19:16 08 Grudzień 2019

Litwa przyjmuje Ukraińców: zarobić można nie tylko w złotych, ale też w euro

© AP Photo / Mindaugas Kulbis
Opinie
Krótki link
Autor
469
Subskrybuj nas na

Podczas gdy polski rynek pracy stara się być jeszcze bardziej lojalny wobec migrantów z Ukrainy, żeby udaremnić ich ewentualny odpływ dalej na zachód, polscy sąsiedzi zza wschodniej granicy coraz częściej wybierają kraje bałtyckie.

Ukraińska siła robocza jest dziś rozchwytywana na Litwie. A samo Wilno, tak jak Estonia i Łotwa, z chęcią wzięło na siebie rolę „adwokata Ukrainy w Europie”, odbierając Polakom przewodnią na tym polu rolę.

Jak podaje portal l24.lt, powołując się na Departament Migracji Litwy, na początku 2019 roku w kraju mieszkało około 17 tysięcy Ukraińców, co stanowi 42%-owy wzrost w porównaniu z ubiegłym rokiem. Zgodnie z tymi danymi obywateli Ukrainy okazało się nawet więcej niż Rosjan, którzy przyjechali na Litwę w tymże okresie – 12,5 tys. (o 3% mniej niż w 2018 roku).

Zamiast Polski – Litwa

Zainteresowanie Ukraińców zarobkami na Litwie nie zrodziło się spontanicznie. Po Euromajdanie wielu z nich dostrzegło szansę dla siebie u boku sąsiadów z krajów nadbałtyckich. W 2016 roku na Litwie emigrantom z Ukrainy wydano ponad 7300 zezwoleń na pracę, co na tamten moment stanowiło 64% ogółu tego typu dokumentów dla obcokrajowców. W 2017 roku natomiast, według danych Litewskiego Departamentu Statystyki, zezwolenie na podjęcie pracy otrzymało w kraju już około 20 tys. Ukraińców.

Jeszcze parę lat temu, w związku z odpływem ludności zdolnej do pracy, Polska chętnie dzieliła się swoimi niepocieszającymi prognozami odnośnie gospodarki sąsiedniego kraju. Teraz zaniepokojenie Polaków budzi sytuacja powstała na własnym rynku pracy. W najbliższej przyszłości ukraińscy zarobkiewicze raczej nie przepuszczą możliwości obrania kursu dalej na zachód, kiedy Niemcy otworzą przed nimi swe wrota, jeśli już teraz wielu z nich, mając do wyboru Litwę i Polskę, wybiera ten pierwszy kraj.

Młodzi Litwini nie chcą pracować w budowlance

Zjawisko to można wytłumaczyć na kilku poziomach. Z jednej strony, pomimo słabego zaludnienia kraju (2,8 mln wobec 38,4 mln mieszkańców w Polsce), Litwa uważana jest za jeden z najbardziej perspektywicznych krajów Unii Europejskich. W ostatnich latach dzięki inwestycjom i wsparciu finansowemu państw partnerskich aktywnie rozwija się tam przemysł, rolnictwo, sfera przewozów tranzytowych, która już teraz jest wizytówką kraju. W związku z tym szczególnie popularne wśród migrantów na Litwie są wakaty w sferze transportu drogowego – kierowcy i mechanicy (TIR-owcy otrzymują na przykład 1500 euro).

Obywatele Ukrainy brani są na takie stanowisko bez jakiejkolwiek dyskryminacji pod warunkiem, że dokumenty są zgodne z wymogami. Migranci z Ukrainy pracują też na polach, w gospodarstwach rolnych, zakładach przetwórczych. Z drugiej strony, obserwuje się wyraźny odpływ ludności w wieku produkcyjnym. Jak podaje portal zw.lt, według prognoz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) do 2020 roku jego ilość zmniejszy się o 9%, a w ciągu kolejnego dziesięciolecia – o kolejne 20%.

Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszą się specjalności budowlane. Jak wyjaśnił dyrektor Litewskiego Stowarzyszenia Rozwoju Nieruchomości Mindaugas Statulevičius, litewska młodzież nie pali się do pracy w sektorze budowlanym, dlatego kraj nie ma możliwości zatrudniania miejscowych pracowników. W tej sytuacji litewskie firmy budowlane zatrudniają zagranicznych pracowników, w tym również z Ukrainy i Białorusi.

Murarze i wykończeniowcy mają możliwość podjęcia pracy u litewskiego pracodawcy za 1600-1800 euro miesięcznie. Tynkarze, malarze i glazurnicy zarabiają prawie tyle samo – od 1400 do 1800 euro. Pracownicy pomocniczy natomiast otrzymują od 800 euro w górę.

Bez migrantów nie ma przemysłu

W kontekście odpływu lokalnych mieszkańców (przykładowo w 2017 roku z Litwy wyemigrowało 57,2 tys. osób – to o 13,8% więcej niż rok wcześniej) obecność migrantów zarobkowych z Ukrainy otwiera przed krajem określone perspektywy. Jak powiedział litewski premier Saulius Skvernelis, „to nie jest złe zjawisko, bowiem wyrównuje niedobór siły roboczej, tworzony jest produkt i płacone są podatki”.

Jednocześnie litewskie środowiska rządzące podnoszą od czasu do czasu kwestię uregulowania liczebności pracowników z Ukrainy, rozważana jest w szczególności kwestia wprowadzenia kwot dla zagranicznych pracowników w związku z napływem Ukraińców, którzy jakoby odbierają miejsca pracy miejscowej ludności.

Inny punkt widzenia ma ekonomista Swedbank Nerijus Maculis, który uważa, że Litwie potrzebni są imigranci: spadek liczby urodzeń i wzrost emigracji sprawia, że kraj traci kilkadziesiąt tysięcy pracowników. „Już teraz w wielu sektorach gospodarki brakuje rąk do pracy.

Z powodu zamknięcia granic niewykorzystany zostanie potencjał kraju – miejsca pracy pozostaną nieobsadzone, wskutek czego pracodawca nie będzie odprowadzać podatków do budżetu państwa” - pisze portal ru.delfi.lt. Zdaniem Maculisa rząd chciałby, aby napływ migrantów się utrzymywał, a przy tym nie chce drażnić społeczeństwa.

Tak samo rzecz ujmuje analityk Litewskiego Instytutu Wolnego Rynku Jurgita Cyziute, która uważa, że przyjezdni w większości swej zajmują te miejsca pracy, na które lokalni mieszkańcy nie pretendują.

Tym samym wpływają oni na wzrost gospodarki i wydajność pracy. Litwa wydziela się na tle innych krajów UE bardzo wysokim poziom emigracji. Brakuje nam lokalnych pracowników w takich sektorach gospodarki, jak transport i produkcja przemysłowa. Bez imigrantów działające w tych sferach firmy musiałaby zmniejszyć produkcję albo w ogóle z niej zrezygnować

stwierdza Cyziute.

Ukraina ma nowego adwokata?

Nie jest też tajemnicą, że na Litwę przyjeżdżają przede wszystkim Ukraińcy lojalnie nastawieni do lokalnych mieszkańców. Znaczna część Ukraińców uważa kraje bałtyckie za wzór do naśladowania, bo jako jedyne z byłych republik radzieckich potrafiły zostać członkami UE i NATO oraz przeprowadziły komplet reform rynkowych. Jednocześnie kraje bałtyckie są w jakimś stopniu bliskie tego, żeby wziąć na siebie rolę „adwokata Ukrainy w Europie”.

Wilno w różnym czasie po Euromajdanie przeznaczało środki na pomoc humanitarną dla Ukrainy, wysyłało „sąsiadom” partie broni na łączną sumę prawie 2 mln euro (majątek przekazywany był Ministerstwu Obrony Ukrainy w ramach nieodpłatnego przeniesienia prawa własności), nieodpłatnie przekazywał amunicję przeznaczoną do broni strzeleckiej produkcji radzieckiej – karabinów, pistoletów maszynowych – na łączną sumę 255 tys. euro.

Choć Litwa, tak jak Łotwa i Estonia, podtrzymuje opinię, że napływ migrantów zarobkowych z Ukrainy jest w stanie tak czy inaczej rozmyć skład etniczny społeczeństw krajów bałtyckich i wnieść swój wkład w szerzenie w tych krajach języka rosyjskiego, odsuwa od siebie ten problem jako mniej palący. Jak tłumaczy autor portalu eadaily.com, powstała sytuacja może stać się określonym wyzwaniem dla Łotwy i Estonii właśnie, zamieszkiwanych przez dwie grupy ludności o równorzędnym znaczeniu. W tych krajach klasa polityczna musi uwzględniać życzenia konserwatywnej części społeczeństwa.

Niezależnie od danych statystycznych Litwa, która tak samo jak Polska, potrzebuje ukraińskich migrantów zarobkowych, raczej nie będzie jej robić konkurencji. Ludność tej ostatniej sześciokrotnie przewyższa liczebność mieszkańców zamieszkujących w trzech krajach bałtyckich. A to oznacza, że wakaty dla Ukraińców na Polsce się nie zakończą.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Kant i baza wojskowa: Co interesuje Polaków w Kaliningradzie?
Zagadkowa śmierć Ukraińca w Polsce
Czechy masowo deportują Ukraińców
Tagi:
Estonia, EU, Euro, kraje bałtyckie, Polska, Ukraina, migranci zarobkowi
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz