04:36 22 Listopad 2019
Młotek i kajdanki na stole u sędziego

Jak z Barei: zjadł cukierek, został skazany na prace społeczne

© Depositphotos / AndreyPopov
Opinie
Krótki link
Autor
15911
Subskrybuj nas na

W lipcu miała miejsce kuriozalna sytuacja. 69-letni Roman Wawrzyniak ze Szczecina zjadł w sklepie śliwkę w czekoladzie, wartą 40 groszy. Dostał surowy wyrok. Tak surowy, że rzeczniczka Prokuratury Krajowej zapowiedziała interwencję.

4 lipca w jednym z kołobrzeskich marketów kamery nagrały 69-latka, jak podczas spaceru między sklepowymi półkami odwija cukierek z opakowania i zjada. Roman Wawrzyniak tłumaczył, że chciał spróbować śliwek w czekoladzie przed kupnem.

Najpierw podszedł do niego pracownik sklepu, ale mężczyzna wyparł się tego, co zrobił. Po odejściu od kasy „zgarnęli go” ochroniarze. Kazali mu opróżnić kieszenie, sprawdzili rachunek. Później wezwali policję i zarzucili emerytowanemu marynarzowi kradzież.

Wyrok niewspółmierny do przewinienia

Następnego dnia mężczyzna miał stawić się na komendzie policji w Kołobrzegu, ale musiał wrócić do Szczecina ze względu na ważne badania lekarskie. Skontaktował się jednak z policjantami i wyjaśnił im całą sprawę. Twierdzi, że nie dostawał już później żadnych wezwań – aż zobaczył wyrok nakazowy z 27 września, który za jakiś czas przyszedł pocztą.

69-latek za zjedzenie cukierka wartego 40 groszy został skazany na kare ograniczenia wolności i 20 godzin prac społecznych. Nie zgodził się z orzeczeniem sądu.

Wyrok nakazowy może być wydany w niektórych prostych sprawach, za które grozi niska kara: nagana, grzywna lub ograniczenie wolności. W takim przypadku wina oskarżonego nie może budzić wątpliwości, a wyrok zapada zwykle bez rozprawy.

„To był odruch”

Przypomina mi to Bareję i Kafkę – skomentował mężczyzna w rozmowie z Polsat News.

„Po włożeniu zakupów do koszyka, przechodząc między półkami odruchowo wziąłem jednego cukierka i poszedłem kilka metrów dalej, włożyłem cukierka do ust i rzuciłem papierek między kartony”.

Mężczyzna winny absolutnie się nie czuje.

„To nie jest kradzież, bo tego jednego cukierka nie chciałem wynieść poza obręb sklepu, ale skonsumowałem go na miejscu” – twierdzi. „Jestem osobą, która podróżowała dużo po świecie z tytułu wykonywanej pracy, byłem w wielu krajach o bardzo rozwiniętej demokracji i nie słyszałem przypadku, żeby coś takiego miało miejsce w krajach o ugruntowanej demokracji, żeby konsument nie mógł wcześniej spróbować cukierka, żeby mógł zdecydować, czy chciałby kupić więcej”.

Interweniuje prokuratura

Ewa Bialik, Rzecznik Prokuratury Krajowej, poinformowała media w ubiegły piątek, że wobec mieszkańca Szczecina „zapadł rażąco niesprawiedliwy wyrok nakazowy w sprawie kradzieży cukierka o wartości 40 groszy”. Zapowiedziała, że wyrok sądu zostanie zaskarżony.

Tymczasem Sławomir Przykucki, rzecznik Sądu Okręgowego w Koszalinie, który wydał orzeczenie, oświadczył, że wyrok ten wcale nie jest surowy i jest adekwatny do czynu.

Karą, jaką przepis przewiduje, może być kara grzywny do 5 tysięcy złotych oraz kara aresztu do 30 dni. Wtedy rzeczywiście byłyby to znacznie bardziej dolegliwe rozstrzygnięcia – powiedział w rozmowie z TVN24.

Niestety postawa samego skazanego wcale sprawy nie ułatwia. Tłumaczenie „odruchem” wzięcia cudzej własności, gdy ma się na to ochotę, nie jest najlepszym możliwym sposobem na uniknięcie odpowiedzialności.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Taśmy Neumanna: sezon drugi. Gwóźdź do trumny KO
Polacy chcą znieść celibat księży
Twitter „zawrzał” po podliczeniu głosów w wyborach
„Drugą kadencję PiS zaczyna od błędu” – powyborcza wpadka prezesa
Tagi:
kara, kradzież, cukierek, emeryt, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz