21:45 24 Czerwiec 2019
Michaił Gorbaczow, Moskwa 1990 r.

W ile lat można zniszczyć kraj, jeśli bardzo się postarać

© AP Photo / Boris Yurchenko
Opinie
Krótki link
Maksim Sokołow
4263

Muza historii Klio czasami uwielbia precyzyjne rymy. 5 maja 1789 roku w Wersalu zebrały się Stany Generalne. We francuskiej monarchii ruszył proces. Likwidacja panującej od półtora tysiąclecia monarchii zajęła jedynie nieco ponad trzy lata.

10 sierpnia 1792 roku obalono monarchię, 22 września proklamowano republikę, biała flaga z liliami zniknęła z życia codziennego. Nastało Królestwo Rozumu, które przez ćwierć wieku wstrząsało nie tylko Francją, ale i całą Europą.

Dokładnie dwieście lat później, 25 maja 1989 roku, w Pałacu Kremlowskim obradował I Zjazd Deputowanych Ludowych Związku Radzieckiego, który spowodował, że rozpad ZSRR wymknął się spod kontroli. Po dwóch latach i siedmiu miesiącach czerwona flaga nad Kremlem została opuszczona, „niezłomny związek” przestał istnieć. Nastało Królestwo Wolności, które nadal – i końca tego nie widać – wstrząsa nie tylko byłymi radzieckimi republikami, ale i całym światem.

Zarówno w 1789 roku, jak i w 1989 wszystko zaczynało się dobrze i z najlepszymi intencjami.

Król przypomniał sobie o Stanach Generalnych, zgromadzeniu reprezentującym wszystkich stanów, które nie było zwoływane od 1614 roku i już zdążono o nim zapomnieć. Michaił Gorbaczow przypomniał sobie o zjeździe Rad, zwołanym po raz ostatni w 1936 roku i też zapomnianym, ale gensek od pierestrojki wpadł na pomysł powrotu do Rad jako instytucji wyrażającej wolę ludu. Powrót do źródeł był modny wśród ideologów.

Królewski dekret z 24 stycznia 1789 roku wskazywał na cel przyszłego zgromadzenia: „zaprowadzenie stałego i niezmiennego ładu we wszystkich sferach rządów odnoszących się do szczęścia poddanych i dobrobytu królestwa, jak najszybszego w miarę możliwości leczenia chorób państwa i zniszczenia wszelkich nadużyć”. Król chciał, aby „i na rubieżach jego królestwa, i w mało znanych wioskach każdy miał możliwość donieść do jego wiadomości swoje pragnienia i swoje skargi”.

Z podmianą królestwa na ZSRR i z delikatnymi zmianami stylistycznymi protokół Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego o zwołaniu Zjazdu Deputowanych Ludowych był o tym samym, przy czym deputowani z entuzjazmem podeszli do sprawy. Niemal podczas każdego wystąpienia mówiono o biedach i oczekiwaniach bezmiernego kraju. Do trzytomowego stenogramu wygłoszonych przemówień dodano kolejne trzy tomy mów, które już nie zmieściły się w protokole i zostały przedstawione na piśmie. Faktycznie każdy miał możliwość przekazania swoich pragnień i skarg.

Cały kraj słuchał tego w napięciu, mowy deputowanych płynęły spod każdego krzaka z przenośnych odbiorników radiowych. Wszystkie stacje radiowe Związku Radzieckiego pracowały nad transmisją na żywo.

Taka wzmożona uwaga była zrozumiała. 70 lat usta narodu radzieckiego były zakneblowane, a tu nagle wyciągnięto knebel – mówcie, co wam leży na sercu. A ponieważ leżało dużo, sto tomów okazałoby się za mało, a co dopiero sześć.

Wydaje się, że marzenia się spełniały: głastnost, pierestrojka, demokracja, odnowienie, rachunek kosztów, społeczeństwo obywatelskie, państwo prawa, otwartość na świat itp. Jak za rządów Ludwika XVI. Ale nie na długo.

Okazało się, że deputowanym nie wystarczy pokorne wyrażenie swoich życzeń i skarg. Chcieli znacznie więcej. Francuzi działali szybciej, ogłaszając się Zgromadzeniem Narodowym i oświadczając ustami hrabiego Mirabeau: „Idź i powiedz swemu panu, że jesteśmy tutaj z woli ludu i opuścimy nasze pozycje, ulegając tylko sile bagnetów!”. Deputowani zjazdu działali wolniej, ale w zasadzie w tym samym kierunku, a utworzona przez nich międzyregionalna grupa deputacka całkowicie naśladowała Mirabeau w sztuce oratorskiej. Od odwołania VI artykułu (o wiodącej i przewodniej roli KPZR) do parady republikańskich suwerenności brakowało niewiele, a jesienią 1990 roku Michaił Gorbaczow (w tym czasie już prezydent ZSRR) bez szczególnego oddźwięku wzywał: „Zobaczcie jak się rozpanoszyli, jakie siły! Nadciąga wandalizm!”. A rok później, 3 września 1991 roku, Rada Deputowanych Ludowych ZSRR sama się rozwiązała. Z powodu rozpadu Związku Radzieckiego.

Sprzątanie w pokoju, ZSRR, lata 60.
© Sputnik . Anatolij Garanin
Politycy, na których oczach rozlatywało się supermocarstwo, uważają, że nie można odbudować związku w poprzedniej formie, ale niektórzy mówią o możliwości połączenia byłych republik na innych warunkach. Obowiązkowy punkt – równe prawa dla wszystkich uczestników.

W dniu I zjazdu, na początku lata 1989 roku, przyszłość nie rysowała się w ponurych barwach. Pieriestrojkowa prasa chwaliła Gorbaczowa za to, że, będąc niezwykle przebiegłym, wszystkich partyjnych konserwatystów owinął sobie wokół palca, a poza granicami kraju gorbaczomania osiągnęła swój punkt kulminacyjny.

Faktycznie był przebiegły, znał swoich kolegów z Komitetu Centralnego, ale problem polegał na tym, że nie widział nikogo poza nimi. Zwołanie zjazdu (a następnie przejście od sekretarza generalnego do prezydenta) było mistrzowskim posunięciem, aby pozbyć się uzależnienie od aparatu partyjnego. A prześladująca go obsesja, że zaraz zbiorze się plenum KC i zdymisjonuje go, jak w 1964 roku zrobiono z Chruszczowem, była bardzo silna. I przeprowadził operację, która pozwoliła mu na uniezależnienie się od leninowskiego Komitetu Centralnego.

Zapomniał jedynie o dwóch innych zagrożeniach. O tym, że wykarmieni przez niego Mirabeau'owie mogą nie tylko wygłaszać kwieciste przemówienia, ale też zjednoczyć się przeciwko niemu (co też zrobili). I o tym, że są jeszcze sojusznicze republiki i miny, podłożone pod Związek Radziecki przez jego twórców. Nikt ich nie rozbroił, czekały na właściwy moment. Jego błyskotliwe zwycięstwa w intrygach partyjnych okazały się zdobyciem mało znaczącej pozycji, podczas gdy sam wpadał w sidła w innym miejscu.

I wspólne nieszczęście, które zrównuje go z Ludwikiem XVI i Mikołajem II. Najtrudniejszy w sztuce wojennej jest odwrót. Czasami jest niezbędny, ale właśnie kontrolowany i zorganizowany. Jak zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że odwrót zamieni się w chaotyczną ucieczkę, gdy władca nie ma już sił na trzymanie wodzy, a resztkami sił łapie się ogona. Gorbaczow uniknął strasznego losu Ludwika, ale w kontekście chaotycznej utraty władzy był dość podobny do francuskiego króla.

30 lat temu, gdy Rosja wracała do cywilizowanego świata, obchodzono podwójne święto. Francuzi i społeczność międzynarodowa świętowali 200. rocznicę 1789 roku, a także cudowne zmiany w ZSRR, gdzie gensek reformator tworzył Stany Generalne.

O tym, że zwołanie Stanów Generalnych rzadko kończy się dobrze, wówczas nie myślano, pozostawiając to kolejnym pokoleniom, czyli nam.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

„Tam, gdzie inni widzą śmiecie, my widzimy potencjał”
Tagi:
historia, Michaił Gorbaczow, rewolucja, Francja, ZSRR
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz