08:46 21 Listopad 2019
Znaleziska wyciągnięte z dna morza Bałtyckiego

Okręty wojenne, lodołamacz, łódź podwodna: co spoczywa na dnie Bałtyku? (foto, wideo)

© Zdjęcie : Timur Achmedzianow
Opinie
Krótki link
Autor
0 212
Subskrybuj nas na

Morze Bałtyckie obfituje nie tylko w podwodne złoża bursztynu. Głębiny morskie skrywają też inne skarby. Najlepiej wiedzą o tym kaliningradzcy wreck diverzy – amatorzy nurkowania wrakowego.

Jak tłumaczy w rozmowie ze Sputnikiem wreck diver (z ang. wreck – katastrofa statku, wrak), członek zespołu Red Ship. Koenig Timur Achmedzianow, na dnie Morza Bałtyckiego w dalszym ciągu spoczywa wiele obiektów z okresu II i I wojny światowej.

Najwięcej znalezisk pochodzi z okolic Przylądka Taran i Bałtyjska. To głównie okręty, które zatonęły w czasie szturmu Królewca i Piławy (po 1946 roku przemianowanej na Bałtyjsk – red.). Do najczęściej odwiedzanych przez zwolenników wreck divingu należą cztery okręty wojenne, z czego dwa – niemieckie.

Ale chyba największą popularnością cieszy się wrak „Drache”, niemiecki okręt wojenny, który zachował się praktycznie w całości. Do tej pory leżą na nim kotwice, zachowały się armaty, nadal działają na przykład mechanizmy celownicze, można nimi pokręcić – opowiada Timur Achmedzianow.

Według niego na dnie spoczywa też wiele innych obiektów. Bynajmniej nie wszystkie zostały zbadane. „Na przykład leży tam okręt podwodny, do którego udało się zejść tylko jeden raz. Obiekt znajduje się na głębokości technicznej – 65 metrów, co wymaga od wreck diverów specjalnego ekwipunku i przygotowania. Niedaleko brzegu poziomo na dnie spoczywa lodołamacz – piękny duży okręt, ale niestety szybko niszczeje” – tłumaczy rozmówca Sputnika.

Timur Achmedzianow
© Zdjęcie : Timur Achmedzianow
Timur Achmedzianow

Wreck diverom trafiają się też okręty, które zostały celowo zatopione w czasie ćwiczeń morskich – to zdekompletowane okręty, na których wojskowi ćwiczyli strzelanie. „W rejonie Przylądka Taran można też zobaczyć piękny statek, zapewne rybacki. Leży na dnie morskim poziomo, zdjęto z niego wszystkie korby i kotwice. Widać, że okręt przygotowano specjalnie do zatopienia” – mówi Timur Achmedzianow.

Znalezienie okrętu, który zatonął jest dość trudne i samo w sobie uważane za szczęśliwy traf. W ubiegłym roku kaliningradzkim wreck diverom nie udało się znaleźć żadnego podobnego obiektu, a w tym roku odkryli aż cztery.

„Wśród znalezionych tego lata trzech nowych wraków znalazła się stosunkowo nowoczesna barka, a także, co bardziej zdumiewające, całkowicie drewniany statek, najprawdopodobniej sprzed 1900 roku. Nie ma na nim wcale metalowych części, żadnych napisów. Jeśli uda się go zidentyfikować, to będzie duży fart” – przekonuje zespół Red Ship Koenig.

Timur Achmedzianow (po prawej stronie)
© Zdjęcie : Timur Achmedzianow
Timur Achmedzianow (po prawej stronie)

Samo znalezienie okrętu nie wystarcza

Wreck diverzy starają się pogłębiać wiedzę na temat znalezionych obiektów. Do tego, jak zauważa rozmówca Sputnika, jeśli dysponujesz informacją o okręcie, który zatonął, łatwiej ci orientować się pod wodą, bo posiadasz wiedzę, gdzie i co się znajdowało.

„Na przykład, kiedy parę lat temu znaleźliśmy tabliczkę dedykacyjną z jednego ze znalezionych bardzo zniszczonych drewnianych statków, skontaktowaliśmy się z niemieckimi archiwami. Na podstawie nazwy stoczni i numeru udało się ustalić, że chodzi o statek handlowy „Velox” z 1883 roku, który zatonął z powodu wybuchu miny w 1913 roku. Co więcej zdołaliśmy nawet znaleźć jego zdjęcie. To dopiero przypadek!” – mówi Timur Achmedzianow.

© Sputnik .
Nurkowanie w obwodzie kaliningradzkim: co spoczywa na dnie Bałtyku?

I dodaje, że znalezienie różnego rodzaju znaków na okręcie w celu jego identyfikacji wcale nie jest takie proste. „Morze ciągle się zmienia: to zasypuje obiekt piaskiem, to znów go odsłania, kiedy wcale się tego nie spodziewasz. Fale unoszą fragmenty okrętu, one są lekkie, ciągle się przemieszczają. Do tego widoczność na Bałtyku jest taka, że nie zawsze pozwala przyjrzeć się dobrze obiektowi leżącemu pod wodą.

Wreck diverom pomagają rybacy, a wojskowi nie chcą

Jak mówi Achmedzianow, wymienione znaleziska w obwodzie kaliningradzkim to bynajmniej nie wszystko. Ale żeby regularnie odkrywać nowe wraki, potrzebne są nie tylko specjalne zasoby, ekwipunek, ale też „informatorzy”.

„W Polsce odkryto z pewnością 100 razy więcej wraków. A przecież Piława była miastem wojskowym, przez nią przebiegały szlaki morskie, co oznacza, że w pobliżu musi być wiele obiektów, bynajmniej nie wszystkie zostały na dany moment znalezione. Wojskowi nie udzielają tego typu informacji. Tylko rybacy, jeśli zdążą coś zauważyć, dzielą się z nami informacją” – wyjaśnia Achmedzianow.

Znaleziska wyciągnięte z dna morza Bałtyckiego
© Zdjęcie : Timur Achmedzianow
Znaleziska wyciągnięte z dna morza Bałtyckiego

Dane o znaleziskach z dna Morza Bałtyckiego kaliningradzcy wreck diverzy przekazują do muzeum oceanograficznego w Kaliningradzie. Często dzięki temu w ogóle udaje się uzupełnić kolekcję muzealną.

Z jednego ze znalezionych okrętów nasz zespół zdołał podźwignąć wręg, który przekazano do muzeum, gdzie go zakonserwowano. W przeciwnym razie wszystko niszczeje i zamienia się w pył. W muzeum wszystko to jest poddawane ekspertyzie, która pozwala na ustalenie wieku statku. A potem obiekt stanie się jednym z jego eksponatów – mówi rozmówca Sputnika.

Skarbów i szkieletów póki co nie było

Choć pierwszą rzeczą, jaka przychodzi do głowy tym, którzy pytają o nurkowanie na dno Bałtyku, są chyba skarby, sami wreck diverzy bogactw jak dotąd nie znajdowali.

„Walizek ze złotem jeszcze nie znajdowaliśmy. Proszę nie zapominać, że w głębinach wszystko dzieje się inaczej: pod wpływem wody, sztormów, wszystko niszczeje, bardzo trudno znaleźć zachowane cenne artefakty” – tłumaczy Timur Achmedzianow. I dodaje, że lokalni wreck diverzy nie znajdowali też szkieletów czy oddzielnych kości.

„Widzieliśmy buty zasznurowane. Najprawdopodobniej nawet jeśli ciało było, to zostało zjedzone przez ryby, albo coś innego się z nim wydarzyło. W każdym razie staramy się takich rzeczy nie ruszać. Po pierwsze to nieprzyjemne, a po drugie – po co niepokoić?”. Jak mówi Achmedzianow, do wreck diverów często zwracają się właściciele okrętów, którzy zgubili silniki lub kotwice – proszą, byśmy ich poszukali na dnie morza.

Jeśli nurkować, to tylko w parach

Timur Achmedzianow nie zaprzecza, że nurkowanie do wraków wiąże się z ryzykiem. Po pierwsze woda w Bałtyku jest dość zimna, ma średnio 15 stopni (zimą temperatura spada do 2 stopni), po drugie morze jest nieprzewidywalne: w czasie nurkowania nawet na dnie może panować spokój, a na górze zaczyna się już sztorm, po trzecie pod wodą znajdują się stare konstrukcje, które w każdej chwili mogą się zawalić.

Jak mówi, sztorm gwałtownie zmienia wygląd obiektu: łamie pokłady, rzuca kawałami konstrukcji jak puchem. 

Trzeba być bardzo ostrożnym i przestrzegać określonych reguł. Nie można wpływać do wnętrza statków: można tam wpłynąć i już się nie wydostać. Musisz mieć na sobie jak najmniej wiszących przedmiotów – bywa, że ludzie nurkują z latarkami, aparatami fotograficznymi. A tu na odwrót, wszystko musi być złożone, schowane – tak, żeby nie móc się o nic zaczepić. Ponadto jest obowiązek pływania w parach.

Jak mówi rozmówca Sputnika, w celu poprawy zdrowia (na przykład wyleczenia choroby dekompresyjnej, która powstaje w przypadku nieudanych prób nurkowania) wreck diverzy mogą skorzystać z komór dekompresyjnych, którymi dysponują kaliningradzcy wojskowi.

„Na szczęście jak na razie nie było potrzeby zwracania się do nich. Ale też nie staramy się schodzić na głębokość techniczną. Po pierwsze to niebezpieczne, po drugie, jak już mówiłem, trzeba mieć specjalny ekwipunek, po trzecie, jest na co popatrzeć na głębokości rekreacyjnej, czyli nie większej niż 40 metrów. Właśnie dlatego głębokie wraki nie są przez nas do końca zbadane: spoczywają na głębokościach 60, 70, 80 metrów – trzeba się bardzo dobrze przygotować, nim się tam zejdzie” – mówi Timur Achmedzianow.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Dlaczego Rail Baltica nie jest dla Polski priorytetem?
„Plażing” dla niepełnosprawnych w Polsce dzięki Rosjanom (foto)
Tagi:
nurkowanie, wrak
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz