Widgets Magazine
18:22 15 Październik 2019
Tymczasem Ukraina heroizuje UPA (zakazaną w Rosji) i jej liderów – Stepana Banderę i Romana Szuchewycza. Wywołuje to falę krytyki ze strony licznych weteranów II wojny światowej oraz polityków, którzy obwiniają banderowców za współpracę z nazistami.

Polska–Ukraina: Czy Zełenskiemu uda się naprawić to, co zniszczył poprzedni rząd?

© Sputnik . Alexey Vitvitsky
Opinie
Krótki link
1132
Subskrybuj nas na

Kijów zgodził się na wznowienie ekshumacji polskich ofiar na Ukrainie. Stało się to zaledwie dziesięć dni po zwolnieniu Wołodymyra Wjatrowycza ze stanowiska dyrektora Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej.

Wołodymyr Wjatrowycz, jak wiadomo, był przeciwnikiem ekshumacji polskich ofiar i wprowadził moratorium na prace poszukiwawczo-ekshumacyjne, co spotkało się z ostrą krytyką ze strony Warszawy. Zresztą już wcześniej inicjatywy szefa Instytutu Pamięci Narodowej związane z rehabilitacją OUN-UPA wywołały niezadowolenie wśród Polaków i doprowadziły do ochłodzenia stosunków między dwoma sąsiednimi państwami. Ale nowy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podczas spotkania z Andrzejem Dudą obiecał, że rozwiąże problem moratorium na prowadzenie prac ekshumacyjnych. I spełnił obietnicę.

O tym, jak może zmienić się dyskurs historyczny Kijowa, w rozmowie ze Sputnikiem opowiedział Milan Skala, członek Czeskiego Stowarzyszenia Ukrainistów (České asociace ukrajinistů).

– Co Pan sądzi o pracach Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej pod kierownictwem Wjatrowycza i o krokach, które podejmuje nowy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w celu normalizacji stosunków z Polską?

Odwołanie Wołodymyra Wjatrowycza ze stanowiska dyrektora Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej jest logicznym i oczekiwanym krokiem. Można założyć, że prezydent Zełenski, który dąży do poprawy stosunków ze wszystkimi sąsiednimi krajami i zmiany atmosfery w tym kraju, nie chce, aby władza wykonawcza była w rękach osoby uznanej przez Polskę za niepożądaną, ściganej w Federacji Rosyjskiej i publicznie współczującej ukraińskiej dywizji SS Galizien. Od 2014 roku Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej jest częścią centralnej władzy wykonawczej na Ukrainie. Dlatego nie można go nazwać instytucją czysto naukową, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Jest to instrument polityki państwa w dziedzinie „przywracania i zachowania pamięci narodowej narodu ukraińskiego”.

Zakres działalności instytutu jest dość szeroki, ale z łatwością można wyodrębnić dwa tematy, które dominowały za Wołodymyra Wjatrowycza, a mianowicie: „właściwa” interpretacja ukraińskiej historii i związany z tym proces dekomunizacji. Moim zdaniem podstawowy błąd Wjatrowycza polegał na tym, że uparcie dążył do narzucenia regionalnych kwestii galicyjskich i przełożenia ich na historię reszty kraju. Typowym przykładem takiej działalności jest wychwalanie i umniejszanie zbrodni OUN-UPA przy jednoczesnym umniejszaniu roli Armii Czerwonej. Praca instytutu pod kierownictwem Wjatrowycza była krytykowana nie tylko przez rządy Polski, Izraela, Rosji, ale także ukraińskiej społeczności żydowskiej oraz Centrum Simona Wiesenthala. Dyrektor (instytutu – przyp. red.) Wjatrowycz stopniowo stał się głównym „kierownikiem politycznym” kraju za rządów Petra Poroszenki. Pozytywnie oceniam kroki podjęte do tej pory przez prezydenta Zełenskiego wobec sąsiednich państw, bo widzę szczere wysiłki zmierzające do naprawy sytuacji, która powstała za Petra Poroszenki, gdy Ukraina była skonfliktowana na krótko lub w dłuższej perspektywie z większością sąsiadów.

– Szef Ukraińskiego Komitetu Żydowskiego (UEK) Eduard Dolinski wielokrotnie ostro krytykował działania Wjatrowycza. Głównie ustawę, która pozwoliła zaklasyfikować wszystkich członków OUP-UPA jako uczestników działań zbrojnych. Wskazywał on na to, że ta ustawa dotyczy również tych, którzy brali udział w pogromach Żydów na zachodzie kraju. Nazwał to, co się dzieje, „zaprzeczaniem Holocaustowi, fałszowaniem historii, wyśmiewaniem się nad pamięcią milionów niewinnych ofiar różnych narodowości (…).

Co Pan sądzi o działalności i o tym, że obecnie na Ukrainie członkom OUP-UPA wznosi się pomniki i instaluje tablice pamiątkowe?

– Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów została założona w 1929 roku w Wiedniu. Jej główne cechy ideologiczne obejmowały żarliwy nacjonalizm, antysemityzm i rasizm. Co ciekawe, organizacja ta została zakazana w Czechosłowacji już w roku jej założenia. W szczególności OUN wyraziła swoje antyczechosłowackie stanowisko w 1938 roku, popierając żądania Partii Sudeckoniemieckiej Henleina. Mówiąc najprościej, UPA, założona w latach 1942–1943, była zbrojnym ramieniem OUN, chociaż nigdy nie była jednostką monolityczną o wspólnych poglądach na rozwój wydarzeń na Ukrainie. Oprócz dziesiątek tysięcy Polaków i Żydów zabitych przez OUN-UPA podczas czystek etnicznych, odpowiada za śmierć kilkuset Czechów.

Pomniki i tablice upamiętniające członków OUP-UPA zaczęto instalować na Ukrainie w 2014 roku. Pojawiły się ulice i parki nazwane na cześć Bandery i Szuchewicza, wzniesiono pomniki ukraińskim nacjonalistom, głównie tym, którzy – według społeczności żydowskiej – uczestniczyli w pogromach, czystkach etnicznych lub likwidacji partyzantów na Białorusi. Gloryfikacja ukraińskiej jednostki SS Galizien, na której cześć nazwano ulicę w mieście obwodowym Tarnopol, jest szczególnie cyniczna. W Iwano-Frankiwsku i Lwowie ulice nazywa się na cześć Wołodymyra Kubijowycza, jednego z organizatorów dywizji SS, który – nawiasem mówiąc – był profesorem Wolnego Uniwersytetu Ukraińskiego w Pradze w latach 1939 – 1940. Przykładów jest wiele.

Przeciwko gloryfikacji OUN-UPA regularnie protestują organizacje żydowskie i działające na rzecz praw człowieka, a także obce rządy. Wiosną bieżącego roku w Iwano-Frankiwsku odsłonięto pomnik Romana Szuchewicza, dowódcy UPA i nazistowskiego kolaboranta. Ambasadorowie Polski i Izraela na Ukrainie oficjalnie sprzeciwiali się temu, przypominając, że „wciąż żyją ludzie, którzy byli świadkami masakr, w których Szuchewycz odegrał kluczową rolę”. Trzeba przyznać, że pomimo starań Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej w zakresie budowania szacunku wobec Bandery i Szuchewycza poza Ukrainą Zachodnią postacie te pozostają głównie regionalnymi bohaterami (z wyjątkiem bardziej liberalnego Zakarpacia), a dla większości Ukraińców takie ich postrzeganie jest niedopuszczalne.

– Można przypomnieć też o inicjatywach Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej związanych z systemem edukacji. Ten sam Eduard Dolinski krytykował zabawy dla uczniów, w których demonizuje się obraz radzieckiego partyzanta z Putiwlskiego Oddziału Partyzanckiego, działającego na okupowanym terytorium Ukrainy i Białorusi w latach 1941 – 1944. – Uczniom nie mówi się, że partyzanci Kowpaka walczyli z nazistami, że istniała antyhitlerowska koalicja składająca się z 53 państw, że miliony Ukraińców walczyło w szeregach Armii Czerwonej przeciwko nazistom, podczas gdy UPA organizowała przeciwko nim działania dywersyjne – pisał Dolinski.

Pana zdaniem w jakim stopniu na Ukrainie podejmowane są próby rewizji historii II wojny światowej na fali dekomunizacji? Czy udaje się wpłynąć na świadomość historyczną ukraińskiego społeczeństwa?

– Istotna zmiana w postrzeganiu i interpretacji współczesnej historii jest związana z rosnącą aktywnością Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej. Jeśli wcześniej uważano, że Ukraińcy wraz z innymi narodami uczestniczyli w tworzeniu Związku Radzieckiego zarówno w sensie pozytywnym, jak i negatywnym, to po 2014 roku dowiadujemy się, że są jego ofiarami, czyli byli okupowani. Głoszona nienawiść do radzieckiej przeszłości objawia się w absurdalny sposób. Ukraińcy wnieśli znaczący wkład w zwycięstwo ZSRR w II wojnie światowej, a liczba poległych wśród żołnierzy i cywilów na Ukrainie była jedną z największych. Rocznica zakończenia II wojny światowej zawsze była jednym z najważniejszych świąt na Ukrainie.

Nowa interpretacja historii odsuwa na dalszy plan rolę Ukraińców, którzy walczyli w szeregach Armii Czerwonej, ponieważ walczyli wraz z wrogimi obecnie Rosjanami po stronie państwa totalitarnego. Nazizm jest utożsamiany z komunizmem. Nie tylko społeczności żydowskie, ale także wspomniane już Centrum Szymona Wiesenthala ostrzegają przed takim relatywizmem i zrównaniem nazizmu z komunizmem. Obchody zakończenia II wojny światowej na Ukrainie były ostatnio bardzo kontrowersyjne, ponieważ weteranom trudno w ten dzień ignorować współczesny kontekst, gdy większość radzieckich symboli jest zabroniona. Marsze weteranów są często atakowane przez nacjonalistów, którzy szukają zakazanych radzieckich symboli, co prowadzi do skandali.

Zwycięstwo Ukrainy jako części Związku Radzieckiego jest pomniejszane i – odwrotnie – podkreśla się działalność UPA, jej zwycięstwa w lokalnych, mało znaczących bitwach. Jednocześnie ukrywa się lub pomniejsza skalę czystek etnicznych, które ta formacja przeprowadzała. Jednak zwycięstwo Wołodymyra Zełenskiego w wyborach prezydenckich świadczy o tym, że Ukraińcy nie pozwolą, by wpływano na ich świadomość historyczną i nie zgodzą się na oficjalną rewizję historii. Według wielu analityków działalność i skandale z udziałem Wołodymyra Wjatrowycza w znacznym stopniu wpłynęły na przegraną Petra Poroszenki. Zwrócę uwagę na jeszcze jeden interesujący szczegół związany z wyborami prezydenckimi na Ukrainie. Na kontrolowanych przez Ukrainę obszarach obwodów donieckiego i ługańskiego, które przylegają bezpośrednio do DRL i ŁRL i gdzie strach przed rosyjską agresją powinien być największy, byłoby logiczne, aby wybory wygrał Poroszenko. Jednak wygrał je jedyny w tym regionie prorosyjski kandydat Jurij Bojko.

– Nawiasem mówiąc, Wołodymyr Zełenski w trakcie kampanii wyborczej twierdził, że przywódca UPA Stepan Bandera jest „bohaterem dla pewnego procentu Ukraińców i jednym z tych, którzy bronili wolności Ukrainy”. Na początku stycznia 2019 roku przewodniczący Senatu Czech Jaroslav Kubera podkreślał, że prezydent Milosz Zeman jest zaniepokojony próbami gloryfikacji banderowców na Ukrainie. Czy kwestia „banderowska” wpłynie na relacje na linii Kijów – Praga?

– Sam temat banderowców nie będzie miał istotnego wpływu na stosunki między Pragą a Kijowem, bo, niestety, oprócz prezydenta Zemana, który jest zaniepokojony gloryfikacją banderowców na Ukrainie i wielokrotnie to komentował, inni urzędnicy nie wypowiadają się na ten temat, z wyjątkiem przedstawicieli Komunistycznej Partii Czech i Moraw KSČM, która nie zawsze opiera się na faktach historycznych.

W styczniu tego roku minister spraw zagranicznych Tomáš Petříček, który aktywnie broni praw człowieka, przyjechał z wizytą na Ukrainę, co zostało pozytywnie ocenione przez Kijów. W tracie wizyty rzekomo poruszył temat banderowców, ale przedstawiciele Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej oraz organizacji pozarządowych zapewnili, że negatywny obraz nacjonalizmu i Bandery na Ukrainie jest przesadzony, a sytuacja nie jest tak poważna, jak informują media. Znaczenie tej kwestii zostało zniwelowane przez fakt, że Bandera nie jest jedynym, który popełnił zbrodnie wojenne. Według doniesień medialnych nie wspomniano o kilkuset zamordowanych wołyńskich Czechach i żołnierzach czechosłowackich sił zbrojnych, a także o ofiarach wśród ludności cywilnej zabitych podczas nielegalnego pobytu UPA w Czechosłowacji. Wołodymyr Wjatrowycz wyjaśnił, że wołyńscy Czesi zostali zamordowani, bo „wspierali polskie podziemie lub radzieckich partyzantów”. Te słowa można zrozumieć w taki sposób, że pomagali wrogowi i sami są sobie winni. Z kolei minister spraw zagranicznych Ukrainy dopatrzył się w sporze o czesko-ukraińską historię ingerencji Kremla.

Oskarżanie przeciwników banderowców w Czechach o to, że znajdują się pod wpływem radzieckiej lub rosyjskiej propagandy, jest klasycznym narzędziem presji psychologicznej, zarówno z oficjalnych stron internetowych Ukrainy, jak i zwolenników ukraińskiego nacjonalizmu. Profesjonalna dyskusja na temat banderowców i ukraińskiego nacjonalizmu jest praktycznie niemożliwa w czeskim środowisku, ponieważ wskazując na zbrodnie OUN-UPA, antysemityzm na Ukrainie oznacza, że tym badaczom zostanie doklejona łatka rosyjskich propagandystów. Media, które publikują takie opinie, często narażają się na oficjalną skargę ze strony ambasady ukraińskiej. O ile mi wiadomo, ambasada Ukrainy skierowała skargę do kierownictwa czeskiej telewizji, czeskiego radia i iDNES, nie tylko z powodu potępienia banderowców, ale także dlatego, że media pozwoliły zabrać głos opozycyjnej dziennikarce i byłej deputowanej Oldze Bondarenko.

Z drugiej strony reakcja Czech na potencjalne konflikty w stosunkach czesko-ukraińskich jest raczej powściągliwa, a nawet bierna. Pod koniec 2017 roku ukraińscy nacjonaliści przynieśli żywą kozę pod czeską ambasadę w Kijowie, aby w taki sposób zobrazować prezydenta Zemana i wyśmiać jego wypowiedzi. W mediach nie pojawiła się informacja, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych potępiło tę akcję, wręcz przeciwnie – resort raczej skrytykował oświadczenia prezydenta. Rzecznik MSZ zapewnił opinię publiczną, że „demonstracja była pokojowa”. W czeskich kręgach politycznych uważa się, że podczas wojny hybrydowej z Rosją krytyka nie powinna osłabiać pozycji Ukrainy, a temat UPA został rozdmuchany przez rosyjską propagandę i należy unikać pogorszenia stosunków z Ukrainą.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Grecja: Ukraińcy wyrzuceni z hotelu za flagi UPA
Czechy „podkradną” Polsce Ukraińców?
Ukraina nie uzna wyborów w Donbasie? „To sprzeczne z logiką”
Tagi:
Instytut Pamięci Narodowej, Wołodymyr Wjatrowycz, Wołodymyr Zełenski, Ukraina, banderyzm, Stepan Bandera, UPA, OUN
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz