05:21 10 Grudzień 2019
Wybory do PE

Marginalni z Polski w PE

© AP Photo / Czarek Sokolowski
Opinie
Krótki link
Autor
6385
Subskrybuj nas na

Wybory do Parlamentu Europejskiego mają oczywiście, jak zauważa wielu polskich publicystów od kilku dni, wymiar wielkiego sondażu przed elekcją krajową, do której dojdzie jesienią.

To właśnie ten wymiar jest chyba najbardziej eksponowany, przez co umyka nam refleksja nad europejskim systemem partyjnym kształtującym się w Brukseli i Strasburgu.

Krajobraz na tym poziomie też się zmienia. Triumfujące w Polsce Prawo i Sprawiedliwość będzie zaledwie mało znaczącym detalem europejskiego pejzażu. W obliczu Brexitu rola PiS doprawdy będzie marginalna.

Nie chodzi przy tym tylko o liczby. Przy wszystkich podobieństwach i różnicach programowych niebagatelną rolę odgrywa kwestia geopolityki, w tym jednego z podstawowych problemów Europy – jej stosunku do Federacji Rosyjskiej. O tym, że to kwestia ważna, nie sposób zapominać. We wszystkich krajach członkowskich temat ten był dyskutowany w kampanii, budził emocje i spory. Wszystkich poza Polską, w której Rosję przypominano jedynie wówczas, gdy próbowano zaatakować adwersarza za rzekomo proputinowską postawę.

Gdy przeanalizujemy działania i wypowiedzi polityków PiS na temat Rosji, dojdziemy do dość oczywistego wniosku: rządząca w Polsce partia stanowi część „radykalną” antyrosyjskiej ponadpartyjnej koalicji tworzonej przez brukselski mainstream. Wpisuje się zatem PiS jednoznacznie w główny nurt europejskiej polityki, przy czym swe roszczenia wobec Rosji formułuje w sposób dużo mniej zniuansowany i dyplomatyczny niż przeciętni chadecy, socjaldemokraci czy liberałowie, czyli grupy dominujące w dotychczasowych rozdaniach w PE.

Dziwi w tym kontekście całkowicie chybione porównywanie partii Kaczyńskiego do formacji, z którymi tak naprawdę nie ma on politycznie nic wspólnego, choć  – prawdopodobnie ze względów wyborczych – zdarzyło mu się spotykać z ich przedstawicielami. Chodzi tu głównie o nową grupę tworzoną przez wicepremiera Włoch Matteo Salviniego – Europejski Sojusz Ludów i Narodów.

PiS należy do starego partyjnego świata antykomunistycznej prawicy, żyjącej przeszłością i emocjami z poprzedniej epoki, wyrastającej z różnych fobii. Jest w tym podejściu do świata wśród znaczących partii na europejskiej scenie politycznej odosobniony. Jest raczej echem przeszłości, odgrzewaną polityczną potrawką, a nie częścią nowej fali rosnących w Europie w siłę partii określanych przez niektórych jako nowi populiści. Brak przystawalności ludzi Kaczyńskiego do tego środowiska ma kilka wymiarów. Po pierwsze, oni sami (osobowość, formacja intelektualna, styl działania) pochodzą z całkowicie innego świata niż politycy Ligi czy austriackich wolnościowców. Po drugie, PiS jest osadzony głęboko w formacie XX-wiecznym, gdzie prawicowość wyróżniała się dzikim antykomunizmem (antyradzieckością), rusofobią i skrajną amerykanofilią. Nie ma, poza krajami bałtyckimi, partii, które podzielałyby taki przekaz. „Dobre relacje z Rosją są po prostu rzeczą korzystną dla Włoch i Zachodu” – powtarza konsekwentnie włoski wicepremier. Co mówi na ten temat Kaczyński i spółka – lepiej przemilczeć. O komunizmie czy wymysłach w rodzaju marksizmu kulturowego włoski polityk nie mówi nic; sam był w przeszłości związany z padańską skrajną lewicą. Nie broni on też patologii wśród rzymskokatolickiego kleru, choć funkcjonuje w kraju równie katolickim jak Polska. Podobne uwagi odnieść można do prawie wszystkich partii wchodzących w skład nowej siły w Parlamencie Europejskim; Wolnościowej Partii Austrii, francuskiego Zjednoczenia Narodowego czy Szwedzkich Demokratów. PiS to świat całkiem inny, pełen różnych fobii i nieaktualnych od dawna stereotypów.

Rzecz jasna partia, która wygrała polskie wybory do PE, nie jest i nie będzie traktowana jak równa i na europejskich salonach liberalnych czy chadeckich. Przyczyny są tu nieco inne, bo wiążą się przede wszystkim z tym, że ugrupowanie Kaczyńskiego bliższe jest mentalnie amerykańskim redneckom niż europejskim ludziom pióra i liberalnych refleksji.

Będzie zatem PiS w PE przaśnie odosobniony. Poczucie izolacji wzmagać będzie dodatkowo lęk przed obcym światem na brukselskich ulicach czy kompleksy językowe. Oczywiście będą wyjątki potwierdzające regułę; choćby profesorowie Legutko i Krasnodębski czy obyty przez lata w świecie europejskiej polityki Ryszard Czarnecki. Oparty na strachu i donosicielstwie sposób zarządzania partią również utrudni PiSowskim europosłom nawiązywanie jakichkolwiek relacji.

Z bronienia interesów Polski w PE zatem nici. Nie wyjdzie też nic z prób przekonania, jakoby Polska była jakimś „sercem Europy”. PiSowska Polska jest jej opłotkiem, trochę zapomnianą strefą dominacji mocarstwa położonego od Unii Europejskiej na zachód. Świadomość tego powszechna jest nie tylko wśród establismentu, ale też wśród partii nowej fali, tzw. populizmu. PiS, pozbawione dodatkowo koniunkturalnego wsparcia brytyjskich torysów po spodziewanym Brexicie, będzie w PE marginesem, egzotyczną grupką z kraju ciążącego bardziej w kierunku Waszyngtonu niż Europy. Wyborcom zaś po czasie stanie się przykro, że 26 maja ofiarowali po prostu sute zarobki przez 5 lat za niezbyt wymagającą pracę…

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Merkel nie pozostawiła złudzeń ws. Nord Stream 2
Tagi:
Matteo Salvini, PiS, Parlament Europejski, UE, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz