Widgets Magazine
13:53 24 Sierpień 2019

Azjatyckie NATO, czyli na co uważać i z kim się jednoczyć

© AP Photo / Kin Cheung
Opinie
Krótki link
Sofia Mielniczuk
6224

Obawa, że Chiny utworzą blok wojskowy w Azji, istnieje od wielu lat. Amerykanie ostrzegają: do kolejnego poważnego konfliktu zbrojnego dojdzie właśnie na półkuli wschodniej i trzeba się do niego przygotować. Czy Pekin zamierza otoczyć się sojusznikami?

Sojusz azjatycki

Umowy międzynarodowe, które były fundamentem stabilności, są zrywane, a pozornie niewzruszone sojusze tkwią w kryzysie. Nawet najbardziej autorytatywne platformy negocjacyjne nie pomagają w osiągnięciu porozumienia. Podczas gdy eksperci zastanawiają się, co z tym zrobić, przywódcy muszą myśleć o bardziej palących kwestiach, przede wszystkim o bezpieczeństwie.

W czerwcu Xi Jinping - przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej, którą teraz można uznać za supermocarstwo – spotkał się z eurazjatyckimi kolegami w Duszanbe na Konferencji na temat Interakcji i Środków Budowy Zaufania w Azji (CICA). Zaproponował na niej zastanowienie się nad „strukturą bezpieczeństwa” regionu z uwzględnieniem wszystkich jego cech szczególnych.

Niektórzy obserwatorzy i media widzą w tym chęć stworzenia sojuszu jako przeciwwagi Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, swego rodzaju azjatyckiego NATO. Jednak zjednoczenie się przeciwko Zachodowi w ramach bloku azjatyckiego jest bardzo problematyczne.

Na kogo stawiają Chiny

Droga Chin do statusu wielkiego mocarstwa i jednej z największych gospodarek na świecie nie była łatwa. Teraz każdy sukces Pekinu jest postrzegany przez konkurentów jako zagrożenie - przede wszystkim przez Amerykanów. Biorąc pod uwagę, jak gorliwie i niezbyt krępując się w słowach Stany Zjednoczone w ostatnich latach krytykują Chiny, logiczne jest założenie, że w odpowiedzi na wezwania do „przeciwstawienia się chińskiemu zagrożeniu” Pekin spróbuje utworzyć sojusz prawdziwych przyjaciół, którzy są gotowi przyjść w każdej chwili z pomocą.

Jednak dlaczego Xi Jinping właśnie teraz mówi o „strukturze bezpieczeństwa” w Azji i zwraca na siebie tyle uwagi? Odpowiedź na to pytanie być może znajdziemy w raporcie Pentagonu opublikowanym 1 czerwca, dwa miesiące do przemówienia przewodniczącego Chin. W dokumencie dotyczącym strategii USA w Indo-Pacyfiku Chiny są ostro krytykowane (za ustrój polityczny, ekspansję, partię komunistyczną), a Tajwan jest nazywany „państwem” (de jure to chińska prowincja). Amerykańscy wojskowi czepiali się też Moskwy i Pjongjangu, ale Pekinowi dostało się najbardziej.

Chociaż autorzy raportu nie wspominają o możliwości utworzenia bloku militarnego przez Chiny w regionie, należy zauważyć, że Stany Zjednoczone już współpracują z sąsiednimi krajami w kwestii powstrzymania ChRL. Rzeczywiście wydaje się, że pierścień amerykańskich sojuszników zacieśnia się wokół Chin: Japonia, Australia i Indie są częścią czterostronnego dialogu na temat bezpieczeństwa (QUAD), a w Azji Południowo-Wschodniej są wiarygodni partnerzy.

- W regionie są wyzwania. To, co powiedział Xi Jinping, nie jest jego osobistymi agresywnymi planami, ale wymuszoną reakcją – powiedział w rozmowie ze Sputnikiem Siergiej Sanakojew, szef Rosyjsko-Chińskiego Centrum Analitycznego ANO Centrum Studiów ATP.

O tym, że bezpieczeństwo powinno mieć ofensywny charakter, w Chinach zaczęto mówić dość niedawno. W 2015 roku opublikowano ostatnią Białą Księgę, podstawowy publiczny dokument strategiczny. We wcześniejszych wydaniach o obronie zagranicznych interesów kraju rozpisywano się znacznie skromniej, kładziono nacisk na zachowanie integralności państwa i jego suwerenności. Aktualnie w sprawach bezpieczeństwa Chiny polegają nie tylko na sobie.

Najważniejszą rzeczą dla Pekinu jest teraz możliwość spotkania się z kolegami, omówienia problemów i wspólnego zastanowienia się nad ich rozwiązaniem. W tym celu istnieje Forum Współpracy Gospodarczej Azji i Pacyfiku, grupa BRICS, sama CICA i Szanghajska Organizacja Współpracy - główna struktura w tej chwili pod względem bezpieczeństwa w Azji. To właśnie na tej platformie Pekin przedstawia inicjatywy, rozszerza zaufanie i proponuje różnego rodzaju wydarzenia korzystne dla wszystkich (win-win).

Zdaniem Siergieja Sanakojewa Xi Jinping nie powiedział nic nowego w Duszanbe. – W Azji są już formaty zajmujące się bezpieczeństwem zbiorowym. Na tej podstawie będzie wdrażane to, o czym mówił przewodniczący Chin – powiedział ekspert.

Na co uważać i z kim się zjednoczyć

W rzeczywistości Chiny nie mają powodu, by stawać się otwartym antagonistą Stanów Zjednoczonych i tworzyć blok wojskowy. Porozumień i deklaracji, które Pekin podpisuje z innymi krajami, nie można nazywać sojuszami.

„Azjatyckie NATO” jest w zasadzie niemożliwe, twierdzi Wasilij Kaszyn, starszy pracownik naukowy Centrum Systemowych Studiów Europejskich i Międzynarodowych Wyższej Szkoły Ekonomicznej. Kraje azjatyckie są większe od europejskich, mają wiele swoich zobowiązań i interesów, które realizują.

- Dyskusje na temat tego, że Chiny stworzą własne NATO, wynikają z niezrozumienia tego, jak działa polityka w Azji – wyjaśnił ekspert. – Ludzie wykorzystują gotowe szablony, analogie z zimną wojną, które w regionie azjatyckim nie działają - dodał. Jego zdaniem ład azjatycki jest bardziej skomplikowany od europejskiego, nakładanie szablonów nie ma sensu.

W Azji nie ma jednego zunifikowanego sojuszu, co znacznie ogranicza możliwości Stanów Zjednoczonych w regionie. – Amerykanom nie uda się zjednoczyć azjatyckich partnerów – wyraził przekonanie Kaszyn. – Nawet Japonię i Koreę Południową jest trudno zmusić do współpracy – podkreślił.

Jednocześnie podstawą bezpieczeństwa Tokio jest sojusz z USA. Australia też jest wiernym sojusznikiem Stanów. Podpisanie z Chińczykami jakiegokolwiek dokumentu w sferze obronnej wstępnie będzie omawiane z Waszyngtonem.

Inaczej jest w przypadku Indii, Azji Południowo-Wschodniej i Oceanii. Jak podkreślił ekspert, tutaj Chiny zwrócą się w pierwszej kolejności o wsparcie. Delhi oficjalnie należy do QUAD, ale dla Hindusów jest to tylko okazja do omawiania pewnych kwestii, a nie zobowiązanie do przyłączenia się do antychińskiej inicjatywy. Ponadto amerykańsko-indyjskie stosunki są dalekie od bliskiej przyjaźni.

W Azji Południowo-Wschodniej obawy budzi perspektywa wyboru między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Na wezwania wiceprezydenta USA Mike'a Pence'a do wypowiedzenia się przeciwko agresji, najwyraźniej chińskiej, premier Singapuru Lee Sianglun odpowiedział w następujący sposób: „Jeśli przyjaźnisz się z dwoma krajami, które są po przeciwnych stronach barykady, czasami udaje się żyć w zgodzie z obydwoma, ale bywa to dość niewygodne”.

- Sądzę, że najlepiej zrobimy, jeśli nie staniem po żadnej ze stron – podsumował. – Jednak okoliczności mogą być takie, że trzeba będzie wybierać. Mam nadzieję, że szybko do tego nie dojdzie – podkreślił.

Czyli państwa ASEAN nie śpieszą do tego, aby znaleźć się po różnych stronach barykady.

Innym interesującym obszarem, który jest praktycznie ignorowany, jest Oceania. Interesy wszystkich głównych graczy w regionie Azji i Pacyfiku krzyżują się tam: USA, Chin, Japonii i Australii. Poważna walka toczy się o wpływ na tej małej wyspie, a ten, kto daje więcej pieniędzy, zainwestuje w infrastrukturę. Jednak warunkowe Kiribati, Vanuatu i Fidżi, jak każde małe państwo, obawiają się, że sprzeczności będą się nasilać i będą musiały wybrać. Postarają się – zdaniem Kaszyna - unikać tego jak najdłużej.

Tworzenie sieci sojuszy wojskowo-politycznych pozostaje nadal poza planami chińskiego kierownictwa. Uznanie takiej potrzeby oznaczałoby rewizję całej koncepcji polityki zagranicznej, która istnieje od czasów chińskiego architekta transformacji Deng Xiaoping. Pokojowa retoryka jest jednak nadal częścią wizerunku Chin na arenie międzynarodowej. Ale Pekin nie ukrywa, że wzmocnienie sił zbrojnych jest ważnym zadaniem.

Jedna z koncepcji Deng Xiaopinga - zbiorowe przywództwo – już została zrewidowana. Xi Jinping wprowadził zmiany do statutu partii i zapewnił sobie nieograniczone czasowo rządy. Nikt nie wiem, jakie kolejne przewartościowania czekają Pekin.

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tagi:
Xi Jinping, NATO, Azja, USA, Chiny
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz