Widgets Magazine
12:08 16 Październik 2019
Andrzej Duda,Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński na obchodach stulecia odzyskania niepodległości

Dlaczego PiS jest prosocjalny?

© Sputnik . Aleksiej Witwicki
Opinie
Krótki link
Autor
5174
Subskrybuj nas na

Najprostszą odpowiedzią na to pytanie byłoby stwierdzenie - bo to się opłaca, bo tak kupuje głosy. I jest w tym dużo prawdy, bo PiS jak i pozostali, to partia polityczna, która chce mieć władzę i ją utrzymać.

Przez całe 30 lat od czasów transformacji wszyscy głosy kupowali. Wszyscy kupowali głosy obietnicami niskich podatków i polityki przyjaznej dla pracodawców. PiS jako pierwszy kupił głosy tych, z którymi nikt się nie liczył. Tych, co do których był konsensus, że u nich głosów nie można i nie warto kupować.

Nie jest to jednak wystarczające wyjaśnienie. Bo jeśli to takie proste, to czemu inni, gdy rządzili, na to nie wpadli? Zamiast tego, brak jakiejkolwiek polityki społecznej uzasadniali wolnym rynkiem; tym, że nas na to nie stać; tym, że będziemy mniej konkurencyjni wobec Zachodu; że trzeba bogatym robić dobrze, to ich bogactwo wyleje się też na biednych.

Zamiast modernizacji i innowacji – większy wyzysk

Jan Sowa już kilka lat temu pisał, że kapitalizm, który stworzono w Polsce jest kopią feudalnych stosunków czasów zacofania I Rzeczpospolitej. Od XVI wieku stawaliśmy peryferiami Europy, tak jak obecnie jesteśmy tej Europy outsiderem. Wzrost, jaki mamy, jest okupiony niskim poziomem życia naszych obywateli. To żaden powód do dumy czy zadowolenia.

Polska gospodarka czasów folwarków nie była innowacyjna. Do czasu byliśmy zbożowym spichlerzem Europy. Gdy jednak Zachód zaczął się modernizować, wydajność produkcji zboża rosła, a pańszczyznę zastępowała praca najemna, polska szlachta przeciwna wszelkiej nowoczesności, dokręcała śrubę chłopom pańszczyźnianym, którzy niską wydajność rekompensowali morderczą niewolniczą pracą. Dziesięciodniowym tygodniem pracy na pańskim polu. 7 dni w polu szlachcica pracował chłop, a jeszcze trzy dni jakiś członek jego rodziny, byleby polskie zboże było tańsze od tego na Zachodzie.

Dziś jest podobnie.

Jesteśmy narodem, który po Korei Południowej pracuje w tygodniu najdłużej. Tak samo współcześni kapitaliści rekompensują brak nowoczesności i innowacji w polskiej gospodarce – dokręcaniem śruby pracownikom i niskimi wynagrodzeniami. I Rzeczpospolita z tego powodu upadła. Była państwem niewydajnym i zacofanym. Zabory były tego skutkiem a nie tego przyczyną. Zwłaszcza, że dopiero zabory okazały się szansą na modernizację naszego zacofanego kraju. Podobieństwa miedzy I i III Rzeczpospolita są uderzające.

Nauki z porażki lat 2005-2007

Ale wróćmy do PiS, bo kluczową, dla przyszłej lewicy, która mam nadzieję w końcu się w Polsce narodzi, jest zrozumienie tej formacji i jej spektakularnego sukcesu.

PiS nie pierwszy raz rządzi. W latach 2005-2007 to nie była eufemistycznie mówiąc szczególnie prosocjalna formacja. Ministrem finansów Jarosław Kaczyński mianował wtedy skrajną liberałkę Zytę Gilowską. PiS obniżał podatki likwidując trzeci próg podatkowy. Zlikwidował podatek od spadków. Pisowcy u władzy eksperymentowali też z obniżeniem podatków bezpośrednich, czyli bogaci płacą mniej, i z podwyższeniem podatków pośrednich, czyli wyższe ceny dla biednych.

Zyta Gilowska obniżyła też składkę emerytalną i rentową, co doprowadziło do zapaści ZUS-u, a później peowskich pomysłów podwyższenia wieku emerytalnego. PiS miał oczywiście wiele innych win, podobnych do obecnych w dziedzinie tworzenia autorytarnego systemu. Ale z polityki społecznej trudno przypomnieć sobie z tamtych lat coś więcej niż „becikowe”.

Utrata władzy w 2007 roku, po przyśpieszonych wyborach, była dla PiS i nauczką i początkiem ewolucji tej partii. Ewolucja ta nie wpłynęła na ich autorytarne ciągoty, bo dzisiejszy PiS jest pod tym względem identyczny, jeśli nie gorszy. Wpłynęła za to z całą pewnością na to, że partia ta zaczęła się gospodarczo i społecznie przesuwać na lewo zwłaszcza, że po lewej stronie cały czas było puste miejsce.

Znając realia Polski, słabość rodzimego kapitału, PiS doszedł do wniosku, że niemożliwa jest modernizacja i rozwój naszego kraju, bez korekty kapitalizmu. Uznał, że państwo musi zainterweniować, by wejść w końcu na drogę rozwoju. Początkiem tego interwencjonizmu był sztandarowy socjalny projekt partii rządzącej – 500+, który zwiększył popyt i w jakimś choćby niewielkim procencie naprawił niesprawiedliwości w podziale dochodu narodowego. Już to samo w sobie, dla gospodarczych liberałów, było niewybaczalną zbrodnią przeciw zasadom liberalnej ekonomii.

Perspektywy dalszego rozwoju na podstawie doświadczeń sanacji

Tym co charakteryzowało rządy, będącej ideowym wzorcem PiS sanacji, była stale postępująca etatyzacja gospodarki II Rzeczpospolitej, również wynikająca ze słabości przedwojennego polskiego kapitału. Także mocno zarysowane dążenie do autarkii. Od początku było to przedmiotem ostrych sporów wewnątrz obozu sanacyjnego, między jego prawicą a lewicą. Wielki Kryzys, który bardzo mocno dotknął Polskę, a zwłaszcza polską wieś, zawiódł jednak sanację do pewnej refleksji. Refleksją tą było zrozumienie, że kapitalizm nie działa tak jak sobie to wyobrażali. Tzw. wolny to bujda na resorach, która służy wąskiej elicie, bo kraj się nie rozwija. Zapóźnienia w rozwoju i brak kapitału nie dawały nam szans na inne miejsce w Europie, jak tylko rezerwuar surowców i taniej siły roboczej.

Ze względu na słabość polskiego kapitału prywatnego, ten nie był w stanie wykupić i zastąpić kapitału obcego. Etatyzacja nie była więc podyktowana jakimiś względami ideowymi, choćby w sanacyjnej lewicy widziano w niej wstęp do uspołecznienia produkcji, ale względami czysto pragmatycznymi. By wyciągnąć kraj z peryferii, niezbędna była więc interwencja państwa i jego bezpośrednia działalność gospodarcza. W końcu lat trzydziestych zaowocowało to początkiem planowej gospodarki.

Wybory do PE
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Pierwszym był plan rozwoju gospodarczego, opracowany przez wicepremiera i ministra skarbu Eugeniusza Kwiatkowskiego na lata 1936-1940. Miał zapewnić wzrost eksportu, zmniejszenie bezrobocia, polepszenie zaopatrzenia dla wojska. Najważniejszym założeniem była walka ze skutkami wielkiego kryzysu, doprowadzenie do trwałego ożywienia gospodarczego w II RP oraz uzyskanie niezależności gospodarczej przez państwo polskie.

Skutkiem realizacji Planu było powstanie zakładów przemysłu zbrojeniowego, lotniczego, chemicznego; tworzono huty, walcownie, zakłady produkcji gumy i kauczuku. Głównymi miejscami realizacji były Centralny Okręg Przemysłowy i Gdynia oraz Warszawski Okręg Przemysłowy. Równocześnie budowano osiedla mieszkalne dla robotników z całą własną infrastrukturą.

Następny plan był już planem piętnastoletnim na lata 1939-1954. Jednym z jego najważniejszych celów była urbanizacja i uprzemysłowienie Polski, wyrównywanie różnic w poziomie życia w różnych regionach kraju; zatarcie różnic pomiędzy Polską "A" i "B". Skądś to już znamy? Zamierzenia te przerwała wojna, a w dużej mierze zrealizowano dopiero w czasach Polski Ludowej.

Nie można tez zapominać o rozbudowaniu opieki socjalnej. Budowie instytucji i regulacji prawnych, biorących pod ochronę najsłabszych. Zwłaszcza w okresie Wielkiego Kryzysu.

Dość rozbudowane było wprawdzie ustawodawstwo w zamierzeniu  wspierające ruch budowlany, a państwo w latach 30. bezpośrednio poprzez Towarzystwo Osiedli Robotniczych zaangażowało się w budownictwo tanich mieszkań, efekty były jednak mało zadowalające.

Jednak będąca  symbolem  budownictwa  robotniczego Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa wybudowała w latach 1925–1938 zaledwie 1,7 tys. mieszkań, natomiast powstałe w 1934r. A Towarzystwo  Osiedli  Robotniczych  przyczyniło się do powstania  około 9 tys. mieszkań.

Bariery rozwoju

Płaczące dziecko
© Fotolia / chalabala
Czy to wszystko leży też w zamiarach partii rządzącej? Socjał był tylko do tego wstępem? Być może, ale tym razem będzie z tym trudniej. O ile przed wojną w kwestii modernizacji kraju, władza musiała się ścierać z rodzimym kapitałem, który wszelkiej gospodarczej działalność państwa i jego interwencjom w wolny rynek ostro się sprzeciwiał w obawie o swe dochody. Podobnie było z obcym kapitałem, który zwłaszcza w czasach Wielkiego Kryzysu, prowadził bardzo destrukcyjną działalność na naszej ziemi wydrenował stąd dziesiątki milionów złotych.

Jednak Państwo Polskie, przy wszystkich jego wadach, było wtedy względnie suwerenne. Bardzo suwerenne politycznie i w mniejszej części, gospodarczo, z uwagi na obcy kapitał i amerykańskie kredyty. Teraz takie działania natychmiast, nakładając na Polskę kary finansowe, zastopuje Unia Europejska, w której zasadą ekonomii jest przecież wolna konkurencja, a 70% regulacji prawnych powstaje w Brukseli.

Próby „polonizacji” mediów, czy banków, póki co zakończyły się fiaskiem. To samo jeśli chodzi o program „Mieszkanie+”, który uderzyłby w ogromne interesy developerów. Na czym polegają „szczególne relacje” między Polską, a Stanami Zjednoczonymi przekonaliśmy się, gdy rząd chciał opodatkować amerykańskich gigantów cyfrowych (Google, Facebook, Amazon). Wtedy do Polski przyjechał amerykański wiceprezydent, Mike Pence, i powiedział – nie wolno! Od jakiegoś czasu też, dzięki tym „szczególnym relacjom”, amerykańskich interesów w Polsce broni coraz liczniejszy kontyngent amerykańskich żołnierzy. Na dodatek za nasze pieniądze.

W polityce PiS jest więc szereg sprzeczności. Mówią o odzyskaniu suwerenności a jednocześnie podejmują działania, które resztek tej suwerenności nas pozbawiają instalując na stałe w naszym kraju, obce wojsko, służące przecież wyłącznie obcym interesom.

Trudno też sobie wyobrazić, z tych samych powodów, by państwo zbudowało np. fabrykę samochodów, czy w ogóle zainwestowało w jakąś nową gałąź przemysłu. Konkurencja nie pozwoli.

Ale może stąd to dążenie do zmiany konstytucji? Tylko czy PiS jest gotów na fundamentalny spór z instytucjami Unii Europejskiej, którego celem byłoby odzyskanie suwerenności gospodarczej? Rachuby zaś na to, że w tym sporze przed UE obroni nas USA, są po prostu głupie. Bo jeśli tak nawet tak to sobie wyobrażają, to odzyskanie suwerenności, byłoby jedynie zastąpieniem niemieckich czy francuskich interesów w Polsce, interesami amerykańskimi.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

500 plus dla małych i mikroprzedsiębiorców. PiS kontynuuje „rewolucję godności”
Trzaskowski: Jestem wrogiem numer jeden dla PiS
Sondaż: PiS wygrywa z dużą przewagą
Tagi:
PRL, Mike Pence, USA, Unia Europejska, Europa, polityka, wybory, PiS, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz