Widgets Magazine
04:48 24 Październik 2019
Mieszkańcy Abchazji z flagą narodową na ulicach w Suchum

Abchazja – kraina ducha

© Sputnik . Mihail Mokrushin
Opinie
Krótki link
Autor
2335
Subskrybuj nas na

Kraj potrzebuje partnerów w branży hotelarskiej i sanatoryjnej, ale także maszyn rolniczych, sprzętu kolejowego, budowlanki. Oczywiście, są tam już Rosjanie, badają rynek Turcy, ale jest też miejsce dla polskiej przedsiębiorczości.

– Abchazja, Abchazja… - to gdzieś na Bałkanach? – nie, nie wymyśliłem tego pytania dowodzącego, że samozwańczy „najwięksi spece od polityki wschodniej”, czyli Polacy, mają raczej blade pojęcie o jej kluczowych składowych. A to, że na Zachodzie geografię Europy Wschodniej, rejonu Morza Czarnego i Kaukazu znają nawet gorzej – nie może być dla nas żadnym usprawiedliwieniem. „Tam to jakaś wojna była/jest?” – dodają ci lepiej zorientowani. Nie na tyle jednak, by zauważyć, że od zakończenia walk minęło 25 lat, a więc więcej nawet niż od ostatnich strzałów w byłej Jugosławii.

– Aaaaa, Suchum…! No, to trzeba było tak od razu! – rozmarzają się przynajmniej ci starsi.

I choć przemawia przez nich głównie niejasne wspomnienie, pewnie jeszcze z wczasów z lat 80-tych – to właśnie oni… mają rację!

Co my na tym możemy zarobić?

Abchazja jest krajem wielkich możliwości. Nie, nie, nie przewijajcie tego kawałka, on tylko trochę wygląda jak wprawka z reportażu zaangażowanego, w stylu „jasnej wstęgi asfaltu nawijającej kilometry na koła”. Wracając po prawie 30 latach nad ten czarnomorski brzeg naprawdę czułem się jak pełnomocnik tej firmy obuwniczej, który po przyjeździe do Afryki konstatuje, że wszyscy są boso.

To prawda, że sporą część dróg utrzymuje się chyba w takim stanie, żeby Albańczycy nie czuli się najgorsi. To prawda, że w niektórych lokalizacjach „Mad Maxa” można by kręcić bez wydatków na scenografię i dekoracje. To prawda wreszcie, że nawet mój młody, a wychowany w kulcie PRL-u lewicowy kolega na chwilę stracił rezon i szeptem zapytał: „To naprawdę tak wtedy wyglądało?”. To wszystko prawdy, a więc prawdą jest, że na inwestowaniu w Abchazji naprawdę można zarobić – bo przecież gdzie indziej wszystko już jest.

A tu najmniejszy nawet wkład i wysiłek dać mogą wymierny efekt – a więc i znaczącą stopę zwrotu. Abchazja rozwija się, bo rozwijać musi z dynamiką wciąż typową dla obszarów post-wojennych, a więc szybko – będąc jednocześnie terenem dziewiczym, acz nieźle przygotowanym na przyjęcie ludzi z inicjatywą.

Kraj potrzebuje partnerów w branży hotelarskiej i sanatoryjnej, ale także maszyn rolniczych, sprzętu kolejowego, budowlanki. Oczywiście, są tam już Rosjanie, badają rynek Turcy, ale jest też miejsce dla polskiej przedsiębiorczości.

A klimat jest naprawdę życzliwy i znakomity – co sprawdziliśmy osobiście, jako grupa polskich dziennikarzy i społecznych, którzy dzięki organizacyjnym talentom Międzynarodowej Agencji Informacyjnej „Rossiya Segodnya” oraz fundacji Centrum Rosyjsko-Polskiego Dialogu i Porozumienia odwiedzili Abchazję przy okazji uczestnictwa w rosyjskim mediaforum Związku Dziennikarzy Rosyjskich „Cała Rosja – 2019”.

To znaczy zarówno przejechaliśmy się miejscowymi drogami, które… nie potrzebują progów zwalniających, widzieliśmy domy wciąż z dziurami po kulach z czasów gruzińskiego najazdu – ale widzieliśmy też kraj, w którym stawia się hotele, pensjonaty i sanatoria na europejskim, światowym poziomie. Który handluje przez całą dobę i który stanowi zaplecze motoryzacyjne (bynajmniej nie kradzionych, ale korzystnie importowanych aut) dla pobliskich obwodów Rosji.

Bo że będąc w Abchazji nie byliśmy zarazem w Rosji – tego jesteśmy zupełnie pewni.

Abchazja nie jest krajem okupowanym przez Rosję

Abchazja nie jest krajem okupowanym przez Rosję, to jedna z największych bzdur jakie można napisać.

Abchazi wyzwolili się własnymi siłami w latach 90-tych, sami zrzucili gruzińską okupację, sami odbili własne miasta grabione i niszczone przez hołubionych wówczas przez Zachód gruzińskich nacjonalistów (osławionych Mchedrioni) – Rosja natomiast faktycznie zapewniła przerwanie tej niszczącej wojny, stając się siłami rozjemczymi i rozdzielającymi zwaśnione strony. Następnie jednak na półtorej dekady niemal o Abchazji zapomniała – co miało swoje złe i dobre strony.

Złe – bo blokada ekonomiczna zakonserwowała stan wojennych zniszczeń. Dobre – bo pozwoliła rozwijać się naturalnej kaukaskiej przedsiębiorczości. Ta zaś nie zna granic ni blokad!

Dziś Rosja uznaje Abchazję za niepodległe państwo – i traktuje to całkiem poważnie, co widać choćby po infrastrukturze granicznej.

Uwaga!!! Jadąc do Abchazji – a wjechać da się tylko od strony Federacji – należy dopilnować posiadania wielokrotnej wizy rosyjskiej, inaczej się z Abchazji do Rosji nie wróci.

Moskwa finansuje też szereg programów odbudowy w republice – i jest to element pewności, swego rodzaju kotwica budżetowa, ułatwiająca decyzję o ewentualnym inwestowaniu na tym terytorium. Drugą, zdecydowanie ważniejszą jest jednak determinacja miejscowych władz.

Kaukaz ma dobrą pamięć

Spotkaliśmy się m.in. z Walerijem Bganbą, abchaskim człowiekiem na ciężkie czasy: podczas wojny bohaterskim obrońcą Gagry, później m.in. przewodniczącym parlamentu, tymczasowym prezydentem, a od roku premierem niepodległej Abchazji.

Rozmawialiśmy z ministrami – spraw zagranicznych, Daudem Kowe, turystyki Awtandiłem Garckiją, gospodarki Adgurem Ardzinbą oraz wicepremierem Dżankuszem Nanbą. Imponujące w kontekście narodu wielkości Białegostoku? Nie o to chodzi.

Ważne, że wszyscy oni potwierdzili zasadę znaną już z podróży poza samozwańczym „pierwszym światem”: że im dalej od niego, a często im mniejsza społeczność – tym szersze horyzonty myślowe, tym błyskotliwsze umysły i większa determinacja, przy jasnym wytknięciu osiągalnych celów. Takich właśnie ludzi spotkaliśmy w Abchazji i to daje nam gwarancję nie tylko dobrych interesów polsko-rosyjskich, ale i… słuszności uznania niepodległości tego państwa przez Polskę.

Abchazja bowiem jakimś dziwnym trafem nigdy nie załapała się na (tak poza tym hojne…) wykwity fundowanego Polakom prometeizmu, nie została uznana gdy odzyskiwała wolność w latach 1990-94, gdy przecież w III RP kibicowano każdej post-sowieckiej wsi, w której pojawił się jakiś suwerennościowy agitator.

Przyczyna była oczywista – Abchazi chcieli niepodległości od Gruzji, a nie bezpośrednio od Sowietów, a to czyniło ich co najmniej tak samo podejrzanymi, jak np.... Polacy na Wileńszczyźnie, w tym samym czasie domagający się własnej autonomii, tyle tylko, że nie z bronią w ręku.

Patrząc na stan abchaskich miast można się cieszyć, że nie spotkało to polskiej Wileńszczyzny. Z drugiej strony jednak widząc, że Abchazom się udało nie sposób nie westchnąć…

Nie ma żadnych powodów, by wiązać geopolityczny interes Polski na Zakaukaziu akurat z Gruzją, w przeszłości aspirującą za wszelką, niszczącą cenę do sympatii Zachodu, dziś zaś szukającą na powrót własnej tożsamości i pozycji w świecie.

Niech więc sobie mili naszym sercom Gruzini radzą jak najlepiej, my jednak skupmy się na ćwiczeniach z własnej geopolitycznej elastyczności i sprawności. Ja już zacząłem – polskie ośrodki insurekcyjne zawsze mnie mierziły, jako wyjątkowi szkodnicy sprawy polskiej, ale gdy w Abchazji przywitano mnie opowieścią, że ich bohaterem jest XIX-wieczny polski powstaniec, emisariusz Hotelu Lambert, Teofil Łapiński, którego biografię czytałem jeszcze jako dziecko – uśmiechnąłem się z podziękowaniem.

Bo to jest Kaukaz, a tam się takie rzeczy, takich ludzi i takie wspólne sprawy pamięta!

Abchazja – czyli jak nie popełnić polskich błędów

Drugi raz w Abchazji uśmiechnąłem się już zupełnie szczerze – podczas zakupów. Nie, nie do adżyki i czaczy (to znaczy do nich też, ale później), ale kiedy podeszła do nas nobliwa starsza pani i zapytała: - Polacy? Bo ja Szapkowska, moja familia z Polski… My tu już od XVIII wieku!

To się zdarza wszędzie na obszarze porosyjskim i nie ma co tego ukrywać: potomkowie zesłańców, ale i tych, którzy w wielkim Imperium potrafili robić wspaniałe kariery. Ludzie, którzy często nie umieją już słowa po polsku – ale zawsze mają to COŚ: stare zdjęcie, jakiś list, święty obrazek, czasem ryngraf, a czasem tylko opowieść. Przepraszam. Aż OPOWIEŚĆ rodzinną.

Taką właśnie Polkę i Abchaskę spotkaliśmy, a gdy wychodziliśmy ze sklepu na wiosze (w której stanęliśmy przypadkowo i losowo, nikt nam nikogo nie podstawiał, ani nie utrzymywał zapewne nobliwie wyglądających starszych pań w czerni w każdym sklepiku po trasie – zanim ktoś zapyta…) – usłyszeliśmy jeszcze jej odpowiedź na pytanie z kim rozmawiała: - To moi bracia…

Braćmi jesteśmy też z Abchazami i jest to tam wyraźnie odczuwane. Także dlatego, że oni też umieli się bić, gdy było trzeba – i z Turkami, i z Rosjanami, o czym z dumą i bez skrępowania mówią. Tyle tylko, że znacznie lepiej od nas potrafią zabezpieczyć zdobytą niepodległość.

Państwo zachęca do prywatnych inwestycji, samo opiera swój budżet m.in. na niskim (10-procentowym) podatku dochodowym, ale trzyma się 50-procentowej własności ziemi. Tworzy warunki, ale pilnuje zasad.

Andrzej Duda,Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński na obchodach stulecia odzyskania niepodległości
© Sputnik . Aleksiej Witwicki
Udało się odtworzyć jakieś 10 proc. przedwojennego potencjału przetwórstwa spożywczego republiki (głównie cytrusy), w ciągu ostatniej dekady zbudowano od podstaw lub odbudowano około 350 obiektów hotelowych, chociaż np. baza sanatoryjna pozostaje na poziomie ok. 10 proc. tej z lat 80-tych. Tyle, że to wszystko jest ICH, Abchazów, a oni (mimo blokad i sankcji!) przez cały czas jeszcze umieli zarabiać na handlu. Brzmi nie-…znajomo?

Zmowa sprytnych narodów

Na handlu i usługach, przede wszystkim turystycznych zarabiają zresztą niemal wszyscy. I tak wracamy do punktu wyjścia – do… wspomnień. Tych z Suchumi i Picundy.

Za czasów mojego dzieciństwa nie były one tak zadęte ideologicznie jak pionierskie obozy na Krymie, nie miały tego breżniowskiego nie-stylu Soczi, były po prostu… ładne. I nadal takie są. Mimo dekad zapóźnień, mimo zniszczeń.

Gdy zachód słońca zapada nad suchumskim Primoriem można na chwilę zapomnieć, że w mroku kryją się zniszczone mola – zwłaszcza, że świt można przywitać już w Picundzie. A tam jest już nie tylko tradycja, ale i przyszłość, w nowych, nowoczesnych i ABCHASKICH hotelach. I od nas tylko zależy czy będzie to przyszłość wspólna, oparta na partnerstwie z narodem wielkości populacji Białegostoku, ale o duchu większym niż Księżyc.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Abchazja i Południowa Osetia świętują 10-lecie niepodległości
Zachwycić się Abchazją: Reliktowy Park Narodowy
Gruzja dołączy do NATO bez Osetii Południowej i Abchazji?
Rosja modernizuje armię Abchazji
Tagi:
Gruzja, Jugosławia, wojna, konflikt, niepodległość, turystyka, Turcja, Rosja, rolnictwo, Polska, Abchazja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz