02:04 13 Grudzień 2019
Światowe tourne Chóru Tureckiego. Warszawa

Ambasada Rosyjska w Warszawie: Schiller i Jewtuszenko, a między nimi Kalinka

© Zdjęcie : Zofia Bąbczyńska-Jelonek
Opinie
Krótki link
Autor
5573
Subskrybuj nas na

Koncertowy wieczór z okazji Dnia Zwycięstwa w rosyjskiej ambasadzie był niezwykły. Do zaproszonych gości przemówiła muzyka w rewelacyjnym wykonaniu połączonych sił Chóru Tureckiego i żeńskiego zespołu wokalnego Soprano w programie „Pieśni Zwycięstwa”. Nie wnikam, jak udało się Ambasadzie Rosyjskiej wpasować w światowe tourne Chóru Tureckiego, ale na jego trasie koncertowej, między występami w Toronto a Budapesztem, znalazła się Warszawa.

Na moskiewskim Placu Czerwonym dawno już umilkły werble, przebrzmiały przypominane pieśni frontowe, sprzątnięto świąteczne dekoracje. 74. rocznica zwycięskiego zakończenia Wielkiej Wojny Ojczyźnianej przeszła do historii. Podobnie jak w rosyjskich ambasadach na całym świecie, w których na spotkaniach i rautach świętowano Dzień Zwycięstwa.

Ale Rosja nie wycisza swojej pamięci historycznej, wręcz przeciwnie, wyostrza. Bo ciągle słyszy dookoła zarzuty, że prze do wojennych konfrontacji, że jest agresorem dybiącym na ziemie i dobra sąsiadów. Że świat musi się przed nią bronić. I Rosja musi nieustannie odpowiadać na pytanie: „Czy Rosjanie chcą wojny”.

W Warszawie na to pytanie Rosja odpowiedziała przejmująco słowami swojego znakomitego poety Jewgienija Jewtuszenki. Znaną z wykonań Marka Bernasa pieśń Edwarda Kołomanskiego do słów Jewtuszenki, na zamkniętym koncercie w Ambasadzie Rosyjskiej wykonał rewelacyjny Chór Tureckiego. 

Jewtuszenko napisał wiersz „Czy Rosjanie chcą wojny” w 1961r., w proteście, był on wezwaniem do pokoju i jedności ludzi. Świat stał wtedy na progu wojny nuklearnej. Sprzeczności między blokiem radzieckim a zachodnim były tak wielkie, że kompromis wydawał się niemożliwy. Wiersz Jewtuszenki odpowiadał na opinie zachodnich ideologów, którzy uważali, że cała ludność ZSRR była bez wyjątku - agresorami i najeźdźcami.

Poeta wzywa do przypomnienia wydarzeń sprzed lat, gdy ZSRR stał się główną przeszkodą na zwycięskiej ścieżce faszyzmu. Setki tysięcy radzieckich żołnierze, ginęło wtedy na własnej i obcej ziemi, ale kontynuowali walkę do końca, „aby ludzie z całej ziemi mogli spokojnie widzieć swoje sny”. To uczciwe stwierdzenie nie traci znaczenia w obecnych czasach.

„To dla nas bardzo ważne, by zaśpiewać tę pieśń w Warszawie”, przyznał Michaił Turecki, lider i założyciel chóru.

Koncertowy wieczór z okazji Dnia Zwycięstwa w rosyjskiej ambasadzie był niezwykły. Tym razem do zaproszonych gości przemówiła muzyka w rewelacyjnym wykonaniu połączonych sił Chóru Tureckiego i żeńskiego zespołu wokalnego Soprano w programie „Pieśni Zwycięstwa”. Nie wnikam, jak udało się Ambasadzie Rosyjskiej wpasować w światowe tourne Chóru Tureckiego, ale na jego trasie koncertowej, między występami w Toronto a Budapesztem, znalazła się Warszawa.

Wdzięczność moja dla amb. Siergieja Andriejewa jest za ten koncert dozgonna, bo był to koncert z najwyższej półki rosyjskiej sztuki wokalnej. Dla mnie osobiście, było to też  spotkanie w pewnym sensie sentymentalne, pierwszy raz Chór Tureckiego usłyszałam w ub. roku w Moskwie w Dniu Zwycięstwa, zresztą przypadkowo, koncertował nieopodal hotelu, w którym mieszkałam, na placu przed Dworcem Białoruskim.

Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że chór składa się z 10 znakomitych, profesjonalnych  śpiewaków z niezwykłą charyzmą i o fenomenalnej skali głosów, mających w sumie 4,5 oktawy, od najwyższego - sopranu męskiego, po najniższy – basso profundo.  Od blisko 30 lat jest na scenie, śpiewa a cappella i z akompaniamentem, od klasyki po rock, od popu do opery, od jazzu po przeboje muzyki ludowej i popularnej. Koncertuje na całym świecie. Ma tysiąc kompozycji muzycznych w repertuarze.

Warszawskie spotkanie z „Pieśniami Zwycięstwa” rozpoczęło mistrzowskie wykonanie „Ody do Radości” Fryderyka Schillera,  której warstwę muzyczną stanowi finał IX symfonii Ludwiga von Beethovena. Nieformalnego hymnu Unii Europejskiej. Piękny gest wobec zjednoczonej Europy, do której należy Polska.  

Zespół Soprano rozpoczął: „O Ra­do­ści, iskro bo­gów, kwie­cie Eli­zej­skich Pól. Na twym świę­tym pro­gu sta­je nasz na­tchnio­ny chór. Ja­sność two­ja wszyst­ko zaćmi, złą­czy, co roz­dzie­lił los. Wszy­scy lu­dzie będą brać­mi, tam gdzie twój prze­mó­wi głos”, i  rosyjski chór przemówił.  Popłynęły z estrady znane pieśni frontowe, często śpiewane razem z zaproszonymi gośćmi, „Smuglianka”, „Katiusza”, „Pieśń Zwycięstwa”. Była też w programie cześć operowa, z fenomenalnie wykonaną przez zespół Soprano habanerą z opery „Carmen” Bizeta a przez pięciu tenorów Chóru Tureckiego - arią „La donna mobile” z  opery „Rigoletto” Verdiego.

Salą koncertową były ogrody ambasady, gdzie pod zadaszeniem z drewnianą podłogą i rzędami krzeseł oraz profesjonalną sceną, zasiadło kilkaset zaproszonych osób – przedstawiciele placówek dyplomatycznych, w tym też z USA, luminarze nauki, kultury i sportu, często z pierwszych stron gazet, przedstawiciele polskiego i rosyjskiego biznesu, organizacji społecznych, nieliczni już weterani.

Polska. Warszawa. Kancelaria Premiera RP w barwach narodowych
© Zdjęcie : Kancelaria Premiera RP
Polska publicystka Agnieszka Wołk-Łaniewska i komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow. Moskwa
© Sputnik . Aleksandr Nastruskin
Można podziwiać ich odwagę, bo za bywanie na takich spotkaniach często dotyka ich w naszym kraju anatema i ostracyzm, publiczne piętnowanie. Niechętnie ujawniają swoje nazwiska a ja mam dziennikarski obowiązek uszanować ich wolę. Ale mogę odnotować obecność, m. in. byłego premiera, przedstawiciela PSL – Janusza Piechocińskiego, SLD-owskiej radnej warszawskiej - Moniki Jaruzelskiej, senatora Macieja Grubskiego, red. Agnieszki Wołk-Łaniewskiej, prezesa Stowarzyszenia Edukacji i Rozwoju „Lider” i członka zarządu głównego Stowarzyszenia Przyjaźni Polsko-Chińskiej - Tomasza Schneidera. 

Ku zdziwieniu, nie dostrzegłam Leszka Millera, który zazwyczaj zaszczyca swoją obecnością obchody Dnia Zwycięstwa w rosyjskiej ambasadzie. Być może kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego zaprząta mu przede wszystkim uwagę.

Dla Janusza Piechocińskiego, przemawianie dobrem i kulturą a nie rusofobią, agresją i wyzwiskami, ma kolosalne znaczenie w budowaniu relacji międzyludzkich, czy między krajami. „Trzeba na wszystko patrzeć racjonalnie i siebie nawzajem szanować”, uważa. „Urodziłem się we wsi Studzianki Pancerne”, mówi i przypomina czasy wojny. „Brat mojej mamy, dzieciak jeszcze, został ranny w rękę. We wsi stali żołnierze radzieccy. Opatrzyli chłopcu rękę i zanieśli pod ostrzałem do wojskowego lekarza, który musiał ją amputować”, snuje opowieść b. premier. „Potem wrócili do dziadków i powiedzieli, że jak ich nie wyprowadzą ze wsi, to wszyscy zginą. Dziadkowie z dziećmi skorzystali z pomocy radzieckich żołnierzy. Przeżyli, ci, co zostali we wsi – zginęli”.

Dla Janusza Piechocińskiego sprawa szacunku i wdzięczności wobec radzieckich żołnierzy nie jest problemem. „Im się to po prostu należy. Dzięki nim, wojnę przeżyła moja mama, ja mogłem przyjść na świat...”. I przyznaje, że pieśni żołnierskie, jakie ma okazję teraz słyszeć, przywołują pamięci te dawne rodzinne historie.

Podobne uczucia, jak u Janusza Piechocińskiego, miałam podczas słuchania wojennych pieśni radzieckich marynarzy. Pełnych tęsknoty i nostalgii za ukochanymi dziewczynami i dumy z bojowych wyczynów. Na ekranie sceny w trakcie wykonywanych utworów - pokazywano stare dokumentalne filmy z czasów wojny. Patrząc na marynarzy w pasiastych podkoszulkach, pomyślałam, że być może są to koledzy ojca, których mógł spotkać w Murmańsku czy Archangielsku podczas rejsów w konwojach z zaopatrzeniem dla ZSRR w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Przecież ta wojna dotykała wszystkich w Europie, nie tylko Rosjan.

Mateusz Morawiecki
© AFP 2019 / Ben STANSALL
Jest takie stare porzekadło, często przywoływane przez nieodżałowanego propagatora muzyki klasycznej Jerzego Waldorffa: „Muzyka łagodzi obyczaje”. I takie motto było rozmowy z reżyserką filmu o Chórze Tureckiego, podczas wieczoru w ambasadzie rosyjskiej. Reżyserka chciała wiedzieć, czy takie koncerty, jak ten, którego słuchamy, pomogą w poprawieniu relacji polsko-rosyjskich. „Na pewno”, odpowiedziałam. „Wiele z zaprezentowanych utworów dzisiejszego wieczora jest znanych Polakom, dzięki licznym występom Chóru Aleksandrowa w naszym kraju. Chętnie ich słuchają a nawet wspólnie śpiewają.

To rodzi pozytywne interakcje, buduje przyjazne więzi. Charakterystyczna rosyjska melodyka jest bliska muzycznej percepcji Polaków. Dzisiaj przemówił w pieśniach Schiller i Jewtuszenko, gloryfikujący pokój i pojednanie. Przypomniano w nich, że Rosjanie nie chcą wojny, bo ich ziemia ma już dosyć kości poległych, a matki opłakiwanych synów. Warto, by ci znakomici poeci mogli przemówić w pieśniach Chóru Tureckiego do szerszych rzesz Polaków, by zostali zrozumiani”.

Żegnając się z ambasadorem Siergiejem Andriejewem i dziękując za wspaniały koncert, powiedziałam: „Szkoda, że był to koncert dla wybranych”. Przyznałam też, że marzy mi się taki występ, jaki Chór Tureckiego dał dwa lata temu na pl. Żandarmerii (Gendarmenmarkt) w Berlinie: niebiletowany, publiczny, z telewizyjną transmisją, którą oglądnęło ponad 8 mln ludzi. „Chór Tureckiego wystąpi w Warszawie w przyszłym roku”, zapewnił ambasador. „Czeka nas zadanie do zrealizowania, by chór wystąpił w przestrzeni publicznej, dla wszystkich”.

Gorąco pragnę, by Siergiejowi Andriejewowi udało się wykonać to zadanie.

Trzymam kciuki.

Zofia Bąbczyńska-Jelonek, publicystka polska

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Karolina Stawiarz: „Uważamy Rosjan za naprawdę inteligentnych ludzi”
Nieśmiertelny Pułk: Polacy w Moskwie
Krzysztof Bosak dla Sputnika: „UE nie ma wspólnej polityki zagranicznej i mieć nie może”
Fort Trump: Polski film będzie się bardzo różnił od zwiastuna
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Opowieści sienkiewiczowskie
Grzegorz Braun: „Pan Saryusz-Wolski to „człowiek-guma”
Warszawa w cieniu Helsinek: doktryna Trumana wiecznie żywa?
Tagi:
ABW, Leszek Miller, Maciej Grubski, Agnieszka Wołk-Łaniewska, Warszawa, USA, Unia Europejska, Unia Europejska, ZSRR, muzyka, rosyjska muzyka, kultura, Moskwa, Warszawa, Armia Czerwona, żołnierz, Wielka Wojna Ojczyźniana, Chór Tureckiego, Zofia Bąbczyńska-Jelionek, Siergiej Andriejew, ambasada FR w Warszawie, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz