Widgets Magazine
08:21 22 Wrzesień 2019
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej

Permanentna kampania: Politycy bez wyborców i wyborcy bez polityków

© Zdjęcie: Upload Ministry of Foreign Affairs of the Republic of Poland
Opinie
Krótki link
Autor
Wybory parlamentarne w Polsce 2019 (43)
2210
Subskrybuj nas na

Spróbujmy popatrzeć na to mniej emocjonalnie i postarajmy się ocenić zbliżające się wybory do Sejmu i Senatu w miarę, o ile to możliwe, racjonalnie.

Polska polityka wymyka się jakimkolwiek standardom. Definicyjność nie ma zastosowania, „choć z drugiej strony” - tak mówił Teve Mleczarz w Skrzypku na dachu, gdy rozstrzygał dylemat - polska polityka, a dokładniej politycy niektóre definicje z jej zakresu stosują tak dosłownie, że należałoby je ponownie zdefiniować.

Jest takie pojęcie politologiczne, że kampanię wyborczą zaczyna się następnego dnia po wyborach. W polskim wydaniu wygląda ono tak, że po wyborach na bilbordach przez kilka miesięcy pełno jest politycznych twarzy, które dziękują wyborcom za wsparcie.

Po kilku miesiącach pojawiają się te same twarze zapraszające do odwiedzin w biurach wyborczych, zapraszające do dyskusji na określony temat, a potem z prośbą o wsparcie w nadchodzących wyborach.

Permanentna kampania. Wszystkie podmioty tej „gry” wiedzą, że ustawa cokolwiek mówi inaczej i że kampania wyborcza przed ogłoszeniem wyborów jest nielegalna, ale wyborcze twarze nic sobie z tego nie robią, ponieważ robią to wszystkie twarze.

Jest jedna grupa polityków, którzy nie akceptują takiego łamania prawa i starają się głośno o tym mówić. Oburzenie ich związane jest z bardzo prozaiczną przyczyną: po prostu nie stać ich na taką reklamę, dlatego koncentrują się na krytyce tych, których stać.

Postarajmy się ocenić zbliżające się wybory do Sejmu i Senatu w miarę, o ile to możliwe, racjonalnie.

„Transfer” wyborczy

W polskiej polityce funkcjonuje - całkowicie bezkrytycznie - pojecie „transfer”. Niewielu z wyborców potrafi podać jego znaczenie z zakresu psychologii, informatyki, brydża czy ekonomii, ale większość wie o „transferach sportowców” i „politycznych transferach”.

Kiedy sportowiec przechodzi z klubu do klubu, to zawsze okupione to jest określoną kwotą, najczęściej pozostającą tajemnicą.

Politycy także przechodzą z klubu do klubu z tym, że są to kluby nie sportowe, a sejmowe. Transferują się lub zgadzają się na transfery, niech każdy pojmuje jak chce, do jakiejś partii politycznej, ponieważ stanowią dla niej jakiś atut lub partia ma lepsze atuty.

Owe transfery zdarzały się zawsze, no może nie w PRL-u, ale to, co dzieje się dzisiaj, woła o przysłowiową „pomstę do nieba”.

Dla uważnych i odpowiedzialnych obserwatorów nie będą tajemnicą następujące nazwiska: Sikorski, Kluzik - Rostkowska, Kowal, Napieralski, Arłukowicz, Labuda, Piekarska, Czarnecki, Gilowska, Krzaklewski, Miller, Gowin, Poncyliusz, Mężydło, Zaremba, Arciszewska-Mielewczyk, Niesiołowski, Rokita, Wenderlich, Kamiński, Marcinkiewicz, Ujazdowski, Protasiewicz, Dorn, Giertych, Nowacka, Lubnauer. Mało?

To są nazwiska z pierwszych stron gazet, to są ludzie, którzy próbowali i próbują wyznaczać standardy polskiej polityki i trzeba im „oddać sprawiedliwość” robią to skutecznie.

Bezhołowie, które uczynili na długo pozostanie pomnikiem ich działalności i standardem w działaniu dla ich następców. Wyrosło bowiem nowe pokolenie, które nie dotknęło innych zasad, więc trudno się spodziewać, że odwróci się od istniejących.

Spuścizna po rządach POPiS-u, w obrębie kultury politycznej, będzie odbijać się czkawką przez pokolenia, z tym, że kto nie zaznał innego smaku, nie będzie za nim tęsknił. Parafrazując myśl Ignacego Krasickiego można rzec: „Jam był wolny, dziś w klatce - i dlatego płaczę".

Słynny POPiS to rower tandem, w którym kiedy jedni pedałują, drudzy narzekają na jakość pedałowania, ale nikt nikomu nie chce włożyć kija w szprychy. Spór, który toczą, - to prymitywny spektakl i igrzyska dla ludu.
Istnieją dwa światy tej polityki. Politycy bez wyborców i wyborcy bez polityków.

Polski lud akceptuje bezhołowie, bo daje mu to poczucie swawoli, które nie niesie za sobą odpowiedzialności.
Politykom taki stan odpowiada, bo swawola ludu nie powiązana z odpowiedzialnością jest im równie wygodna. Można podsumować: „Jaki pan, taki kram”.

Znawca Rosji

Największym oszustwem w polskiej polityce nie są programy wyborcze, ale szyldy partyjne, których ciągłe zmienianie uniemożliwia skuteczne śledzenie działaczy publicznych. Wczoraj był ministrem w PiS dziś jest w PO. Przez 8 lat przekonywał o wyższości Platformy na PiS, dziś mówi, że start z listy PiS-u to dla niego honor. Bądź tu mądry i dobrze wybieraj.

Działalność publiczna w Polsce przypomina łowienie ryb w mętnej wodzie, wyborca zakreśla co mu tam pod długopis wpadnie, z brakiem wiary w wagę swojego wyborczego głosu.

Różnice w debacie publicznej w Polsce i w Europie są podobne do różnicy odkryć Edisona i Łukasiewicza, tzn. kiedy Thomas Edison pracował nad żarówką elektryczną, w Polsce podniecano się lampą naftową.

Dziś na tapecie światowej polityki jest budowanie nowego światowego porządku. Państwa europejskie - Austria, Włochy, Francja, Niemcy – i Stany Zjednoczone, uświadomiwszy sobie, iż izolowanie Rosji, to droga donikąd i próbują rakiem wycofać się z tej polityki, polscy politycy nie rozumiejąc, że Polska - to nie pępek świata - nadal pozostają przy antyrosyjskiej retoryce.

Niedawno zabłysnął jak przysłowiowy „neon nad burdelem” eurodeputowany Robert Biedroń, który w aferze Ministerstwa Sprawiedliwości tak poskładał fakty, że wyszło mu następująco: „W Ministerstwie Sprawiedliwości działała zorganizowana grupa przestępcza. Ujawnianie adresów, szczucie, podżeganie do hejtu to jest przestępstwo. Z takich praktyk słynie Rosja Putina”.

Ot, znalazł się znawca Rosji, który nie odróżnia Czernomyrdina od Czernienki, wszystko kojarzy mu się z Rosją, a każde odmienne zdanie z atakiem na mniejszości seksualne.

Czyżby ktoś miał schizę na punkcie seksu, Rosji a w dodatku nie rozumiał, że naganne jest każde hejtowanie.
Wybory już dziś wygrał PiS

Także kilka dni temu byłypolityk Platformy Obywatelskiej, poseł Jacek Protasiewicz, rozgoryczony w równym stopniu PiS-em jak i PO, porównał Koalicję Obywatelską (stworzoną na potrzeby jesiennych wyborów) do Gangu Olsena.

Koalicja Obywatelska przegra z kretesem tę kampanię, bo oni zachowują się jak gang Olsena. Klęska KO jest przesądzona ze względu na jej nieudolność

– stwierdził.

Ze względu na to, że Protasiewicz był prominentnym działaczem Platformy, więc trudno mu nie wierzyć, że PO to gang nieudaczników, a przyglądając się nastrojom wyborców, nie trudno przewidzieć, że wybory już dziś wygrał PiS.

Emocji wyborczych natomiast dostarczy PSL – Koalicja Polska i SLD – Lewica. Drudzy już znają smak bycia za burtą, dla pierwszych droga za burtę stoi otworem.

Wyrzuceni przez Schetynę z sejmowej koalicji, straceńczo chcą koalicji do Senatu, wkurzając resztki swojego elektoratu. Koalicja dająca kilka miejsc w Senacie niczego nie zmieni, a z pewnością zniechęci wielu wyborców do oddania głosu na ich listy sejmowe.

Jedni i drudzy demonstrują wojownicze nastroje, ale jakby zapominają, że nie można być trochę odważnym i trochę tchórzem, straszyć Sejmem i bać się Senatu.

Aleksander Kwaśniewski, polski publicysta, Warszawa
Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Wybory parlamentarne w Polsce 2019 (43)

Zobacz również:

Biedroń do Kaczyńskiego: Zrobiliście nam w Polsce szariat religijny
Biedroń zaprasza do współpracy
Sejm wyznaczył termin przesłuchania Tuska
Tagi:
koalicja, Niemcy, Francja, Europa, PiS, polityka, Radosław Sikorski, Robert Biedroń, Grzegorz Schetyna, kampania wyborcza, Senat RP, Sejm, wybory, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz