Widgets Magazine
22:59 16 Wrzesień 2019
Macedonia, Skopje

Czego Polska szuka na Bałkanach Zachodnich

© AP Photo / Thanassis Stavrakis
Opinie
Krótki link
Autor
8359
Subskrybuj nas na

W Poznaniu odbył się Szczyt Bałkanów Zachodnich, w którym uczestniczyło kilkudziesięciu ministrów gospodarki, spraw wewnętrznych i administracji szefów resortów spraw zagranicznych. Rozmawiano tam m in. o perspektywach wstąpienia krajów Bałkanów Zachodnich do Unii Europejskiej.

Jednym z kluczowych zagadnień Szczytu Bałkanów Zachodnich było określenie sposobów, jak pomóc w ich rozwoju gospodarczym.

Jak wynika z raportu „Kierunek Bałkany!” opublikowanego przez Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego "niemal wszystkie państwa Bałkanów Zachodnich należą do kategorii najmniejszych gospodarek europejskich i poza państwami Partnerstwa Wschodniego są najbiedniejszymi krajami w Europie". Czarnogóra, najbogatszy kraj Bałkanów Zachodnich, jest znacząco biedniejsza od Bułgarii, najbiedniejszego państwa członkowskiego UE.

"Łączny PKB krajów Bałkanów Zachodnich, mierzony parytetem siły nabywczej wynosi niespełna 275 mld USD (mniej niż Węgry)" - wynika z raportu.

Dlaczego Unia Europejska chce integracji z Bałkanami Zachodnimi?

W rozmowie ze Sputnikiem prezes Stowarzyszenia Europejska Rada na rzecz Demokracji i Praw Człowieka Janusz Niedźwiecki uzasadnia ważność tematu poznańskiej konferencji dwoma czynnikami.

„Pierwszy to fakt, że Unia Europejska musi się rozszerzać, ponieważ mamy Brexit, a integracja Ukrainy stanęła w martwym punkcie. Trzeba więc szukać nowych kierunków. Turcja to kierunek, który, jak się wydaje, też nie jest możliwy do zrealizowania z powodu wojny w Syrii i konfliktów między elitami europejskimi i Erdoganem” – uważa ekspert.

Jako drugi czynnik, Janusz Niedźwiecki wymienia tradycyjne, historyczne, kulturowe i wyznaniowe związki Bałkanów z Rosją. Dlatego wciągnięcie tego regionu do sfery euroatlantyckiej jest elementem geopolitycznej rozgrywki, w której chodzi o to, żeby te kraje przeciągnąć na swoją stronę, a więc tym samym osłabić rolę Rosji w tym regionie.

Zobacz też: W Poznaniu debatują o przyszłości Bałkanów

Komu to się opłaca?

„Jeśli chodzi o nurt gospodarczy, to trzeba na to spojrzeć z innej strony – uważa Janusz Niedźwiecki. Im słabszy kraj, tym lepiej dla Unii. Jeden z elementów negocjacji to kwestia, jakiej wysokości dotacje z funduszy unijnych otrzymają nowe państwa. Innymi słowy, za jaką kwotę pomocową ten rynek zostanie otwarty dla Unii Europejskiej. To oznacza, że dużo silniejsza gospodarka europejska wejdzie w te sfery, które są w gestii lokalnych producentów” – twierdzi ekspert.

Janusza Niedźwiecki jest przekonany, że im słabsze są te kraje, tym łatwiej będzie je zdominować.

„To miało już miejsce w Polsce: duża część polskiej gospodarki po wejściu do Unii Europejskiej po prostu upadła i jej miejsce zostało zajęte przez firmy z krajów unijnych. Takie sieci handlowe jak Lidl, Auchan, Biedronka i inne po prostu zamordowały polski handel, zmonopolizowały polski rynek. I to miało być zrekompensowane przez te wymienione fundusze pomocowe” – uważa Niedźwiecki.

Czy to była uczciwa wymiana? Ekspert ma co do tego wątpliwości. Według niego, jeśli chodzi o te kraje peryferyjne, to wystarczy, że będą dostarczać do UE półprodukty i że będzie można skorzystać w tych krajach z taniej siły roboczej tak, aby produkcja w tych krajach mogła być wykorzystywana do finalnej produkcji niemieckiej czy francuskiej.

„To jest po prosu plan zasilenia gospodarki unijnej. On jest konsekwentnie realizowany od lat trzydziestu-czterdziestu i z punktu widzenia Unii Europejskiej jest w dalszym ciągu opłacalny” - twierdzi Janusz Niedźwiecki.

Czy Polska może na tym skorzystać?

„Polska nie ma w tym interesu gospodarczego. Nic tam nie eksportuje, nic nie importuje. Polska nie ma możliwości kapitałowych, żeby wejść mocno na tamte rynki i próbować przejąć jakieś intratne sektory gospodarki. Interes Polski jest wyłącznie interesem geopolitycznym. Jeśli brać pod uwagę, że polska polityka zagraniczna jest de facto podporządkowana strategicznym celom Waszyngtonu, to sądzę, że dalej będzie wywierany nacisk na Serbię, żeby przyznała Kosowo i aby razem weszli do Unii.

Dorzuciłbym do tego kwestię tak zwanego Trójmorza, które, mówmy wprost, znajduje się pod patronatem amerykańskim. Chodzi o stworzenie sojuszu państw w opozycji do Niemiec, czyli, zgodnie z doktryną Brzezińskiego, stworzenie i rozszerzenie pasu sanitarnego, oddzielającego Niemcy od Rosji w miejsce Czech i Słowacji, które już nie są tak fanatycznie rusofobiczne jak wcześniej. Włączenie krajów bałkańskich w strefę Trójmorza jak najbardziej wpisuje się do tej koncepcji, która jest bardzo popularna wśród polskich elit politycznych. Stąd interes polski” - konkluduje Janusz Niedźwiecki.

Bałkany Zachodnie to przyjęte w Unii Europejskiej określenie dla sześciu krajów Europy Południowo-Wschodniej, objętych polityką rozszerzenia UE: Republiki Albanii, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry, Republiki Kosowa, Republiki Macedonii Północnej i Republiki Serbii. Spośród państw Bałkanów Zachodnich negocjacje akcesyjne z UE rozpoczęły Czarnogóra i Serbia.

Polska jest aktywnym członkiem tzw. „grupy przyjaciół rozszerzenia” – nieformalnej grupy państw członkowskich, które wspierają proces rozszerzenia, walcząc o utrzymanie dynamiki otwierania kolejnych rozdziałów czy jak najbardziej „pro-rozszerzeniowe” stanowiska UE. Szczególnie ważne dla Polski jest zaangażowanie Rosji, która traktuje ten region jako jedno z najważniejszych pól rywalizacji politycznej z Zachodem. Dlatego Polska jest konsekwentnym zwolennikiem rozszerzenia UE, co koliduje z linią polityczną reprezentowaną przez niektórych przywódców Starej Europy.

Zobacz również:

Serbia będzie zmuszona do wprowadzenia wojsk do Kosowa?
Skutki bombardowań: NATO chodziło o wciągnięcie Serbii do Sojuszu? (wideo)
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz