Widgets Magazine
03:35 24 Październik 2019
Festiwal indiańskiej kultury

Polskie „walki plemienne” zamiast debaty politycznej

© Sputnik . Aleksiej Daniczew
Opinie
Krótki link
Autor
Wybory parlamentarne w Polsce 2019 (101)
2190
Subskrybuj nas na

Na łamach tygodnika „Myśl Polska” ukazał się artykuł prof. Stanisława Bielenia pod tytułem „Polska anemokrаcja” (greckie słowo „anemos” – wiatr). O rzucaniu słów na wiatr, o pustosłowiu, fałszywych obietnicach wyborczych pisze profesor Stanisław Bieleń.

Artykuł zawiera wiele wątków. O skomentowanie niektórych Sputnik poprosił politologa prof. Adama Wielomskiego.

- Prof. Bieleń: „Kampanie wyborcze przybierają charakter karnawałowych festynów, a ich mottem jest hasło przypominające antyczne panem et circenses”. Jak Pan przełoży to na polskie realia?

- Przeczytałem wczoraj wieczorem artykuł pana profesora Bielenia, którego zresztą prywatnie dość dobrze znam. Jest to tekst, w którym pan prof. próbuje zaprezentować całokształt kryzysu polskiej polityki i dyskusji politycznych. Przedstawia słuszne poglądy, że w polskich dyskusjach zupełnie nie ma aspektu merytorycznego, nie ma żadnej racjonalnej debaty. Mamy do czynienia tylko i wyłącznie z pustosłowiem, obietnicami i wielkim seansem nienawiści w stosunku do przeciwników politycznych.

Trudno się z tym nie zgodzić, dlatego że polska polityka od dobrych kilkunastu lat rzeczywiście tak wygląda. Jak byłem jeszcze studentem i uczniem pana profesora Bielenia to pamiętam, że w czasach uniwersyteckich uczono nas prowadzenia debaty. Rozmawialiśmy o różnych sprawach, nie zgadzaliśmy się w różnych kwestiach, to prawda. Ale to nie uniemożliwiało nam porozumienia się ze sobą, prywatnego koleżeństwa, przyjaźni.

Dzisiejsza dyskusja w Polsce i tu się z panem profesorem Bieleniem całkowicie zgadzam tego nie przypomina, ponieważ to są jakieś walki plemienne, grupy totemiczne skupione wokół wodzów, które w żaden sposób do siebie już nie przekonują, a tylko i wyłącznie odwołują się do wzajemnej nienawiści.

Potwierdzają to różnego rodzaju badania socjologiczne, pokazujące, że nawet do 50% elektoratów poszczególnych partii wcale nie utożsamia się z ich poglądami. Są to elektoraty, nastawione anty, przeciwko drugiemu ugrupowaniu i ziejące, co tu dużo mówić, zwykłą nienawiścią do przeciwnika.

- Prof. Bieleń: „Domniemany konsensus, czyli brak sprzeciwu dotyczy takich spraw, wokół których praktycznie się nie dyskutuje, na przykład, bezapelacyjnego zagrożenia ze strony Rosji (wszystko jedno, realnego czy też wyimaginowanego) albo kosztownego sojuszu militarnego z Ameryką (który nie wiadomo, jakie przyniesie konsekwencje)”. Jakie mogą być te konsekwencje?

- Zgadzam się z tą opinią, dlatego że rzeczywiście w Polsce jakakolwiek krytyka polskiej polityki zagranicznej i stosunku państwa polskiego do Federacji Rosyjskiej czy też jakakolwiek krytyka, czy po prostu postawienie pytań, dotyczących sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi jest przez polską klasę polityczną i przez media traktowane jako nieomal zdrada stanu. Są to tematy, na które rzeczywiście się nie dyskutuje.

Bardzo prosty przykład, który można podać to kwestia stosunków polsko-rosyjskich. Polska klasa polityczna i media bardzo dużo mówią o zagrożeniu ze strony Rosji, ale tak naprawdę nie spotykamy argumentacji na czym to zagrożenie polega. Przecież Rosja nie wysuwa w stosunku do Polski żadnych roszczeń o charakterze terytorialnym, nie próbuje wpłynąć na kształt rządu polskiego. Żadnej racjonalnej dyskusji na ten temat nie ma.

Można powiedzieć, że jak się pyta w Polsce kogokolwiek, na czym zagrożenie rosyjskie polega, to przede wszystkim są to odwołania historyczne, do czasów carskich, do czasów Stalina albo Breżniewa.

Drugi przykład, przez prof. Bielenia wspomniany, to sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, który też nie jest analizowany. W Polsce nie prowadzi się, na przykład, analiz, czy w razie zagrożenia państwo polskie zostałoby wsparte przez Stany Zjednoczone, pod jakimi warunkami, jak by miało to wyglądać. Jest to traktowane jako absolutny dogmat, z którym nie wolno polemizować, nie wolno zadawać pytań „dlaczego?” A pytania takie, oczywiście, się cisną.

- Prof. Bieleń: „Rząd finansuje z pieniędzy publicznych kampanię wyborczą”. Jak to wygląda w praktyce, w życiu codziennym obywatela?

- Panu prof. Bieleniowi nie chodzi oczywiście o przelewanie pieniędzy z budżetu państwa na konto partii rządzącej, bo nie na tym sprawa polega. Chodzi oczywiście o demagogię socjalną, o programy socjalne, 500+ i różne inne „plusy”, które rząd obiecuje. Są to oczywiście programy, które mają na celu zwiększenie liczby wyborców PiS-u i które są opłacane albo bezpośrednio z pieniędzy polskich podatników, albo z kredytów branych w zachodnich bankach.

I w tym sensie jest to, oczywiście, prowadzona na koszt państwa i bardzo droga kampania wyborcza Prawa i Sprawiedliwości. Różnego rodzaju badania potwierdzają, że prawie połowa elektoratu PiS-u głosuje na tę partię przede wszystkim właśnie z powodu tego rozdawnictwa.

- Prof. Bieleń: „Historia stała się polem bitwy”. Według autora publikacji w „Myśli Polskiej”, „drażnienie obu sąsiadujących z Polską mocarstw pretensjami historycznymi nie sprzyja jednak dzisiejszej stabilności geopolitycznej”. Jakie z tego płyną wnioski dla Polski?

- Z tego, co pisze prof. Bieleń wynika, że w polskich realiach kwestie polityki zagranicznej podporządkowane są kwestiom polityki bieżącej, przede wszystkim wyborczym. A przecież państwa poważne traktują politykę zagraniczną jako niezależną od polityki wewnętrznej, a nawet bardzo często podporządkowują kwestie wewnętrzne potrzebom stosunków międzynarodowych.

W Polsce jest odwrotnie, ponieważ trwa plemienna walka polityczna, w której trzeba zdobyć każdy głos. Dlatego wszystkie kwestie międzynarodowe, historyczne zostały podporządkowane całkowicie zwycięstwu politycznemu. I dlatego w Polsce uprawiana jest bardzo głośna retoryka antyrosyjska i antyniemiecka, z której w praktyce absolutnie nic nie wynika.

Polska, nawiązując do różnych historycznych zatargów z Rosją, nic nie wskóra, tak samo jak i wysuwając jakieś roszczenia finansowe w stosunku do Niemiec. I rządzący są świadomi tego, że żadnych dodatkowych pieniędzy nie dostaną. Jest to demagogia wyborcza na użytek polityki wewnętrznej.

- Znów cytat z publikacji prof. Bielenia: „Postawy polskich polityków wobec Rosji są oparte na histerycznym strachu, frustracjach, kompleksach i jakiejś niezrozumiałej desperacji, pchającej Polskę w ramiona Ameryki, stawiającej ją w pozycji największego wroga Rosji, a być może także „zapalnika” konfliktu globalnego.” Jakie fakty potwierdzają tę surową diagnozę?

- Dla potwierdzenia tego wystarczy obejrzeć dziennik telewizyjny w Polsce, czy to w mediach państwowych, czy to w mediach prywatnych. To jest, moim zdaniem, wpływ kilku czynników. Po pierwsze, jest to geneza elity rządzącej Polską. Są to elity solidarnościowe, które wyłoniły się w walce z komunizmem, narzuconym Polsce przez Związek Radziecki. W związku z tym trudno nie odnieść wrażenia, że wielu z tych ludzi mentalnie przez cały czas walczy ze Związkiem Radzieckim, którego już dawno nie ma, a którego miejsce zajęła demonizowana w tej chwili w Polsce Rosja Władimira Putina.

Element drugi: trudno też nie odnieść wrażenia, że tego typu nastroje są w Polsce podsycane przez media, należące do zachodnich koncernów, które są najwyraźniej zainteresowane w trwaniu tej histerii w Polsce. Sam fakt współgrania mediów zachodnich i polskiej klasy politycznej wydaje się wskazywać na jakieś dziwne i niejasne powiązania między nimi w tej kwestii, na kampanię szeroko zakrojoną i centralnie kierowaną.

Kampania ta ma na celu wmawianie Polakom, że potrzebują szybkich i drogich zakupów zachodniego uzbrojenia czy też surowców zachodnich, które mogliby taniej kupić w Rosji, żeby polską opinię publiczną przekonać do tych projektów, bardzo uciążliwych finansowo dla Polski. Więc trzeba ją postraszyć zagrożeniem, prawdziwym czy wyimaginowanym.

Prof. Bieleń całkiem słusznie zwrócił uwagę na fakt, że podsycanie w Polsce nastrojów antyrosyjskich w gruncie rzeczy prowadzi do umiejscowienia Polski jako terenu potencjalnej bitwy amerykańsko-rosyjskiej, z czego polska klasa polityczna zupełnie nie zdaje sobie sprawy. Niebezpieczeństwo jej polityki polega na tym, że Polska może zostać krajem frontowym. A kraje frontowe mają to do siebie, że ktokolwiek by wojny nie wygrał, wychodzą z tego straszliwie zniszczone. Myślę, że to jest ważny wątek artykułu pana prof. Bielenia, na który trzeba zwrócić uwagę i nad którym moim zdaniem nikt się właściwie w Polsce nie zastanawia.

- Postaraliśmy się wyjaśnić, jak polską anemokrację widział prof. Stanisław Bieleń w artykule dla tygodnika „Myśl Polska”. A jak widzi ją prof. Adam Wielomski?

- Widzę ją dosyć podobnie. Nie powiem, że ze wszystkimi tezami tego tekstu się zgadzam. Na przykład, jestem trochę sceptyczny do takiej wizji stosunków międzynarodowych, jaką prezentuje pan prof. Bieleń, w której wszystko opiera się na negocjacjach i układach międzynarodowych.

Ja reprezentuję bardziej realistyczną teorię stosunków międzynarodowych. Uważam, że państwa znacznie bardziej powinny akcentować swoje egoizmy. I te, które tego nie robią, na przykład Polska, są właśnie ofiarami tego systemu. Są to kraje, z których teoretycznie nikt swoich egoizmów nie wysuwa, wszystko opiera się w ich ujęciu na układach i porozumieniach. Ale są to, oczywiście, tylko pewne szczegóły, z którymi się nie zgadzam.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Wybory parlamentarne w Polsce 2019 (101)

Zobacz również:

To ostatni dzień. Biegnij zapisać się na wybory
Co Polacy „dostaną” od PiS po wyborach? Kaczyński zaprezentował „Piątkę na 100 dni”
Prezydent Duda oburzony akcją „Nie świruj, idź na wybory”
Totalna mobilizacja: to będą rekordowe wybory?
Tagi:
wybory, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz