01:41 19 Czerwiec 2019

Nie drażnić Polaków: jak to rozegra Zełenski?

© Sputnik . Stringer
Opinie
Krótki link
151320

Wołodymr Zełenski został dziś prezydentem Ukrainy. O tym, jaka będzie jego polityka wobec Polski, można póki co wnioskować jedynie na podstawie krótkich uwag z kampanii wyborczej. Więcej na ten temat mówią skecze z jego programu Kvartal 95.

W wydaniu humorystycznego programu studia Kvartal 95, które do niedawna prowadził Wołodymyr Zełenski, jedna z postaci mówi, że po wprowadzeniu ruchu bezwizowego z Europą, jeśli ukraiński mąż nie wróci do domu na czas, żona zacznie dzwonić do szpitali, do kostnic i - do Polski. Sam Zełenski w tej scenie gra pierwszego ukraińskiego „turystę”, który przybył na granicę z Polską z ogromną walizką, w której można żyć „przez pierwsze dni”. Jasne jest, że turystyka dla niego jest tylko pretekstem do osiedlenia się w sąsiednim kraju.

„Prawdziwy” Zełenski przybył do Polski więcej niż raz. Tylko w 2018 roku Kwartał 95 występował w Warszawie, Wrocławiu i Krakowie. Ale Zełenski-polityk nie miał tak dobrych przeżyć związanych z zachodnimi sąsiadami.

Program przyszłego prezydenta zawierał aforystyczne zdanie: „Chcę mieszkać w kraju, w którym nie ma reklam „Praca w Polsce”. Ale w Polsce są ogłoszenia „Praca na Ukrainie”. I tyle w temacie. Można również przypomnieć refleksję sztabu kandydata na temat Polski jako „uniwersytetu europejskiego stylu życia” przekazanego Eastbookowi przed pierwszą turą wyborów, który jednak został zinterpretowany przez dziennikarzy portalu jako „chęć zachowania paternalistycznego tonu w stosunkach polsko-ukraińskich”.

Ukraina: petent czy równorzędny podmiot wobec Polski?

Polski politolog, prezes Stowarzyszenia Europejska Rada na rzecz Demokracji i Praw Człowieka Janusz Niedźwiecki ma inny punkt widzenia. W rozmowie ze Sputnikiem Polska powiedział, że Ukraina będzie starała się wyjść z roli kraju proszącego.

„Zełenskiemu i jego otoczeniu nie bardzo podoba się ta rola, do jakiej Ukrainę sprowadził Petro Poroszenko, a więc rola Ukrainy jako petenta, dla której adwokatem w Unii Europejskiej ma być Polska. Ukraina chce być równorzędnym podmiotem wobec Polski. Obecny prezydent uważa, że Ukraina może sama występować we własnych interesach. Мożna więc oczekiwać, że polskie elity stracą w dużej mierze wpływy na Ukrainie, jakie miały do tej pory” – stwierdził polski politolog.

Według Niedźwieckeigo, nie bez znaczenia jest fakt, jak wielkie poparcie polskich elit miał w kampanii wyborczej ustępujący prezydent Petro Poroszenko. Jawną próbą wpływu na wynik wyborów była wizyta w Wierchownej Radzie Donalda Tuska, który w zasadzie jedynie wychwalał osiągnięcia ustępującego prezydenta Petra Poroszenki, natomiast zupełnie przemilczał problemy z korupcją, upadającą gospodarkę, masową emigrację. 

W zasadzie, Zełeński nie za bardzo ma w Polsce partnerów do rozmowy, ponieważ koncepcje ruchu społecznego, który tworzył jego wsparcie, czyli „Sługa narodu”, nie cieszą się szerokim poparciem w Polsce i nie stanowią jakby istotnej części polskiego establishmentu. Zełenski więc będzie niejako zmuszony do tego, żeby szukać poparcia dalej w Unii Europejskiej -  sądzi Janusz Niedźwiecki.

Zastanawiając się, czy przy nowym prezydencie możliwe jest zbudowanie równego partnerstwa pomiędzy dwoma krajami, ukraiński politolog, dyrektor Kijowskiego Centrum Badań Politycznych i Konfliktologii Michaił Pogrebinski powiedział w rozmowie ze Sputnik Polska, że jest to realne, ale zależy nie tylko od Zełenskiego, ale także od politycznych elit w Warszawie.

„Nie wiem, czy istnieje prawdopodobieństwo, że Tusk i kompania powrócą do władzy, ale dzisiejsza i jutrzejsza, sądząc po sondażach opinii publicznej, władza w Polsce nie będzie traktować Ukrainy jako równej sobie” - powiedział Pogrebiński.

Kto będzie kierował ukraińską polityką zagraniczną?

Wiadomo już, że minister spraw zagranicznych Pawło Klimkin odejdzie ze stanowiska. Jednocześnie, jak zauważyła ukraińska liga.net, Ministerstwu Spraw Zagranicznych często przypisywano rolę wykonawców, podczas gdy w rzeczywistości polityką zagraniczną kierował prezydent Petro Poroszenko i jego administracja.

Janusz Niedźwiecki na stanowisku szefa ukraińskiej dyplomacji widzi Dmitrija Razumkowa, syna Aleksandra Razumkowa, który był jednym z asystentów Leonida Kuczmy.

Wystawa uliczna Krym. Powrót do domu
© Sputnik . Mikhail Voskresensky
„Jeśli ta  bardzo wyważona i wybitnie inteligentna osoba zostanie przyszłym ministrem spraw zagranicznych lub kimś, kto będzie trwale kształtował politykę zagraniczną przyszłego rządu Ukrainy, wówczas możemy się spodziewać polityki w jakimś stopniu nawiązującej do polityki prowadzonej przez Leonida Kuczmę, czyli polityki wielowektorowej, polityki bilansowania między Wschodem a Zachodem” – powiedział Janusz Niedźwiecki. Uważa, że główne kierunki ukraińskiej polityki zagranicznej staną się jasne po wyborach do Rady Najwyższej Ukrainy.

„Po wyborach tak naprawdę będą decyzje nie Zełenskiego, a Kołomojskiego, takiego nieformalnego protektora czy też, jak niektórzy mówią, ukraińskiego kardynała Richelie, który pociąga za wszystkie sznurki na zapleczu Zełenskiego i w zależności od tego, jakie konkretne oferty dostanie pan Kołomojski, od tego będą zależały konkretne decyzje w polityce zagranicznej prezydenta Zełenskiego” – przekonany jest polski politolog.

Z kolei Michaił Pogrebinski uważa, że w tej chwili przedwczesne jest „fantazjowanie” na temat tego, kto będzie odpowiedzialny za politykę zagraniczną nowego prezydenta.

„Myślę, że Zełenski raczej nie obejdzie się bez poważnych asystentów. Słyszeliśmy wcześniej, że (były minister finansów Aleksander - red.) Danyluk może to robić, ale myślę, że jest to mało prawdopodobne. Nie jest wystarczająco kompetentny" - powiedział Sputnikowi Polska.

Tak czy inaczej, ekspert uważa, że jeśli „narodowi liberałowie” zdominują zespół Zełenskiego, to znajdą sposób „nie denerwować Polaków”.

Będą dystansować się od polskiej polityki eurosceptycyzmu i nacjonalizmu i nie będą wzbudzać emocji. Ale nie możemy teraz powiedzieć na pewno. Są tylko takie oczekiwania. Jedna sprawa, gdy ideologię polityczną tworzy taki polonofob jak (dyrektor Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyr - red.) Wiatrowycz. Pod rządami Poroszenki był głównym wyznacznikiem polsko-ukraińskiej ideologii. Teraz tak nie będzie - podkreśla Pogrebinski.

Co z tą wspólną historią?

Ukraińska gazeta „Prawda Europejska”, opisując stosunki ukraińsko-polskie pod rządami poprzedniego prezydenta zauważyła, że „strona polska była rozczarowana niemożnością rozwiązania z Kijowem istniejących konfliktów na podstawie wspólnej przeszłości”.

Zełenski do tej pory unikał delikatnych kwestii stosunków ukraińsko-polskich, takich jak wznowienie ekshumacji Polaków zabitych i poległych na terytorium Ukrainy, czy postawy wobec UPA. Michaił Pogrebinski uważa, że Zełenski będzie nadal milczeć lub będzie próbował przekazać „drażliwe kwestie” naukowcom.

Janusz Niedźwiecki nie wyklucza, że starając się zostać prezydentem wszystkich obywateli, Zełenski spróbuje zdystansować się od kręgów gloryfikujących OUN-UPA i wzywających do uznania Bandery i Szuchewicza za bohaterów „by dodatkowo nie pogarszać relacji z Polską”.

 „Zełenski stara się balansować między wschodem a zachodem Ukrainy, a więc jednocześnie dopieszczać ten elektorat, który ma sentymenty probanderowskie, jak również czci Armię Czerwoną. Natomiast biorąc pod uwagę, że w Polsce wszystkie siły polityczne są bądź antybanderowskie, bądź walczą z mniej lub bardziej wyimaginowanym komunizmem, tego typu posunięcia będą budziły głębokie sprzeciwy.

Natomiast jest możliwe, iż Zełenski dopuści do rozwinięcia tych obszarów, które były dotychczas zablokowane, jak, na przykład, ekshumacje. Ponieważ nie będzie on zainteresowany prowadzeniem wojny historycznej z Polską, raczej jakiegoś takiego miękkiego pojednania w taki sposób, aby też nikomu nie podpaść na Ukrainie - powiedział Niedźwiecki.  

Polska pomoże Ukrainie z Donbasem i Krymem?

Najwyraźniej Wołodymyr Zełenski ma nadzieję na pomoc Polski w rozwiązaniu konfliktu w Donbasie. Podczas kampanii wyborczej zwrócił się do Polski z konkretną propozycją: „... z zadowoleniem przyjąłbym dyplomatyczny udział Polski w negocjacjach w sprawie Donbasu i Krymu (...). Zaangażowanie Polski w negocjacje byłoby nie tylko logiczne z punktu widzenia zasad polityki międzynarodowej, ale także korzystne dla Ukrainy”, powiedział Zełenski.

Według Janusza Niedźwieckiego proces pokojowy na Ukrainie na pewno zostanie wznowiony, być może, nawet bardzo intensywnie i w bardziej efektowny sposób, niż miało to miejsce za prezydentury Petra Poroszenki. Pod warunkiem, jeśli Zełenskiеmu uda się zbudować większość parlamentarną.

„Bez tego sprawa zostanie zablokowana. Również będą wznowione rozmowy w formacie normandzkim, natomiast nie sądzę, by miało miejsce tak zwane poszerzenie formatu normandzkiego o silny udział Polski, ponieważ Polska de facto - czego każdy ma świadomość na Ukrainie i to było szeroko wykorzystywane przez prezydenta Petro Poroszenkę - pełni rolę, że tak powiem, destrukcyjną w tych rozmowach. To znaczy, zaostrza stanowisko Ukrainy, paraliżując rozmowy pokojowe”  - uważa polski politolog.

Pod jakim warunkiem Warszawa zaakceptuje „gloryfikację banderyzmu”?

Michaił Pogrebinski, który wcześniej pracował jako doradca prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, wspomina, że wtedy, w późnych latach 90. stronom udało się osiągnąć wzajemne pojednanie, jak mówi, w duchu „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. W rezultacie, według politologa, w dialogu z prezydentem Kwaśniewskim znaleziono ton, który tworzył korzystną atmosferę dla rozwoju stosunków między dwoma krajami.

Jest mało prawdopodobne, aby taki model mógł być powtórzony ponownie, ponieważ w miarę upływu czasu tendencje suwerennościowe i nacjonalistyczne nasiliły się nie tylko na Ukrainie, gdzie po prostu stały się częścią polityki państwa, ale także w Polsce - mówi Pogrebinski.

Jego zdaniem Warszawa zaakceptuje każde zachowanie Ukrainy, w tym „gloryfikację banderyzmu”, jeśli będzie nadal zajmować pozycję „antyrosyjską”.

Pół żartem, pół serio?

Powszechnie wiadomo, że Zełenski rozpoczął karierę w rosyjskim telewizyjnym show humorystycznym KWN. Jeden ze starszych pracowników tego show, rosyjski reżyser i prezenter telewizyjny Julij Gusman w wywiadzie dla Sputnik Polska powiedział:

„Jest wspaniałym aktorem, przystojnym mężczyzną, dobrym mężem i synem, ale jako polityk jest tabula rasa, czystą tablicą. W polityce zagranicznej Zełenski nie zrobił jeszcze ani jednego kroku, a zgadywanie i przewidywanie nie jest dobrą rzeczą”.

W 2001 roku, kiedy w jednym z programów KWN na sali siedział, jak się później okazało, jego przyszły odpowiednik Władimir Putin, Zełenski mówił, apelując do osoby, od której ponoć zależy jego los, ale co tam jego, los całej Ukrainy:

"Władimir Władimirowicz, niech mnie Pan stąd zabierze, proszę, choćby za długi, bardzo Pana proszę!”. Putin uśmiechał się.

Zobacz również:

Poroszenko: Ponad 2,5 mln Ukraińców skorzystało z ruchu bezwizowego z UE
Kreml skomentował nowe sankcje handlowe Ukrainy
Tagi:
Ukraina, polityka, Wołodymyr Zełenski
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz