Widgets Magazine
04:24 25 Sierpień 2019
Pałac Europy w Strasburgu, gdzie odbywają się posiedzenia PACE

Strasburski thriller polityczny z Ukrainą w tle

© Zdjęcie: Council of Europe
Opinie
Krótki link
Leonid Sigan
6823

Gorąco jest w Europie. Szczególnie wysoka temperatura panowała w Strasburgu, gdzie podczas obrad Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Federacja Rosyjska ponownie otrzymała pełne prawo głosu.

Thriller polityczny trwa tam od poniedziałku. Głosowanie było efektem przyjęcia przez Komitet Ministrów Rady Europy 17 maja w Helsinkach deklaracji, w której stwierdzono, że wszystkie państwa członkowskie mają prawo do uczestnictwa na równych prawach w pracach dwóch statusowych organów Rady Europy – komitetu ministrów i Zgromadzenia Parlamentarnego.

Za przyjęciem deklaracji głosowało 118 parlamentarzystów z krajów członkowskich, 62 było przeciw, 10 wstrzymało się od głosu. Przeciwna deklaracji była przede wszystkim Ukraina, według której jest to nieuzasadnione ustępstwo wobec Rosji. Polska delegacja też była przeciw, chociaż przez „techniczną pomyłkę” poseł Krzysztof Mieszkowski z ramienia Nowoczesnej głosował „za”.

Sputnik rozmawia na ten temat z politologiem, profesorem Adamem Wielomskim.

– Czy, według Pana profesora, oznacza to, że po wykluczeniu Rosji w 2014 roku z grona krajów pracujących w Zgromadzeniu Parlamentarnym nastąpiła teraz „odwilż” między decydującymi krajami Europy a Moskwą?

– Tak, zdecydowanie trzeba to odczytywać jako nie tylko zakulisową, ale formalną odwilż pomiędzy głównymi graczami z Unii Europejskiej, takimi jak, przede wszystkim, Niemcy czy Francja, a Federacją Rosyjską.

Oznacza to, że istniejący, trochę sztuczny, ale jakoś klajstrowany przez dłuższy czas wspólny front popierania Ukrainy przez Stany Zjednoczone, stare państwa unijne, zaczął się sypać i kraje zachodnioeuropejskie zdecydowanie postanowiły poprawić swoje stosunki z Rosją z tego prostego powodu, że zbyt dużo tracą na bojkocie Rosji. Dlatego ich interesy zmusiły do tego, aby ten wspólny front zdecydowanie porzucić.

Pojawiały się zawsze pytania, w jaki sposób to zostanie zamanifestowane po raz pierwszy? Zostało to właśnie zamanifestowane na ostatnim posiedzeniu Rady Europy, co de facto oznacza w jakiś sposób uznanie przez europejskie państwa zachodnie statusu terytorialnego na Ukrainie.

– Delegacje kilku krajów, w tym Polski, w ślad za Ukrainą opuściły obrady Zgromadzenia Parlamentarnego ze względu na „bezwarunkowe włączenie delegacji Rosji do Zgromadzenia”. Szef polskiej delegacji Włodzimierz Biernacki z ramienia PiS poinformował, że wracają do swoich krajów, aby skonsultować tę sytuację z rządami i resortami ministerstw spraw zagranicznych. Jakie mogą być skutki tego kroku, kiedy decyzja zapadła zgodnie ze statutem tego wielkiego gremium?

– Moim zdaniem jest to tylko i wyłącznie forma manifestacji politycznej, dlatego że, gdyby Polska i inne kraje, które opuściły posiedzenie Rady Europy, chciałyby być konsekwentne w swoich działaniach, powinny postawić sprawę na ostrzu noża, że w Radzie Europy albo my, albo Rosja. Ja nie spodziewam się tego, aby Polska wystąpiła z Rady Europy, podobnie jak i inne kraje, które opuściły to posiedzenie.

W związku z tym spodziewam się, że poza tą manifestacją, jakimiś wypowiedziami słownymi ministrów tych krajów sprawa rozejdzie się po kościach, dlatego że tak naprawdę państwa te nie mają żadnej możliwości manewru w tej sprawie i żadnej możliwości skutecznego zaprotestowania, poza właśnie takim wizualnym, politycznym teatrem, który się odbył w Strasburgu.

– Teraz oczy opinii publicznej będą zwrócone na Wschód, ku Japonii, gdzie zbierze się Grupa Dwudziestu. Czy widzi Pan pewne oznaki odprężenia, które świat jest gotów przyjąć?

– Tak, myślę, że sytuacja na świecie – na szczęście dla świata – normalizuje się. I w tej chwili krajem, który, można powiedzieć, destabilizuje sytuację na arenie międzynarodowej, są Stany Zjednoczone. Aczkolwiek jest to destabilizacja głównie słowna i polityka literowa w mediach społecznościowych Donalda Trumpa. Na szczęście, póki co, poza tymi destabilizacjami słownymi nic z tej polityki nie wynikło. Myślę, że w G20 kierunek ten będzie dla tego segmentu uspokojenia światowego kontynuowany, dlatego że mamy tam do czynienia z najbardziej uprzemysłowionymi, najbardziej wpływowymi krajami świata, które w gruncie rzeczy mają wspólny interes w postaci prowadzenia ze sobą wzajemnie korzystnego handlu i współpracy, a nie konfliktów. Zwróćmy bowiem uwagę, że nawet jeżeli to posiedzenie grupy porównamy z wydarzeniami ze Strasburga, to w tych wydarzeniach czołową rolę biorą na siebie państwa małe, graniczące z Rosją, czyli bliskie Rosji geograficznie, które jednak nie biorą udziału w posiedzeniach G20.

Ja się tam spodziewam, mówiąc szczerze, jakieś antyrosyjskiej draki politycznej, być może ze strony Donalda Trumpa, ale nie spodziewam się, żeby z tego cokolwiek wynikło. Jest to, zresztą, kolejnym przykładem polityki prowadzonej przez Donalda Trumpa, która ma charakter pokazowy, słowny, a za tymi słowami nie idą posunięcia o charakterze politycznym, militarnym, które byłyby niebezpieczne dla pokoju światowego – powiedział na zakończenie profesor Adam Wielomski.

Zobacz również:

Globalne ryzyka finansowe na celowniku członków G20
Ministrowie G20 utworzą międzynarodowy organ do walki z plastikiem
Rosja wraca do PACE
Tagi:
Adam Wielomski, Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy (ZPRE), Polska, Ukraina, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz