rozporządzenie wprost zakazuje podmiotom europejskim stosowania się do amerykańskich sankcji. Jeszcze dalej poszła Wielka Brytania, która jej przestrzeganie obłożyła karnymi sankcjami. Podobnie postąpiły Kanada i Meksyk, który dla przestrzegających ustawy Helmsa-Burtona przewidział do 280 tys. dolków kary – i nawet wcielił ten przepis w życie w 2006 roku wobec hotelu Sheraton Maria Isabel w Mexico City, który pod naciskiem departamentu stanu USA wyrzucił 16 kubańskich oficjeli.

Poza tym, jeszcze w 1996 roku, UE zaskarżyła ustawę Helmsa-Burtona do Światowej Organizacji Handlu. Do rozprawy nie doszło, albowiem strony postanowiły załatwić sprawę polubownie – co obejmowało zawieszenie działania przepisów, zezwalających na pozywanie Kuby i współpracujących  z nią firm europejskich przed amerykańskimi sądami.

Zawieszał Clinton, Bush, Obama i nawet – po początku swej kadencji – Trump. Teraz postanowił odwiesić, co nie spotkało się ze zrozumieniem wśród sojuszników.

Wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych Federica Mogherini, szefowa kanadyjskiego MSZ Chrystia Freeland i unijna komisarz handlu Cecilia Malmström we wspólnym oświadczeniu ogłosiły, gdzie Trump może sobie wsadzić swoje groźby.

Unia Europejska i Kanada zakażą przestrzegania odmrożonych przepisów na swoich terytoriach, a ponadto przewidują, że każdy pozew przed amerykańskim sądem wobec europejskich i kanadyjskich firm napotka na roszczenie wzajemne przed sądami UE i Kanady, co „może prowadzić jedynie do niepotrzebnej spirali działań prawnych”.

Z kolei Komisja Europejska, w oświadczeniu z 17 kwietnia, stwierdza, że „Unia Europejska ponownie wyraża zdecydowany sprzeciw wobec eksterytorialnego stosowania jednostronnych środków związanych z Kubą, które są sprzeczne z prawem międzynarodowym” i „rozważy wszystkie dostępne jej możliwości ochrony swoich uzasadnionych interesów”, w tym wznowienie procesu przez WTO.

Jak wielbicielka Kuby i wróg Ameryki wprost nie potrafię wyrazić zachwytu z powodu faktu, iż właśnie Kuba staje się kością niezgody między Europą i USA. Viva la revolución!

A skoro już jesteśmy przy rewolucji i jej życiu – warto nadmienić, iż od 10 kwietnia Kuba ma nową konstytucję.

Jej projekt, opracowany przez komisję konstytucyjną przed kierownictwem Raúla Castro, został poddany konsultacjom społecznym w trakcie 135 tysięcy spotkań w zakładach pracy, szkołach, szpitalach, na uniwersytetach i na ulicach, prowadzonych przez 7600 specjalnie przeszkolonych dwuosobowych zespołów.

W wyniku tych spotkań obywatele Kuby zgłosili do projektu 800 tysięcy poprawek, które komisja następnie opracowała, zmieniając 63 procent artykułów, proponowanych w pierwotnej wersji. Referendum odbyło się 24 lutego. Wzięło udział 84 procent Kubańczyków. 86,85 proc. głosowało za, 9 proc. było przeciw, 4,15 proc. oddało głos nieważny.

Nowa konstytucja dopuszcza (ograniczoną) prywatną własność środków produkcji; ogranicza liczbę kadencji prezydenta do dwóch i wyznacza górny wiek objęcia urzędu na 60 lat; uznaje zmiany klimatu za kluczowe zagrożenie dla kraju; zakazuje dyskryminacji ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne, orientację seksualną, tożsamość płciową lub niepełnosprawność; definiuje dostęp do służby zdrowia i edukacji jako podstawowe prawa obywatelskie; wprowadza zasady sprawiedliwego procesu – domniemanie niewinności, prawo do adwokata od momentu aresztowania, prawo do zaskarżenia aresztu.

Równocześnie  jednak potwierdza system monopartyjny i stanowi o nieodwracalności socjalistycznej rewolucji.

Hawana, Kuba
© Sputnik . Mikhail Voskresenskiy
Ale nie te zapisy wzbudziły największe wzburzenie ludu.

Najgłośniejsza dyskusja dotyczyła wykreślenia z konstytucji zapisu o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny. W pierwotnej wersji projektu, której propagatorką była Mariela Castro – posłanka, aktywistka gejowska, a przy okazji córka Raúla – małżeństwo był zdefiniowane jako „dobrowolny związek dwojga ludzi bez względu na płeć”. 5 konserwatywnych kościołów ewangelickich wystąpiło przeciw temu zapisowi, ogłaszając, że małżeństwa jednopłciowe są niezgodne z planem bożym i komunistyczną moralnością.

Na ulicach rozpętała się wojna plakatowa między konserwą i środowiskami gejowskimi – co skłoniło władze do salomonowego rozwiązania: nowa konstytucja znosi zapis o „kobiecie i mężczyźnie” i w ogóle nie mówi nic o płci w małżeństwie, ograniczając się do stwierdzenia, że jest to „instytucja społeczna i prawna”, oparta na „wolnej woli i równych prawach i obowiązkach”, a w sprawie konkretów odsyła do ustawy, która powstanie po wejściu w życie konstytucji.

Jak zapowiadają przedstawiciele rządu – w tym prezydent Miguel Diaz-Canel, który po objęciu urzędu otwarcie deklarował poparcie da małżeństw jednopłciowych – ustawa ta będzie poddana osobnemu referendum, w ciągu dwóch lat.

Czyli – nie sposób nie zauważyć – prawdopodobnie dużo wcześniej niż w naszej demokratycznej, europejskiej Polsce.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Agnieszka Wołk-Łaniewska: Symetryzm mać wolności
Łady pojadą na Kubę
„Republika Tatarstan jest bardzo życzliwa, jest w niej rosyjska dusza obok tej tatarskiej"
Kuba: istotne zmiany w konstytucji
„Pożyteczna idiotka Putina" też ma swoje zdanie
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Media: Zachód jest przerażony perspektywą powrotu rosyjskich baz na Kubę
„To Kuba jest celem amerykańskiej inwazji na Wenezuelę”
Tagi:
rodzina, Komisja Europejska, Federica Mogherini, konstytucja, Kanada, Unia Europejska, Donald Trump, Barack Obama, Miguel Díaz-Canel, Juana Guaido, Raul Castro, Fidel Angel Castro Diaz-Balart, małżeństwo, małżeństwa jednopłciowe, Polska, sankcje, Europa, USA, Kuba
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz