01:14 07 Grudzień 2019

Loty Kuchcińskiego, czyli Smoleńsk 2.0

© Fotolia / Stefano Garau
Opinie
Krótki link
Autor
3615
Subskrybuj nas na

„Politycy nie wyciągnęli wniosków z katastrofy pod Smoleńskiem” – ostrzegają piloci po tym, jak Kancelaria Sejmu opublikowała szczegóły przelotów Marka Kuchcińskiego.

– Przepisy dopuszczają odstępstwa, ale tylko w szczególnych, uzasadnionych przypadkach. Tymczasem, na podstawie tego, co wiemy o podróżach Kuchcińskiego, odstępstwa w procedurze HEAD stają się dziś normą – stwierdził Maciej Lasek, były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Okazuje się bowiem, że loty Marszałka Sejmu niekoniecznie spełniały wymagane procedury bezpieczeństwa. A to po 10 kwietnia 2010 roku powinna być świętość – szczególnie dla członków partii, która straciła wówczas swojego prezydenta.

Wszystkie loty Kuchcińskiego miały status superważnych lotów HEAD, ale tylko połowa została zamówiona w terminie – czyli w ciągu (przynajmniej!) 48 godzin.

Aż 49 z nich zostało zamówionych z dnia na dzień. Nie pilnowano również zaleceń instrukcji HEAD: tylko w 30 przypadkach wpisano do zamówienia tzw. zapasowy statek powietrzny (musi on pozostawać w gotowości w momencie, gdy odbywa się przelot najważniejszych osób w państwie). Tylko w 23 przypadkach dysponowano pełną imienną listą pasażerów przebywających na pokładzie.

Zobacz również: „Za Stalina i za Hitlera tego nie było”. Posła poniosło w opolskim urzędzie (wideo)

Посмотреть эту публикацию в Instagram

#poprad #tatry W drodze na spotkanie Prezydiów Sejmu RP i Rady Narodowej Słowacji w Tatrzańskiej Łomnicy

Публикация от Marek Kuchciński (@marek_kuchcinski)

Onet ujawnił, że w okresie od marca 2018 r. do maja 2019 r. polityk odbył 98 lotów różnymi typami maszyn, w tym wojskowymi śmigłowcami. Z raportu Centrum Informacyjnego Sejmu wynika, że lotów rządowymi maszynami w sumie między 17 marca 2016 r. a 22 lipca 2019 r. było 135. W wykazie lotów opublikowanym przez CIS znajdują się m.in „wręczenie nagrody dla milionowego pasażera pociągu relacji Przemyśl-Kijów” czy „wmurowanie aktu erekcyjnego pod budowę Przemyskiego Centrum Rozwoju Badmintona”: w tym celu marszałek odbywał kosztowne podróże na (teoretycznie) najwyższym stopniu mobilizacji ochrony. Wyliczono, że podróżował tak za 4 miliony złotych – naturalnie z kieszeni polskiego podatnika.

Dziennikarze uważają, że raport ten i tak jest niekompletny. „W swoim wykazie CIS nie uwzględniło 12 przelotów marszałka Sejmu, potwierdzonych dokumentami, do których dotarł Onet. Poza tym w 10 przypadkach liczba pasażerów na pokładzie różniła się od deklarowanej w zapotrzebowaniach na lot, składanych przez gabinet Kuchcińskiego. Dwa razy brakuje liczby podróżnych” – czytamy w dzisiejszej publikacji Pawła Czernicha.

Sprawa kosztownych przelotów, które w dodatku okazały się również niezbyt bezpieczne, ujrzała po raz pierwszy światło dzienne 25 lipca. Marszałek Kuchciński do tej pory milczał. W końcu zdecydował się zabrać głos na antenie TVP Info. Ale winny się najwyraźniej nie czuje.

Zobacz również: Dziewięć lat po Smoleńsku. Temat-widmo

– Jedną z przyczyn obecnej popularności Sejmu jest to, że od początku zachęcałem posłów, by wychodzili na zewnątrz do ludzi, by organizowali spotkania. Sam to czyniłem – moje podróże poza Warszawę to udowadniają. To jest forma konsultacji społecznych – mówił 5 sierpnia, dodając, że media podają informacje o jego podróżach, wyrywając je z kontekstu.

Do stwierdzenia, że to, co robi, to „prosta droga do kolejnego Smoleńska” nie raczył odnieść się na wizji.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Kuchciński: żadnego skandalu nie było, nieprawdziwe  insynuacje
W aferze Kuchcińskiego wizerunkowo traci państwo
Kuchciński: W Polsce mamy do czynienia z wojną cywilizacyjną
Tagi:
katastrofa smoleńska, podróże, Marek Kuchciński, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz