Widgets Magazine
01:30 19 Lipiec 2019
Warszawa

„Kiedyś tu było życie, teraz jest tylko bieda” (wideo)

CC0 / Pixabay
Opinie
Krótki link
Jarosław Augustyniak
131079

W siedzibie Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych w Warszawie odbyło się spotkanie promocyjne z autorką książki „Kiedyś tu było życie, teraz jest tylko bieda” Katarzyną Dudą.

Na spotkaniu obecny był też profesor David Ost, badacz polskiej transformacji, autor głośnej książki z 2007 roku, krytykującej przemiany po 1989 roku, pod tytułem – „Klęska Solidarności”.

Książka Katarzyny Dudy jest może nie tyle kontynuacją książki Osta, ile jej dopełnieniem. To opowieści ludzi z najbardziej pokrzywdzonych ustrojową transformacją terenów naszego kraju, będących nadal świadectwem klęski, o której w swojej książce pisał Dawid Ost.

Kilkadziesiąt ludzkich losów, które znalazły się  na stronach książki Dudy, dotyczą Wałbrzycha, województwa dolnośląskiego, Pomorza i innych miejsc w naszym kraju. To losy robotników i robotnic, górników, stoczniowców i innych branż. Kiedyś dumnych ze swej pracy robotników, budujących polski przemysł i dobrobyt.

Dziś, po 30 latach, są oni często sprzątaczami lub ochroniarzami i wykonują prace odartą z godności za 3 czy 5 zł na godzinę. To ofiary transformacji, ludzie, których życia poświęcono na ołtarzu budowy polskiego kapitalizmu, w jego najbardziej zwyrodniałej, neoliberalnej formie.

To historie ludzi, którym, nie licząc się ze społecznymi kosztami, z dnia na dzień w ramach polityki deindustrializacji Polski zlikwidowano niemal wszystkie miejsca pracy. To górnicy wałbrzyscy, którzy po likwidacji kopalń pazurami wydzierali ziemi węgiel w biedaszybach, nierzadko tracąc tam zdrowie, a często i życie. To historie stoczniowców, którzy teraz jako ochroniarze pilnują terenów Stoczni Gdańskiej, gdzie nie mają dostępu do wody pitnej i zmuszeni są pracować ponad siły.

To książka potrzebna. To książka napisana z punktu widzenia ofiar transformacji, pokazująca ogrom krzywdy, jaką wielu ludziom wyrządziły polskie władze, rekrutujące się już z tzw. „demokratycznej opozycji” po 1989 roku. To książka o ludziach, dla których 4 czerwca to nie święto „wolności”, ale czas, w którym ich życie całkowicie, z dnia na dzień się zawaliło.

Co ciekawe, rozmówcy Dudy bardzo często dobrze wspominają czasy PRL, którego obalenie elity świętują właśnie 4 czerwca. We wspomnieniach pojawia się tęsknota za państwem, które może i w sposób paternalistyczny, jak wspomniał Ost, ale jednak dbało o swoich obywateli. Dlatego powszechnie jest obecne wśród nich pragnienie powrotu czasów, gdy praca była dla wszystkich, gdy ludzie w tej pracy byli dobrze traktowani, a zakład, w którym pracowali, zapewniał posiłki, budował przedszkola, organizował wakacyjny wypoczynek. A ośmiogodzinny dzień pracy takim właśnie był.

Nie dziwne, że rozmówcy Dudy, którzy dobrze wspominają Polskę Ludową, dziś najczęściej deklarują, że są wyborcami PiS. To właśnie w tej partii i polityce, jaką ona prowadzi, widzą namiastkę czasów, gdy państwo interesowało się ich losem i prowadziło jakąś politykę społeczną.

Profesor David Ost stwierdził, że zabrakło mu w tej książce rozmów z ludźmi, którzy w czasach transformacji nie chcieli tylko poprawy swego bytu, bo to oczywiste, ale i upodmiotowienia. Ludzi, których on spotkał, gdy przebywał w Polsce w czasach „karnawału Solidarności” w 1981 roku. Ludzi, którzy chcieli decydować bardziej o swym i swego zakładu losie. Duda odpowiedziała, że ona takich ludzi nie spotkała. Że jej rozmówcy twierdzą dziś, że chcieli tylko pełnych półek w sklepach. Sprzeczność ta może wynikać z kilku przyczyn.

Mechanizmu wyparcia, jaki po latach beznadziei tworzy się w umysłach ludzi, którzy biorąc kiedyś udział w walce o reformę PRL, dziś tego udziału żałują, wstydzą się go i mu zaprzeczają. Bo ci, których oni wtedy poparli, żadnej reformy nie chcieli, a zniszczenia tego, co było. Oni nie o taką wrogą sobie Polskę walczyli, nawet jeśli wtedy byli naiwni i uwierzyli, że po krótkim okresie zaciskania pasa będzie im się żyło jeszcze lepiej, w nowej już nie ludowej Polsce.

Abraham Masłow, amerykański psycholog, w swojej teorii hierarchii potrzeb pisał o tym, że te wyższe pojawiają się wtedy, gdy człowiek ma już zapewnione te niższe, najbardziej dla życia podstawowe potrzeby. Dążenie do upodmiotowienia, u ludzi których poznał Ost, jest jednak tylko dowodem na to, jak żyło się w Polsce Ludowej, i że te niższe potrzeby, może nie w sposób zadowalający, ale jednak były przez państwo zaspokajane. Dziś ci ludzie już o tym nie myślą. Myślą o tym, jak znaleźć i utrzymać się w pracy i zapewnić podstawowy byt sobie i swojej rodzinie. O podmiotowości zapomnieli.

Gdy dziś słyszą, że w ogóle w czasach Solidarności nie chodziło o byt, ale o Boga, Honor i Ojczyznę, ze zdumieniem otwierają szeroko oczy i pukają się w głowę. Oni dobrze pamiętają, ze na bramie Stoczni Gdańskiej w 1980 roku nie wywiesili hasła – chcemy kapitalizmu, biedy i bezrobocia! – ale – Socjalizm tak! Wypaczenia nie! Teraz w PiS widzą coś, co mieli w Polsce Ludowej.

Książkę mogę polecić każdemu, ale szczególnie powinni przeczytać ją politycy. Zwłaszcza ci z opozycji. Pozwoli im to zrozumieć sukces Prawa i Sprawiedliwości. A jeśli naprawdę chcą odsunąć od władzy PiS, muszą mieć dla tych ludzi więcej propozycji niż „konstytucja i sądy”. Daje ona trochę inną perspektywę w patrzeniu na społeczeństwo niż warszawskie salony i może pomóc zrozumieć prawdziwe ludzkie problemy, dramaty, potrzeby i oczekiwania. Nie przeczytają, nie zrozumieją, niech idą na grzyby, na ryby, ale niech już się nie zajmują polityką.

Tagi:
PiS, "Solidarność", PRL, Gdańsk, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz