22:05 09 Grudzień 2019
Członkowie libańskiego Hezbollahu podczas demonstracji w Nabatiyeh, 10.01.2009

Czy powrót polskiej misji na Bliski Wschód ma sens?

© AP Photo / Mohammed Zaatari
Opinie
Krótki link
Autor
2263
Subskrybuj nas na

Promowanie i wzmocnienie rządów prawa w utrzymaniu międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa były przedmiotem wtorkowego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Obradom przewodniczył szef MSZ Polski Jacek Czaputowicz, który zapewniał, że Polska działa w celu promowania zgodności z prawami człowieka działań zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym. Potępia łamanie praw człowieka i międzynarodowego prawa humanitarnego w konfliktach zbrojnych oraz zbrodnie przeciwko ludności.

Minister Czaputowicz zapowiedział także, że Polacy ponownie włączą się do misji pokojowej ONZ, działającej od 1978 roku w Południowym Libanie.

O opinię na ten temat Sputnik poprosił politologa i niezależnego publicystę Konrada Rękasa.

- Jak Pan redaktor ocenia udział polskich wojskowych w misjach zagranicznych?

- Przede wszystkim trzeba podkreślić, że polski udział w akcjach „błękitnych hełmów”, w akcjach pokojowych i rozjemczych był piękną tradycją Ludowego jeszcze Wojska Polskiego i pochodną zaangażowania Polski zarówno w inicjatywach pokojowych Układu Warszawskiego, jak i w cały międzynarodowy ruch pokojowy.

Polskie „błękitne hełmy” aktywnie uczestniczą w akcjach czy to na Wzgórzach Golan, aktywnie funkcjonują przy rozwiązywaniu innych konfliktów międzynarodowych doby „zimnej wojny”, przyczyniały się do utrwalania chwiejnego wówczas pokoju światowego. Niestety, proporcje te uległy zasadniczej zmianie wraz ze zmianą zaangażowania geopolitycznego państwa polskiego.

Trzeba zwrócić uwagę, że po 1989 roku nawet uczestnicząc w akcjach, które miały formalną egidę ONZ, przede wszystkim pamiętne misje na terytorium napadniętej przez NATO Jugosławii, misje te zatraciły swój dawny pokojowy charakter bezstronnego i obiektywnego działania na rzecz pokoju, a stały się elementami rozszerzania dominacji geopolitycznej państw zachodnich.

I to każe weryfikować udział Polski w inicjatywach tego typu. Niestety, po okresie „zimnej wojny” nadużywano słowa „misja pokojowa” w kwestiach inicjatyw geopolityki, związanych raczej z imperializmem, zwłaszcza amerykańskim, a nie ze światowym pokojem. Przykład jugosłowiański jest chyba najbardziej drastyczny. I chociaż polscy żołnierze zostawili po sobie - o czym wiem dokładnie, znając dobrze Bałkany - dobre wspomnienia, na przykład, w Bośni czy również w Kosowie, gdzie wielu polskich żołnierzy nawet wbrew stanowisku polskich władz państwowych pomagało miejscowym Serbom, to udział Polaków w tego typu przedsięwzięciach należy ocenić krytycznie, jako wykonany bezrefleksyjnie, wbrew pięknej polskiej pokojowej tradycji i wbrew polskiej tradycji wyrażonej przez dewizę „Za naszą wolność i waszą”.

Zbyt często, czy to w niemieckich hełmach, czy w mundurach natowskich po 1989 roku polscy żołnierze walczyli, by odebrać wolność cudzą, tracąc przy okazji wolność własną.

- Czy widzi Pan różnicę w udziale, powiedzmy, w misji w ramach kontyngentu ONZ i polskiej misji w Iraku i Afganistanie?

- I to jest, oczywiście argument za „błękitnymi hełmami”, niewielki, ale jednak jest. Mimo wszystko, działania pod egidą ONZ mają znamiona zgodności z prawem międzynarodowym, muszą zostać zaakceptowane przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Trzeba przyznać, że cały ONZ, zwłaszcza Rada Bezpieczeństwa ONZ, ich kształt, powinny zostać głęboko zreformowane i dopasować się do realiów świata wielobiegunowego, uznać znaczenie i rolę nowych podmiotów międzynarodowych.

Oczywiście ważniejsze od tego jest bezpośrednie zaangażowanie w wojny. Tutaj ocena może być wyłącznie negatywna. Udział Polski w napaściach na Afganistan i na Irak oceniam wyłącznie negatywnie, zarówno dla tych państw, które do dzisiaj nie osiągnęły pełnej stabilizacji, do dzisiaj są rabunkowo eksploatowane przez Amerykanów i koncerny międzynarodowe, jak i nie był to udział korzystny w żaden sposób dla Polski.

Przypomnijmy, że kilkanaście lat temu wszystkie przypadki określało w Polsce magiczne słowo „offset”, przez co rozumiano jakąś formę korzyści, odpłatności, jakichś niebotycznych zysków, jakie Polska miałaby uzyskać, wysyłając swoich żołnierzy do pilnowania amerykańskich magazynów w Iraku czy Afganistanie.

Jeśli mówimy o wojnie w Iraku, to skończyło się to dla Polski realnymi, konkretnymi kosztami, życie stracili polscy żołnierze, a tyle z tego wszystkiego mamy, że Polska jest zmuszana de facto do kupowania drogiej i ropy pochodzącej także z opanowanych głównie przez Brytyjczyków, ale i Amerykanów złóż irackich. Takie są skutki wojen kolonialnych. Po co powtarzamy te same błędy? Po co wysyłamy naszych żołnierzy na cudze wojny kolonialne? To powinno być rozliczone – te działania, które doprowadziły do wysłania polskich wojsk do Iraku i Afganistanu.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Białoruś: „Tadeusz Kościuszko nie był naszym bohaterem narodowym”
Tagi:
Jacek Czaputowicz, Bliski Wschód, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz