Widgets Magazine
07:21 20 Sierpień 2019

Czy szczepionka zabiła małego Szymona?

© Sputnik . Ramil Sitdikov
Opinie
Krótki link
Julia Baranowska
12222

Tą sprawą od kilku godzin żyje cała Polska. 18 czerwca rano w dziecięcym szpitalu przy ul. Niekłańskiej w Warszawie lekarze odłączyli od aparatury podtrzymującej życie 11-miesięcznego Szymona. Rodzice chłopca twierdzą, że zrobili to bez ich zgody.

Sprawa trafiła do prokuratury. Być może do jego śmierci mogło doprowadzić wcześniejsze podanie szczepionki przeciwko pneumokokom.

Lekarze po konsylium zwołanym 18 czerwca podjęli decyzję o odłączeniu chłopczyka od aparatury podtrzymującej życie. Szymon pozostawał w stanie ciężkim na Oddziale Intensywnej Terapii od stycznia – praktycznie od swoich narodzin.

Rodzina chłopca pochodzi z Radomia. 21 stycznia wieczorem chłopczyk trafił do szpitala w stolicy – z wysoką gorączką i drgawkami. Jego ciotka twierdzi, że mogła być to reakcja po podanym w czwarte dobie życia szczepieniu na pneumokoki. Tomografia komputerowa po przyjęciu dziecka na oddział wykazała obrzęk mózgu. Lekarze wkrótce stwierdzili śmierć mózgu.

Chłopczyk pozostawał podpięty pod aparaturę podtrzymującą życie przez kilka ostatnich miesięcy.

Szpital na początku czerwca wydał oświadczenie: „W związku z ponownie wpływającymi do szpitala licznymi zapytaniami od instytucji, mediów, parlamentarzysty i osób prywatnych informujemy, że pacjent przebywa w naszym szpitalu na Oddziale Intensywnej Terapii od 22 stycznia 2019 r. w stanie skrajnie ciężkim z nieodwracalnym uszkodzeniem centralnego układu nerwowego”.

Podczas porannej komisji 18 czerwca lekarze zdecydowali o odłączeniu Szymona.

Rodzice zostali poinformowani, że o godz. 10.00 zbierze się komisja, która będzie orzekała o śmierci ich dziecka – czy jest sens dalej kontynuować proces leczenia, czy też nie. Jak się tu pojawili, okazało się, że komisja wydała już swoje orzeczenie. Rodzice byli przekonani, że będą jeszcze mogli porozmawiać z lekarzami i przede wszystkim uzyskają dokumentację, o którą prosili tydzień temu. Chcieli ją skonsultować z lekarzami z zewnątrz, do czego mają prawo i dopiero po konsultacji podjąć decyzję co do dalszego leczenia czy ewentualnie zgody na zakończenie procesu leczenia. Niestety, tak się nie stało, bo tej dokumentacji w całości nie otrzymali do dnia dzisiejszego.

– powiedział mediom pełnomocnik rodziców Szymona, mecenas Arkadiusz Tetela.

Prawnik zdradził też, że rodzice mieli zamiar skonsultować się jeszcze z lekarzami z USA, ale nie zdążyli. Dlatego też zdecydował się złożyć w prokuraturze zawiadomienie dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstwa w związku z przebiegiem hospitalizacji chłopca.

W tej sprawie badany jest kolejny wątek: czy nagłe pogorszenie stanu dziecka to efekt podanej szczepionki. Przedstawiciele Stowarzyszenia STOP NOP nie wykluczają, że to po niej dziecko zaczęło mieć gorączkę i dreszcze. Lekarze tę informację dementują. Mówią, że chłopiec cierpiał na chorobę genetyczną: mutację genu RAN BP2.

Wraz z mutacją genu RAN BP2 mamy do czynienia z ostrą encefalopatią – indukowaną infekcją. Według lekarzy i specjalistów, choroba, która spotkała Szymonka, mogłaby zostać uaktywniona nawet poprzez katar, przeziębienie czy inne okoliczności zewnętrzne i mogło się to stać w każdej chwili, ale stałoby się na pewno

– napisali w kwietniu rodzice na stronie Szymona na Facebooku, wycofując się de facto z wcześniejszych podejrzeń na temat podania Szymonowi szczepionki z wadliwej partii. Mimo to w radomskiej prokuraturze toczy się niezależnie niejawne śledztwo w sprawie wydarzeń, które nastąpiły tuż po podaniu Szymonowi szczepienia w placówce w rodzinnym mieście.

Rodzice przede wszystkim nie mogą wybaczyć dyrekcji szpitala, że decyzję o odłączeniu chłopca podjęto – w ich mniemaniu – nagle.

Śmierć Szymona skomentował sam minister Łukasz Szumowski: zapewnił, że „nikt nikt nie odłączył aparatury przed stwierdzeniem, że pacjent zmarł" i że „musimy odróżniać śmierć, która po prostu nastąpiła w wyniku choroby, od eutanazji czy zaprzestania terapii”.

Kondolencje z powodu śmierci dziecka wystosowali lekarze, pielęgniarki i inni pracownicy szpitala na Niekłańskiej. Rodzice jednak, jak zapewnia adwokat, „są bardzo rozgoryczeni” i zdeterminowani, aby wykazać, że ostateczną decyzję dało się jeszcze odwlec w czasie.

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Odra: Polacy ustawiają się w kolejkach, a szczepionek nie ma
Szczepionka to „wynalazek doktora Mengele”, czyli Polska zwariowała
Pierwsza na świecie szczepionka przeciwko alergii na koty już w tym roku
Tagi:
terapia, choroba, skandal, Warszawa, szpital, szczepionka, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz