18:13 11 Grudzień 2019

Komu kawałek Serbii, komu? Albańczycy z południa proszą USA o przyłączenie do Kosowa

© CC BY-SA 3.0 / Julian Nitzsche
Opinie
Krótki link
Autor
7277
Subskrybuj nas na

Albańczycy z południa Serbii chcą mieć takie same prawa „jak kosowscy Serbowie na północy”, uczestniczyć w kosowskich negocjacjach i ogólnie przyłączyć się do Kosowa. Tym razem poprosili o wsparcie amerykański Kongres i Departament Stanu.

Prezydent spornego terytorium nie ma nic przeciwko temu, a Serbii w zamian za kolejny kawałek jej terytorium szczodrze proponuje „europejską przyszłość”...

Tydzień temu Albańczycy z południa Serbii, gdzie położone są gminy Bujanovac, Presevo i Medvedja, z przewagą ludności albańskiej (Albańczycy nazywaja te trzy gminy „Doliną Preszewy”, choć geograficznie nie jest to właściwe – przyp. red.) przybyli na zaproszenie amerykańskiego Kongresu z wizytą do Waszyngtonu. W skład delegacji weszli szef gminy Bujanovac Shaip Kamberi, lider Demokratycznej Partii Albańczyków (DPA) Ragmi Mustafa oraz Ardita Sinani z Partii Akcji Demokratycznej (PDD), reprezentującej również interesy mniejszości albańskiej w Serbii.

20 maja, kilka dni po powrocie z podróży zza oceanu, Shaip Kamberi powiedział, że najlepszym rozwiązaniem dla południa Serbii jest przyłączenie się do Kosowa, a tzw. Dolina Preszewy powinna mieć możliwość udziału w dialogu między Belgradem a Prisztiną.

W rozmowie ze Sputnikiem Kamberi podkreślił, że „waszyngtońska delegacja” serbskich Albańczyków omówiła wszystkie kwestie z wysoko postawionymi przedstawicielami amerykańskiej administracji, którzy odpowiadają za Bałkany.

Odwiedziliśmy Departament Stanu, Kongres i Senat, opowiedzieliśmy o swoich problemach i poprosiliśmy o włączenie kwestii Doliny Preszewy do dalszych negocjacji między Belgradem a Prisztiną, ponieważ uważamy, że bez rozwiązania tego problemu porozumienie między nimi byłoby niepełne. A kwestia bezpieczeństwa na Bałkanach Zachodnich nie może zostać zamknięta bez rozwiązania naszego problemu- powiedział Shaip Kamberi.

Przypomniał, że Prisztina przyjęła nową platformę nogocjacyjną (8 marca parlament Kosowa zatwierdził nową platformę negocjacyjną z Belgradem, która składa się z niemożliwych do zaakceptowania przez Serbię postanowień – przyp. red.), na podstawie której Prisztina zamierza domagać się od Belgradu poszanowania zasady wzajemności, czyli nadania Albańczykom z południa Serbii takich samych praw jak Serbom na północy Kosowa. Pytany o to, jakie konkretnie prawa mają kosowscy Serbowie, a serbscy Albańczycy nie, rozmówca Sputnika powiedział o „prawie Serbów do uczestniczenia w pracy policji, organów wymiaru sprawiedliwości, rządu i innych instytucji rządowych” (Albańczykom w Serbii nikt nie zabrania pracować w organach państwowych; inaczej Kambera sam nie mógłby zostać szefem gminy, dlatego jest to sporna kwestia – przyp. red.).

Kamberi powtórzył w rozmowie ze Sputnikiem, że Albańczycy z Doliny Preszewy chcą uczestniczyć w negocjacjach, ale nie wie, czy spełni się ich życzenie, bo jest to uzależnione od stanowiska Belgradu i Prisztiny oraz od tego, czy „dojdzie do wymiany terytoriów” (przypuszczalnie ma na myśli następujący schemat: serbska północ Kosowa w zamian za umownie „albańskie” południe Serbii – przyp. red.). Polityk przyznał, że nie ma zgody co do tego w samym Kosowie, a opinia Belgradu na ten temat też pozostaje niejasna. Pytany o to, co na ten temat myślą Amerykanie, z którymi miał możliwość rozmawiać w Waszyngtonie, Kamberi powiedział:

„Zebrali wszystkie niezbędne dane, teraz czekamy na reakcję”.

Politolog Jelena Vukoicic wyraziła przekonanie, że amerykańskie występy serbskich Albańczyków to kolejna próba okazania dodatkowego, przekonywującego wpływu na Belgrad, z tej podróży nic poważnego nie wyniknie.

Oczywiście nie odrzuciliby takiego scenariusza, ich ambicje wobec „swojego” terytorium, które – ich zdaniem – powinno należeć do Wielkiej Albanii, nie znają granic. Przypuszczam jednak, że ich liderzy polityczni rozumieją, że ci, którzy pozwolili im na stworzenie „państwa Kosowo” nie wesprą ich w budowaniu idealnego albańskiego supermocarstwa. Robi się to tylko po to, aby wywrzeć presję na Serbię i zmusić ją do zrezygnowania z Kosowa i Metochii – wyjaśniła Jelena Vukoicic w rozmowie ze Sputnikiem.

Jak dodała, próby narzucenia Belgradowi nowego scenariusza, przewidującego dalsze rozszarpywanie jego terytorium, nie zostaną entuzjastycznie przyjęte ani w Waszyngtonie, ani w Brukseli.

„Bo co to może oznaczać? Że Albańczycy dostali zielone światło, aby rozerwali na kawałki państwo bałkańskie? Każdy rozumie, że sami tego nie zdołają zrobić, bo nie mają ku temu wystarczająco dużo sił, nie mają na tyle silnego mechanizmu. Nie dostaliby nawet Kosowa, gdyby nie doszło do natowskich bombardowań. Faktycznie nie wierzę, że NATO dla dobra Wielkiej Albanii jest gotowe wywołać wojnę przeciwko Serbii, Grecji, Czarnogórze. To fantastyka naukowa! Chociaż przypuszczam, że ta retoryka może cieszyć się poparciem wśród określonej części amerykańskiej administracji, która wykorzystuje ją do tego, aby wywrzeć maksymalną presję na Serbię" – podsumowała politolog.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Incydent w Cieśninie Kerczeńskiej: Oenzetowski trybunał stanął po stronie Ukrainy
Rodzina „na wynajem”
Puszcza Białowieska znalazła się na liście najpiekniejszych parków w Europie
Tagi:
niepodległość, Albania, USA, Kosowo, Serbia
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz