01:25 22 Listopad 2019
Samochód prezydenta USA Donalda Trumpa na szczycie szefów państw i szefów rządów państw członkowskich NATO przy kwaterze głównej NATO w Brukseli

Podgórski: „Supermocarstwo jest za oceanem, a my jesteśmy na linii frontu”

© Sputnik . Alexey Vitvitsky
Opinie
Krótki link
Autor
9891
Subskrybuj nas na

„Minister Szczerski byłby posłusznymi ustami amerykańskiej administracji, robiąc to, czego oni oczekują” – stwierdził niezależny publicysta Krzysztof Podgórski.

W rozmowie ze Sputnikiem odniósł się do publikacji dziennika „Polski The Times”, która sugeruje, że szef gabinetu prezydenta Andrzeja Dudy Krzysztof Szczerski wrócił z wizyty w Waszyngtonie z amerykańskim poparciem w kieszeni dla jego kandydatury na zastępcę sekretarza generalnego NATO. Według dziennika to, oczywiście, nie pozostaje bez związku z polską deklaracją zakupu F-35 od Stanów Zjednoczonych, ale mieści się też w politycznych regułach gry.

  Na czym więc, według Pana, te polityczne reguły gry polegają?

—  Przypuszczam – i to tylko przypuszczenia – że takowe zakulisowe rozmowy się toczyły i snułbym pewne analogie do pozycji Donalda Tuska, który jest tak zwanym prezydentem Unii Europejskiej, do którego to stanowiska kandyduje też Angela Merkel. Jest tajemnicą poliszynela, że Donald Tusk realizuje niemiecką koncepcję Unii Europejskiej. Może być podobnie, że minister Szczerski będzie swego rodzaju marionetką bardzo spolegliwą wobec koncepcji zarządzania NATO bliskiej aktualnej administracji amerykańskiej. Jak każdy układ sojuszniczy, to jest troszeczkę gra różnych sił, różnych koncepcji, kompromisów. Natomiast, Stanom Zjednoczonym, być może, byłoby bardzo na rękę, aby nie było żadnego dysonansu między komunikatami szefa NATO a establishmentem politycznym. Ale, niewątpliwie, minister Szczerski byłby rzeczywiście posłusznymi ustami amerykańskiej administracji, robiąc to, czego oni oczekują. Bo dotychczasowe zachowania i dokonania ministra Szczerskiego wskazują, że jest to polityk realnie bardzo mocny.

  Ostateczna decyzja zapadnie pod koniec lipca. Ma ją podobno ogłosić sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Co, według Pana redaktora, Polska może zyskać na tym prominentnym stanowisku?

— Ja bym rozdzielił odpowiedź na to pytanie na dwa elementy. Co może zyskać formacja rządząca współcześnie Polską a Polska? Bo to są częściowo rozbieżne koncepcje. Rządząca aktualnie Polską formacja Prawa i Sprawiedliwości swoją koncepcję polityczną wiąże z bardzo ścisłymi, wręcz podległymi Stanom Zjednoczonym działaniami politycznymi. Czy to jest dobrze dla Polski? Nie do końca. Aktualna administracja Stanów Zjednoczonych prowadzi awanturniczą politykę; punktów zapalnych przybywa: od Wenezueli, Korei, Syrii, a teraz mamy sytuację wokół Iranu, do polityki w Europie Wschodniej, budowy kolejnych amerykańskich instalacji wojskowych w pobliżu rosyjskich granic.

To wszystko nie wróży jakiejś pokojowej koegzystencji, a wręcz rodzi uzasadnione obawy, że ta polityka może w pewnym momencie wymknąć się spod kontroli i gdzieś od polityki przejdziemy do działań o charakterze militarnym. Wciąganie własnego kraju w tak konfliktogenną politykę do rozsądnych nie należy. Więc, jeżeli mówimy o tym, co Polska może z tego uzyskać, to w mojej subiektywne ocenie – nic. Jest bardzo ryzykowne bycie takim chłopcem na posyłki supermocarstwa. Supermocarstwo jest za oceanem, a my jesteśmy na linii frontu. To jest koncepcja bardzo korzystna dla Prawa i Sprawiedliwości, ale niebezpieczna dla Polski.

  Jeszcze jedno pytanie. Jeżeli chodzi o wizytę Andrzeja Dudy w Białym Domu, jak Pan sądzi, prezydent RP wrócił z tarczą czy na tarczy?

— Wrócił na tarczy, zaciągając szereg nie korzystnych, wręcz absurdalnych zobowiązań. Żadna z jego deklaracji nie jest korzystna dla Polski: od niezwykle drogich, niesprawdzonych, awaryjnych samolotów F-35, na których przetarg powinno dopiero się rozpisać. Nasi wojskowi specjaliści dopiero mają określić, co jest nam potrzebne, o jakich parametrach, i przeprowadzić transparentny wybór, tak jak to zrobiono w przypadku wyboru F-16.

Jakieś dalekie deklaracje dotyczące amerykańskiego zaangażowania w wykorzystanie energii jądrowej, koncepcja budowy elektrowni atomowej – zresztą również absurdalna. Nie mówiąc już o zafundowaniu Amerykanom lotniska, koszar dla jednostki specjalnej, brygady pancernej, to wszystko na koszt polskiego podatnika. Ja na to patrzę z politowaniem: tak mógłby się zachowywać polityk z kraju afrykańskiego w okresie mocarstw kolonialnych. Na wizytę pana prezydenta i na jego tak zwane osiągnięcia można tylko spuścić zasłonę milczenia – powiedział na zakończenie Krzysztof Podgórski.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rosyjskie supermyśliwce MiG-35 zaskoczyły pilotów NATO
Samoloty F-35 dla Polski to intratny interes... dla Amerykanów
Kant i baza wojskowa: Co interesuje Polaków w Kaliningradzie?
Tagi:
stosunki międzynarodowe, Biały Dom, Polska, PiS, Brygada, Angela Merkel, USA, Syria, Korea, Irak, Iran, Wenezuela, F-16, F-35, NATO, Jens Stoltenberg, Andrzej Duda, Krzysztof Szczerski
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz