Widgets Magazine
17:28 15 Październik 2019
Krzysztof Zanussi

Zanussi dla Sputnika: „Większy partner ma więcej do powiedzenia”

© Sputnik . Jekaterina Czesnokowa
Opinie
Krótki link
Autor
23112
Subskrybuj nas na

W Moskwie rozpoczęła sią pięciodniowa retrospektywa filmów mistrza światowej kinematografii Krzysztofa Zanussiego. Pokazy zorganizowano z okazji 80. rocznicy urodzin wybitnego reżysera.

Twórca do Moskwy przyjechał z Nowosybirska, gdzie wziął udział w otwarciu VIII Festiwalu Polskiego Kina. W podróży towarzyszy mu jego „filmowa muza” aktorka Maja Komorowska. Wieczorem po pokazie legendarnego filmu „Rok spokojnego słońca”, wyróżnionego w 1984 roku w Wenecji Złotym Lwem, dwie legendy polskiej kultury spotkają się z widzami.

Korespondentce Sputnika udało się zadać reżyserowi kilka pytań zaraz po jego przybyciu do Moskwy.

– Minął prawie rok od czasu naszego ostatniego spotkania. A było to, przypomnę, w Soczi, w październiku 2018 roku, podczas posiedzenia międzynarodowego klubu dyskusyjnego „Wałdaj”. Co ciekawego w Pana życiu wydarzyło się przez ten czas?

– Od czasu jesieni, proszę Pani, ciągle obchodzę swoje osiemdziesięciolecie. Więc to jest jedno z bardzo męczących zajęć. To się ma tylko raz w życiu i w związku z tym tyle tortów już zjadłem, że po prostu już się nie zapinam na brzuchu. To są takie najbardziej widome znaki.

Po prostu bardzo dużo jeździłem z moimi filmami po bardzo wielu festiwalach, miałem sporo różnych wykładów i zajęć w różnych miejscach i Polski, i świata. Tak że mam na pewno bardzo pracowite to osiemdziesięciolecie.

– W tym miejscu trzeba wspomnieć również o nagrodzie, którą Pan otrzymał kilka dni temu na 44. Festiwalu Filmowym w Gdyni. Został Pan wyróżniony nagrodą Platynowe Lwy za całokształt twórczości.

– Dostałem tych nagród całą masę: dostałem nagrodę mojego środowiska filmowego, Polska Akademia Filmowa mi coś dała, dostałem też nagrodę akurat w Rosji od gubernatora obwodu kaliningradzkiego (Antona Alichanowa – red.). Bardzo to było miłe. I dostałem rzeczywiście nagrodę festiwalu w Gdyni. To miłe, ale to są zawsze takie nagrody rocznicowe – one nie sprawiają takiej prawdziwej radości. Radość sprawia odbiór filmu; dużo bardziej się cieszę, że wczoraj miałem prawie pełną salę w Nowosybirsku. To jest największa radość.

– Z takich niemiłych wiadomości… Był Pan dyrektorem Studia Filmowego „Tor”, które decyzją Ministerstwa Kultury od 1 października zostanie zlikwidowane.

– To dla mnie bardzo smutna wiadomość, ale taką reformę aktualny minister przeprowadza.

– Sytuacja na świecie jest niespokojna – rośnie napięcie: wojny, konflikty zbrojne, zamachy, giną ludzie… Czy to wywołuje u Pana niepokój?

– Oczywiście, bo ja się urodziłem tuż przed wojną, czyli w 1939 roku, i w związku z tym mam taką świadomość, że wojna to jest rzecz realna, to nie jest rzecz, która się zdarzała kiedyś i jakimś innym ludziom – to się może zdarzyć. Natomiast widzę taki narastający rozkład form życia, w których żeśmy przywykli żyć i które się muszą zmienić na coś innego.

Ta reprezentatywna demokracja nie funkcjonuje sprawnie. Dyktatury już się dawno skompromitowały. Nie ma nowych form, w jakie społeczeństwa mogłyby się zorganizować. Czekamy, żeby coś takiego się pojawiło.

Donald Trump i Andrzej Duda
© AP Photo / Evan Vucci
Pojawił się populizm, który jest takim krokiem wstecz w rozwoju ludzkości, tzn. jak ludzkość dziecinnieje, to wtedy następują populistyczne rządy. I za pomocą tanich haseł tworzy się jakieś demokratyczne poparcie dla ludzi władzy, którzy bardzo często nie mają żadnych prawdziwych idei. Tak że jest na co się skarżyć na świecie bez wątpienia, ale świat jest ciągle w naszych rękach i mam nadzieję, że go nie zepsujemy tak szybko.

– Czy ludzie sztuki mogą w jakiś sposób wpłynąć na sytuację na świecie, złagodzić ją? „Piękno uratuje świat”?

– Myślę, że wpływają od wieków i tak będą wpływać dalej, bo sztuka, szczególnie ta, którą my uprawiamy, tzn. taka narracyjna, jest ona takim skumulowanym doświadczeniem ludzkości. Przekazujemy innym ludziom, że inni ludzie są inni, myślą inaczej, czują i że jednak mamy coś wspólnego. To jest bardzo wielka misja, bo ona przełamuje izolację, w której znajduje się każda jednostka i każdy kraj.

– Ciągle słyszymy o rosnącym zagrożeniu ze strony Rosji, że Rosja szykuje się do ataku. Czy Pana zdaniem dojdzie do tego?

– Mam nadzieję, że to się nie stanie. Mam nadzieję, że to są obawy przesadne, ale pewne ruchy rządu Federacji Rosyjskiej na arenie międzynarodowej muszą budzić niepokój, bo nie są zgodne z ogólnoprzyjętym obyczajem.

Więc jeżeli tak się dzieje, no to siłą rzeczy czujemy się niepewnie i to jest bardzo duża strata, dlatego że Rosja w latach 90. odbudowała zaufanie do siebie jako do wielkiego kraju, który jakby ruszył w stronę reform, a w tej chwili od czasu konfliktu w Gruzji, a potem konfliktu z Ukrainą tego wrażenia już nie ma, tzn. ten wielki kapitał gdzieś się roztrwonił.

To jest wielka strata dla całej Europy i ogromna strata dla Rosji, bo zaufanie jest wielką, chociaż niemierzalną wartością. I są kraje, które mogą budzić zaufanie, są także kraje, które zaufania nie budzą.

– Jaki jest aktualnie stan stosunków polsko-rosyjskich? Jakie są perspektywy?

– Raczej nie najlepsze, ale tutaj większy partner ma więcej do powiedzenia, to nie Polska kształtuje te stosunki, kształtuje je przede wszystkim Federacja Rosyjska, bo jest dużo większym podmiotem i ma dużo większą możliwość inicjatyw dyplomatycznych. Ja żałuję, że Polska nie dość tych inicjatyw podejmuje, ale to już jest pretensja do moich dyplomatów.

– Czy być może sytuacja się zmieni po wyborach październikowych?

– To zależy od tego, jaki będzie rezultat tych wyborów, jeżeli rezultat coś zmieni w układzie władzy, to na pewno nasza polityka zagraniczna ulegnie jakiejś korekcie.

– Jak wygląda współpraca między naszymi krajami w sztuce? Czy są realizowane wspólne projekty?

– Ona wygląda nie najlepiej, bo ja też to czuję, że ze strony rosyjskiej dzisiaj nie ma już takiej chęci, takiego otwarcia. Widzę, o ile mniej kontaktów i zaproszeń mnie spotyka teraz, a powiedzmy 5 czy 7 lat temu.

Ale my, ludzie sztuki, ciągle chcemy rozmawiać i chcemy budować te pomosty. To jest nasza rola jakby przypisana nam społecznie i myślę, że lubimy to.

W każdym razie widzę to po moich kolegach z Polski, że tu przyjeżdżają (do Rosji – red.), że tu przywożą swoje spektakle, że reżyserują tutaj. Szkoda, że jest mało inicjatyw, żeby robić wspólnie filmy, dawniej mieliśmy dużo więcej tych inicjatyw. Ale mam nadzieję, że to też trochę się zmieni. To, że są książki tłumaczone, wydawane bardzo mnie cieszy.

Krzysztof Zanussi
© Sputnik . Jekaterina Chesnokowa
– W swojej książce „Strategie życia, czyli jak zjeść ciastko i je mieć” napisał Pan: „Kiedy staram się zawrzeć w jednym słowie, co stanowi sens życia, to odpowiadam z przekonaniem – kultura”. Dlaczego kultura Pana zdaniem jest sensem życia?

– Bo ona jest tym wykwitem ludzkości. Na początku jest zwierzę, jest bydlę, jest taka półmałpa z maczugą, a potem jest Mozart, a potem jest Matka Teresa, mogę długo cytować te najwyższe wykwity kultury, tzn. ludzi żyjących dla najwyższych wartości, którzy przekształcają świat i nadają sens naszemu istnieniu, bo przez nich widać, że życie ma sens. A ten barbarzyńca z maczugą działa tak, jak cała przyroda ożywiona, tzn. zwalcza konkurenta, zabija swojego rywala i przeżywa, po czym też ginie.

– Podczas festiwalu w Moskwie rosyjskim widzom zostanie przedstawiony Pana najnowszy film pt. „Eter”. To w pewnym stopniu „Faust” à la Zanussi, autorska wersja tragedii. Czy przed rozpoczęciem pracy nad filmem obejrzał Pan „Fausta” w reżyserii Aleksandra Sokurowa (2011 rok)? Czy wpłynął na pańską wizję?

– Ależ oczywiście obejrzałem, wiele „Faustów”. Obejrzałem „Fausta” RenéClair’a – to się nazywało po polsku „Urok szatana” („La beautédu diable” – red.) z lat 50., oczywiście przedwojennego niemieckiego „Fausta” z Emilem Janningsem, także napatrzyłem się różnych „Faustów”, poza tym ilekroć jest „Mistrz i Małgorzata”, to to też jest odwołanie do „Fausta”. W Nowosybirsku ten film („Eter” – red.) został pokazany po raz pierwszy. Ten film jeszcze nie miał dystrybucji w Rosji, natomiast był już na Moskiewskim Festiwalu pokazany bardzo dyskretnie, tak że mało kto o tym wiedział.

– Kolejny projekt, kolejny film?

– Właśnie skończyłem scenariusz o młodym matematyku i o człowieku, któremu dobra materialne są zbyteczne.

– Czego Pan najbardziej się boi?

– Boję się bezsensu. Bo to jest gorsze niż śmierć. Jeżeli życie ma jakiś sens, to śmierć może mieć sens i może być coś po tym życiu. A jeżeli wszystko jest bez sensu, tak jak mówią postmoderniści, jak mówili Friedrich Engels i Ludwig Feuerbach, i ci wszyscy dziewiętnastowieczni filozofowie, którzy bardzo zatruli naszą kulturę takim bardzo krótkowzrocznym, materialistycznym spojrzeniem, no to jeśli im dać wiarę, to znaczy świat jest bez sensu i to wtedy jest bardzo tragiczne.

– O czym Pan marzy?

– Proszę Pani, jak się ma 80 lat, to nie trzeba marzyć, trzeba tylko cytować Goethego, który w tej sprawie wypowiedział się kompetentnie, powiedział: „Chwilo, trwaj”. Ja tylko o to proszę.

A więc trwaj, chwilo, trwaj! Dwieście lat, Mistrzu! Wszystkiego najlepszego!

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polski historyk: Warszawa nazbyt wierzyła w zachodnich sojuszników i własną potęgę
Prześladowanie krymskich dziennikarzy w Warszawie. Rosja komentuje
Rosja reaguje na postawę Polski ws. Nord Stream 2
Zanussi: Polska i Rosja powinny wyjść ze ślepego zaułka
Rosja komentuje „ukraiński skandal” w USA
Bohaterowie Zanussiego „ruszyli” na podbój Moskwy
Tagi:
stosunki polsko-rosyjskie, Krzysztof Zanussi, kino, Nowosybirsk, Moskwa, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz