Widgets Magazine
13:10 19 Wrzesień 2019
Herb Ministerstwa Sprawiedliwości

Dialog polityka z oszołomem. A także prawo i sprawiedliwość

CC BY-SA 2.0 / Lukas Plewnia / Ministerstwo Sprawiedliwości
Opinie
Krótki link
Autor
5452
Subskrybuj nas na

Towarzysze z resortu mieli taki termin: „oferenctwo”. Opisywał on kolesia – albo kolesiówę – którzy z własnej inicjatywy przychodzili na SB z propozycją współpracy.

Najczęściej ich poczucie „patriotycznego obowiązku” oznaczało, że mają osobistą potrzebę, aby komuś dowalić, ale zdarzało się też, że byli nasłani. Doświadczenie nakazywało więc podchodzić do oferentów z nieufnością.

Wiceministrowi o wdzięcznym nazwisku Piebiak takiego doświadczenia zabrakło. Zabrakło mu także poszanowania dla prawa i poczucia moralności.

Rozmowy Łukasza Piebiaka z tajemniczą Emilią to, moim zdaniem, typowy dialog polityka z oszołomem. Każdy polityk zna takie przypadki – świrów, którzy w stanie niezdrowego podniecenia przynoszą mu różne kwity, projekty, teorie, przekonani, że oto walnie przyczynią się do „Sprawy”.

Każdy polityk wie, że oszołomów trzeba traktować uprzejmie, bo to w końcu wyborcy i do tego szczególnie aktywni, a od miłości do nienawiści rzut beretem – toteż rozsądek nakazuje być uprzejmym, ale z możliwie najdalszego dystansu. A już szczególnie, kiedy oszołom jest żoną kolegi z pracy, wysoko postawionego sędziego.

I tak mniej więcej brzmi dialog byłego już wiceziobry z najsłynniejszą „prawicową hejterką”.

„Dzień dobry Panie Ministrze. Czy informacje są przydatne? I czy coś z nimi robimy?” – pyta podekscytowana Emilia, zapewne niedługo po tym, jak dostarczyła mu czterostronicowy paszkwil, że sędzia Markiewicz zdradza żonę. Paszkwil, który w prawackim środowisku krążył już od pewnego czasu – o czym świadczy odpowiedź Piebiaka: „Ja to już kiedyś dostałem, ale nie miałem pomysłu, jak wykorzystać, więc nie wykorzystałem. Jeśli Pani ma, to świetnie”.

I w tym „świetnie” – w tym spuszczeniu oszołoma za smyczy – leży grzech pierworodny sędziego Piebiaka.

W odpowiedzi na to „świetnie” Emilia rozwija swoją karmioną twitterem stalkerską fantazję: „Pomysł mam taki. Rozesłać to anonimowo do wszystkich oddziałów Iustitii. I do samego zainteresowanego. Gazety odpadają, bo brak dowodów. Mam numer do męża kochanki”....

Potem jest już tylko gorzej: sędzia, wiceminister sprawiedliwości, wciąga siebie – i swój resort – w haniebne działania, dziś nazywane stalkingiem, a kiedyś po prostu prześladowaniem. Próbuje wprawdzie postawić tamę, kiedy Emilia chce rozsyłać anonimy oskarżające jednego z sędziów o zmuszenie kochanki do skrobanki – ale to doprawdy dość minimalny standard etyczny.

Problemem nie jest to, że – jak donosił tefałen – sędzia Piebak stworzył w ministerstwie „komórkę specjalizującą się w pozyskiwaniu albo kreowaniu informacji dzięki którym można oczerniać sędziów” – bo co to za komórka; porównajcie Emilię z Grupą D, która zajmowała się dezinformacją i dezintegracją w Departamencie IV MSW.

Problemem nie jest to, że Piebiak zapewnił Emilii „ochronę prawną” albo „etat w ministerstwie” – bo to po prostu bzdura.

Kiedy Emilia pisała kokieteryjnie: „Mam nadzieję, że mnie nie wsadzą”, a wiceminister odpisywał, parodiując język episkopatu - „Za czynienie dobra nie wsadzamy” – nie oznaczało to, że to pani Emilia „otrzymała ochronę prawną od Ministerstwa Sprawiedliwości”.

Kiedy entuzjastka rządu pisze do wiceministra „Padam z nóg. Dobranoc. PS. Żądam podwyżki” i opatruje to uśmiechniętą buźką, a ten odpowiada, także z emotikonem - „Teraz trzeba wypocząć by dalej walczyć o dobrą zmianę. O podwyżce się pomyśli” – to nie znaczy, że „jest to przesłanka do tego, żeby sądzić, że ta pani była na etacie w ministerstwie sprawiedliwości”.

Żaden ministerialny podwładny nie „żąda” od swego szefa podwyżki, może co najwyżej pokornie prosić; podobnie jak żaden działacz ani entuzjasta PiS nie boi się, że PiS go wsadzi za służbę dobrej zmianie. To żarty, które mają się nijak do istoty problemu.

Jest nią fakt, że sędzia, wysoki urzędnik, a zapewne i Polak i katolik, nie ma w sobie tego hamulca moralnego, który każe przyzwoitemu człowiekowi powiedzieć „nie” – gdy słyszy o idei rozsyłania anonimów grzebiących się w czyimś prywatnym życiu. Ten brak hamulca jest właściwy dla hunwejbinów PiS od początku kariery tej formacji.

To ten sam brak hamulca, który przekonał obecnego ministra spraw wewnętrznych, że świetnym pomysłem jest wysyłanie agenta Tomka, żeby chędożył posłanki i celebrytki i namawiał je do brania łapówek. I ten dramatyczny brak poczucia przyzwoitości – jak doświadczenie dowodzi – nader często łączy się z hasłem „Bóg, Honor i Ojczyzna”.

A także prawo i sprawiedliwość.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, polska publicystka, Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Morawiecki: Potrzebujemy nowej bazy NATO w Polsce
Czy Polska przegrała wojnę już w roku 1938?
Rosyjscy politycy reagują na wypowiedź Zełenskiego o powrocie do G8
UE nie chce Rosji w G7
Tagi:
Prawo i Sprawiedliwość, skandal, afera, Ministerstwo Sprawiedliwości, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz