10:49 22 Listopad 2019
Władimir Putin i Donald Tusk podczas spotkania w Sopocie we wrześniu 2009 roku

Tusk miał okazję na sopockim molo

© AFP 2019 / Janek Skarzynski
Opinie
Krótki link
Autor
6492
Subskrybuj nas na

Od wielu lat część środowiska politycznego chce robić z Tuska męża stanu. W polskich warunkach nie jest to trudne bo i konkurencja żadna. Sam zainteresowany także stara się uchwycić każdą okazję aby nie dać o sobie zapomnieć.

Wywiad Prezydenta Rosji dla FT, był okazją, szczególnie, że Putin – w jednym z wątków – poddał w wątpliwość siłę idei liberalnych, których samozwańczym kustoszem czuje się Tusk.

Ponad 90-minutowy wywiad Putina wywołał u Tuska następującą refleksję:

„Na koniec pozwólcie, że podzielę się jedną refleksją. Dzięki mojemu jet lagowi mogłem przeczytać cały wywiad z prezydentem Putinem w Financial Times. Muszę powiedzieć, że zdecydowanie nie zgadzam się z głównym argumentem, że liberalizm jest przestarzały. Jesteśmy tutaj, jako Europejczycy, również, aby stanowczo i jednoznacznie bronić i promować liberalną demokrację. Ktokolwiek twierdzi, że liberalna demokracja jest przestarzała, twierdzi również, że wolności są przestarzałe, że rządy prawa są przestarzałe i że prawa człowieka są przestarzałe. Dla nas w Europie są i pozostaną istotnymi i żywymi wartościami. Uważam, że naprawdę przestarzałe są: autorytaryzm, kulty osobowości, rządy oligarchów. Nawet jeśli czasami mogą się wydawać skuteczne”.

Przewodniczący Rady Europejskiej znany jest z tego, że bardziej woli mówić niż słuchać

Nie inaczej było i w tym przypadku.

Niechęć ta wynika z założenia, że wszystko co ze Wschodu nie zasługuje na pogłębioną analizę, jest azjatyckie i nie europejskie.

Największe wzburzenie wywołało u Tuska – i dał temu wyraz w twicie – określenie liberalizmu jako idei „przestarzałej”.

Jak powszechnie wiadomo, Tusk nie należy do „pracusiów” i zapewne ta cecha nie pozwoliła mu głębiej wczytać się czy wsłuchać w treść wywiadu.

To, że idea liberalizmu staje się „przestarzała” nie znaczy nic innego, jak tyle co mieści w sobie słowo „przestarzała”. W sensie dosłownym większym liberałem jest Putin niż Tusk.

Tusk postrzega idee liberalizmu jako constans, a Putin zakłada jej zmienność a raczej konieczność zmian celem przystosowania jej do zmieniającego się świata.

Tusk wydaje się wierzyć, że to ludzie powinni przystosować się do jedynie słusznej idei, choćby była ona im kulturowo obca, Putin zaś daje ludziom możliwość wyboru.

Kto zatem jest bliżej idei liberalnej? Narzucający idee czy dający możliwość wyboru?

Tuskl/liberał zestarzał się ideologicznie, podobnie jak sama idea, która podlega temu procesowi. Dobrze, że Tusk broni swoich ideałów, z tym, że ich obrona nie może odbywać się w oderwaniu od otaczającej rzeczywistości. Stanie na raz obranych pozycjach nawet najbardziej postępowych może w efekcie przekształcić się w odmianę konserwatyzmu.

Zmienność świata jest zjawiskiem niekwestionowanym, dlaczego więc liberalizm ma być wyjęty spod tej prawidłowości. Rzecz w tym, że Putin wierzy w zmienność świata, a Tusk uważa, że najwyższym stopniem rozwoju ludzkości jest liberalizm.

Putin zwraca uwagę, że idee liberalne nie są panaceum na bolączki zmieniającego się świata, a w niektórych dziedzinach wprost nie sprawdzają się i że trzeba poszukiwać nowych rozwiązań. Zmieniający się świat dostarcza coraz to nowych problemów, a zadaniem polityki jest ich rozwiązywanie lub co najmniej podejmowanie prób ich rozwiązania.

Tuskowa filipika skierowana personalnie do Putina, nijak się miała do szczytu G20 podczas, którego były omawiane inne, o wiele bardziej ważne problemy dzisiejszego świata niż ideologiczny spór o kondycję liberalizmu.

Czemu miała więc służyć? Komu miała się podobać i kto miał na nią zwrócić uwagę?

Szkoda, że jako depozytariusz liberalnych wartości, który uznaje za przestarzałe: autorytaryzm, kulty osobowości, rządy oligarchów, skądinąd słusznie, nie wykorzystał swojej pozycji i nie dał świadectwa swoim przekonaniom upominając się o Dżamala Chaszukdżiego, o Abdullah’a Öcalan’a (jeśli wie kto to jest), o agresywne działania policji francuskiej wobec „żółtych kamizelek”, o ofiary na Placu Tiananmen oraz nie zechciał przestrzec świata przed chińskim eksperymentem społecznym, o którym coś tam wspomniał podczas „wykładu” na UW. Nie bez kozery byłoby wypomnieć Trumpowi, mur na granicy z Meksykiem i trzy spotkania z Kim Dzong Un’em oraz spróbować trochę ucywilizować, na europejską modłę, Jair’o Bolsonaro.

Dlaczego tego nie zrobił?

Bo nie czuje zmieniającego się świata i jest słaby, a odbiorcą wypowiedzi miał być polski wyborca, bo tu siłę politycznego argumentu mierzy się poziomem rusofobii, który to argument wykorzystuje się z braku merytorycznej dyskusji ze społeczeństwem między innymi na temat liberalizmu, którego objaśnianie Polakom idzie Tuskowi coraz gorzej. Paradoksalnie, wielu polskich wyborców przyznałoby rację Putinowi w kwestii liberałów, kiedy mówi o zadowolonych liberałach i ich bogatych gabinetach.

Donald Tusk mentalnie jest politykiem zaściankowym

Jego pojmowanie świata straciło swój walor nawet w Polsce a najbliższa przyszłość, czyli koniec pracy na stanowisku Przewodniczącego Rady Europy, określi rzeczywistą pozycję Tuska w świecie polityki. Oczywiście europejczycy nie dadzą mu zginąć, ale blask jego gwiazdy będzie równy temu czym świeci Komorowski, Marcinkiewicz, Kwaśniewski, Szydło, Buzek, jeden i drugi Duda, Kaczyński i cała reszta pośród, których brak polityków wielkiego formatu, a wszystko co osiągnęli to poziom zaścianka. Swoją społeczną akceptowalność, wynikającą z pełnionej funkcji, prawie zawsze utożsamiają ze swoimi walorami osobistymi. Przekonują się o tym i znikają z przestrzeni publicznej kiedy tylko tracą swoje polityczne tytuły.

Dziennikarze z FT, chcieli poznać zdanie Prezydenta Rosji w spawach nurtujących współczesny świat i nie zawiedli się. O jakości rozmów z nim, przekonują się wszyscy ci, którzy mają szansę rozmawiać, a przede wszystkim ci, którzy merytoryczność dyskusji przedkładają nad ideologiczne zacietrzewienie.

Ostatnie lata przynoszą wiele oczekiwanych bo koniecznych i  nieoczekiwanych bo nieprzewidywalnych zmian.

Stan stosunków międzynarodowych ukształtowany w wyniku II wojny światowej nie przystaje do nowej rzeczywistości. Rozpad bloku państw socjalistycznych, rozpad Związku Radzieckiego, poszerzanie się NATO i UE oraz nowy podział siły ekonomicznej państw sprawiają, że teraźniejszość nie mieści się w ramach prawnych stworzonych ponad 70 lat temu.

Pojawiły się teorie o końcu historii i o jedynej drodze, jaką wyznacza liberalna demokracja.

Wielu teoretyków i praktyków polityki zaczęło postrzegać świat w kategoriach jednowymiarowości, zapominając, o starej prawdzie, że życie nie znosi próżni. Wojna w Jugosławii i bombardowania NATO oraz konflikty na obszarze post-radzieckim nie były wystarczającym powodem do wprowadzenia korekt, bo wszystko było daleko od Ameryki.

Sygnałem ostatecznym był atak na WTC. Panika i strach ogarnęły wszystkich. Poszukiwano rozwiązań i argumentów wobec zaistniałego, a kiedy zabrakło logicznego wyjaśnienia zastosowano argument siły.

Świat stanął na krawędzi chaosu i stoi tam w poszukiwaniu drogi wyjścia.

Wojna w Afganistanie i Iraku, kolorowe rewolucje na północy Afryki i wojna w Syrii nie pozwalają stać z boku i czekać.

Liberalna demokracja wraz z jej nieprzestrzeganiem zasad lub ich brakiem w ogóle przestała odpowiadać na wyzwania zmieniającego się świata. Zasada, że silny żandarm zaspokaja wszystkie potrzeby z zasadą bezpieczeństwa włącznie także nie odpowiadała rzeczywistości.

Pierwszym, który powiedział o tym głośno był Władimir Putin. Stało się to na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w 2007 roku.

Wywiad dla FT jest w pewnym sensie podsumowaniem. Stopień wzburzenia czy zdziwienia związanego z wywiadem dla FT jest uzasadniony, ponieważ Putin nie prowadzi twitterowo – fejsbukowej polityki, więc każde jego wystąpienie jest wnikliwie obserwowane i komentowane.

Problem w tych ocenach pojawia się wtedy, gdy do komentowania wypowiedzi Putina zabierają się ludzie, którzy na co dzień zajmują się paplaniną na każdy temat w sieciach społecznościowych.

Rosjanin Denis Lisov z córką Sofią w Warszawie
© Sputnik . Alexey Vitvitsky
Politycy ci starają się być na bieżąco w sprawach błahych i w sprawach poważnych, przy czym stopień ich zaangażowania w temat pozostaje na tym samych poziomie, tj. brak głębszej analizy problemu, brak potrzeby wejścia w spór merytoryczny, który wymaga czasu i zaangażowania.

Putin mówi mniej ale z sensem.

Putin stawia pod dyskusje problem i jednocześnie przedstawia swój punkt widzenia w poruszanym temacie.

Putin jest trudnym dyskutantem, ponieważ podczas rozmowy posługuje się argumentami, faktami, które trudno obalić, że względu na ich obiektywną wartość.

Nigdy nie wdaje się w pyskówki, przez co wielu polityków nigdy tête-à-tête nie będzie miało okazji z nim dyskutować.

Tusk miał okazję na sopockim molo.

Aleksander Kwaśniewski, polski publicysta, Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Tusk: Nie zgadzam się z Putinem
Leszek Miller: „Zwykły szacunek dla sąsiada nakazuje wysłanie dyplomatycznych gratulacji"
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Tusk: „Ukraina może liczyć na Unię Europejską”
Kloss i Stirlitz
Tusk nie będzie kandydował na szefa KE. Juncker: „Na szczęście” (wideo)
Tagi:
żółte kamizelki, Financial Times, Sopot, liberalizm, Andrzej Duda, Jarosław Kaczyński, stosunki dyplomatyczne, polityka, Donald Tusk, Władimir Putin, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz