Widgets Magazine
04:32 15 Październik 2019
Była ambasador Polski w Moskwie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz

Imperium zła wg Pełczyńskiej-Nałęcz

© Zdjęcie : Michał Józefaciuk
Opinie
Krótki link
Autor
10777
Subskrybuj nas na

Pragmatyczni europejscy politycy widzą w Rosji raczej racjonalnego sojusznika niż ideologicznego wroga. Dostrzegają przy tym realia: sytuacja na Krymie nie ulegnie zmianie, a trudno wykluczać światowe mocarstwo ze wspólnoty międzynarodowej w nieskończoność.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, była platformerska wiceminister spraw zagranicznych i ambasador RP w Federacji Rosyjskiej, reprezentuje standardową dla polskiej prawicy dawkę rusofobii – co, paradoksalnie, czyni jej wywody na temat Rosji relatywnie obiektywnymi. Po prostu w umyśle p. Pełczyńskiej-Nałęcz immanentne zło, które prezentuje sobą Rosja, jest tak oczywiste, że nie wymaga podkreślania. „Powstaje «nowy świat», w którym dla wielu w Europie konflikt z Kremlem wydaje się mieć coraz mniejszy sens” – pisze była dyplomatka w niedawnej analizie na Onecie; i oczywiście zakłada, że każdy polski czytelnik zrozumie, że to prawdziwa apokalipsa.

Jeśli jednak spojrzeć na sprawę bez trawiącą polską prawicę histerii – to przedstawiany przez autorkę obraz świata zdaje się wręcz optymistyczny. Daje nadzieję na racjonalizację – jeśli nie normalizację – stosunków z naszym potężnym sąsiadem; co przy odrobinie niezmąconego rusofobią zdrowego rozsądku trzeba uznać za dobrą wiadomość tyleż dla polskiej gospodarki, co dla polskiego bezpieczeństwa. Nikt dotychczas nie wyjaśnił logicznie obowiązującego domyślnie w polskim dyskursie politycznym założenia, że w interesie bezpieczeństwa Polski są jak najgorsze stosunki z sąsiednim atomowym mocarstwem.

„Działania Rosji wydają się stosunkowo mniej rażące”

Polska publicystka Agnieszka Wołk-Łaniewska i komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow. Moskwa
© Sputnik . Aleksandr Nastruskin
Co więcej – Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz ma rację, kiedy zauważa, że „na tle narastającego globalnego chaosu działania Rosji wydają się stosunkowo mniej rażące”. Jak trafnie pisze autorka – Unii bardziej zagraża Ameryka Donalda Trumpa, który z jednej strony – wyraźnie sprzyja dezintegracji Europy, popierając bezumowny Brexit, a z drugiej - dąży do zaognienia sytuacji na Bliskim Wschodzie, choćby poprzez zerwanie uznawanego przez Europę porozumienia nuklearnego z Iranem.

Widzą to nie tylko czołowi europejscy politycy, ale także obywatele: „49 proc. Francuzów i Niemców wskazało USA jako główne zagrożenie dla własnego kraju; w przypadku Rosji było to odpowiednio 40 i 30 proc.” – pisze Pełczyńska-Nałęcz. W tym kontekście szukanie porozumienia z Rosją, która jest naturalną przeciwwagą dla światowego dyktatu USA, jest w pełni zrozumiałe.

To dzięki Rosji, pierwszy raz od rozpadu Związku Radzieckiego, amerykańskie plany „regime change”, czyli próby brutalnych imperialistycznych interwencji w wewnętrzne sprawy niepodległych krajów, spełzły na niczym – tyleż w Syrii, co w Wenezueli. Dla każdego obserwatora polityki międzynarodowej, niezaślepionego dziecięcą miłością do nowego Wielkiego Brata, koncept, iż Zachód postanowił wybrać Wenezueli prezydenta, bo nie lubi tego, którego kraj wybrał sobie sam – jest absurdalnym złamaniem zasad cywilizowanego świata.

To ostatnie akurat specjalnie liderów unijnych nie cieszy – w większości podzielają oni amerykańskie obrzydzenie do socjalistycznych władz Wenezueli, ale nie zmienia to faktu, iż w kontekście nieprzewidywalności i nieodpowiedzialności prezydenta USA, pragmatyczni europejscy politycy widzą w Rosji raczej racjonalnego sojusznika niż ideologicznego wroga. Dostrzegają przy tym realia: sytuacja na Krymie nie ulegnie zmianie w dającej się przewidzieć przyszłości, a trudno wykluczać jedno ze światowych mocarstw ze wspólnoty międzynarodowej w nieskończoność.

Co zdaje się rozumieć sama Ukraina.

Polski upór w „staniu u boku Ukrainy”

Po zastąpieniu „jastrzębiego” prezydenta Poroszenki przez Wołodymyra Zełeńskiego, który pokój na wschodzie kraju uczynił głównym punktem swojej kampanii, pojawiła się nadzieja na zakończenie konfliktu w Donbasie. Oczekuje tego od nowego prezydenta 65 procent Ukraińców; dla porównania – poprawę sytuacji ekonomicznej za priorytet uważa 39 procent Ukraińców; walkę z korupcję – 33 procent.

Ambasador RP Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i prezydent Rosji Władimir Putin na Kremlu
© Sputnik . Michaił Klimientjew
Pełczyńska-Nałęcz pisze, że „bezpośrednie koszty” odejścia Zachodu od antyrosyjskiej polityki „może ponieść Ukraina, co oczywiście ma znaczenie dla Polski”. Uczciwie powiedziawszy, kompletnie nie rozumiem, dlaczego ma to być „oczywiste”.

Polski upór w „staniu u boku Ukrainy” nie ma uzasadnienia ani ekonomicznego, ani tym bardziej historycznego, zwłaszcza że sama Ukraina zdaje się nie być szczególnie przywiązana do idei Polski jako swego „ambasadora w Europie” – czego dość dobitnym dowodem jest choćby jej zbliżenie z Białorusią. Co ważniejsze jednak – może się okazać, że Polska ze swoją instytucjonalną rusofobią zostanie ostatnim żołnierzem w bitwie rosyjsko-ukraińskiej, podczas gdy Ukraina będzie zmierzać do zakończenia tego konfliktu. Byłoby to tyleż nierozsądne, co groteskowe.

Tak naprawdę jednak tekst Pełczyńskiej-Nałęcz nie jest wymierzony w Rosję, której krytykę autorka uważa za „rozumiejącą się samą przez się”, ale ma służyć krytyce polityki PiS, które, jej zdaniem, nie czyni dostatecznie wiele, żeby zapobiegać straszliwemu zagrożeniu dla Polski, jakim jest normalizacja stosunków Unii z Rosją. A nie czyni dostatecznie wiele, ponieważ jest w konflikcie z Brukselą.

„Tymczasem dzisiaj w UE coraz częściej słychać pytanie: dlaczego demokratyczne kraje Wspólnoty mają «bronić» przed autorytarną Rosją tych, którzy sami naruszają zasady demokracji, a w wymiarze ideologicznym nierzadko kwestionują jedność zintegrowanej Europy” – pisze Pełczyńska-Nałęcz i jest w tym oczywiście założenie, że inny rząd – w domyśle, rząd Platformy Obywatelskiej – mógłby liczyć na „solidarność innych krajów”, której PiS się nie doczeka. To bzdura. Żadna „wspólnota tożsamości, przekonanie przywódców i społeczeństw krajów członkowskich, że jesteśmy częścią tej samej «rodziny» europejskich liberalnych demokracji” nie przekona Francji czy Niemiec do działania wbrew swoim politycznym i gospodarczym interesom dla zaspokojenia polskich obsesji i kompleksów.

Czas normalizacji stosunków z Rosją nadszedł: Warszawa ma wybór

Kluczowe państwa Europy uznały, że czas normalizacji stosunków z Rosją nadszedł – i Polska ma do wyboru, albo z niej skorzystać, albo wyizolować się z Europy jeszcze bardziej.

Nawiasem mówiąc, uzasadniając słuszność tych polskich obsesji i kompleksów Pełczyńska-Nałęcz zdaje się nie zauważać pewnego komizmu swojego myślenia: „Tym, co grozi Polsce przede wszystkim, są konsekwencje eskalacji już istniejących (przede wszystkim na Ukrainie) lub nowych konfliktów w Europie Wschodniej, wywołanych agresją Moskwy, a także kombinacja takich wyzwań nietradycyjnych, jak wroga penetracja polskiej przestrzeni ekonomicznej, politycznej, społecznej, informacyjnej i bezpieczeństwa”.

Pomijając już pytanie, co to znaczy „przede wszystkim na Ukrainie” (gdzie jeszcze?) – przecież to doskonały opis zagrożeń, jakie płyną dla Polski ze strony Stanów Zjednoczonych Ameryki, i to od wielu już lat. Czymże innym, niż „wrogą penetracją polskiej przestrzeni ekonomicznej” są zakupy zbędnego, niesprawnego i kosmicznie drogiego amerykańskiego sprzętu wojskowego – zabójcze dla polskiego przemysłu zbrojeniowego, a także polskiego budżetu, jak niedawna umowa na F-35, nieprzynoszące przy tym żadnej korzyści polskiej gospodarce (wystarczy wspomnieć dowcip, jakim był offset przy okazji F-16)?

Czym innym jest podpisana na początku września umowa w sprawie sieci 5G, oznaczająca pokorną zgodę na amerykański dyktat?

Jak inaczej, niż „wrogą penetracją polskiej przestrzeni bezpieczeństwa” nazwać udział w zbrodniczej agresji na Irak, czy tajne więzienia CIA w Polsce, gdzie amerykańscy oprawcy torturowali nielegalnie porwanych obywateli innych państw?

Czym innym jest polskie żebranie o wojska amerykańskie na polskiej ziemi?

Podporządkowanie Polski Ludowej Związkowi Radzieckiemu było tragicznym efektem wielkiej wojny, z którym przywódcy PRL starali się na swój sposób walczyć: Gomułka poprzez podpisanie traktatu z Niemcami, Gierek – poprzez oparty na współpracy z Zachodem rozwój gospodarczy, Jaruzelski – poprzez uniknięcie radzieckiej interwencji i wprowadzenie stanu wojennego.

Podporządkowanie III RP Stanom Zjednoczonym Ameryki jest suwerenną decyzją kolejnych polskich władz, podejmowaną wbrew polskiej racji stanu i bez żadnego uzasadnienia politycznego, czy choćby ideowego. Naprawdę nie ma powodów do dumy.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
Polska zakazała dziennikarzowi Leonidowi Swiridowowi wjazdu do Schengen do 2020 roku
Morawiecki apeluje do Rosji: Porzućcie próby fałszowania historii
Polska liczy na zniżkę na F-35
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Grzesiu, nastąp się
Oburzenie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz
Tagi:
F-35, Brexit, Donbas, Krym, Unia Europejska, Ukraina, rusofobia, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, stosunki polsko-rosyjskie, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz