Widgets Magazine
05:16 25 Sierpień 2019
Wybory parlamentarne na Ukrainie

Gorące wyborcze lato na Ukrainie: Zełenski przed wielką próbą

© Sputnik . Igor Maslov
Opinie
Krótki link
Dawid Blum
Wybory do Rady Najwyższej na Ukrainie (13)
1120

Wyniki exit poll mówią jasno: partia Wołodymira Zełenskiego wygrywa w cuglach. Sługa Narodu zgromadziła aż 43,9 proc. poparcia.

Drugie miejsce zajęła Opozycyjna Platforma - Za Życie, na którą głosowało 11,5 proc. wyborców. Na trzecim miejscu znalazła się Europejska Solidarność byłego prezydenta Petra Poroszenki z poparciem 8,9 proc. Do rozmów koalicyjnych „telewizyjny prezydent” zaprosił ponoć partię Głos.

W przyspieszonych wyborach parlamentarnych startowali reprezentanci aż 64 ugrupowań, ale tylko 5 od początku miało realną szansę na wejście do Rady Najwyższej – w tym Sługa Narodu.

Zobacz też: Wybory na Ukrainie: Znamy pierwsze wyniki

Większość parlamentarna dla prezydenckiej partii w Polsce wydawała się czymś oczywistym. W mediach dominował przekaz podobny do tego, który szedł z innych europejskich stolic: jak najmniej otwartej krytyki i bardzo dużo frazesów o oczekiwanej europejskości. Tylko nieliczni komentatorzy wyrażali obawy, że partia Zełenskiego, który de facto został wybrany na prezydenta nie mając ugruntowanego zaplecza politycznego – grozi kolejnym rozkwitem republiki oligarchów.

Wybrali kota w worku

Z Warszawy nie patrzy się szczególnie wnikliwie na politykę wewnętrzną Ukrainy. Generalnie tajemnicą poliszynela jest, że nowy prezydent prawdopodobnie odda politykę zagraniczną w ręce większych od siebie zewnętrznych graczy (Kołomojskiego, Sorosa, Pinczuka) w zamian za względną swobodę w polityce wewnętrznej. Natomiast nawet w tej kwestii trudno z Zełenskiego wyciągnąć jakiekolwiek konkrety.

© Sputnik . Sergey Averin
Jak twierdzi w Polskim Radiu Jewhen Mahda, dyrektor Instytutu Polityki Światowej w Kijowie, prezydencka partia nie obiecuje nic konkretnego, stara się utrzymywać sympatię wyborców poprzez  zaspokajanie ich pragnienia nowych twarzy w polityce. A to tendencja „kontrproduktywna”, która, tak jak w przypadku polskiego Kukiz’15 może sprawdzić się raz. Wkrótce jednak wyborcy zdemotywowani brakiem konkretów i lawirowaniem odpłyną, nie powtarzając już sukcesu w kolejnych wyborach.

Według Mahdy, w przeciwieństwie do Europejskiej Solidarności Petra Poroszenki (który otwarcie opowiada się za kursem na NATO i UE) i w przeciwieństwie do Opozycyjnej Platformy - Za Życie (ta z kolei jest jawnie prorosyjska), Zełenski nie ma w kampanii jasnej strategii, gra na sympatię, jaką budzi jego osoba. Na razie jednak według eksperta ta droga się sprawdza. Rywale prezydenta zyskiwali w sondażach, kiedy nie krytykowali go otwarcie, a starali się prezentować życzliwą chęć współpracy.

Ale Polskę w medialnych analizach interesowały generalnie dwa główne aspekty nowej władzy:

Migranci zarobkowi i proeuropejski kurs

W kwestii wyjazdów ukraińskich obywateli do Polski raczej nic się nie zmieni. Obie strony zainteresowane są kontynuacją polityki Petra Poroszenki w tym zakresie. Polska zyskuje tanią siłę roboczą, Ukraina zaś – pieniądze przywożone do kraju. Sługa Narodu prawdopodobnie utrzyma tę tendencję bez zmian, ale i bez większego zacieśniania gospodarczych więzów.

Zobacz też: „Tania milcząca siła robocza”: Ukrainka narzeka na pracę w Polsce

Jeśli natomiast chodzi o deklaratywną europejskość nowych władz Ukrainy, to zarówno polski rząd, jak i opozycja mówią jednym głosem. Arkadiusz Mularczyk oraz Grzegorz Schetyna w mediach wyrażali życzenie, by „Ukraina wybrała mądrze”. Obaj dodali, że w tych wyborach „powinniśmy być razem”.

„Chciałbym życzyć Ukraińcom dobrego, mądrego wyboru. Liczę, że wybiorą Europę, wybiorą wspólnotę europejskich wartości, wybiorą solidarność i otwartość. Wybiorą szacunek dla swojej historii i dla sąsiadów” – mówił Schetyna podczas piątkowego spotkania Łemków w Zdyni w powiecie małopolskim.

Pojawiły się również nawiązania do wspólnej historii, również do jej bolesnych aspektów. Na razie jednak nic nie wskazuje, by w kwestii uznania rzezi wołyńskiej czy zmiany nabożnego stosunku do postaci Stepana Bandery w Kijowie cokolwiek miało się zmienić.

Można się jednak spodziewać, że Warszawa będzie popierać telewizyjnego prezydenta i jego rząd (choć na razie nie zdecydowano się ujawnić nawet nazwiska potencjalnego kandydata na to stanowisko) tak długo, jak długo będzie w opozycji do sił jawnie prorosyjskich.

Oligarchowie kontra oligarchowie

To między nimi rozgrywała się ta kampania wyborcza. Oskar Górzyński z wp.pl zwraca uwagę na starcie tytanów, którzy prześcigają się na pomysły na załagodzenie konfliktu w Donbasie. Mają je zarówno Wiktor Pinczuk, jeden z mentorów „Sługi Narodu”, zięć Leonida Kuczmy, jak i Igor Kołomojski. Z tym, że Pinczuk wspierał ze swojej kasy nie tylko obecnego prezydenta, nie szczędził wyrazów poparcia również partii Julii Tymoszenko.

Po wygranych przez partię Zełenskiego wyborach główną siłą opozycyjną stanie się kolejny mocny gracz: Wiktor Medwedczuk, zwany przez prozachodnich Ukraińców „księciem ciemności” z powodu bliskiej znajomości z Władimirem Putinem. To on stoi za antymajdanową Opozycyjną Platformą - Za Życie. I można się spodziewać, że to przeciwko niemu Warszawa będzie zagrzewała do walki obecnego prezydenta.

Medwedczuk nie jest bowiem postacią szczególnie przez Polaków lubianą: to on w poprzedniej kadencji odgrywał kluczową rolę jako pośrednik między Petrem Poroszenką i Władimirem Putinem. Przyczynił się między innymi do kilku całkowicie pokojowych wymian więźniów i jeńców, w tym do głośnego uwolnienia uwolnienia Nadii Sawczenko.

Zobacz też: Nowy prezydent Ukrainy to ulubieniec oligarchów?

Jakby był na planie filmowym

– Te wybory są kontynuacją wyborów prezydenckich. Ugrupowanie Zełenskiego płynie na fali jego kampanii wyborczej, przedstawiając się jako całkowicie nowa siła polityczna, w żaden sposób niepowiązana z politykami starej generacji. Niestety, nie widzę w tych działaniach żadnego jasno wyznaczonego celu, żadnego mniej więcej realistycznego i konkretnego programu ani strategii – powiedział w rozmowie z TVN24 analityk polityczny z kijowskiego Centrum im. Razumkowa Wiktor Zamiatin. Twierdzi, że jedyne, czego można być pewnym to to, że Zełenski nie będzie kontynuował polityki Poroszenki, pójdzie raczej za głosem tej frakcji w swojej partii, która ciągnie na zachód.

Wyzwaniem może okazać się program reform socjalnych i walki z korupcją. Tutaj też na razie konkretów brak – oprócz tego, że trwają rozmowy, by w budżecie na kolejny rok uwzględnić finansowanie od MFW. Na razie jednak według Zaminatina „Zełenski zachowuje się tak, jakby kręcił o sobie film”.

„Idzie nowe, ale w starym stylu” – tak sytuację komentuje TV Biełsat. Według Michała Kacewicza „drużyna Ze” zbudowana jest na bardzo kruchych fundamentach. To „zbieranina ludzi pospieszenie i na gwałt poszukiwanych, by zapełnić listy kandydatów Sługi Narodu. Są tam wytrawni politycy, ale ci z drugiego, trzeciego garnituru. Tacy, którzy mają wielkie ambicje, lecz do tej pory buszowali na zapleczu ukraińskiej polityki. Są wasale wielkich oligarchów, lobbyści (np. ci z coraz prężniejszego lobby rolno-spożywczego), ludzie pomniejszego, lokalnego biznesu”.

Podobnego zdania jest Maciej Wiśniowski, redaktor naczelny portalu Strajk.eu, który w poniedziałek 22 lipca rano skomentował świeże sondażowe wyniki dla Sputnika: „Ukraińcy są zmęczeni starą gwardią i bardzo liczą na zmiany. Ale sęk w tym, że oligarchat z jednej strony i środowiska nacjonalistyczne z drugiej raczej nie pozwolą Zełenskiemu wprowadzić zmian, nawet jeśli on rzeczywiście ma takie szczere chęci. Po prostu nie dadzą mu zmienić Ukrainy. Również w stosunkach z Polską wielkich zmian raczej nie ma co oczekiwać. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem po zwycięstwie partii Zełenskiego jest dziś chaos”.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Wybory do Rady Najwyższej na Ukrainie (13)

Zobacz również:

Wybory na Ukrainie: Kolejki przed lokalami wyborczymi w Warszawie
Tagi:
wybory, Ukraina
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz