03:54 12 Grudzień 2019

Turcja rozpoczyna geopolityczną grę po stronie Chin

© REUTERS / Roman Pilipey
Opinie
Krótki link
7551
Subskrybuj nas na

Dwa duże muzułmańskie kraje – Turcja i Malezja – niemalże jednocześnie wysłały sygnał Stanom Zjednoczonym i innym państwom zachodnim, że w kwestii Sinciang nie zamierzają grać przeciwko Chinom.

Wyzwanie zostało rzucone przez prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana w Pekinie podczas rozmów z przewodniczącym Chin Xi Jinpingiem i ministrem ds. religii Malezji Mujahidem Yusofem Rawą, który przedstawił rezultaty swojej podróży do Sinciang.

Zdaniem tureckiego przywódcy Recepa Tayyipa Erdogana „niepodważalne jest to, że wszystkie grupy etniczne zamieszkujące chiński Sinciang żyją szczęśliwie w warunkach rozwoju i dobrobytu Chin”. Te słowa zostały wypowiedziane na spotkaniu z Xi Jinpingiem cztery miesiące po tym, jak MSZ Turcji nazwało sytuację Ujgurów w Sinciang „wielkim wstydem dla ludzkości” („a great embarrassment for humanity"). Wówczas to oświadczenie było największą krytyką Chin w kwestii tej prowincji ze strony świata muzułmańskiego.

Zmiana stanowiska Ankary jest wynikiem żmudnych wysiłków dyplomatycznych Pekinu, powiedział dyrektor Centrum Studiów Tureckich na Uniwersytecie Pedagogicznym w Shaanxi Li Bingzhong.

Turcja wcześniej krytykowała politykę Chin w Sinciang, ale w rzeczywistości była to jedynie wypowiedź przedstawiciela tureckiego MSZ. Słowa te nie zostały wypowiedziane na wysokim szczeblu politycznym i wcale nie muszą odzwierciedlać stanowisko prezydenta Erdogana – podkreślił Li Bingzhong.

- Turcja faktycznie zmieniła swoje stanowisko, bo MSZ i ambasada Chin w Turcji wykonały świetną pracę. Chiński ambasador w Turcji Deng Li wyjaśnił i przekazał prawdę w tej sprawie w swoim wywiadzie. Z drugiej strony polityka wewnętrzna i dyplomacja rządu Erdogana przechodzą obecnie bardzo trudny okres. Wizyta tureckiego prezydenta w Chinach jest jednym ze sposobów znalezienia rozwiązania problemów wewnętrznych i w polityce zagranicznej. Ze względu na własne interesy Turcja zwraca uwagę na kwestie budzące zaniepokojenie chińskiego rządu i dotyczące rdzennych interesów Chin – wyjaśnił ekspert.

Parada wojskowa z okazji 90. rocznicy utworzenia Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej
© REUTERS / China Daily
Wielu obserwatorów uważa, że wcześniejsza ocena sytuacji przez Ankarę w zakresie praw człowieka w Sinciang mogła ukształtować się pod wpływem, a nawet presją ze strony Stanów Zjednoczonych. Teraz turecki prezydent podczas spotkania z przewodniczącym Chin zapewnił, że „strona turecka nie pozwoli nikomu wbijać klin w turecko-chińskie relacje” Politolog Stanisław Tarasów uważa, że wypowiedź Erdogana na temat Sinciang oznacza rozpoczęcie przez Turcję dużej gry geopolitycznej.

- Erdogan rozpoczyna aktywną grę z Chinami. Oczywiście prowadzi zakulisową dyplomację, próbując wpłynąć na Pekin w rozwiązywaniu kwestii ujgurskiej. Niemniej jednak przygotowuje się do zaciągnięcia pożyczki w Chinach, której wcześniej nie brał pod uwagę. Wydaje się, że obecnie sytuacja gospodarcza w Turcji nie jest łatwa, poza tym Amerykanie stosują sankcje przeciwko Turkom. Łącząc się w sojuszu z Chinami, Erdogan jednocześnie przyjaźni się z Rosją, czyli pozycjonuje się na tle Pekinu i Moskwy jako przedstawiciel wielkiego mocarstwa. Podkreśla również, że Amerykanie zachowują się wobec Turcji nie do końca tak, jak tego oczekuje Ankara. Grając w poważną grę z Chinami, stara się pozyskać poparcie zwolenników islamu w Azji Południowo-Wschodniej, co również ma dla niego istotne znaczenie – powiedział Tarasów.

Malezyjski minister ds. religii Mujahid Yusof Rawa znalazł się w ogniu krytyki polityków i obrońców praw człowieka w swoim kraju z powodu zdjęć z Sinciangu po siedmiodniowej podróży do tego regionu w ubiegłym tygodniu. Fotografie ilustrowały działalność ośrodków kształcenia zawodowego w Regionie Autonomicznym Sinciang-Ujgur. Fotoreportaż z podróży „głęboko rozczarował” Shamini Darshni Kaliemuthu, dyrektora wykonawczego Amnesty International Malaysia. Najwyraźniej spodziewał się, że zobaczy na nich sceny z życia „obozu koncentracyjnego”, o których tak dużo się krzyczy na Zachodzie.

Ślepe popieranie chińskiej krytyki Zachodu, jak i porównywanie separatystów do bojowników o prawa Ujgurów w Sinciang, nie leży w interesie narodowym Malezji. Państwo to samo stoi w obliczu zagrożenia terrorystycznego ze strony islamistów, którzy próbują znaleźć schronienie na jego terytorium i zamienić je w platformę do organizowania i przeprowadzania aktów terrorystycznych.

Prezydent Turcji wypowiedział się na temat Sinciang w dniu obrad za zamkniętymi drzwiami Regionalnego Centrum Narodów Zjednoczonych ds. Dyplomacji Prewencyjnej w Azji Środkowej z udziałem członków Rady Bezpieczeństwa ONZ. W trakcie dyskusji – jak poinformowały źródła na zasadzie anonimowości – przedstawiciele USA i Niemiec oskarżyli Chiny o złe traktowanie grup mniejszości muzułmańskiej w Sinciang. W odpowiedzi ambasador Chin przy ONZ Ma Zhaoxui podkreślił, że Stany Zjednoczone i Niemcy nie mają prawa do poruszania tej kwestii w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, bo jest to wewnętrzna sprawa Chin.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tagi:
Recep Tayyip Erdogan, Turcja, USA, Chiny
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz