Widgets Magazine
14:49 21 Październik 2019
Budynek Telewizji Polskiej w Warszawie

Debata wyborcza: „Przeciętny polski wyborca poprze partię rządzącą”

© AFP 2019 / Janek Skarzynski
Opinie
Krótki link
Autor
Wybory parlamentarne w Polsce 2019 (96)
4106
Subskrybuj nas na

Mniej niż dwa tygodnie do wyborów główne siły polityczne wykorzystują na spotkania z wyborcami, gdzie przedstawiają swoje argumenty, które zmobilizują ich zwolenników. Na pewno też przedstawią „swoje prawdy” i tym, którzy jeszcze nie zdecydowali się, czy należy pójść na wybory.

Wczoraj przedstawiciele pięciu komitetów wzięli udział w przedwyborczej debacie w studiu TVP. Byli to Jacek Sasin z PiS, Borys Budka z Koalicji Obywatelskiej, Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL-u, Andrzej Rozenek reprezentował lewicę, a Jacek Wilk Konfederację. 

Uczestnicy debaty odpowiadali na pytania przez niemal godzinę. Pierwsze dotyczyło programu 500+. W kolejnych pytaniach politycy wypowiadali się na temat związków partnerskich i adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Trzecie dotyczyło relacji z USA: czy Polska powinna je rozwijać, czy też lepiej je rozwijać z innymi krajami, jeśli tak, to z jakimi. Omawiano też sprawę systemu zdrowotnego w kraju. Natomiast ostatnia seria pytań dotyczyła dopłat z Unii Europejskiej dla rolników. 

Z publikacji medialnych wiemy, że uczestnicy debaty łatwo korzystali z faktów i liczb, z ostrych ripost wobec swoich oponentów. Więc, czy można liczyć, że ta debata potrafi nadać nowy rytm dobiegającej końca kampanii? Załóżmy, że Państwo nie podjęli jeszcze ostatecznej decyzji: pójść na wybory, czy nie. A wieczorem o 20.05 włączyli Państwo telewizor i przez 55 minut obserwowali i słuchali argumentów przedstawicieli pięciu komitetów wyborczych. Z taką mianowicie sprawą Sputnik zwrócił się do publicysty „Myśli Polskiej” red. Adama Śmiecha:

– Jak Pan ocenia tę debatę?

– Są tu dwa pytania, pierwsze pytanie związane z tym, czy ta debata może coś zmienić. Wydaje mi się, że nie. A ponieważ drugie pytanie jest bardzo ciekawe, może, wyjdę od tego potencjalnego wyborcy, który jeszcze nie jest zdecydowany, jeszcze nawet nie wie, czy pójdzie na wybory i oglądał wczorajszą debatę.

Wydaje mi się, że taki potencjalny wyborca po tej debacie, jeżeli zdecyduje się na pójście na wybory, to zagłosuje w sposób dość typowy dla tego rodzaju wyborców w Polsce na przestrzeni lat. Czyli poprze partię rządzącą. Dlatego, że opozycja nie zaproponowała niczego, co może „przebić” to, o czym mówi PiS i w jaki sposób to mówi.

Jeżeli, na przykład, główna partia opozycyjna Platforma Obywatelska, która w tej chwili nazywa się Koalicja Obywatelska, była 8 lat przy władzy i mówi, że popiera 500+, a sama tego nie wprowadziła, to niezależnie od tego, co sugerują specjaliści i analitycy polityczni, uśredniony wyborca widzi, że tutaj mamy do czynienia pewną nieszczerością ze strony opozycji.

Oczywiście, w to graj partii rządzącej, panu Sasinowi, który ją reprezentował wczoraj i który z tego punktu widzenia po prostu wypunktował tych, którzy tak naprawdę nie mają kontrprogramu wobec tego, co proponuje PiS. Powtórzę: jeżeli opozycja przejmuje teraz argumenty PiS-u, to z punktu widzenia uśrednionego wyborcy jest niewiarygodna i nieszczera. Stąd moje dość pesymistyczne przekonanie, że jeżeli taki uśredniony widz oglądał tę debatę to raczej poprze partię rządzącą niż opozycję. 

– Kto, według Pana redaktora, z polityków wypadł najlepiej?

– Od jakiegoś czasu jestem zdania, że takim politykiem, działającym ku zgodzie, podkreślającym rolę zgody pomiędzy Polakami i rzeczywiście tak działającym, nie tylko mówiącym o tym, ale i starającym się wprowadzać to w życie, jest prezes PSL-u.

Proszę zauważyć, że był jedynym przywódcą partii, który wziął udział w tej debacie. Jest to, niewątpliwie, człowiek skierowany właśnie na to, żeby porozumieć się, żeby rozmawiać przede wszystkim, nie tylko przerzucać się niezbyt kulturalnymi argumentami. Z tego punktu widzenia oceniam, że najbardziej takich pozytywnych cech posiada pan prezes PSL.

– Czy ta forma walki wyborczej, według Pana, wpłynie na frekwencję 13 października i na decyzję wyborców generalnie?

– Tylko w niewielkim stopniu, dlatego, że poszczególne obozy i ich zwolennicy, używając nazewnictwa wojennego, są okopani na swoich pozycjach, i oglądając debatę mogli tylko się utwierdzić w tym, że ich przedstawiciele mówią to, czego oni oczekują. Mogą być bardzo niewielkie wahnięcia, tym bardziej, że nie doczekaliśmy się w czasie debaty jakichś zasadniczych wystąpień dotyczących kierunków przyszłości Polski.

W przypadku chociażby pytania o politykę zagraniczną, to, jeżeli weźmiemy pod uwagę wypowiedzi partii rządzącej i głównych sił opozycyjnych, Polska jest cały czas w cieniu Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. Padły stwierdzenia ze strony tych sił, które mają mniejsze poparcie w sondażach, mówiące coś więcej, ale też z obawą, ze strachem, odnośnie polityki wschodniej, przede wszystkim w kierunku Rosji i Chin. Zgadzam się z jedną wypowiedzią przedstawiciela Konfederacji, że obecna polityka obozu rządzącego jest polityką prowadzoną na klęczkach wobec Stanów Zjednoczonych.

Wydaje mi się więc, że ta debata tylko w niewielkim stopniu może zadecydować o zmianach w kwestii poparcia poszczególnych partii, a niezdecydowany wyborca w takiej sytuacji, jaką mamy, raczej będzie skłaniał ku partii rządzącej, niż ku partiom opozycyjnym.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Wybory parlamentarne w Polsce 2019 (96)

Zobacz również:

Nowy spot wyborczy PiS: Piekło, niebo i „Siara” z Kilera
F-35, „ruski węgiel” i walka o polską flagę, czyli wyborcza debata telewizyjna
Dlaczego afery nie przekładają się na wyniki sondaży, a nawet wyborów?
Tagi:
Jacek Wilk, Andrzej Rozenek, Władysław Kosiniak-Kamysz, Borys Budka, Jacek Sasin, Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL), PSL, Koalicja Obywatelska, KO, Platforma Obywatelska, PO, Prawo i Sprawiedliwość, PiS, debata publiczna, kampania wyborcza, wybory parlamentarne, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz