Widgets Magazine
19:50 17 Październik 2019
Wybory do PE

Wybory dowiodły, kto rządzi na polskiej wsi. Co dalej?

© AP Photo / Czarek Sokolowski
Opinie
Krótki link
Autor
4323
Subskrybuj nas na

Wybory do PE mamy za sobą. PiS przekonał większość do swoich racji i zdecydowanie wygrał. Koalicja Europejska zmontowana na potrzeby kilku ludzi, także odniosła sukces, bo tych kilku ludzi otrzymało mandaty. Otwartym pozostaje pytanie „co dalej"?

Jeszcze w niedzielę Schetyna mówił coś o pierwszej połowie, że nie wszystko stracone, ale po minach liderów stojących za jego plecami, było widać, że porażka jest faktem. Wieczór wyborczy jeszcze nie dawał prawdziwych jej rozmiarów a poniedziałkowy poranek nie pozostawiał złudzeń.

Schetyna komplementowany przez wielu za sklejenie tworu na potrzeby Parlamentu Europejskiego przyczynił się do wielkich zmian w polskim systemie partyjnym. Nie sądzę, że był to cel zamierzony ale do wyborów jesiennych ani PSL ani SLD się nie pozbiera. Trwanie koalicji z punktu widzenia PO jest bezsensowne więc Schetyna będzie czekał aż PSL i SLD odseparują się z własnej inicjatywy.

Obie partie nie tworzą odpowiedniej wartości dodanej dla PO, w przypadku trwania koalicji należy podzielić się miejscami biorącymi na listach, a na to doły platformiane nie wyrażą zgody. Wizerunkowe wartości  PSL i SLD weksportowane zostały do Brukseli. Do krajowej polityki już nie wrócą, tak więc utożsamianie się z resztkami w Polsce nie przedstawia żadnego interesu.

Biedroń otrzyma 2-3 mandaty i stanie przed wyborem, czy dotrzymać słowa i oddać mandat następnej osobie na liście, jak to obiecał wcześniej.

Na krajowym podwórku pozostał bałagan nie mniejszy niż przed wyborami.

Kosiniak-Kamysz zamknie ponad 100-letnią historię PSL, co u wielu wywoła ulgę, że po tylu fajerwerkach z udziałem czołowych działaczy tej partii wreszcie zakończy się jej funkcjonowanie. Sympatie szeregowych ludowców już od kilku lat lokowały się na Nowogrodzkiej, a od kiedy Pawlak z Piechocińskim sprzedali „orient” na Grzybowską to z PSL została tylko wydmuszka. Ostatnie wybory dowiodły kto rządzi na polskiej wsi.

Włodzimierz Czarzasty, dokończył dzieło, które rozpoczął Aleksander Kwaśniewski. Decydując się na koalicję ostatecznie pogrzebał SLD i wszelkie nadzieje na jego reaktywację.

Ludzie Lewicy Razem, zapomnieli, że sukces sprzed 4 lat, to nie dzieło ich strategii i politycznego zmysłu, tylko efekt pewnych zabiegów marketingu politycznego, którego oni stali się przypadkowymi beneficjentami i na tym koniec.

Konfederacja, choć w efekcie znalazła się pod kreską, to uświadomiła wszystkim, że na prawo od PiS jest całkiem dużo miejsca i z tym problemem PiS będzie musiał poradzić sobie przed jesiennymi wyborami.

Kukiz'15 pozostaje poza burtą Sejmu.

Można uznać, że scena polityczna w Polsce zamerykanizowała się na tyle, że będziemy mieli dwie siostrzane partie, które będą wymieniać się władzą. Konstatacja cokolwiek mało optymistyczna, mając na względzie jakość jednych i drugich.

Czyim kondominium będziemy - pokaże przyszłość. Prezes PiS Jarosław Kaczyński w 2010 roku odkrył przed Polakami: „kondominium rosyjsko-niemieckie w Polsce”. Jeden z liderów Konfederacji, Grzegorz Braun rozszerzył myśl Kaczyńskiego i w 2015 roku stwierdził, że Polska to: „To kondominium niemiecko-rosyjskie pod żydowskim zarządem powierniczym”. Zwolenników teorii o kondominium w Polsce jest wystarczająco dużo, aby mogli samodzielnie rządzić.

Lider polskiej partii Wiosna Robert Biedroń
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Pozostaje jeszcze Biedroniowa Wiosna, która ku mojemu zdziwieniu zamknęła się na swoich i nijak nie przystaje do wiecznie niezadowolonej reszty Polaków, która dziwi się z czego cieszy się Biedroń. A skoro jest tak istotny błąd w komunikacji to nie należy się spodziewać, że poparcie będzie wzrastało.

Szczególnie, że wielu sympatyków Biedronia, którzy gremialnie zebrali się na Torwarze to ludzie pogodni i mili ale nie polityczni. Dla większości impreza na Torwarze, była kolejnym „wydarzeniam” , w którym należało wziąć udział.

Obok entuzjazmu, jaki niewątpliwie przejawiali, dało się zauważyć, że przyciągnęło ich do tego miejsca nie wspólnota światopoglądowa przeprowadzenia zmian, nie polityczne racje, nie polityczny zapał, a właśnie „wydarzenie” zdefiniowane według młodzieżowej nowomowy.

Entuzjazm wśród organizatorów spotkania i jego uczestników udzielił się także wielu dziennikarzom, którzy „na fali” opisywali nowe zjawisko a sondażownie publikując swoje wyniki utwierdzały Biedronia w przekonaniu, że przyszłość należy do ludzi jemu podobnych.

Fala, którą wywołał Biedroń, nie była falą tsunami, która rozwala wszystko co na swojej drodze spotyka, bo w polskim społeczeństwie nie ma napierających na siebie wielkich idei niczym płyt tektonicznych, tylko grupy – raz większe, raz mniejsze – polityków ścierających się o miejsce przy korycie. Najczęściej u żadnej ze ścierających się grup nie ma perspektywicznych planów, wielkich przyszłościowych projektów. Wszystkich łączy perspektywa… do najbliższych wyborów.

Przedstawiciele obecnej w wyborach Koalicji Europejskiej należą do grupy bezrefleksyjnych apologetów UE, a doświadczenia Brexitu, ruchu żółtych kamizelek we Francji, kryzysu greckiego, hiszpańskich i włoskich turbulencji politycznych traktują jakby ich nie było. Jeśli coś wspominają o tych zjawiskach to Brexit sprowadzają do nieodpowiedzialności Camerona, żółte kamizelki do rosyjskich machinacji, kryzys grecki tłumaczą „lenistwem Greków”, a hiszpańską i włoską niestabilność traktują jako im właściwy stan permanentny.

PiS, dla odmiany, w kwestii europejskiej ma rozwiązania wszystkich problemów przy czym nie rozumie żadnego, ponieważ nie jest w stanie spojrzeć na Europę jako całość. Wszystkie rozwiązania jakie proponuje mają swój początek i koniec nad Wisłą, ponieważ Unia Europejska potrzebna jest tej partii do sprawowania władzy w Polsce i dlatego obecnego zwycięstwa nie należy się obawiać.

Zwycięstwo PiS-u nie ruszy fundamentów Europy, bo jak zauważył były Prezydent Kwaśniewski: „W takiej praktycznej, codziennej działalności, przedstawiciele PiS są wobec Unii – powiedziałbym – spolegliwi".

Najwięcej w wyniku obecnych wyborów stracił sam Kwaśniewski, ponieważ zwycięstwo PiS zablokuje jego ewentualny awans do struktur europejskich. Ma aspiracje o wiele większe niż możliwości, a po zakończeniu prezydentury pozostaje mu tylko być w TVN  „gadającą głową”. Kiedyś postawił na Stany Zjednoczone i czas pokazał, że to był jego zły wybór, także dla Polski.

„Straciliśmy na wiarygodności i trudno będzie to odrobić” - powiada Kwaśniewski przed wyborami do PE w wywiadzie dla „Przeglądu”. To prawda, że tracimy.

Prawdą jest także to, że nasze rozejście się z Europą i jej wartościami rozpoczęło się jeszcze przed wstąpieniem do Unii Europejskiej. Inicjatywę Kwaśniewskiego w sprawie zaangażowania Polski w inwazję na Irak, Jacques Chirac skomentował tak: „Stracili dobrą okazję, aby siedzieć cicho.”

Trudno uznać działania ówczesnych polskich władz, za dobry wstęp do Unii Europejskiej, która w większości była przeciwna tej interwencji. Przyszłość pokazała kto miał rację, ale wielu architektów tej decyzji nie chce o tym pamiętać.

Wśród polskich polityków jest wielu, lub bardzo wielu, którzy mają „parcie na Amerykę”. Określają się mianem europejczyków, ale najchętniej uczyniliby Polskę kolejnym stanem USA. 

A co o UE myślą wyborcy?

Polacy nie kochają Unii Europejskiej, Polacy kochają pieniądze z Unii Europejskiej i o tym wie większość, rzecz w tym, że nikt nie chce tego powiedzieć publicznie, ponieważ byłoby to politycznie niepoprawnie nawet na poziomie lokalnym.

W opinii Polaków zwycięstwo PiS nie przeszkodzi w napływie pieniędzy do Polski, jak twierdzi Koalicja Europejska, bo pieniądze daje Unia nie dlatego, że chce PiS czy KE, ale dlatego, że te pieniądze się Polsce należą, tak jak należały się odprawy dla członków rządu premier Szydło i jako bonus otrzymała pól miliona głosów poparcia. Wdzięczność Polaków jest przysłowiowa.

Polacy również nie rozumieją - łącznie z politykami - że Europa nas chce a Ameryka nas nie chce. Piszę „łącznie z politykami”, ponieważ mam nadzieję, że brak rozumienia tego problemu, wśród polityków, wynika tylko z ich… ignorancji.

Aleksander Kwaśniewski, polski publicysta, Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Wysoka frekwencja na wyborach do Parlamentu Europejskiego w Polsce
PiS wygrywa wybory. Kaczyński na to: „Mało, mało!”
Nie głosowali w wyborach do PE, bo znudziło im się „wybierać mniejsze zło”
Tagi:
Rosja, Niemcy, stosunki polsko-rosyjskie, Sejm, Grzegorz Braun, PO, wyniki, wyborcy, Jarosław Kaczyński, Kukiz'15, Robert Biedroń, PiS, polityka, Koalicja Europejska, Polska, Parlament Europejski, wybory
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz