23:04 09 Grudzień 2019
Parada z okazji Święta Wojska Polskiego. Warszawa

Lepiej czcić Brygadę Świętokrzyską niż Ludowe Wojsko Polskie?

© AP Photo / Alik Keplicz
Opinie
Krótki link
Autor
2713215
Subskrybuj nas na

Wspomnienie dotyczy radzieckiego żołnierza, który wszedł do tego, co służyło mojej rodzinie za dom, a moja ciocia trzymając ugotowanego kartofla w mundurku, wyciągnęła rękę w jego kierunku. Żołnierz odgryzł połowę, a resztę jej oddał i wyszedł.

Przeczytałem informację o przyjęciu patronatu Pana Prezydenta Dudy nad „świętowaniem” Brygady Świętokrzyskiej. Zapoznałem się z treścią wywiadu z Panem Zychowiczem, który autorytatywnie stwierdził, że lepiej czcić Brygadę Świętokrzyską niż Ludowe Wojsko Polskie. Nie zasmuca mnie to ani nie burzy mojej emocjonalności, ale popchnęło to mnie do przedstawienia historii mojej rodziny zgodnie z nowymi kanonami historycznymi i nowymi wartościami, tak dla przykładu.

W maju 1939 roku zmarła moja babcia, matka mojego ojca, dziadek odbywał służbę wojskową. A w domu na łasce losu i dalszej rodziny został mój ojciec - wtedy lat 6 - i jego siostra - moja ciocia - wtedy lat 5. Przyszedł 1 września 1939 roku, mój dziadek „na posterunku” gdzieś nad Wartą, postanowił bronić przeprawy przez Wartę w składzie 72 pp. im. Dionizego Czachowskiego z Radomia pod dowództwem mjr Stanisława Jaszczuka. W dniu 3 września 1939 obrona zakończyła się. Mój dziadek dał się zabić w towarzystwie 53 żołnierzy swojego pułku.

Dziadek został na palcu boju, a jego dzieci na łasce losu.

A mogło być inaczej.

Głupi był ten mój dziadek, zamiast zdezerterować lub poddać się Niemcom postanowił walczyć. Po co? Za jakie wartości?

Patriotyzm, poświęcenie, walka za ojczyznę. Mój dziadek zapewne nie wiedział co znaczy antycypować, a już na pewno nie przyszło mu do głowy, że jego najwyższa ofiara będzie z biegiem czasu coraz mniej warta, bo także jego czyn zostanie zdeprecjonowany. Dziś wojna obronna 1939 roku zaczyna być przedstawiana jako bezsensowne przeszkadzanie Niemcom w ich drodze na Moskwę i ich zbożnemu celowi, jakim było zniszczenie „czerwonej zarazy”.

Dzieci przez głupotę ojca i brak perspektywicznego myślenia zostały same. To, że przeżyły wojnę, to nie wynik działań dobrych ludzi ani cud, ale efekt wiejskiej (chłopskiej) odporności na chłód, głód i ubóstwo. To, że dziadek dał się zabić, to jego sprawa, ale to, że pozostawił swoje dzieci bez opieki - to zbrodnia.

Gdyby nie był "prymitywnym facetem", który nie chciał złamać przysięgi wojskowej, to poddałby się Niemcom, uśmiercił kilku kolegów jako „przepustkę do nowej rzeczywistości”, potem przywdział niemiecki mundur i razem z 1.leichte Division dotarł do swoich dzieci.

Po takim "entré" mógł podpisać volkslistę i tropić ukrywających się Żydów, "przytulać" ich majątek i zapewnić swoim dzieciom warunki, że czułyby się jak przysłowiowe "pączki w maśle". Rodzinne okolice mojego dziadka to tereny, gdzie mniejszość żydowska była bardzo liczna. Żal pomyśleć, jakim był głupcem.

Dodam, że niemiecka dywizja, której żołnierze zabili mojego dziadka, przejeżdżała przez jego rodzinną wieś i zakończyła swój szlak bojowy kilka kilometrów dalej, gdzie po latach osiedlił się mój ojciec, i gdzie ja się urodziłem.

Zjedzone pół kartofla to przedsmak PRL-owskiego głodu?

W tym miejscu należy dodać jeszcze jeden ciekawy zbieg okoliczności.

Otóż siostra mojego ojca, moja ciocia, ma dwa wspomnienia z czasów II wojny światowej.

Pierwsze, to kiedy otrzymała cukierek od niemieckiego żołnierza-czołgisty, który przejeżdżał przez wieś, być może tego, który pod Konopnicą zabił jej ojca.

Historia bez IPN: WOŁYŃ. Ludobójstwo UPA – Kłamstwa polityków.
© Zdjęcie : Krzysztof Żuczkowski
Drugie wspomnienie dotyczy radzieckiego żołnierza, który wszedł do tego, co służyło mojej rodzinie za dom, a ona trzymając „ugotowanego kartofla w mundurku”, wyciągnęła rękę w jego kierunku. Żołnierz odgryzł połowę, a resztę jej oddał i wyszedł.

Po latach wspominała, że niemiecki cukierek był wyjątkowo słodki, a kartofel gorący i dlatego wcześniej go nie zjadła. W domyśle – radziecki żołnierz zjadł mojej cioci pół dziennej porcji. W czasach okupacji niemieckiej, jak mówi „nowa historia”, Polakom żyło się bardziej niż dostatnio, a zjedzone pół kartofla to przedsmak PRL-owskiego głodu.

Idąc dalej w zmienianiu historii i biorąc pod uwagę, obszar działania Brygady Świętokrzyskiej, to Pan Prezydent Duda patronowałby, być może, także mojemu dziadkowi, a ja "dumny wnuk" odbierałbym jakieś ordery.

Gdyby moja rodzina była mądrzejsza, to moja babcia, tym razem ze strony mojej mamy, nie chodziłaby po wsiach żebrząc o kawałek chleba dla przymierających głodem dzieci, a poszłaby do "dobrych żołnierzy Wehrmachtu" i powiedziała kto jest w BCH, kto w AK, kto w AL.

A dobrze o tym wiedziała, choćby z powodu żebraczych pielgrzymek jakie prowadziła. Wtedy chleba i nie tylko dzieciom by nie brakowało, a dziś babcia byłaby pośmiertnie odznaczona.

Dlaczego żeś biedny? Bo głupi - mówi ludowe porzekadło 

Moja rodzina w czasie wojny była rodziną głupców.

Kiedy "dobrzy Niemcy" spalili im dom, poszli "mieszkać kątem" do bliższej i dalszej rodziny, zamiast poprosić Niemców o zgodę na wprowadzenie się do  domów, pozostawionych przez Żydów, których jak wiadomo "dobrzy Niemcy" dla dobra Polaków, "przesiedlili" do obozów zagłady.

W zamian kołatali się przez całą wojnę, a i po wojnie nie było lepiej.

Bo ci, którzy mienie pożydowskie potraktowali jak swoje, w powojenną rzeczywistość wchodzili z innej pozycji materialnej, a etyka… nikt nie pytał, bo kogo to interesowało.

Przedwojenni "gołodupcy" po zawierusze wojennej obudzili się w domach z dachem, ukrytym złotem na czarną godzinę, a moi przygłupi przodkowie "klecili" drewniane domy kryte strzechą, "przewracali" skiby i zaciskając pasa liczyli, że następne zbiory pozwolą im stanąć na nogi. 

Tymczasem moi rodzice (jeszcze się nie poznali), którzy nie rozumieli, że Niemcy chcieli dobrze, wynajmowali się do pracy u tych, którzy lepiej czuli "skąd wieje wiatr" podczas wojny.

Kiedy poznali się i pobrali, ojciec poszedł na współpracę "z komuną" tzn. zaczął budować Warszawę.

Kiedyś zapytałem go czym się zajmuje. – Betoniarz-zbrojarz jestem- odpowiedział. Niejeden blok min. na warszawskim Ursynowie to efekt współpracy mojego ojca "z komuną".

Jedno co mój ojciec uprzedzająco wyczuł i uczynił, to nie dał się zdekomunizować bo wcześniej… umarł.

Dziś - mój ojciec - choć do kościoła nigdy nie chodził, leży na cmentarzu parafialnym, bo innego nie było i nie ma, choć był zwolennikiem teologii wyzwolenia na długo przed tym, jak usłyszał o niej świat. Mój dziadek, ojciec mojego ojca, leży na cmentarzu wojskowym w Konopnicy w równym stopniu zapomniany. 
Dziadek zamiast iść "z dobrymi" Niemcami" na Moskwę, a ojciec zamiast sabotować rozbudowę Warszawy, kolaborował z komunistami i tak zazbroił i zabetonował Ursynów, że dziarsko się trzyma nawet po 50-letnim terminie przewidywanej trwałości.

Antykomuniści rezydujący w blokach mieszkalnych, wzniesionych przez komunistycznych kolaborantów (w tym mojego ojca) ani myślą się z nich wyprowadzać, choć wielu z nich stało się ich właścicielami na "mało rynkowych" zasadach. 

Pozostanę przy starej wersji

W Polsce nie "parzą" w ręce: ani mienie pożydowskie, ani pozostałości "komunizmu", o ile można się nimi posługiwać dla dobra własnego i dla własnej korzyści. A kiedy pojawiają się wątpliwości, za adwokata zawsze służy państwo polskie, choć dla wielu nie istniało ono od 1945 do 1989 roku.

Dziadek głupi, bo nie poszedł z Niemcami, ojciec głupi, bo zamiast rozwalać Warszawę budował ją, ja głupi, bo ciągle nie mogę przekonać się do PiS .

Karma to, przeznaczenie, fatum, a może kara boska, za głupotę dziadka i ojca. 

Kończąc tę ekwilibrystykę historyczną dochodzę do wniosku, że w mojej rodzinie zmienianie historii w żaden sposób nie wpływa na zwiększanie zasobów materialnych, czego nie można powiedzieć o innych "zmieniaczach", dlatego pozostanę przy starej wersji: Niemcy napadli na Polskę, a żołnierze Związku Radzieckiego ją wyzwolili.

Cieszy mnie także to, że Niemcy do spółki z NSZ-towską i „wyklętą” swołoczą nie wybili „resztek” mojej rodziny, bo nie byłoby komu powyższego napisać.

Aleksander Kwaśniewski, polski publicysta, Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rosyjskie jabłka i mleko od „szczęśliwych krów” czyli Aleksander Kwaśniewski na Kaukazie
Aleksander Kwaśniewski o Tolerancji polsko-rosyjskiej
Tusk miał okazję na sopockim molo
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Stodoła w Jedwabnem nie była pierwsza
Ukraina, Polska, Zełenski: Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść
Być hejterem, to brzmi dumnie
Tagi:
Warszawa, rodzina, Żydzi, Brygada, Andrzej Duda, żołnierz, polityka, zwycięstwo, Niemcy, II Wojna Światowa, Wojsko Polskie, ZSRR, Rosja, PRL, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz