Widgets Magazine
15:13 23 Wrzesień 2019
Żołnierz Armii CzerwonejJiří Ovčáček, rzecznik prezydenta Czech Miloša Zemana

Rzecznik czeskiego prezydenta: Bez Monachium nie byłoby Paktu Ribbentrop-Mołotow

© Sputnik . Jewgenij Tichanow © Zdjęcie: Facebook/Jiří Ovčáček
1 / 2
Opinie
Krótki link
Autor
121116
Subskrybuj nas na

Jiří Ovčáček, rzecznik prezydenta Czech Miloša Zemana, udzielił wywiadu na wyłączność korespondentowi Sputnika, w którym odpowiedział na pytania dotyczące polityki zagranicznej i wewnętrznej, w tym zachowania pamięci o II wojnie światowej.

– Niedawno w bibliotece Václava Havla odbyła się dyskusja z udziałem rosyjskiego historyka Andrieja Zubowa, który powiedział, że Związek Radziecki był winny wybuchu II wojny światowej, że jeśli naród radziecki pozbyłby się bolszewików na czas, nie byłoby paktu Ribbentrop-Mołotow. Czy można postawić znak równości między bolszewizmem i nazizmem?

– Odpowiedź jest prosta: gdyby nie było Monachium (porozumienie monachijskie – red.) w 1938 roku, nie byłoby paktu Ribbentrop-Mołotow i nie byłoby II wojny światowej. Powody są absolutnie jasne: Monachium to początek wszystkiego. A może pójdę jeszcze dalej – początkiem był Anschluss (Austrii – red.). Demokracje zachodnie pozwoliły na to. I ostatecznie porzuciły Europę Środkową w Monachium.

I to jest źródło wszelkiego zła. To jest po prostu absolutna prawda (...) Potem przyszły kolejne wydarzenia – 15 marca 1939 roku (ogłoszenie Czech i Moraw jako protektoratu Niemiec – red.), potem Mołotow-Ribbentrop, początek II wojny światowej, podział Polski. To są konsekwencje fiaska polityków przed II wojną światową. Są to konsekwencje ustępstw wobec zła. I dzisiaj znajdujemy się w sytuacji, w której zło znów pokazuje rogi i być może znów ustępujemy. Na przykład zło polega na tym, że przepisujemy historię.

– Dzisiaj nie mówi się szczególnie o tym, że Polska podpisała z Niemcami umowę o nieagresji na początku lat 30. XX wieku. W rzeczywistości został prawie zapomniany „pakt czterech”, w którym Włochy, Francja, Wielka Brytania i nazistowskie Niemcy musiały uzgodnić jakąś współpracę (być może wojskową) na długo przed paktem Ribbentrop-Mołotow. terytorium polskie, na które wszedł ZSRR, należy dziś do innych państw, a Polska wykorzystała rewolucyjny chaos w Rosji i zaatakowała ją. To bardzo symboliczne, że państwa, które przyjęły Monachium, następnie uznały niezależne państwo słowackie, otworzyły tam swoje ambasady, zdradzając nas ponownie... Pytanie: jak możemy wierzyć w dyplomację, jeśli mamy takie doświadczenie, o którym staramy się zapomnieć?

– Bądźmy szczerzy: historia jest złożona, a nie czarno-biała. Zdajmy sobie sprawę z faktu, że – teraz będę krytyczny – albo nie krytyczny, ale faktyczny – Związek Radziecki współpracuje z Niemcami od 1922 roku, był to słynny Traktat Rapallo i ta współpraca działała na zasadzie militarnej. Polska próbowała się chronić. Rozumiem naszych polskich przyjaciół. Po doświadczeniach z trzema wydarzeniami – po doświadczeniach z okupacją rosyjską, która nastąpiła po okupacji carskiej – można zrozumieć sceptycyzm naszych polskich przyjaciół w sprawie współpracy z Rosją. Są to okoliczności, które bierzemy pod uwagę na Zamku Praskim.

Każdy kraj ma swoje własne doświadczenia, swoją historię. Jeśli mówimy o Czechach, jasne jest, że gdyby nie wyzwoliła nas Armia Czerwona – co było zjawiskiem masowym (tj. wyzwolono większość terytorium kraju – red.) – naród czeski nie istniałby dzisiaj. To jedno. Inna sprawa to historia sprzed II wojny światowej, wspomniał Pan o pakcie o nieagresji pomiędzy Polską a Niemcami. Polska próbowała jakoś się obronić. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w Czechosłowacji po Monachium w postaci regionu cieszyńskiego. Ale staramy się zrozumieć te problemy i staramy się widzieć historię nie w czerni i bieli, ale w całej jej złożoności, w poszczególnych elementach, jest to bardzo ważna rzecz.

– Ci (radzieccy) żołnierze, którzy oddali życie, nie mogli być winni temu, że żyli w systemie, w którym żyli. W Czechach zginęło 150 tysięcy żołnierzy radzieckich. Poświęcone im tablice pamiątkowe znikają, są transportowane do Muzeum Wojskowego w Olszanach. Ale tak po prostu ich nie zobaczysz, musisz o to pytać, wypełniać formularze, zająć się biurokracją, nawet jeśli tylko interesujesz się historią... Czy to naprawdę nie jest próba czekania, aż wymrze pokolenie wojenne i całkowicie wywróci się historię do góry nogami?

– Oczywiście, że tak. Chodzi o to, że pokolenie wojenne odchodzi, pamięć ginie i przychodzą nowi ideolodzy, którzy próbują przepisać historię. Ci ludzie nie są ludźmi. Zaprzeczają rzeczom oczywistym. I są to rzeczy i wydarzenia, które są bardzo bolesne. Na moim biurku jest książka „Pozywam” o celach pankrackich (dla tych, którzy prowadzili działalność wywrotową przeciwko III Rzeszy i zostali skazani na śmierć – red.). Książka wyszła w 1946 roku. Są to listy od osób skazanych na śmierć przez niemieckie sądy państwowe i oczekujących na egzekucję. To są zdjęcia. Radziłbym takim osobom przeczytanie tej książki.

To niesamowicie, niesamowicie smutne. Depczą i plują na tych ludzi. I to strasznie mnie niepokoi. Nie jestem typem osoby, która jakoś szybko rozpala się z gniewu lub z powodu pewnych rzeczy w życiu codziennym. Ale są to rzeczy, które naprawdę podnoszą we mnie bunt i które zasługują na najwyższe potępienie. Nawiasem mówiąc, tablica pamiątkowa marszałka Koniewa w Starym Ratuszu została odsłonięta przez prezydenta Eduarda Beneša w 1946 roku. Burmistrz Zdeněk Hřib (Zdenek Grzyb, burmistrz Pragi, który po przebudowie odmówił przywrócenia tablicy na budynek ratusza) zaprzecza jakiejkolwiek naszej historii – odwadze, cierpieniu. To są rzeczy, których nigdy nie możemy zapomnieć. Jeśli je zapomnimy, podepczemy samych siebie.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Czechy „podkradną” Polsce Ukraińców?
Polska i Czechy podpiszą porozumienie o współpracy wojskowej
Tagi:
pakt Ribbentrop- Mołotow, wywiad, Czechy
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz