11:01 13 Grudzień 2019
Minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen

Byle nie wpaść z deszczu pod rynnę

© REUTERS / Mary F. Calvert
Opinie
Krótki link
Autor
4108
Subskrybuj nas na

Z wiadomości płynących z Brukseli można wnioskować, że Ursula von der Leyen, którą polski rząd poparł w walce o stanowisko szefa Komisji Europejskiej, twardo wypowiedziała się w kwestii migrantów.

Koliduje z polskim stanowiskiem tak samo, jak jej teza o stworzeniu mechanizmu utrzymania praworządności w Unii Europejskiej. Ursula von der Leyen poparła też cel neutralności klimatycznej do roku 2050, zablokowany między innymi, dzięki wysiłkom polskiej dyplomacji.

Szczególnie ważnym wydaje się fakt, że Niemcy dążą do przełamania impasu w kwestii relokacji przybywających do Europy migrantów. Ponieważ ogólnounijny konsensus jest niemożliwy, Berlin buduje koalicję państw, „chętnych migrantom”, które dobrowolnie będą przyjmować przybyszów. „Niechętnym” zaś mogą grozić kary finansowe.

O skomentowanie tych doniesień Sputnik zwrócił się do polityka, byłego europosła, Piotra Ikonowicza.

Von der Leyen nie tyle nie chętny urzędnik unijny, ile przeciwnik polityczny

„Niewątpliwie, z punktu widzenia rządu każda inna kandydatura była lepsza od Timmermansa. Bo Timmermans nie tylko wykonywał obowiązki unijne, ale prowadził również walkę polityczną z rządem w Warszawie. Trudno się było spodziewać, że rząd w Warszawie będzie chętnym okiem patrzył na to, że na czele Komisji Europejskiej stanie nie tyle niechętny urzędnik unijny, ile po prostu przeciwnik polityczny. To jest jasne. Pytanie, czy polski rząd nie wpadł z deszczu pod rynnę, i czy nie okaże się, że proponowana i popierana przez Warszawę pani przewodnicząca Komisji Europejskiej nie okaże się równie czy bardziej nieprzejednanym przeciwnikiem na różnych polach? Tego nie wiemy i myślę, że tego się dowiemy dopiero, gdy ona tę funkcję wykona, zwłaszcza, że brak jakichś oficjalnych wiadomości o jej działaniach” – uważa Piotr Ikonowicz.

Polityk stwierdza, że Ursula von der Leyen nie była osoba z pierwszego szeregu polityków europejskich, przynajmniej medialnie. Ale, niewątpliwie, pełniła ważne funkcje. Jest doświadczona i zapewne nadaje się.

Czy Polska będzie ukarana?

Poruszając sprawę praworządności, rozmówca Sputnika powiedział, że, co dotyczy tych wszystkich procedur, dotyczących praworządności, to nie widzę tu, żeby miało dojść do jakiegoś przełomu.

„O standardzie unijnym zaczęło się mówić w sprawie praworządności stosunkowo niedawno. Przypadków niepraworządności w różnych innych krajach było bez liku. Natomiast nie sądzę, żeby cała konstrukcja europejska stała się w sumie bardzo krucha. Po Brexicie wszyscy są pełni obaw, że jeżeli w Brukseli zdecydują się na mocne ściąganie cugli, to dojdzie do dalszej destrukcji, dekonstrukcji Unii Europejskiej, co byłoby fatalne w skutkach. Ja nie sądzę, żeby ze sprawy praworządności, która toczy tak długo, coś miało wyniknąć, bo pewnie już by wynikło. Nie sądzę, żeby Polska miała być ukarana. Zwłaszcza, że w innych dziedzinach, takich, jak chociażby wzrost gospodarczy, Polska jest liderem. To daje jej dość mocną pozycję” – powiedział polityk.

Kryzys migracyjny czy wędrówka ludów

Co do uchodźców, Piotr Ikonowicz sądzi, że sprawa solidarności europejskiej jest tu oczywista.

„Natomiast w sprawie uchodźców – ja nie lubię słowa migranci – bo ono jest jakieś takie nieprzyjemne. Ja jednak mówiłbym o uchodźcach, bo, jeśli oni nie uciekają przed wojną, to uciekają przed brakiem dostępu do wody pitnej, przed głodem, przed masowym bezrobociem, przed nędzą. I mają prawo uciekać. Oczywiście, my powinniśmy ich przyjmować, natomiast sprawa jest o wiele bardziej złożona. My mieliśmy przypadki, kiedy jakaś gmina chciała przyjąć tych migrantów, parafia się przygotowała, były orkiestry, tylko, że oni uciekli dalej do Niemiec, bo było to tuż przy granicy. Bo tam jest im łatwiej. Tam jest po prostu bogatsze państwo, bardziej szczodre, jeżeli chodzi o element socjalny. I wiadomo, że tak jak z Francji uciekają do Wielkiej Brytanii – jest tam wielki przepływ i ten problem w Calais, tak tu będzie też taki problem – po prostu nie będą chcieli tu być, i nikt ich tu przymusowo nie przywiezie. Chyba, że jest taki pomysł, żeby urządzić w Polsce obozy dla tych uchodźców. Ale dlaczego zamykać w obozie kogoś, kto nie popełnił żadnego przestępstwa, tylko po prostu jest biedny i ucieka? – mówi Piotr Ikonowicz.

Jego zdaniem problem polega na tym, że mamy do czynienia z wędrówką ludów, i ci biedni, często ograbieni przez Zachód, biegną za swoim portfelem, czyli za tym bogactwem, z którego wydrenowano ich kraje.

„Ten problem nie sprowadza się tylko do dyskusji między Berlinem a Warszawą, czy między Paryżem a Warszawą. Po prostu im bogatsze kraje, tym bardziej do nich będą napływali uchodźcy. Wysłanie ich do mniej bogatych krajów będzie trudne. Moim zdaniem nie da się obronić tezy o przewożeniu ich w zamkniętych pociągach, bo to za bardzo przypomina znane nam z historii obrazki. Tutaj, niezależnie od rasistowskiego czy ksenofobicznego tonu Warszawy, są obiektywne powody, dla których bardzo trudno będzie zmusić przybyszów, żeby osiedlili się w Polsce. Z innej strony, blisko 2 miliony uchodźców mieszka i pracuje w Polsce. Więc nie jest tak, że Polska nie wyciąga ręki do ludzi, którzy w pogoni za lepszym losem przekraczają granice. Polska nie tylko wyciąga rękę, ale też korzysta, bo mamy tutaj swoje korzyści: Polacy pojechali na Zachód. Bo powtarzam, jest to wędrówka ludów. Polacy migrują za chlebem na Zachód, Ukraińcy i Białorusini też coraz bardziej na Zachód i do nas. Jest to obiektywne zjawisko wędrówki ludów, któremu żaden polityk po prostu nie zapobiegnie, chyba, że zaczniemy zatapiać łodzie i strzelać. Ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie – stwierdził polityk.

Dlaczego Polacy są przeciwni napływowi migrantów?

W rozmowie ze Sputnikiem wspomniano wypowiedź europosła PiS i byłego ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, który pytany o to, czy Polska powinna brać udział w „koalicji chętnych”, odpowiedział: „I tak, i nie. Jeżeli będą brani pod uwagę migranci również z Ukrainy, to tak, ale jeśli pod uwagę będą brani jedynie migranci z Afryki i Bliskiego Wschodu, to nie”. Odnosząc się do pytania, czy takie stanowisko znajdzie w Polsce poparcie opinii publicznej, Piotr Ikonowicz wyraził pewne wątpliwości.

„Ja myślę tak: po pierwsze, polska opinia publiczna, duża część polskiego społeczeństwa została wprowadzona w błąd czy postraszona tymi zagrożeniami, jakie mogą wyniknąć z napływu ludzi z Afryki Północnej czy Półwyspu Arabskiego, zupełnie niezasadnymi oczywiście. Ale przy dzisiejszym stanie świadomości, rzeczywiście, duża część polskiej opinii publicznej będzie przeciwna napływowi tych ludzi, dlatego że po prostu ich przekonano, że to są fanatycy religijni, terroryści, włącznie z tym, że Jarosław Kaczyński wypowiedział na to niefortunne zdanie, że oni przenoszą jakieś zarazki. Czyli generalnie ta ksenofobiczna postawa, która wynika ze strachu i nieznajomości, się utrzymuje” – uważa polityk.
Według niego ilekroć Prawo i Sprawiedliwość chce zwiększyć swoje notowania w sondażach, wyciąga tę kartę niechęci rasowej czy kulturowej wobec tej grupy uchodźców.

„Im bardziej PiS ten temat eksploatuje, tym większe jest zwycięstwo PiS-u. Ale nie przybliża to nas do rozwiązania problemu. Jednocześnie ja też wskazuję na to, że ten napływ ludzi z Europy Wschodniej ma pewne znaczenie, bo pokazuje Polskę jako kraj, który przyjmuje jakąś część ludzi w potrzebie, tyle że akurat z innych kierunków. Tu łatwiej jest im asymilować się” – powiedział na zakończenie Piotr Ikonowicz.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Komisja Europejska chce przypilnować kontroli w polskich rzeźniach
Komisja Europejska interweniuje ws. przekopu Mierzei Wiślanej
Nowa kandydatka na szefa Komisji Europejskiej: Polska popiera?
Tagi:
Ursula von der Leyen, Komisja Europejska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz