11:05 10 Grudzień 2019
Grzegorz Schetyna

„Lwowski żulik musi odejść”

© AFP 2019 / ATTILA KISBENEDEK
Opinie
Krótki link
Autor
10461
Subskrybuj nas na

Każdy rodzaj przywództwa ma swoje blaski i cienie, te drugie są mniej przyjemne, ale to one określają charakter przywódcy. Jakim przywódcą partyjnym jest przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna, przekonujemy się każdego dnia.

Przyszedł czas, aby wyciągnąć wnioski powyborcze, a przede wszystkim ustalić, dlaczego wynik nie jest lepszy niż jest, ustalić odpowiedzialnych za ów wynik i wyciągnąć konsekwencje w stosunku do osób, które spersonalizują w oczach członków partii i społeczeństwa słaby rezultat wyborczy czy niedostatecznie wysokie zwycięstwo. W przypadku Platformy Obywatelskiej zachodzą oba przypadki, słaby wynik do Sejmu i niedostatecznie wysokie zwycięstwo w Senacie.

Kaczyński lepszy od Schetyny

Jedna z bardziej napastliwych krytyk wyszła od przedstawiciela dawnej antykomunistycznej opozycji Władysława Frasyniuka, który bez „owijania w bawełnę” (co robią członkowie PO oceniając kampanie i jej wyniki), napastliwie zaatakował Schetynę i wskazał go jako głównego winowajcę przegranych wyborów. I przyrównał do Jarosława Kaczyńskiego, który jest lepszy od Schetyny, bo lepiej trafia do mediów i wyborców.

Zarzucił mu bezideowość, w odróżnieniu od Jarosława Kaczyńskiego, który "snuje opowieść o Polsce swoich marzeń i przyciąga media". Oskarżył go o instrumentalne traktowanie Kidawy-Błońskiej, a samą kandydatkę PO na premiera obwinił o „brak temperamentu”.

Opinie Frasyniuka wybrzmiały najostrzej, ale to członkowie PO muszą rozwiązać problem swojej słabości albo rozwiązać się sami.

Przegrane wybory prezydenckie zdemoralizują członków partii w stopniu, który postawi pod znakiem zapytania jej funkcjonowanie. Jeśli przypomnimy sobie dotychczasową liczbę transferów miedzy obu partiami, to założenie, że zjawisko może przybrać na sile nie jest pozbawione sensu.

Schetyna ogniskuje na sobie powszechną krytykę i to on musi podjąć decyzję lub ktoś musi mu w tym pomóc.

Gdyby jedynym jego zmartwieniem była partia - wybór jest prosty, ale jemu zależy na zachowaniu przywództwa, którego najwyraźniej nie umie sprawować, i prestiżu, który najwyraźniej nie jest mu pisany.

W czasach, kiedy Platforma Obywatelska była przy władzy, Grzegorz Schetyna i jego partyjni koledzy bardzo chętnie wyliczali Jarosławowi Kaczyńskiemu ilość przegranych kolejnych wyborów, co w ich opinii dyskwalifikowało go jako politycznego przywódcę. Dziś sytuacja odwróciła się i Schetyna jako partyjny przywódca przegrywa kolejne wybory, i jakoś nie zamierza się zastosować do swoich mądrości wypowiadanych kilka lat temu.

Grzegorz Schetyna nie ma talentów politycznych

Grzegorz Schetyna nie potrafi lub nie wie, co to jest być wiernym sobie. Potrafił podporządkować sobie ludzi w partii i oparł się na ich partyjno-prywatnej lojalności, która co prawda zapewnia mu siłę poparcia w strukturach partii, ale nie siłę poparcia wśród wyborców.

Moje oczekiwanie - w stosunku do lidera partii opozycyjnej - nie jest podyktowane sympatią czy antypatią polityczną, ono podyktowane jest prostą zasadą uczciwości wobec siebie, której jak widać u Schetyny zabrakło.

Dobrze jest dawać „dobre rady” z pozycji zwycięzcy, ale kiedy następuje zmiana miejsc, to zasady diametralnie się zmieniają.

Kiedy obserwuję u Schetyny zmiany w wartościowaniu, to wracam pamięcią do chwil, kiedy jego polityczni przyjaciele charakteryzowali jego polityczne talenty.

Radosław Sikorski wiódł niezaprzeczalnie prym w wyszukiwaniu określeń najlepiej charakteryzujących „wrocławskiego barona” nazywając go „lwowskim żulikiem o knajackim stylu”. Ta niezbyt wyszukana fraza jest w samej rzeczy głęboką psychologiczną charakterystyką przewodniczącego PO.

Grzegorz Schetyna nie ma talentów politycznych, choć to on jest szefem PO i pełnił wiele wysokich stanowisk państwowych, ale wszystkie jego polityczne osiągnięcia opierały się nie na jego silnej pozycji wśród wyborców, ale na sile struktur partyjnych, które potrafił sobie podporządkować.

Ta zależność i dziś pozwala mu utrzymać przywództwo w partii, choć jako polityk jest bardziej niż skończony.

Jeśli przetrwa to tylko dlatego, że opaczność wyciągnie do niego pomocną dłoń, a w ziemskim wymiarze będzie to dłoń Jarosława Kaczyńskiego, który podważając prawdziwość wyborów w 6 okręgach, otwiera nowy front politycznego sporu, w którym sprawy partyjne w PO odejdą na plan dalszy. Polityczne zawieszenie, będzie trwało kilka miesięcy, a jego rezultat wpłynie na długość pozostawania przy władzy w PO Grzegorza Schetyny.

Powtórka wyborów choćby w jednym okręgu wywoła falę wzburzenia wśród działaczy PO w takim stopniu, że zabranie im sił na zmianę przewodniczącego partii. Dodatkowo poszukiwania kandydata w wyborach prezydenckich, także działają na korzyść Schetyny, który namaszczając kogoś nie uczyni tego za darmo.

Przywództwo w PO

O sile Platformy Obywatelskiej może zaświadczyć zdecydowany ruch w kwestii jej przywództwa, ale wtedy pozostaje pytanie, kto może być kandydatem na jego miejsce. Kidawa-Błońska dała się wykorzystać w wyborach parlamentarnych jako parawan i po wyborach okazało się, że choć uzyskała bardzo dobry wynik w Warszawie, to w całości nie stanowiła wartości dodanej. Dla stronników Schetyny stała się wygodnym argumentem, że nie kwestia przywództwa partyjnego tej czy innej osoby, ale tendencja wyborcza jest przyczyną przegranych Platformy.

Kolejne osoby, krytykując Schetynę, pośrednio zgłaszają chęć przejęcia przywództwa w partii, ale nie stanowią żadnej gwarancji wyrwania się PO z miejsca, w którym partia zabuksowała.

Borys Budka, chciałby i nie boi się, ale nie jest do przyjęcia dla elektoratu, który choć pozycjonuje się jako intelektualny nie jest tak przeintelektualizowany jak sam Borys Budka.

Jest zbyt emocjonalny, zbyt często uważa, że ma rację, choć jej obiektywnie nie ma. Nie ma także cech przywódczych, nawet tak prymitywnych jak obecny przewodniczący.

Kidawa-Błońska ma niezaprzeczalną zaletę - jest kobietą i u liberalnych wyborców ma duże szanse, przy czym nastroje polityczne w Polsce spolaryzowały się tak wyraźnie, że trudno w tak krótkim czasie (przed wyborami prezydenckimi) odwrócić tendencję. Nikt chyba nie ma wątpliwości i nie należy być nawet zbyt uważnym obserwatorem, aby zauważyć, że nijaki obecny prezydent jest emanacją polskości w sensie politycznym.

Ludzie wsłuchują się w jego pozbawione większego sensu pogadanki jak w kółku różańcowym i niczego od niego nie oczekują, a w dodatku jest on swojski, nikomu nie przydatny i przez to akceptowalny. Wszelkie ataki na niego w prawicowym elektoracie odbierane są jako atak na ów elektorat.

Wniosek być może przedwczesny, ale Grzegorz Schetyna prowadzi PO do kolejnej klęski wyborczej, tym razem prezydenckiej.

Można wyprowadzić sztandar, jeśli takowy jest

W tym miejscu, ponownie należy zgodzić się z Władysławem Frasyniukiem, który twierdzi, że Schetyna jest kopią Jarosława Kaczyńskiego w sensie politycznego przywództwa, przy czym jest kopią amatorską, pozbawioną podstawowych cech oryginału. Kaczyńskiemu można wiele zarzucić i nie będą to zarzuty bezpodstawne, ale intelektualnie Schetyna nie dorównuje mu w najmniejszym stopniu.

Jest małym sprawnym politycznym graczem, ale nie sprawnym politykiem. Przywództwo partyjne zdobył w sytuacji, którą można opisać przysłowiem: „Na pochyłe drzewo to i koza wskoczy”.

On to uczynił po nijakiej Ewie Kopacz, która po namaszczeniu przez Tuska i siłą rozpędu dotrwała do końca kadencji, ale „bez ramienia Tuska” nie znaczy nic. Schetyna spacyfikował platformiane towarzystwo i skutecznie zniechęcał ludzi do identyfikowania się z tą partią. Strategia „antypisu”, którą lansował jako program wyborczy nie zadziałała, ponieważ o wiele szybciej rosły szeregi pisowskich wyznawców.

Prawdą jest także to, że przywództwo Schetyny zbiegło się z krzywą spadkową Platformy, wyborcy przyjęli narrację, zgodnie z którą Tusk „uciekł z tonącego okrętu”, a nie jak chciała Platforma Obywatelska został prezydentem Europy.

Złożoność w polityce nie jest niczym nowym, ale rasowego polityka można poznać po tym, jak radzi sobie w ekstremalnych sytuacjach, a nie wtedy, kiedy jest na fali.

Tuskowi udało się zaszczepić w narodzie „zieloną wyspę”, a Kaczyński z uporem maniaka „grał miesięcznicami”, osobiste nieszczęście potrafił przekształcić w tragedię narodu. Polacy czują się lepiej, kiedy mogą współczuć, zwłaszcza że nic to nie kosztuje, a moralnie pozwala się czuć lepszym.

Schetyna nie ma dziś żadnego punktu oparcia, aby się odbić, szczególnie że „antypis” nie zadziałał, a innych pomysłów na osłabienie rządzących nie widać. Afery do PiS nie przyklejają się, ponieważ wyborca pisowski uwierzył w zapewnienia, że w PiS są ludzie uczciwi, a w PO złodzieje i karierowicze.

Tusk kopał piłkę, a Schetyna tylko za piłką biegał.

Tusk bardziej czy mniej trafnie strzelał, a Schetyna ze swoją aparycją fizyczno-intelektualną mógł tylko faulować.

Wyraźnego lidera dla PO nie widać na horyzoncie, a wszystko co jest w zasięgu to rozwiązanie jako wariant przejściowy, po którym tylko można wyprowadzić sztandar, jeśli jest takowy.

Platforma jako projekt polityczny zużyła się w taki sam sposób, jak Unia Wolności.
Partia władzy nie jest potrzebna nikomu, jeśli nie ma władzy.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tagi:
wybory, Platforma Obywatelska, PO, Grzegorz Schetyna
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz