07:30 06 Grudzień 2019
Mateusz Piskorski

I ty możesz zostać szpiegiem

© East News / Anna Abako
Opinie
Krótki link
Autor
71261
Subskrybuj nas na

Na fali szpiegomanii w krajach Europy Środkowo-Wschodniej dochodzi do prób nowej interpretacji pojęcia samego szpiegostwa.

W Polsce i kilku innych państwach regionu prowadzone są ożywione dyskusje na temat możliwych zmian prawnych, które doprowadzić mogą w perspektywie do karania osób w jakikolwiek sposób kwestionujących oficjalną politykę władz.

O dryfie w kierunku autorytaryzmu mówią już prawnicy, politologowie i obrońcy praw człowieka.

W Polsce, choć nie doszło do zmiany przepisów, ofiarą podobnych rozszerzających interpretacji prawnych padł politolog i działacz społeczny dr Mateusz Piskorski, z którym rozmawia rosyjski publicysta Igor Stanow.

— Na czym polegać miało rzekome szpiegostwo, o które został Pan oskarżony przez polską Prokuraturę Krajową?

— Zastanówmy się chwilę, czym jest szpiegostwo. Na początek weźmy jego definicję słownikową.

Otóż nie tylko w słownikach języka polskiego, ale też w słownikach innych języków pojęcie to ma dość jednoznaczną konotację – wiąże się z przekazywaniem niejawnych informacji obcym wywiadom, które może spowodować szkodę lub zagrożenie bezpieczeństwa państwa, którego informacje te dotyczą. Taki jest też społeczny, powszechny odbiór tego terminu, wynikający z lektur, edukacji, filmów.

Jako politolog jestem zwolennikiem podejścia instytucjonalnego: wywiad to wywiad, a nie każda struktura państwa lub organizacja. Mamy zatem określone organy, funkcjonujące na podstawie odrębnych ustaw, których zadaniem jest zbieranie, przetwarzanie i opracowywanie informacji niejawnych, przekazywanie tych informacji decydentom, którzy na ich podstawie podejmują określone rozstrzygnięcia polityczne czy wojskowe.

W polskim prawie szpiegostwo charakteryzuje art. 130 Kodeksu karnego z 1997 roku. I tutaj też, sądząc po komentarzach i wykładniach profesorów prawa, ale też po uzasadnieniu ustawodawcy do ustawy Kodeks karny sprawa jest jasna: szpiegostwo to przekazywanie informacji wywiadowi obcego państwa.

Nie zostałem oskarżony o przekazywanie żadnych informacji, co w swoim komunikacie przyznaje sama prokuratura.

Mateusz Piskorski. Warszawa. 6 listopada 2017 r.
© Zdjęcie : Nabil Al-Malazi
Mateusz Piskorski. Warszawa. 6 listopada 2017 r.

— Zatem na jakiej podstawie prawnej przetrzymywano Pana przez prawie trzy lata w areszcie śledczym bez wyroku, a obecnie nadal ogranicza się Pańską wolność, bo przecież przed Sądem Okręgowym w Warszawie toczy się Pańska sprawa?

— Bez podstawy prawnej, jak powiedziałby prezes rządzącej partii, „bez żadnego trybu”.

Oskarżono mnie bowiem o działania, które w myśl obowiązującego w Polsce Kodeksu karnego nie stanowią przestępstwa.

W komunikacie prokuratury czytamy, że zarzucono mi próby kształtowania opinii publicznej w Polsce w sposób odpowiadający punktowi widzenia Federacji Rosyjskiej.

Ja na tej podstawie spędziłem trzy lata za kratami aresztu, zaś obywateli rosyjskich, na przykład wieloletniego korespondenta RIA Nowosti w Warszawie Leonida Swiridowa czy profesora Dmitrija Karnauchowa, „bez żadnego trybu” po prostu wydalono z Polski.

Jest w naukach prawnych wywodząca się z prawa rzymskiego kardynalna zasada nullum crimen, sine lege, czyli nie ma przestępstwa, bez opisującego go prawa. W Polsce tą zasadę w ostatnich latach się bezceremonialnie lekceważy. A zatem coś, co nie ma nic wspólnego ze słownikową definicją i prawną wykładnią przestępstwa szpiegostwa, jest – wbrew logice – za to przestępstwo uznawane.

Inne kraje, chociaż starały się podobne działania legitymizować, sankcjonować prawnie…

— Właśnie, czyli problem nie dotyczy wyłącznie Polski?

— Miałem ostatnio okazję rozmawiać z obrońcami praw człowieka w krajach bałtyckich, m.in. z Władimirem Lindermanem z Łotwy i Siergiejem Seredenko z Estonii.

Geopolityczny plan gry jest dość czytelny: Polska i wszystkie trzy kraje bałtyckie pełnią rolę ostoi działań antyrosyjskich podejmowanych przez NATO i Stany Zjednoczone na tzw. północno-wschodniej flance. Plan ten realizowany jest ze szczególnym natężeniem od roku 2016, od warszawskiego szczytu NATO. Przy czym zaznaczyć trzeba, że niektóre kraje bałtyckie mają zdecydowanie większy szacunek do idei rządów prawa, niż rządzona od 2015 roku przez Prawo i Sprawiedliwość Polska.

Na przykład na Łotwie w kwietniu 2016 roku parlament przyjął nowelizację prawa karnego polegającą na wprowadzeniu art. 81, który penalizuje „pomoc obcemu państwu w jego działaniach przeciwko Republice Łotewskiej” . Tutaj wprowadza się właściwie do kodeksu nowe przestępstwo, bo przecież nie każda „pomoc obcemu państwu” musi być szpiegostwem, można tą formułę rozumieć szerzej.

Z drugiej strony, podobnie zresztą, jak w Polsce, to kontrolowane politycznie służby specjalne mają przyznany monopol na określanie interesów państwa, co samo w sobie stanowi negację ustroju demokratycznego.

Na Łotwie za działalność antypaństwową uznaje się powszechnie aktywność na rzecz praw mniejszości rosyjskojęzycznej, w tym tej jej części, która pozbawiona jest obywatelstwa i wynikających z niego praw i gwarancji.

W Polsce za taką działalność służby pod kontrolą obecnie rządzących uznają m.in. kwestionowanie oficjalnej narracji historycznej władz czy Instytutu Pamięci Narodowej. Ze szpiegostwem nie ma to oczywiście nic wspólnego, ale Łotysze przynajmniej postarali się o stworzenie pozorów prawnych.

Polacy zupełnie ten moment zaniedbali, co nie przeszkadzało im w wydaleniu Leonida Swiridowa czy zatrzymaniu mnie. Kultura prawna państw bałtyckich stoi zatem na poziomie wyraźnie wyższym od tej uznawanej w Warszawie.

— Ale podobno w Polsce też trwają prace nad wprowadzeniem nowych przepisów…

— Tak, wiemy o tym z informacji po kolejnych posiedzeniach sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.

Sytuacja jest dość złożona; lobby związane z jastrzębiami ministra – koordynatora służb specjalnych i wiceprezesa PiS Mariusza Kamińskiego forsuje zmiany prawa, polegające na rozszerzeniu katalogu przestępstw z art. 130 Kodeksu karnego o działania, które nie są szpiegostwem.

Jednak ktoś przytomny związany z Ministerstwem Sprawiedliwości postawił tamę tym zamiarom i nie doszło do ich realizacji w ramach dużej nowelizacji kodeksu przeforsowanej niedawno przez ministra Zbigniewa Ziobrę.

Świeto wojska polskiego, Warszawa 15 sierpnia 2015
© AP Photo / Alik Keplicz
Podbudowę teoretyczną dla lobby służb specjalnych przygotowują od kilku lat środowiska związane z dość specyficzną i w świecie nauki nie cieszącą się przesadnie wielkim autorytetem państwową, katolicką uczelnią wyznaniową – Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Jeszcze w czerwcu 2013 roku Wydział Prawa i Administracji tej uczelni podpisał umowę o współpracy z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Szczególnie intensywne rozważania teoretyczne mające uzasadniać stanowisko służb prowadził magister (stopień doktora uzyskał dopiero w czerwcu tego roku) Piotr Burczaniuk. Wspomagała go swoimi publikacjami ppłk Fabiana Fetke z Departamentu Postępowań Karnych ABW.

Co ciekawe, jeśli przeanalizuje się ich artykuły, nietrudno dostrzec pewną niemoc intelektualną – z jednej strony postulują zmiany i nowelizację prawa, a z drugiej nie bardzo wiedzą, jak te postulaty sformułować.

Tak czy inaczej, kampania w tym zakresie trwa, nowelizacji jak nie było, tak nie ma, ale przy obecnym podejściu organów państwa polskiego do prawa, można stwierdzić, że władza nawet nie dba o pozory legalizacji swych działań, jak zrobili to wspomniani już Łotysze.

— Czy ktoś w Polsce w ogóle widzi w tym jakiś problem?

— Z przykrością stwierdzam, że posłowie sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych nie tylko nie widzą problemu, ale wręcz kibicują próbom uznania za szpiegostwo choćby werbalnego poparcia dla stanowiska państwa, które dziś uznaje się wśród polskich polityków za wrogie. Chodzi przede wszystkim, rzecz jasna, o Federację Rosyjską.

Na posiedzeniu komisji nawet przedstawiciele opozycji, a konkretnie Marek Biernacki, dziś sfederowany z Polskim Stronnictwem Ludowym, a do niedawna w Platformie Obywatelskiej, dość bezmyślnie poparli stanowisko lobbystów służb specjalnych.

Samochód TVP
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Problem dostrzegają co bystrzejsi dziennikarze, jak choćby Ewa Siedlecka z tygodnika „Polityka”, czy niektórzy naukowcy, jak np. prof. Bronisław Łagowski.

Ale generalnie, po cichu, bez fajerwerków trwa proces przekształcania Polski w państwo autorytarno-paranoidalne, w którym obowiązywać będzie wobec każdego posiadającego kontakty międzynarodowe działacza opozycji zasada „i ty możesz zostać szpiegiem”.

Nawet jeśli nie doprowadzą bezpośrednio do zmian prawnych, to i tak stosować będą dowolnie taką właśnie zasadę, co już we wspomnianych przypadkach udowodnili.

Chodzi o to, by – jak za lat dawno minionych – ludzie obawiali się, by nie powiedzieć czegoś zbyt szczerze i za dużo, by nie spotykać się, nawet towarzysko, z obcokrajowcami, szczególnie tymi z krajów zaliczonych przez władze Polski do państw wrogich.

— Bardzo dziękuję za rozmowę.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Cud nad Wisłą: Mateusz Piskorski na wolności
Krawat od Leppera w walizce do Moskwy
Sąd nad Piskorskim. Dranie z ABW w „akcji"
1100 dni Piskorskiego
Mateusz Piskorski dla Sputnika: Zawsze mówię to, co uważam za słuszne
Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Mateusz Piskorski: Premier Beata Szydło zawsze daje radę, trzeba pogratulować
Agenci Kremla i wojna hybrydowa: ABW w służbie lepszego trollingu
Tagi:
Zbigniew Ziobro, więzienie, Łotwa, ABW, dziennikarz, polityka, Europejski Trybunał Praw Człowieka, prawa człowieka, Europa, Dmitrij Karnauchow, Leonid Swiridow, Mateusz Piskorski, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, prokurator, sąd, skandal szpiegowski, szpieg, Rząd RP, Prawo i Sprawiedliwość, Warszawa, Moskwa, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz